Powrót do strony głównej

Powrót do części pierwszej

Odnalazłem ciekawy artykuł nieznanego autora i zrobiłem jego kopię.

Obecne źródło tej pracy - http://badacz.blog.onet.pl/1,AR2_2007-09-24_2007-09-30,index.html

 


 
30 września 2007

Jestem pod wielkim wrażeniem wielu osiągnięć NASA. Podziwiam osiągnięcia, oddanie i poświęcenie astronautów, którzy zginęli w swojej podróży poza nowe bariery, wyznaczone przez prezydenta Johna Kennediego w 1960 roku, kiedy obiecał on, że człowiek postawi nogę na Księżycu pod koniec dekady. Jestem zasmucony śmiercią załogi Columbii i Challenger'a, którzy zawierzyli NASA i oddali swoje życia. W swoim telewizorze w 1986 roku zobaczyłem na żywo eksplozję Challengera. Oglądałem też horror pewnego jasnego poranka w lutym 2003 roku, kiedy prom kosmiczny Columbia rozpadał się ponad Teksasem. Jestem smutny z powodu śmierci astronautów Apollo 1: Gus'a Grissom'a, Ed'a White'a i Roger'a Chaffee na platformie startowej na Florydzie w 1967 roku.

W związku z tym nasuwa mi się pytanie czy Ameryka wysłała ludzi jedynie "na śmierć", a na księżyc nigdy ludzie nie dotarli ?

Wiele już teorii zostało wymyślonych, ja może podam te, które o których jest cicho, a jedną z nich jest taka że NASA wysłało w kosmos o wiele więcej ludzi niż oficjalnie twierdzi, ale bojąc się zakończenia swej działalności, ukrywa pewne fakty czy wypadki w których ginęli ludzie. Może NASA próbowała wysyłać już wcześniej ludzi na księżyc ale nigdy oni tam nie dotarli z powodu ich śmierci w drodze lub już na samym księżycu (przeczytaj część 2 artykułu - omawiane są tam również warunki panujące na księżycu - gdzie niemożliwe byłoby przetrwanie choćby sekundy ze sprzętem jakim posługiwali się ludzie w 20 wieku, co więcej nawet dziś byłoby to bardzo trudne). Bojąc się porażki i wielkiego skandalu, zmistyfikowała całą relację z księżyca, produkując film tutaj na ziemi w specjalnym studio.

Jednym ze skandali, który wyszedł na jaw to taki że NASA zgubiła oryginalną taśmę z nagraniem pierwszego kroku człowieka na Księżycu. Jej pracownicy obawiają się, że teraz znowu odżyją spiskowe teorie, według których historyczny krok Neila Armstronga był jedynie hollywoodzką mistyfikacją. W 1969 roku ten krok oglądało przed telewizorami 600 milionów ludzi. Jednak, jak twierdzi NASA, oryginalny film z wydarzenia zapodział się gdzieś w archiwach. Przy okazji wyszło na jaw, że być może najważniejsza kaseta w historii człowieka była beztrosko trzymana wśród setek innych, o nieporównanie mniejszej wartości. NASA nie traci nadziei i planuje przekopać gigantyczne archiwum z ostatnich 35 lat, licząc, że natknie się na film. Jednak, jak przyznaje jej pracownik, 35 lat to bardzo dużo.

Zgubić tak ważny film ? Chyba przyznacie że sprawa ta coraz bardziej się zakręca, i coraz więcej jest nieścisłości.

A może zobaczmy autentyczne fragmenty filmów oraz zdjęć wysokiej rozdzielczości, rzadziej publikowane na których jasno widać mistyfikacje ?

Nie zapominajmy że jedynym celem Amerykanów, było przezwyciężenie Rosji w wyścigu, kto będzie lepszy - kto pierwszy wyląduje na księżycu. Biorąc pod uwagę tą "wojnę na technologie między państwami" widzimy tutaj raczej chęć zwyciężenia wszystkimi sposobami a odkrycia naukowe schodzą na drugi plan.

Czy więc posłużono się kłamstwem by zwyciężyć z Rosją ?

Dziś wielu naukowców, wiele mediów powtarza w kółko że nie możliwe były by takie oszustwa, ponieważ tak wielu naukowców badało te filmy i zdjęcia.

A co jednak by się stało gdyby jakiś naukowiec nagle oznajmił że to jest naprawdę oszustwo ? Najprawdopodobniej wyśmiali by go wszyscy, mówiąc, "ale to już było".

Dziś nawet podważając autentyczność tego filmu, na nic się nie zda. Dlaczego tak jest ? Pomyślcie co by się stało gdyby naprawdę podważano autentyczność tych zdjęć ?

Cały świat byłby w szoku a Ameryka okazała by się wobec Rosji zwykłym krętaczem i oszustem i tak naprawdę nie jest lepsza od Rosji bo nigdy nie wysłała człowieka na księżyc.

Czy wobec tego są jakieś naciski Amerykańskich służb, na społeczeństwo całego świata aby tylko nikt poważnie nie podważył tych materiałów ?

Dlaczego mimo że są powody by nie wierzyć tym materiałom, nikt naprawdę nie podważa tych faktów ?

Wobec tego dlaczego na księżycu ludzie poruszają się jak w zwolnionym filmie ? Chorągiewki falują na wietrze, którego nie ma bo jest próżnia, przedmioty są cięższe od człowieka, a na księżycu widoczne są lampy studyjne oraz inne przyrządy, dlaczego nie ma gwiazd i nigdy nie było ich widać a słońce wydaje się być kilkanaście metrów nad nami, dlaczego księżyc jest oświetlony tylko w tym miejscu gdzie stoją astronauci a dalsza jego część zanika w ciemności, dlaczego w XXI wieku dzięki sondom i teleskopom NASA nie potrafi lub nie chce wskazać miejsca gdzie pozostawiono słynne "pojazdy księżycowe" i pozostałości sprzętu po astronautach, dlaczego nie zrobi ich zdjęć na chwilę obecną, czy ten sprzęt odleciał w kosmos, a może wcale go tam nie było ?

 

 

Falszywe_ladowanie_na_ksiezycu...

 

 

Jeden z Czytelników zwrócił mi uwagę na bardzo ważną rzecz związaną z oświetleniem obiektów widocznych na zdjęciach z rzekomego Księżyca. Otóż skoro oficjalna wersja twierdzi, że cienie rozświetlane są w wyniku odbijania światła słonecznego od powierzchni Księżyca, to zjawisko rozświetlania cieni powinno być widoczne w przypadku wszystkich obiektów. Tymczasem na zdjęciach z rzekomego Księżyca wcale tak nie jest. Proszę zwrócić uwagę na zamieszczone poniżej zdjęcie.
 

 

 

  

[AS11-40-5875]
Proszę zwrócić uwagę na sposób oświetlenia obiektów pozostających w cieniu.

 Kombinezon astronauty pomimo rzucania cienia jest wyraźnie widoczny, będąc

jedynie nieco ciemniejszy w cieniu. Tymczasem kamień oświetlony tym samym źródłem światła rzuca całkowicie czarny cień - poza czernią nie widać niczego na prawo od linii cienia.
Na zdjęciu zamieściłem również próbki koloru pobrane z miejsc zaznaczonych strzałkami. Prostokątne tło to próbka koloru oświetlonego księżycowego gruntu znajdującego się za kosmonautą. Kwadrat po lewej stronie to próbka pobrana z kombinezonu astronauty, a kwadrat po prawej stronie to próbka pobrana z kamienia. Widać wyraźną różnicę pomiędzy tymi próbkami. Czy może ona wynikać z tego, że astronauta ubrany jest w biały kombinezon? Moim zdaniem nie może to być przyczyną jaśniejszego cienia na kombinezonie. Gdyby jasny kombinezon miał tak bardzo rozświetlać cień, to rozświetliłby również cień rzucany przez kosmonautę na księżycowy grunt. A tymczasem ten cień jest całkowicie czarny, tak samo jak cień rzucany przez kamień. Widać to bardzo dobrze na zdjęciu w wysokiej rozdzielczości - nie ma żadnej różnicy w cieniach rzucanych przez kosmonautę i kamień na księżycowy grunt.
 

