Młoda lekarka - ostatni odcinek

 Wojciech Orliński  2007-04-16

 

Wczoraj na naszych łamach Ewa Szumańska, autorka cyklu "Z pamiętnika młodej lekarki", która odmówiła złożenia oświadczenia lustracyjnego, żegnała się ze słuchaczami. Dziś żegna się z nią Wojciech Orliński i "Gazeta"

 

Poniższy, opublikowany przez GW tekst pochodzi z bloga Wojciecha Orlińskiego 'Ekskursje w dyskursie' http://wo.blox.pl/html

 

Spamiętnika młodej lekarki. Ehę, ehę. Będąc młodą lekarką, rzutującą na pierwszy front dekomunizowania rubieży, wszedł raz do mej przychodni pacjęt o wzroku wzburzonym.

 

- Dziędobry pani doktor.

 

- A dziędobry. Co pana sprowadza?

 

- Sprowadza mię do panidoktór lustracja.

 

- A na czym się panu zrobiła?

 

- Na posiedzeniu Podstawowej Organizacji Partyjnej Prawa i Sprawiedliwości w Polskim Radiu, pani doktór.

 

- Ach - spłoniłam się dziewczęco. - Nie wiedziałam, że taką już mamy.

 

- Mamy, mamy, pani doktór, towarzysz sekretarz Marcin Wolski jak tylko odnalazł swój stary gabinet, w którym sekretarzował POP PZPR za komuny, wzruszył się okrutnie, kazał odnowić, wydrukować nową papeterię i zasiada teraz jako POP PiS.

 

- Medycyna niestety jest wobec tego przypadku bezradna - powiedziałam, zachowując ton adekwatnej powagi.

 

- Medycyna może i tak, ale my nie - zarechotał pacjęt - My musimy panią doktór zmusić do zlustrowania, żeby wykształciuchy się nie śmiały, że w radiu zostały już tylko stare komuchy jak Wolski, Czabański czy Targalski.

 

Uznałam, że już czas na przejęcie inicjatywy strategistycznej. Inteligentnym fortelem odwróciłam uwagę pacjęta.

 

- O, ptaszek!

 

- Gdzie?

 

Zaaplikowałam narkozę (BUM!). Śmiałym ruchem umieściłam pacjęta na fotelu i przystąpiłam do trepanacji czaszki (wzzzzzzz!). Dokonałam sekcji treści mózgowia (ćplskślpskslślslsplsk). Znalazłam żałosne kompleksy, zawiść i opakowanie po wazelinie. Przeniosłam te ciała obce do autoklawu (zzziut!). Następnie wlałam pacjętowi do głowy litr oleju (chlllust!), umieściłam czaszę czaszki w położeniu pierwotnem i zaszyłam catgutem (ciachciachciachciach).

 

- Już po wszystkiem, może się pan obudzić! - oznajmiłam.

 

- Gdzie ja jestem?

 

- W mojem gabinecie. Przeprowadziliśmy zabieg mający pana wyleczyć z kaczyzmu. Ile pan widzi palców?

 

- Jeden.

 

- Dobrze. Co pan myśli o lustrowaniu satyryków?

 

- Od żartowania to są chyba satyrycy, nie politycy?

 

- Dobrze. Co pan myśli o obecnej polityce radiokierownictwa?

 

- No wariaci jacyś się do tego dorwali, najciekawsi ludzie odchodzą, zostają same stare komuchy udające antykomuchów. To na dalszą metę samobójstwo jest przecież.

 

- Doskonale. Jest pan wyleczony. Nowoczesna medycyna po raz kolejny zatryjomfowała nad wstecznictwem i zabon... zabonbonem. Co ma pan w tej kopercie?

 

- Druk oświadczenia lustracyjnego, ale to teraz niepotrzebne, bo już zmądrzałem. Dziękuję pani doktór, czuję się o wiele lepiej, rzucę te głupie papiery byle gdzie, na przykład tu na parapet. Do widzenia!

 

Niestety, ledwie pacjęt opuścił mój gabinet, przez okno weszli komandosi z Centralnego Biura Antylekarskiego, ostrzeliwując się zaciekle (papapapa! ka-buuuum! zzzzzzzonnnk! putatatatataputatatata!). I tak właśnie znalazłam się na tej oto konferencji prasowej poświęconej mojemu usiłowaniu morderstwa dla uzyskania korzyści materialnej o wartości zadrukowanej kartki a cztery.

 

[guest starring - Minister Ziobro]: Ta pani już nikogo nie rozśmieszy.

 

/Źródło: Gazeta Wyborcza/