TAK
w Rumunii, a JAK w Polsce?
W
czwartek, 19 kwietnia 2007, po pięciogodzinnej debacie, na wspólnym posiedzeniu
Izby Deputowanych i Senatu, stosunkiem głosów 332 do 108, przy 10 głosach
wstrzymujących się, parlament rumuński zawiesił prezydenta Traiana Basescu w
pełnieniu obowiązków głowy państwa. Głównymi zarzutami były: naruszanie
konstytucji, wchodzenie w kompetencje rządu, zapędy dyktatorskie na wzór
Aleksandra Łukaszenki. Na czele koalicji antyprezydenckiej stanął szef rządu,
premier Calin Popescu Tariceanu. Prezydent musiał wyprowadzić się z pałacu i
przenieść do wynajętej ad hoc willi w centrum Bukaresztu. Jego obowiązki przejął
marszałek Senatu Nicolae Vacaroiu. Zgodnie z konstytucją na dzień 19 maja
wyznaczono referendum, w którym obywatele mieli zatwierdzić bądź odrzucić
decyzję parlamentu.
Miesiąc
przed referendum upłynął w atmosferze masowych demonstracji i
kontrdemonstracji, zarówno w Rumunii, jak i wielu krajach świata, w których
mieszkają i pracują Rumuni. Wielotysięczne tłumy Rumunów wyszły na ulice Rzymu,
Paryża, Londynu, Dublina, Hamburga, Monachium, Bonn, Montrealu, Berlina.
Oczywiście jeszcze większe tłumy wystąpiły w obronie swego prezydenta na
ulicach miast rumuńskich: Bukaresztu, Iasi, Craiova i innych. 30 tysięcy demonstrantów
w trzystutysięcznym mieście robi wrażenie. Rumunia znalazła się na czołówkach
europejskich gazet i mediów (no, może z wyjątkiem Polski, gdzie jakoś to
specjalnie nikogo nie zainteresowało!). Dla gazet takich jak np. londyński „The
Times” były to wiadomości sensacyjne. Duży tekst Rogera Boyersa w „The Times” z
15 maja, zaczynał się tak:
Wyobraźcie
sobie coś takiego: oto premier dużego europejskiego państwa, członka Unii
Europejskiej, podczas telewizyjnego czatu ostro atakuje głowę państwa. Telefon
zostaje udostępniony telewidzom i jako pierwszy zgłasza się … oburzony
prezydent, który siedząc na kanapie w wynajętym mieszkaniu, nie przebierając
specjalnie w słowach, ruga swojego premiera.
Dziennikarz
dalej określa tę sytuację, jako najbardziej dziwaczną walkę o władzę we
Wschodniej Europie, jako politykę doprowadzoną na niespotykane gdzie indziej wyżyny
absurdu.
Co
dla Anglika może wyglądać jak absurd, nie jest takim w oczach Rumunów i ich
prezydenta. Na wielotysięcznych wiecach wyjaśnia on, bez ogródek, o co w tej
awanturze chodzi? Partyjna ordynacja wyborcza doprowadziła do tego, że Rumunią
rządzą mafijne klany postkomunistycznych oligarchów, którzy zajęli
najważniejsze stanowiska w rządzie i w przywództwie praktycznie wszystkich
partii politycznych. Bez wahania wymienia ich nazwiska: to obecny premier Calin
Popescu Tariceanu; to szef rządzącej Partii Liberalnej Dinu Patriciu; to szef Partii
Konserwatywnej Dan Voiculescu; to mózg socjaldemokratów Dan Ioan Popescu; to lider
współrządzącej Mniejszości Węgierskiej Attila Verestoy; to Viorel
Hrebenciuc
czy poprzedni prezydent Ion Iliescu i inni. Dinu Patriciu to magnat paliwowy,
kierujący biznesami na rynku nieruchomości i mediów. Dan Voiculescu, agent rumuńskiej
bezpieki, osławionej Securitate, jest głównym udziałowcem koncernu medialnego
GRIVCO. Attila Verestoy wzbogacił się na aferze alkoholowej i drzewnej,
związany z mafią węgierską, postawiono mu zarzuty prokuratorskie i był
tymczasowo aresztowany przez kilka miesięcy. Hrebenciuc był znany pod pseudonimem
baron lokalny w okręgu Bacau, gdzie pełnił urząd gubernatora i był związany z
politykami, którzy zostali skazani za różne przestępstwa, między innymi za
związek z terrorystą Omarem Hayssamem. Socjaldemokrata Dan Ioan
Popescu,
minister przemysłu w poprzednim rządzie, dorobił się na tym stanowisku majątku,
którego zadeklarowana wartość wynosi 11 milionów euro…
PARLAMENT
UNICAMERAL – VOT UNINOMINAL (Parlament jednoizbowy
– wybory jednomandatowe) – takie hasła widzimy na zdjęciach z masowych manifestacji.