 

  

[AS16-113-18339]
I jeszcze jedno zdjęcie. Kosmonauta w czasie

podskoku salutuje amerykańskiej fladze. W czasie

podskoku jak widać na zdjęciu nie wzbił on do góry pyłu z powierzchni Księżyca, nie ma też jego śladów w gruncie księżycowym.
Na zdjęciu jest też inny rodzynek, który w powiększeniu przedstawiam poniżej.
 

 

   

 Proszę zwrócić uwagę na to, w jaki sposób maszt flagi rzuca cień na powierzchnię Księżyca. Pierwszy odcinek cienia ginie w okolicach kamienia, a następnie pojawia się w innym miejscu i biegnie dalej. Skąd taka nagła zmiana kierunku rzucania cienia? Tego raczej nie da się wytłumaczyć nierównością terenu.

 

 

Można się zgodzić z tym, że na zdjęciach z Księżyca nie ma gwiazd. Jest to spowodowane tym, że do prawidłowego naświetlenia zdjęć przedstawiających powierzchnię Księżyca czy inne obiekty znajdujące się na Księżycu używano krótkich czasów naświetlania, przez co stosunkowo słabe światło gwiazd nie zostało utrwalone na zdjęciach. Ale w historii z gwiazdami jest jeszcze inny, bardzo ważny element.
Otóż jak wiadomo, wykonanie z Ziemi zdjęcia gwiaździstego nieba jest banalnie proste i można to zrobić praktycznie każdym aparatem fotograficznym, w którym nośnikiem zdjęcia jest emulsja fotograficzna. W tym celu należy ustawić aparat na statywie lub nawet położyć go na ziemi, skierować go na niebo, maksymalnie otworzyć przesłonę i otworzyć migawkę na czas od kilku do kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu minut w zależności od tego, jaki efekt chcemy uzyskać i jaka jest czułość naszego filmu. I gotowe - film wywołujemy i mamy gotowe zdjęcia gwiaździstego nieba.
Na Księżycu wykonanie takiego zdjęcia, biorąc pod uwagę brak atmosfery, byłoby również banalnie proste, a rezultaty znacznie lepsze niż w przypadku zdjęć wykonywanych z Ziemi. Dodatkowo z powodu braku atmosfery na Księżycu nie trzeba byłoby czekać na zachód Słońca, ale zdjęcia nieba można było wykonać w każdej chwili ustawiając aparat fotograficzny w ten sposób, aby przede wszystkim Słońce nie znalazło się w polu widzenia obiektywu. W polu widzenia obiektywu mogłyby się znaleźć inne obiekty jak powierzchnia Księżyca, lądowniki czy astronauci - co najwyżej przy długim czasie naświetlania zostaliby oni na zdjęciach "prześwietleni", ale zdjęcie gwiaździstego nieba byłoby znakomite.
Amerykańscy astronauci zrobili setki zdjęć, dziesiątki skomplikowanych pomiarów, wiele różnych eksperymentów, badali wiatr słoneczny, nawet taszczyli na Księżyc specjalny odbłyśnik laserowy - a przy tym wszystkim nie zrobili rzeczy podstawowej i banalnie prostej do wykonania - nie zrobili ani jednego zdjęcia gwiazd na księżycowym niebie. Ani jednego.
Wykonanie zaledwie jednego odpowiedniego zdjęcia prawdopodobnie ucięłoby wszystkie spekulacje na temat domniemanego amerykańskiego oszustwa. Otóż jak wiadomo oś obrotu Ziemi nachylona jest do płaszczyzny ekliptyki pod kątem około 67 stopni. Skutkiem tego oś obrotu Ziemi dla obserwatora znajdującego się na półkuli północnej przecina umowną sferę gwiazd w okolicy Gwiazdy Polarnej w gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy. Inaczej mówiąc, wszystkie gwiazdy na ziemskim niebie wykonują pozorny ruch kołowy wokół Gwiazdy Polarnej, zakreślając na długo naświetlanych klatkach charakterystyczne okręgi (w przypadku kiedy położenie aparatu fotograficznego czy kamery nie jest korygowane o ruch obrotowy Ziemi, ponieważ wtedy aparat fotograficzny obraca się dzięki specjalnemu mechanizmowi, widząc cały czas ten sam obszar nieba - śledząc "przesuwające się" gwiazdy). Natomiast nachylenie osi obrotu Księżyca wynosi w stosunku do ekliptyki około 88 stopni. Skutek tego jest oczywisty. Otóż gwiazdy na księżycowym niebie nie obracają się wokół nieruchomej Gwiazdy Polarnej, ale wokół innej gwiazdy czy też wokół innego miejsca na księżycowym niebie. W dodatku prędkość obrotowa Księżyca jest wielokrotnie mniejsza niż prędkość obrotowa Ziemi, przez co zdjęcia nieba księżycowego można naświetlać o wiele dłużej bez obawy o powstanie na zdjęciu charakterystycznych śladów zakreślanych przez gwiazdy. Tak więc wykonanie chociaż jednego zdjęcia nieba obejmującego Gwiazdę Polarną i obszar gwiazdozbioru Małej Niedźwiedzicy pozbawiłoby podstaw do oskarżeń Amerykanów o sfałszowanie lotów na Księżyc. Ale jak już wspomniałem, nie ma ani takiego zdjęcia, ani żadnego innego zdjęcia księżycowego nieba.
Można oczywiście twierdzić, że podstawowym dowodem amerykańskiego lądowania na Księżycu są przecież skały przywiezione z Księżyca. Tyle tylko, że jak wskazują badania naukowe, Księżyc powstał z Ziemi przez wyrwanie z niej pod wpływem jakiegoś czynnika materii we wczesnym stadium powstawania Układu Słonecznego - skały na Księżycu i na Ziemi są prawie takie same. Jedyna różnica jest taka, że te z Księżyca były i są poddawane bombardowaniu cząstkami elementarnymi oraz meteorytami w próżni. Ale czy tak trudno zrobić to samo na Ziemi?
I jeszcze na temat zdjęcia [GPN-2000-001137] (w opracowaniu plik ksiezyc13.jpg) przedstawiającego amerykańskiego kosmonautę oraz amerykańską flagę. Przyjrzyjmy się temu zdjęciu ponownie.
Nie ma raczej wątpliwości co do tego, że najbliższym obiektem od aparatu jest amerykańska flaga, astronauta wydaje się stać nieco dalej. Przednia część zasobnika, który ma umieszczony na wysokości klatki piersiowej jest całkowicie oświetlona co oznacza, że astronauta jest oświetlony z przodu. Ponieważ zasobnik rzuca cień na lewą rękę astronauty widać, że światło pada z kierunku przód - góra - prawo patrząc od strony astronauty. Przede wszystkim ze względu na to, że astronauta jest oświetlony lekko z przodu, cień jaki stwarza z całą pewnością nie pada na flagę.
Zobaczmy, co widać na fladze. Flaga jest zagięta na końcu i jest pofałdowana. Pofałdowania flagi zostawiają na fladze cienie. Jest to bardzo dziwne, ponieważ flaga była wykonana ze stosunkowo wytrzymałego, ale cienkiego materiału, przez który światło słoneczne, wielokrotnie mocniejsze na Księżycu niż na Ziemi, powinno prześwitywać na wskroś. Tymczasem duża część flagi sama rzuca na siebie ciemnoszary cień, a duża część pola z gwiazdami na fladze jest nawet czarna - cień rzucany przez kawałek materiału wygląda tak samo, jak cień rzucany przez astronautów czy lądownik. Dla mnie jest to dowód na to, że flaga została oświetlona słabym źródłem światła. I z pewnością nie było to Słońce.

Jako rozwinięcie tematu wątpliwości związanych z amerykańskimi lotami na Księżyc, proszę o przeczytanie przedostatniego akapitu z opracowania z 1 czerwca 2006 roku, zamieszczonego w dziale USA 9/11.

W ostatnich latach obserwujemy wręcz wysyp filmów i publikacji poddających w wątpliwość to, że Amerykanie wylądowali na Księżycu. Wykorzystując dobrodziejstwa Internetu postanowiłem dokładniej przyjrzeć się rzekomym zdjęciom z Księżyca, wykorzystując do tego przede wszystkim oficjalne serwisy

http://www.apolloarchive.com/apollo_gallery.html

oraz

http://grin.hq.nasa.gov/

. Obydwa serwisy korzystają z tego samego źródła: archiwów Amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA. Dla porządku przy zdjęciach podaję w nawiasach kwadratowych oznaczenia zdjęć. Większość z nich pochodzi z pierwszego źródła, zdjęcia z drugiego źródła mają oznaczenia rozpoczynające się literami GPN.
Niektóre zdjęcia poddawałem niewielkiej obróbce, żeby uwidocznić pewne fakty. Przekształcenia były wykonywane na zdjęciach w wysokich rozdzielczościach, które następnie były poddawane zmniejszaniu rozdzielczości w celu umieszczenia ich na tej stronie. Dlatego też ewentualne przekształcenia wykonane przez Czytelników na zamieszczonych tu zdjęciach wyjściowych mogą dać nieco inny wynik. Wszelkie powiększenia wykonywałem również ze zdjęć wykonanych w wysokich rozdzielczościach. Przekształcenia zdjęć wykonywałem z użyciem funkcji whitepoint oraz blackpoint, ale podobne rezultaty można uzyskać poprzez zmianę jasności i kontrastu zjdęć. Zdjęcia pochodzą z różnych wypraw księżycowych.
Starałem się zachować jak najlepszą jakość zdjęć, przez co ich objętość jest dosyć duża i strona może ładować się przez dłuższy czas.
Opracowanie zaledwie sygnalizuje problem, koncentrując się na najbardziej widocznych i ewidentnych niezgodnościach.

Na wstępie ogólna uwaga do zdjęć. Biorąc pod uwagę dobrą lub bardzo dobrą jakość techniczną tych zdjęć, rozkład oświetlenia, kontrasty, kolory, sposób kadrowania zdjęć, kompozycje kadrów trzeba stwierdzić, że większość tych zdjęć ma jakość studyjną. Ale Księżyc bynajmniej nie jest najlepszym miejscem do robienia tak dobrych zdjęć biorąc pod uwagę ogromne kontrasty jakie tam występują, ekstremalne temperatury oraz fakt, że astronauci nie mieli możliwości dokładnego kadrowania scen.
Na początek przyjrzyjmy się mapie Księżyca z zaznaczonymi miejscami lądowań poszczególnych misji.

 

 

  

Jak widać na zamieszczonej mapce, w przypadku czterech z

sześciu misji księżycowych lądowania następowały w okolicach

okołorównikowych. Narażałoby to astronautów, jak również lądowniki

oraz wszystkie urządzenia, na oddziaływanie ekstremalnych temperatur. Skutkowałoby to również dużymi kątami padania światła słonecznego,

ale na prawie wszystkich zdjęciach z powierzchni Księżyca Słońce

świeci nisko nad horyzontem. Może to być spowodowane fazami

Księżyca.

 

  

Dnia 16 lipca 1969 roku cały świat patrzył z podziwem na

Amerykę, gdzie wraz ze startem rakiety Saturn V rozpoczęło

się przedstawienie zatytułowane "Amerykanie lecą na Księżyc".

[KSC-69PC-442]

 

  

W czasie podróży na Księżyc amerykańscy astronauci

wykonali szereg zdjęć, w tym również zdjęcia Ziemi. [AS12-50-7326]
Ponieważ krzywizna Ziemi zwróciła moją uwagę, postanowiłem opisać na niej okrąg. Niestety, nie udało mi się zrobić tego tak, żeby pokrywał on krzywiznę Ziemi. Zawsze w którymś miejscu okrąg przecinał krzywiznę lub w wyraźnie się od niej oddalał. Oznacza to, że widoczna na zdjęciu Ziemia nie jest okrągła. Oczywiście wiadomo też, że Ziemia jest nieco spłaszczona na biegunach, ale widoczna na zdjęciu różnica jest zbyt duża, jak na spłaszczenie wynoszące około 20 kilometrów.

 

 

 4 dni później, 20 lipca 1969 roku Amerykanie po raz pierwszy wylądowali na Księżycu.
Pomimo tego, że Księżyc pokryty jest warstwą pyłu, który w miejscu lądowania zostałby uniesiony wysoko ponad powierzchnię Księżyca w wyniku oddziaływania strumienia wylotowego silnika rakietowego lądownika, na podporach lądowników nie ma nawet najmniejszego śladu jakichkolwiek zanieczyszczeń. [AS11-40-5918]

 

 

Kolejne zdjęcie przedstawia księżycowy lądownik i wychodzącego z niego jednego z amerykańskich astronautów. [AS11-40-5863-69]
Jeżeli fotografujemy w kierunku mocnego źródła światła lub takie źródło światła znajduje się poza kadrem, ale blisko fotografowanej sceny, na zdjęciu powstaną charakterystyczne ślady wywołane odbiciem światła w soczewkach obiektywu. Na zdjęciu widzimy 4 pary takich odbić, które rozróżniłem kolorami. Proste prostopadłe do odbić wskazują kierunki rozchodzenia się światła. Wzajemne usytuowanie odbić nie pozostawia wątpliwości, że źródłem każdej z par odbić nich jest oddzielne źródło światła. Oznacza to, że widoczna na zdjęciu scena została oświetlona przez co najmniej 4 niezależne, oddzielne źródła światła. Jak możemy się domyślać, źródeł światła musiało być jeszcze więcej, ponieważ konieczne było rozświetlenie części lądownika znajdującego się w cieniu tak, aby wszystko było widoczne.
Strzałką zaznaczyłem kolejne źródło światła. Nie jest to światło odbite, ponieważ jak widać na podstawie wzajemnego usytuowania podpór lądownika, ta część lądownika znajduje się w cieniu. W tym obszarze musiałoby zatem istnieć coś, co samodzielnie wytwarzałoby światło.
Równie ciekawe rzeczy zobaczymy, jeżeli poddamy zdjęcie prostej obróbce poprzez użycie funkcji whitepoint. Uzyskamy rozjaśnienie zdjęcia, a efekt widoczny jest na kolejnym zdjęciu.

 

  

Czerwonymi strzałkami zaznaczyłem obszary, na które chcę zwrócić uwagę. Widzimy, że mamy do czynienia z wyraźnym źródłem światła widocznym teraz jako dwa współśrodkowe koła. Widzimy również, że z jakichś przyczyn cień rzucany przez lądownik ma niejednakową strukturę, tak samo jak księżycowe niebo. To co widzimy nie pozostawia wątpliwości, że zdjęcie było retuszowane, że niektóre obszary zdjęcia nie wyglądały tak, jak powinny, więc je "poprawiono". Na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku nie było jeszcze komputerów w takiej formie, w jakiej istnieją one dzisiaj. Wszelkie ulepszenia zdjęć możliwe były do wykonania tylko bezpośrednio na materiale filmowym czy zdjęciowym. I to, co na takim zdjęciu dla laika było czy jest niewidoczne, dzisiaj dzięki prostym przekształceniom komputerowym staje się widoczne. Mimo wszystko zagadką "artystów" z NASA, a może raczej z Hollywood pozostanie to, dlaczego bawili się w taką "wycinankę" na niebie.
Zwracam również uwagę na to, że na większości zdjęć z Księżyca nie jest widoczne ziarno filmu fotograficznego na obszarze nieba. Niebo jest tutaj newralgicznym obszarem, ponieważ księżycowe niebo powinno być jednakowo czarne na całej powierzchni widocznej na zdjęciu z ewentualnymi śladami gwiazd. Na Ziemi spełnienie tego warunku jest bardzo trudne, o czym jeszcze się przekonamy. Tak więc ogromna część zdjęć została w sposób analogowy, jak również zapewne cyfrowy, przetworzona tak, że niebo ma jednakową czerń na całej powierzchni. Ale z kolei zniknęła ze zdjęć podstawa rzecz: ziarno emulsji fotograficznej. Jak wygląda takie ziarno, zobaczymy na jednym z kolejnych zdjęć.

 

  

Zobaczmy teraz jedno z najsłynniejszych zdjęć z Księżyca: zdjęcie Edwina "Buzza" Aldrina i przyjrzyjmy mu się dokładniej. [AS11-40-5903]
To, czego nie widać na małych zdjęciach, widać dokładnie na zdjęciach wykonanych w wysokich rozdzielczościach. Na lewej ręce Aldrina widać, że z jego kombinezonu wystają jakieś nici czy też kosmyki materiału. To musiałoby oznaczać, że szczelność takiego kombinezonu podobna jest do szczelności sita. Ale jak widać, w wysokiej, księżycowej próżni, w temperaturze dochodzącej lub przekraczającej +100 stopni Celsjusza i będąc wystawionym na działanie promieniowania słonecznego znacznie bardziej intensywnego, niż promieniowanie powstałe w wyniku eksplozji bomby atomowej, w tym również znacznie bardziej przenikliwego i niszczycielskiego promieniowania gamma, według Amerykanów po powierzchni Księżyca można sobie spokojnie spacerować nawet w prującym się kombinezonie.
Uwagę na tym zdjęciu zwraca również wyraźnie widoczne nierównomierne oświetlenie fotografowanej sceny. Im dalej od kosmonauty, tym scena jest coraz ciemniejsza. (zobaczmy pewien świetlny punkt, który odbija się na kasku astronauty - przypomina on stojak z oświetleniem)
Przy okazji kombinezonu zwróćmy uwagę na pewien historyczny fakt. 18 marca 1965 roku radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow odbył kosmiczny spacer jako pierwszy człowiek w historii. Przebywał poza statkiem orbitalnym w otwartej przestrzeni kosmicznej przez 10 minut, będąc przez cały czas przywiązany do statku specjalną liną. Przy powrocie do statku okazało się, że na skutek różnicy ciśnień pomiędzy ciśnieniem w kombinezonie a ciśnieniem otwartej przestrzeni kosmicznej, kombinezon napęczniał do tego stopnia, że Leonow nie mógł zmieścić się do włazu statku Woschod 2. Życie uratowało mu obniżenie ciśnienia w kombinezonie, przez co kombinezon zmniejszył objętość do rozmiarów umożliwiających przejście Leonowa przez śluzę. Takie były problemy z przebywaniem w otwartej przestrzeni kosmicznej, a trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że w tym czasie Rosjanie znacznie wyprzedzali Amerykanów w dziedzinie techniki kosmicznej.
Kilka miesięcy po Leonowie podobnego wyczynu dokonał pierwszy amerykański astronauta, Edward White. A nieco ponad 4 lata później Amerykanie spacerowali sobie po powierzchni Księżyca jak po własnym podwórku... W prujących się kombinezonach.

 

  

Amerykańscy astronauci aparaty fotograficzne mieli przymocowane do kombinezonów na wysokości klatki piersiowej. Mogli orientacyjnie ustawiać ostrość na zasadzie "blisko - dalej - daleko" oraz mogli regulować czas naświetlania zdjęcia prawdopodobnie również na zasadzie "ciemno - jasno - bardzo jasno". Nie mieli możliwości kadrowania scen, ponieważ nie byli w stanie umieścić aparatu na wysokości oczu. Tak więc zdjęcia robili niejako "na wyczucie". Tymczasem niewiele jest zdjęć, które wyglądają na zrobione w ten sposób. Większość jest dobrze skadrowana i naświetlona. [GPN-2000-001428]
Widzimy również, że astronauci mieli w hełmach ciemne przesłony mające chronić ich oczy przed bardzo intensywnym światłem słonecznym. Tymczasem aparaty fotograficzne nie posiadają żadnych filtrów na obiektywach mających zmniejszyć natężenie światła naświetlającego film, ani też nie mają osłon termicznych mających chronić aparaty, a przede wszystkim filmy, przed oddziaływaniem skrajnych temperatur oraz promieniowania kosmicznego.

 

  

Na kolejnym zdjęciu widzimy również lądownik i wychodzącego z niego astronautę. [GPN-2000-001317]
Zobaczmy, jak to samo zdjęcie będzie wyglądać po przekształceniu funkcją whitepoint.

 

 

 Tutaj również widzimy, że niebo emituje (a raczej odbija) światło w sposób nierównomierny.

 

  

Na kolejnym zdjęciu podobno widzimy Słońce oświetlające powierzchnię Księżyca. [AS12-46-6765]
Gdybyśmy zrobili zdjęcie centralnie "pod słońce" z naświetleniem "na słońce", reszta zdjęcia byłaby czarna lub bardzo ciemna. Na Księżycu ten efekt powinien być jeszcze większy. Jednak na zdjęciu widzimy wyraźnie szczegóły księżycowego gruntu. Ponadto emulsja fotograficzna filmu zapewne zagotowałaby się pod wpływem bardzo wysokiej temperatury.
Zobaczmy, jak będzie wyglądało zdjęcie po zastosowaniu tym razem funkcji blackpoint powodującej "przyciemnienie" zdjęcia.

 

  

Nie mam wątpliwości, że widocznym na zdjęciu źródłem światła jest reflektor. Prawdziwe Słońce wytwarza światło o tak wielkim natężeniu, że wszelkie ogólnodostępne aparaty fotograficzne czy kamery rejestrują to światło jako jednakowe na całej powierzchni Słońca. Tutaj widzimy wyraźnie, że tak nie jest.
Na niektórych zdjęciach z Księżyca widać, że znaczniki w postaci krzyżyków są przesłaniane przez różne, z reguły jasne przedmioty. Zwolennicy prawdziwości lotów na Księżyc twierdzą, że jest to spowodowane dużym natężeniem odbitego światła, które prześwietla swoim blaskiem fragment znacznika. Tutaj widzimy, że pomimo tego, że znaczniki znajdowały się w centralnej części źródła światła, to w dalszym ciągu są widoczne. Jednoznacznie świadczy to o stosunkowo małej sile świetlnej widocznego reflektora.

 

 

Zobaczmy kolejne zdjęcie. [GPN-2000-001137]
Można się zastanowić, jak możliwe było tak dobre skadrowanie tego ujęcia z aparatu umieszczonego na piersiach.
Na zdjęciu widać wyraźnie, że światło odbijające się na brzegu hełmu kosmonauty oraz rozpraszające się na przedniej osłonie hełmu, pada pod wyraźnie innym kątem, niż światło oświetlające Ziemię. A przecież mogło istnieć tylko jedno źródło światła: Słońce.
Należy tu zwrócić uwagę na rzecz bardzo istotną dla kolorystyki wszystkich zdjęć z Księżyca. Ziemska atmosfera rozprasza dużą część składowych światła słonecznego o krótszych długościach fal, przede wszystkim światło niebieskie. Światło to jest rozpraszane przez ziemską atmosferę, dzięki czemu widzimy właśnie niebieskie niebo. Ponieważ Księżyc nie ma atmosfery, do jego powierzchni dociera całe widmo światła słonecznego. Oznacza to, że zdjęcia z Księżyca powinny być wyraźnie bardziej niebieskie niż analogiczne wykonane na Ziemi. Bardzo dobrym miernikiem tego zjawiska jest amerykańska flaga. Jej barwy w niczym jednak nie różnią się od barw widzianych na Ziemi.
Zobaczmy teraz, jak wygląda to zdjęcie poddane obróbce przy użyciu funkcji whitepoint.

 

 

Po raz kolejny widzimy "wycinankę". Czarny obszar otaczający

kosmonautę świadczy o tym, że jego postać została doprawiona

do zdjęcia, które jako całość jest ewidentnym fotomontażem.
Wspomniałem wcześniej o ziarnie filmu, które na tym zdjęciu jest

znakomicie widoczne, przede wszystkim na obszarze nieba.

Samo niebo jednak też w niczym nie przypomina nieba księżycowego.

Księżyc nie ma atmosfery, która rozpraszałaby światło.

Księżycowe niebo powinno być jednolicie ciemne lub czarne,

ewentualnie z niewielkimi odbiciami od przedmiotów

znajdujących się w polu widzenia obiektywu.

Tu widzimy bardzo dużą część nieba podświetloną

rozproszonym światłem.
I kolejna rzecz na którą trzeba zwrócić uwagę: te same

zdjęcia znajdujące się w bazach, o których wspomniałem na

początku opracowania, różnią się między sobą. Dotyczy

to bardzo dużej liczby zdjęć. Również zamieszczone

powyżej zdjęcie pobrane z pierwszego źródła i poddane

tej samej obróbce wygląda zupełnie inaczej niż

zamieszczone tutaj: nie ma na nim czarnej otoczki

wokół kosmonauty, a obszar nieba jest jednolicie gładki

i ciemny, całkowicie pozbawiony przy tym ziarna na

obszarze nieba. Nie mam wątpliwości, że zdjęcia są

przeglądane i komputerowo usuwane są wszelkie

niezgodności, które mogłyby zostać zauważone.

 

 

Przyjrzyjmy się dwóm kolejnym zdjęciom i spróbujmy znaleźć różnice

w wyglądzie znajdującej się na zdjęciach drabinki.

[AP11-69-HC-73], [AS11-40-5899]

 

 

Uwzględniając różnicę w sposobie oświetlenia widać, że obrazy te

nie różnią się od siebie jeśli chodzi o kolorystykę, jakość obrazu,

kontrasty. Z ich opisu wynika, że pierwsze zdjęcie zostało wykonane

na Ziemi przed startem, a drugie na Księżycu. Ale te zdjęcia

wyglądają tak, jakby zostały zrobione w tym samym miejscu i w

takich samych lub bardzo zbliżonych warunkach oświetleniowych.

 

 

Przyjrzyjmy się teraz zdjęciom z Księżyca pochodzącym z innych źródeł.

 

 

Zwróćmy uwagę na pojazd księżycowy, a dokładniej na miejsca

wskazane strzałkami. Zagadkowy jest sposób, w jaki pojazd znalazł

się w tym miejscu, ponieważ w księżycowym gruncie nie ma śladów

jego kół, które na pewno byłyby widoczne, gdyby pojazd poruszał się.

Co więcej, pojazd ten wydaje się być zupełnie nieważki, ponieważ

koła nie zagłębiają się w księżycowy pył pokrywający grunt.

 

  

Dwa kolejne zdjęcia to znany nam już efekt whitepoint i jego rezultaty.

   

 

  

Kolejne zdjęcie pokazuje w sposób szczególny, jak łatwo jest oszukać

ludzkie zmysły. Zapewne większość osób oglądających to zdjęcie po

raz pierwszy weźmie je za prawdziwe. Ale wystarczy dokładniej mu

się przyjrzeć. Czerwoną strzałką zaznaczyłem linię, która oddziela źle

dopasowane części zdjęcia. Rozjaśnienie zdjęcia odsłania inny świat.

 

  

Na drugim zdjęciu widać wyraźne łaty na niebie. Ziemia jest ewidentnie

wstawiona do zdjęcia. Niebo pozbawione jest ziarna, a do tego jest

bardzo kiepsko zrobione, bo oprócz ewidentnie widocznych łat widać

wyraźnie niedoróbki wokół części lądownika znajdującej się na tle nieba.
Zdziwienie może budzić fakt, że nie ma ani jednego zdjęcia księżycowego

nieba. Amerykańscy astronauci mieliby na Księżycu możliwość

wykonania setek znakomitej jakości zdjęć gwiazd. Warunki ku temu

na Księżycu są idealne. Ale nie ma ani jednego takiego zdjęcia.

Nie ma ich głównie z tego powodu, że ich podrobienie było

praktycznie niemożliwe, a nawet dzisiaj byłoby bardzo trudne.

Przerobienie zdjęć wykonanych z Ziemi nie wchodziło w grę,

ponieważ położenie każdej gwiazdy musiałoby zostać

skorygowane o odległość Księżyca od Ziemi. A to bez użycia

komputerów było niewykonalne.

 

 

Kolejne zdjęcie to kiczowata panorama Księżyca z wschodzącą w

tle Ziemią.
Pierwszą rzeczą która rzuca się w oczy jest całkowicie płaska

powierzchnia Księżyca. Kratery, które widzimy na zdjęciu, nie

wystają ponad powierzchnię Księżyca. Z racji tego, że zdjęcie

zostało wykonane znad powierzchni Księżyca, powinna być

widoczna przynajmniej nieznaczna krzywizna Księżyca.

Tutaj jej nie ma, ale za to na innych zdjęciach jest stanowczo

przesadzona.
Słońce oświetla Ziemię z prawej strony z góry nieco z tyłu

osoby fotografującej. Kiedy spojrzymy na te niby kratery

na powierzchni Księżyca zauważymy, że rzucane przez nie

cienie musiałyby zostać wywołane oświetleniem padającym

dokładnie zza osoby fotografującej, ponieważ kratery rzucają

cienie tylko w kierunku na wprost patrząc wgłąb zdjęcia.
Pomimo odległości prawie 400,000 kilometrów oraz istnienia

ponad 100 kilometrowej, ruchomej, zróżnicowanej termicznie

atmosfery ziemskiej, kontury Afryki są ostre jak brzytwa.

Moim zdaniem taki efekt jest nie do uzyskania w tych

warunkach.

 

  

  

I jeszcze dwa zdjęcia powierzchni Księżyca pochodzące z

oficjalnych źródeł [AS11-40-5844], [AS12-47-6895]

 

Moją uwagę zwróciły ogromne rozmiary kraterów w stosunku do

krzywizny Księżyca. Można to od biedy zaakceptować, ale trudno

już zaakceptować to, że na obydwu zdjęciach na powierzchni

Księżyca nie ma nawet śladu cienia.
Proszę zwrócić uwagę na sposób oświetlenia Ziemi na drugim

zdjęciu. Słońce musiałoby świecić z góry i daleko z przodu

(jeśli można użyć takich określeń), żeby mógł powstać widoczny

na zdjęciu ostry sierp Ziemi. Oznacza to, że światło słoneczne

padałoby na powierzchnię Księżyca pod dosyć ostrym kątem.

Ale na powierzchni Księżyca nie ma nawet śladu

jakiegokolwiek cienia. Na próżno też szukalibyśmy na Ziemi

choćby zarysu kontynentów - nie ma ani oceanów, ani śladów

lądu. Ziemia jest biało - szara. Jest niemożliwe, aby tak duży

obszar Ziemi był zasnuty chmurami. Ziemia z tego zdjęcia

wygląda zupełnie inaczej, niż prezentowana wcześniej i

zupełnie nie przypomina "błękitnej planety".
Polecam obejrzenie serii pięciu zdjęć rozpoczynających

się od zdjęcia AS-11-44-6547. Seria ta jest kolejną serią

przedstawiającą wschód Ziemi nad powierzchnią Księżyca.

Na zdjęciach Ziemi widać oceany, lądy i chmury. Proszę

zauważyć, że sekwencja musiałaby zostać wykonana w

czasie kilku minut lub dłuższym. Dysponując zdjęciami w

najwyższej rozdzielczości widać, że pomimo upływu tego

czasu układ chmur na Ziemi jest taki sam, co oznacza, że

na wszystkich zdjęciach użyto tego samego obrazu Ziemi.

 

 

Czas na powrót, sławę, entuzjazm Amerykanów i podziw całego

świata. W asyście władz, reporterów, kamer, mediów i

rozentuzjazmowanych tłumów przedstawienie trwa dalej...
[AP11-KSC-69PC-467], [AP11-S69-21365], [AP11-S70-17433],

[AP11-69-H-1421], [AP11-69-H-1426]

   

   

   

   

 

W opracowaniu przedstawiłem jaskrawe niezgodności, jakie można znaleźć na materiałach fotograficznych dostępnych w oficjalnych źródłach. Oczywiście każdy ma prawo do wyciągania własnych wniosków z tych informacji.
Dla mnie jest sprawą oczywistą, że zdjęcia pochodzące rzekomo z amerykańskich misji księżycowych są fałszywe i że zostały wykonane w specjalnie przygotowanym do tego celu studiu znajdującym się na Ziemi.
Skoro fałszywe są podstawowe dowody amerykańskich lotów księżycowych, moim zdaniem należy uznać, że Amerykanie nigdy na Księżycu nie wylądowali, a cała ta historia jest tylko kolejną iluzją, którą ludzie wzięli za prawdę. Dowodzi to po raz kolejny tego, że Amerykanie doskonale opanowali sposoby manipulowania ludźmi, o czym zapewne jeszcze wiele razy się przekonamy.

 

Lądowanie na księżycu mistyfikacją, coraz więcej dowodów za tym przemawia !

Żeby samodzielnie móc ocenić materiały pochodzące rzekomo z amerykańskich lotów na Księżyc, powinniśmy zapoznać się z najważniejszymi informacjami dotyczącymi Księżyca.

Podstawową wielkością fizyczną, która ma wpływ na cały szereg innych zjawisk występujących na Księżycu jest jego masa. Jest ona 81 razy mniejsza od masy Ziemi, a co za tym idzie, grawitacja jest około 6-cio krotnie mniejsza. Mała masa naszego naturalnego satelity powoduje, że nie jest on w stanie utrzymać w swoim polu grawitacyjnym żadnych gazowych cząstek, przez co nie posiada on atmosfery. Docierające do Księżyca promieniowanie słoneczne prawie w całości jest przyjmowane przez jego powierzchnię, ponieważ nie ma atmosfery, która byłaby w stanie przyjąć energię słoneczną i otrzymane w ten sposób ciepło rozprowadzić. Skutkiem tego powierzchnia Księżyca rozgrzewana jest przez Słońce świecące w zenicie do temperatury około +130 stopni Celsjusza. W tym samym czasie dokładnie po przeciwnej, nieoświetlonej stronie Księżyca, panuje temperatura rzędu -160 stopni Celsjusza. Jak widzimy na zdjęciach i filmach z Księżyca, Amerykańscy astronauci wylądowali z daleka od księżycowego równika, przez co temperatura na otwartym słońcu była zapewne znacznie niższa, ale prawdopodobnie nie niższa niż +50 - +60 stopni Celsjusza. Ponieważ nie ma atmosfery rozprowadzającej ciepło, więc wierzchnia warstwa kombinezonu astronauty powinna mieć od nasłonecznionej strony temperaturę około +50 - +60 stopni Celsjusza, podczas gdy część kombinezonu pozostająca w cieniu powinna mieć temperaturę -40 - -50 stopni Celsjusza lub jeszcze niższą. Czy ówczesna technika była w stanie wytworzyć kombinezony, które byłyby w stanie zapewnić kosmonautom przeżycie w takich warunkach? Ten sam problem dotyczy kamer oraz aparatów fotograficznych używanych na Księżycu. Materiałem światłoczułym była tradycyjna emulsja fotograficzna. Trudno sobie wyobrazić emulsję będącą w stanie wytrzymać tak duże wahania temperatur i odwzorować niemal perfekcyjnie księżycowe widoki tym bardziej, że same kamery nie miały żadnych dodatkowych osłon mogących je chronić przed tak dużą zmiennością temperatur.

Tak duża zmienność temperatur powoduje gwałtowną erozję księżycowej powierzchni co sprawia, że jest ona pokryta warstwą drobi skalnych oraz pyłu. Amerykański lądownik był napędzany silnikiem rakietowym, który przy lądowaniu powinien był wzbić do góry ogromne obłoki pyłowe, które następnie osiadałyby na powierzchni Księżyca przez długie godziny. Tymczasem na zdjęciach widać wyraźnie, że silnik rakietowy nie tylko że nie pozostawił żadnych śladów na powierzchni Księżyca spowodowanych jego ogromnym ciągiem i bardzo wysoką temperaturą gazów wylotowych, to nawet nie wzbił do góry księżycowego pyłu, o czym świadczą idealnie czyste podpory lądownika.

Zapewne wszyscy mamy w pamięci obraz pierwszego kroku człowieka na Księżycu i odcisk jego buta w księżycowym gruncie. Do tego, aby odcisk buta czy kół amerykańskiego pojazdu księżycowego pozostawił wyraźny ślad na powierzchni Księżyca, potrzebna byłaby wysoka lepkość księżycowego pyłu, a ta byłaby wynikiem istnienia na powierzchni Księżyca wody, co jak wiemy nie ma miejsca. Grunt księżycowy powinien się zachowywać jak suchy piasek na plaży - tak długo, jak trzymamy w nim stopę, jest odbity w nim obraz naszej stopy, ale kiedy ją podniesiemy, suchy piasek obsuwa się, pozostawiając niewielki dołek bez żadnych wyraźnych odcisków czy śladów. Tak samo powinno być na Księżycu i wszystkie te ślady widoczne na zdjęciach i filmach na Księżycu nie mogłyby trwać, ponieważ nie ma tam wody, która mogłaby utrzymać cząstki księżycowego pyłu w kształcie nadanym mu przez buty astronautów czy koła pojazdu księżycowego - tak samo, jak nie można zbudować "babki" z piasku używając do tego suchego piasku. Niektórzy twierdzą, że pył znajdujący się na Księżycu jest tak mały, że w przypadku jego ściśnięcia występuje zjawisko wzajemnego wiązania się cząstek pyłu na poziomach molekularnych. Wydaje mi się to mało prawdopodobne po pierwsze dlatego, że pył księżycowy nie jest jednorodny i jest w nim wiele większych drobin i odłamków skalnych a po drugie tak wykonany ślad musiałby mieć ogromną trwałość - do jego zniszczenia wymagana byłaby duża energia mogąca pokonać siłę oddziaływania międzycząsteczkowego. Ta teoria wydaje mi się mało prawdopodobna.

Pamiętamy zapewne filmy, na których astronauci na Księżycu poruszają się po jego powierzchni w sposób majestatyczny, leciutko odbijając się od jego powierzchni i niemal płynąc nad nią. Szokiem dla wielu osób będzie obejrzenie tych filmów z prędkością zaledwie dwukrotnie większą - czar pryska. Te filmy nie różnią się niczym od filmów nakręconych na Ziemi. Pył wzbijany przez astronautów czy przez koła pojazdu księżycowego bardzo szybko opada na powierzchnię i cały obraz niczym nie różni się na przykład od zachowania piasku, który sami wzbilibyśmy w górę podskakując w górę na plaży. Na Księżycu, z racji znacznie mniejszego ciążenia oraz braku oporu atmosfery, cząstki pyłu powinny lecieć (w porównaniu z Ziemią) kilkakrotnie dalej i kilkakrotnie wyżej a ich opadanie powinno być również kilkakrotnie dłuższe. Ale tego na filmach z Księżyca nie ma.

Brak atmosfery sprawia, że nawet przy świecącym Słońcu na księżycowym niebie powinniśmy widzieć kilkakrotnie więcej gwiazd, niż w czasie najciemniejszej, bezchmurnej, bezksiężycowej nocy na Ziemi. Ale gwiazd na amerykańskich zdjęciach z Księżyca nie ma. Jeżeli znajdziemy w Internecie zdjęcia z księżycowych misji wykonane w bardzo wysokich rozdzielczościach i jeszcze je powiększymy, to zobaczymy na księżycowym niebie coś, co od biedy można uznać za gwiazdy, ale chyba nie tak to powinno wyglądać.

Brak atmosfery jest również powodem występowania znacznie większych niż na Ziemi kontrastów pomiędzy oświetloną stroną obiektu, a jego stroną pozostającą w cieniu. Każdy, kto kiedyś robił zdjęcie "pod słońce" wie, że wychodzi ono bardzo ciemne. Efekt ten powinien być zwielokrotniony na Księżycu, ponieważ nie ma tam atmosfery rozpraszającej światło i zmniejszającej kontrasty. Tymczasem widzimy zdjęcia, na których idealnie widać na przykład lądownik zarówno od strony oświetlanej przez Słońce, jak również wszystko, co znajduje się w jego cieniu. To na Księżycu jest niemożliwe. Nie pomaga tu również teoria, że to powierzchnia Księżyca odbijała część światła słonecznego, rozświetlając tym samym cienie. Tak zwane albedo Księżyca, czyli iloraz światła odbitego od jego powierzchni i światła padającego na nią, wynosi 0,12, co oznacza, że Księżyc odbija zaledwie 12% padającego na niego światła, czyli 3 razy mniej niż Ziemia. Tak niska wartość odbijanego światła w żadnym razie nie mogła tak znacząco rozświetlić cieni. Mogły to zrobić trzy czynniki: powierzchnia znacznie lepiej odbijająca światło niż powierzchnia Księżyca, istniejąca atmosfera rozpraszająca światło oraz stosunkowo słabe "słońce", dające słabsze natężenie światła po stronie naświetlanych obiektów, ale również znacznie mniejsze kontrasty pomiędzy światłami i cieniami.

Na większości zdjęć z Księżyca widzimy znaczniki w postaci krzyżyków o równych ramionach. Znaczniki takie są umieszczane z reguły pomiędzy obiektywem a naświetlanym filmem, co w momencie wykonywania zdjęcia powoduje nałożenie na zdjęcie swego rodzaju siatki ułatwiającej orientację na zdjęciu, odczytanie różnych proporcji, odległości na zdjęciu i tak dalej. Ponieważ znaczniki znajdują się tuż przed naświetlaną klatką zdjęciową, więc na zdjęciu powinny być na pierwszym planie, przesłaniając fotografowane obiekty. Na wielu zdjęciach z Księżyca tak jest, ale jest też niemało zdjęć, na których jakiś obiekt na zdjęciu przesłania znacznik (!), co jest całkowicie niemożliwe do wystąpienia w rzeczywistości. Teoria tłumacząca to zjawisko mówi, że może ono wystąpić, jeżeli fotografujemy bardzo jasny obiekt. Na kilku zdjęciach może się to zgadzać, ale na wielu zdjęciach jest tak, że znacznik jest przesłonięty przez ciemny obiekt.

Nie mogą również ujść uwadze zdjęcia, na których cienie rozchodzą się w różnych kierunkach czy też zdjęcia, na których wyraźnie widać, że im dalej od miejsca, z którego zostało wykonane zdjęcie, tym powierzchnia Księżyca staje się coraz ciemniejsza, co świadczy o jej nierównomiernym oświetleniu.

Zdarzają się również zdjęcia czy ujęcia filmowe, które oficjalnie zostały wykonane w miejscach oddalonych o wiele kilometrów, a które to zdjęcia po nałożeniu na siebie dają identyczny obraz otoczenia.

Czy taki "księżycowy krajobraz" trudno byłoby zrobić na Ziemi? Nie byłoby trudno, tym bardziej, że przy zdjęciach z "Księżyca" prawdopodobnie pracował Stanley Kubrick, człowiek który nakręcił film "2001: Odyseja kosmiczna", którego premiera miała miejsce w kwietniu 1968 roku, na nieco ponad rok przed "lądowaniem na Księżycu". Film ten stworzył w ludziach obraz tego, jak wygląda kosmos i życie na statku kosmicznym. Znacznie łatwiej więc "kupili" oni historię o lądowaniu Amerykanów na Księżycu.

Polecam również wszystkim wycieczkę do Wrocławia i obejrzenie "Panoramy Racławickiej". Tam, w pełnym świetle reflektorów, kilkanaście metrów od obrazu często trudno jest zauważyć, gdzie kończy się scenografia znajdująca się przed obrazem, a gdzie zaczyna się sam obraz.

Na zakończenie jeszcze jedna istotna uwaga. Otóż Ziemia wytwarza wokół siebie ogromne pole magnetyczne, rozciągające się na tysiące kilometrów od jej powierzchni. Pole to chroni Ziemię i nas wszystkich przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, przede wszystkim naszego Słońca. Często wysoka aktywność słoneczne sprawia, że promieniowanie to ma szczególną siłę i w miejscach najmniejszej ochrony, czyli w okolicach biegunów, przedostaje się ono w pobliże Ziemi, tworząc na niebie cudowny spektakl z postaci zórz polarnych. Astronauci znajdujący się na orbicie okołoziemskiej, pracujący nawet w otwartej przestrzeni, są w naturalny sposób chronieni przed tym promieniowaniem dzięki istnieniu owego pola magnetycznego oraz w znacznie mniejszym stopniu dzięki skafandrom. Astronautów na Księżycu mogły chronić tylko skafandry i nie łudźmy się, że byłyby one w stanie zapewnić im należytą ochronę. Nawet gdyby zdołali żywi powrócić na Ziemię, w krótkim czasie zmarliby na skutek napromieniowania, podobnie jak po napromieniowaniu w czasie wybuchu atomowego. Na żadnych zdjęciach i filmach z Księżyca nie ma śladów rozbłysków, które byłyby efektem wysokiego promieniowania kosmicznego. Proszę przy okazji zwrócić uwagę na rozbłyski na filmach z Czarnobyla wykonanych niedługo po wybuchu reaktora atomowego.

Zastanawiające dla mnie jest również to, w jaki sposób Amerykanie byli w stanie przeprowadzić telewizyjną relację na żywo z powierzchni Księżyca, jak również relacje na żywo w kolorze (!) z pokładu statku lecącego na Księżyc. Technika telewizyjna była o całe generacje gorsza od obecnej. Kamery studyjne miały rozmiary sporych skrzyń, ważących po 20 - 30 kilogramów i były kompletnie nieprzystosowane do filmowania "z ręki". Montowane były na dużych, równie ciężkich statywach. Zabranie na pokład "Apollo" kamery telewizyjnej przyzwoitej jakości wiązałoby się z ogromnymi problemami z jej obsługą oraz znacznym ryzykiem jej uszkodzenia. A transmisje z Księżyca sprawiają wrażenie, jakby tych kamer było kilka! Do ich zasilenia potrzebny byłby generator prądowy o całkiem sporej wydajności, ponieważ taka kamera, oparta przecież jeszcze na technologii lampowej, z pewnością potrzebowała co najmniej 200 - 250 Wat mocy do jej zasilenia. A gdzie tu jeszcze miejsce na urządzenia miksujące, modulujące sygnał, nadajniki? Jakim sposobem kamery lampowe były w stanie efektywnie pracować na powierzchni Księżyca, będąc narażone na skrajne wahania temperatur i promieniowanie kosmiczne zakłócające pracę układów lampowych? Kamery, które kosmonauci mieli przymocowane do kombinezonów, były kamerami filmowymi, mogącymi rejestrować obrazy na taśmach filmowych, które następnie po wywołaniu można było dopiero oglądać, a więc przy ich użyciu nie można było przeprowadzić transmisji telewizyjnej. Ja na zdjęciach i filmach z Księżyca nie widzę kamer, przy użyciu których można by przeprowadzić transmisję na żywo.

Zdjęcia z misji księżycowych można znaleźć na oficjalnych stronach Amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA, na przykład tutaj http://grin.hq.nasa.gov/BROWSE/JSC_1.html.

Po co zatem zostało odstawione całe to przedstawienie? Po to, aby stworzyć złudzenie, że USA jest w stanie wyprzedzić ZSRR pod każdym względem. Jest bardzo możliwe, że Amerykanie nigdy nie wylądowali na Księżycu. Było to zadanie znacznie przerastające ówczesne możliwości. Również i dzisiaj zadanie to wydaje się w dalszym ciągu niemożliwe do zrealizowania, mimo znacznego postępu nauki i techniki. Przyjrzyjmy się w ogólnych zarysach amerykańskim i radzieckim osiągnięciom w dziedzinie załogowych lotów kosmicznych. 12 kwietnia 1961 roku Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek w historii poleciał w kosmos. Amerykanie byli w stanie wysłać na orbitę swojego człowieka 20 lutego 1962 roku - był nim John Glenn. Czy Amerykanie w ciągu 7 lat potrafiliby rozwinąć technikę lotów kosmicznych od kilkunastominutowego lotu na orbicie wokółziemskiej jednego człowieka do trwającego około 10 dni lotu załogowego na długości ponad 800,000 kilometrów i doprowadzić do lądowania na Księżycu pierwszego człowieka w dniu 21 lipca 1969 roku? I czy byliby w stanie powtórzyć to 5 razy bez żadnych problemów? (było 6 misji księżycowych, ale w czasie jednej z nich wystąpiły poważne problemy, zapewne dla "statystyki" i stworzenia wrażenia, że nie jest to takie proste). Nasuwa mi się od razu skojarzenie z 11 września 2001 roku i teorią, że 19 "niedzielnych pilotów" porwało cztery pasażerskie Boeingi i trafiło nimi w cele w 3 próbach na 4. Jak zatem wytłumaczyć to, że mając tak ogromne doświadczenie w załogowych lotach na Księżyc, Amerykanie nie potrafili zrobić nawet dobrej stacji kosmicznej na orbicie wokółziemskiej? Zbudowali i umieścili na orbicie stację "Skylab", która na orbicie wokółziemskiej przebywała od roku 1973 do roku 1979, kiedy to w dużej części spłonęła w ziemskiej atmosferze wyniku zejścia z orbity, a jej szczątki spadły do oceanu. W czasie 6 lat na przebywania na orbicie stacja przez zaledwie rok była dostępna dla amerykańskich kosmonautów - przebywało na niej w sumie 9 kosmonautów przez łączny czas 172 dni. Tymczasem Związek Radziecki w ramach programu "Sojuz" w latach 1971 - 1982 umieścił na orbicie 7 stacji orbitalnych, których załogi prawie za każdym razem ustanawiały nowe rekordy długości przebywania człowieka w przestrzeni kosmicznej, prowadząc przy tym szereg badań naukowych i zapewne innych. W roku 1986 Związek Radziecki wyniósł na orbitę okołoziemską stację "Mir", która służyła również kosmonautom amerykańskim. Stacja "Mir", rozbudowywana, modernizowana, naprawiana przebywała na orbicie przez 15 lat, do roku 2001, z czego przez 13 lat przebywali na niej ludzie! Amerykanie tymczasem byli w stanie zbudować flotyllę sześciu bardzo skomplikowanych i bardzo kosztownych wahadłowców (z których dwa uległy zniszczeniu w katastrofach) i które - gdyby nie istnienie na orbicie radzieckiego "Mira" - prawie nie miałyby co robić, ponieważ nie są przystosowane do długotrwałych misji orbitalnych. Nie łudźmy się: Amerykanie nie byli w stanie wysłać ludzi na Księżyc. Skoro nawet nie byli w stanie utrzymać przez dłuższy czas stacji kosmicznej na orbicie okołoziemskiej, to w jaki sposób byli w stanie zapewnić warunki do przeżycia dla sześciu załóg, które rzekomo wylądowały na Księżycu i które miały do przebycia ponad 800,000 kilometrów w obydwie strony w zupełnie nowym, w dużej części nieznanym środowisku?

Na zadawane przez wielu ludzi pytanie: skoro lot na Księżyc okazał się tak prosty, to dlaczego cały program lotów na Księżyc został tak nagle zakończony, dlaczego ani później, ani obecnie nikt na Księżyc nie lata? - oficjele odpowiadają: właściwie to nie ma po co, zdobycie Księżyca było wyścigiem, wytworem "Zimnej Wojny", celem samym w sobie, mającym pokazać przewagę USA nad ZSRR. Cel został osiągnięty, więc każdy kto poleciałby teraz na Księżyc, będzie zaledwie "drugim", więc nie ma po co tego robić. Proste? To tak, jakby powiedzieć: skoro Mount Everest został już zdobyty, to nie ma sensu, żeby ktokolwiek na niego wchodził. Czy to jest racjonalne uzasadnienie? Oczywiście że nie. Gdyby nie było po co latać w kosmos, to żadne państwo nie robiłoby już tego, bo niby po co? Skoro w kosmosie były już sondy, zwierzęta, ludzie, to po co cokolwiek jeszcze tam wysyłać? Przeczą temu duże programy kosmiczne wielu państw, z nowych wspomnijmy tylko Chiny czy Indie, które nie przejmują się tym, że już ktoś przed nimi był w kosmosie i chcą go zdobywać dla siebie. Czy dla nas, Polaków, nie byłoby ogromną nobilitacją wśród narodów świata, gdybyśmy wysłali na Księżyc naszych rodaków? Oczywiście, że byłoby to dla nas powodem do wielkiej dumy, niezależnie od tego, czy Polak stanąłby na Księżycu jako drugi czy jako pięćdziesiąty drugi człowiek w historii. To nie jest osiągnięcie, o którym dzisiaj mówią wszyscy, a o którym następnego dnia nikt nie pamięta - to są wydarzenia wpisujące się na zawsze w historię ludzkości. Nie ma załogowych lotów na Księżyc, bo również obecnie jest to zadanie niewykonalne. Twierdzenie, że nie ma po co tego robić, jest po prostu niepoważne.

Zbudowanie stałej bazy na Księżycu oddałoby nieocenione korzyści państwu, które byłoby w stanie tego dokonać. Jak ważne jest zdobywanie kosmosu świadczy chociażby pokonanie tak ogromnej liczby różnych problemów i rozpoczęcie stałej współpracy wielu państw przy budowie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Badania naukowe prowadzone na orbicie wokółziemskiej oddały i oddają nieocenione usługi wszelkim gałęziom nauki, techniki i biznesu. Jednakże długotrwałe przebywanie człowieka na orbicie ma duży negatywny wpływ na ludzki organizm. Stworzenie na Księżycu stałej bazy byłoby rzeczą wręcz bezcenną, łączącą zarówno zalety wysokiej próżni kosmicznej, jak i co prawda mniejszej niż na Ziemi, ale jednak istniejącej grawitacji. Do tego warunki zerowej grawitacji można osiągnąć na orbicie Księżyca znacznie łatwiej niż w przypadku Ziemi. Dlatego też twierdzenia, że na Księżyc się nie lata, bo to jest za drogie albo że nie ma po co, są największą bzdurą jaką można wymyślić. Prawda jest na naszych oczach: dopiero współpraca najbardziej zaawansowanych technicznie i technologicznie państw świata pozwala na zbudowanie przyzwoitej stacji orbitalnej, w której będą mogli przez długi czas przebywać kosmonauci, w dobrych i bezpiecznych warunkach. A jak świat będzie istniał, to może za 50 - 100 lat ktoś w końcu na Księżyc poleci.

Najprostszą metodą sprawdzenia tego, czy Amerykanie rzeczywiście wylądowali na Księżycu, byłoby przyjrzenie się przez największe ziemskie teleskopy astronomiczne, czy w miejscach lądowania Amerykanów stoją podstawy lądowników oraz amerykańskie pojazdy księżycowe. Jeżeli przy użyciu teleskopów nie udałoby się tego stwierdzić, mogłaby to zrobić przy okazji badań Księżyca jakaś sonda. Jednakże to, co mamy obecnie na oficjalnych filmach i zdjęciach z Księżyca jest aż nadto wystarczające, aby uznać, że Amerykanie na Księżycu nigdy nie byli, a cała ta historia jest taką samą fikcją, jak atak terrorystów na USA z 11 września 2001 roku. Ten nagły odwrót od kolejnych lotów na Księżyc kojarzy mi się z równie nagłym spadkiem zainteresowania osobą Bin Ladena, który rzekomo stoi za zamachami z 11 września 2001 roku. Dlaczego Amerykanie już o nim nie mówią? Dlaczego go nie szukają? Z tego samego powodu, dla którego nie polecieli już nigdy więcej na Księżyc: tak samo jak w roku 1969 nie chodziło o Księżyc, tak obecnie nie chodzi o Bin Ladena ani terrorystów. Fikcja goni fikcję, kłamstwo goni kłamstwo.

 

Powrót do strony głównej