Traian Basescu jasno przedstawia swój program polityczny: przede wszystkim zmiana ordynacji
wyborczej na większościową z jednomandatowymi okręgami wyborczymi; po drugie, reforma konstytucji i
likwidacja Senatu. Wybory w okręgach jednomandatowych umożliwią przeprowadzenie
rzeczywistej lustracji, rozbicie struktur mafijnych i rosyjskiej agentury!
W
wywiadzie dla „The Times”, pytany czy spodziewa się zwycięstwa w referendum,
Basescu odpowiada: Tu nie chodzi o to czy zwyciężę, tylko jakie będzie to
zwycięstwo?
Niska frekwencja mogłaby zachęcić parlament do dalszej walki i ogłoszenia, że
referendum było nieważne.
Według
orzeczenia Rumuńskiego Sądu Konstytucyjnego (CCR), w niedzielę 19 maja, 6 059
315 głosujących opowiedziało się za swoim prezydentem, 2 013 099 było przeciw,
62 858 głosów zostało uznanych za nieważnych. Sędziowie jednomyślnie, w
obecności pełnego składu sędziowskiego, uznali wynik referendum za wiążący. 30
maja, w pierwszym wystąpieniu przed parlamentem, w odezwie do narodu, Traian
Basescu przedstawił swoją ocenę sytuacji w kraju i swoje propozycje reformy.
Zgodnie z publicznymi deklaracjami na pierwszym miejscu wśród jego priorytetów
politycznych postawił sprawę ordynacji wyborczej i wprowadzenie zasady
jednomandatowych okręgów wyborczych. Na drugim miejscu jest nowa ustawa
lustracyjna. Zapowiada, że jeśli parlament do 30 czerwca nie przyjmie nowej
ordynacji wyborczej, to przeprowadzi w tej sprawie referendum.
Gorączkowo
przeorganizowują się partie polityczne. Jak to bywa u politycznych
pragmatyków
szybko zmieniają fronty, przechodzą z partii do partii, wielu z tych, którzy
wczoraj byli przeciwko Basescu, dzisiaj przesiadają się na innego konia.
Jednakże groźba wyborów w okręgach jednomandatowych to nie są żarty: już w
kilka dni po referendum partie osiągnęły konsens: jednomandatowe okręgi wyborcze?
Tak, owszem, ale w systemie mieszanym, najlepiej pół-na pół!
Wygląda
na to, że partie polityczne zrobią wszystko, żeby wyprowadzić społeczeństwo w
pole, oszukać znowu Rumunów i pod szyldem jednomandatowych okręgów wyborczych
wprowadzić tę samą partyjną strukturę. Podobnie, jak to zamierzają zrobić
partie polityczne w Polsce, wobec rosnącej popularności idei JOW. Czy im się to
uda? Czy potrafią wywieść w pole tego dzielnego, dzisiaj 55-letniego, byłego wilka
morskiego,
Traiana Basescu? (Basescu jest oficerem marynarki i w latach 1981 – 1987 był
kapitanem największego okrętu floty rumuńskiej „Biruinta”.) Czy Basescu nie
popełni tego samego błędu, jaki popełnili 14 lat temu reformatorzy włoscy,
kiedy po zwycięskim referendum w sprawie ordynacji wyborczej dopuścili do tego,
żeby powstała ordynacja mieszana, z 25% miejsc dla partii politycznych?
Powinniśmy
z wielką uwagą śledzić rozwój wydarzeń w Rumunii. To nie jest łatwe, bo polskie
media wykazują totalne desinteressement tym, co się tam dzieje. Skąd
takie lekceważenie losów narodu, wobec którego mamy nie byle jakie
zobowiązania: to w końcu jedna tylko Rumunia, w chwili najcięższej dla nas
próby, okazała nam prawdziwą, realną pomoc! Czyżby nie było w Rumunii polskich
dziennikarzy, korespondentów zagranicznych, uważnych obserwatorów politycznych?
Czy może chodzi o coś innego? Pamiętamy przecież, że w 1993 roku, kiedy we
Włoszech dokonywała się autentyczna rewolucja ustrojowa, kiedy Włosi w
referendum odrzucali system proporcjonalny, polskie media narzuciły na te
wydarzenia zasłonę kompletnego milczenia! A przecież, gdzie jak gdzie, ale we
Włoszech nigdy nie brakowało przedstawicieli wszelkich możliwych mediów,
obserwatorów i analityków!
Nieznani,
zapomniani, lekceważeni przez Polaków Rumuni, ze swoim prezydentem na czele,
dają nam dzisiaj lekcję i wskazówkę, jak zerwać z potępieńczym dziedzictwem
komunizmu. Tak w Polsce, jak w Rumunii, SB i Securitate dobrze, profesjonalnie
wykonały swoją robotę, zapewniając komunistom miękkie lądowanie i pozostanie u steru
epokowych przemian. Pozakładali nam pęta, które dla wielu są niewidoczne, ale z
których przez tyle lat nie potrafimy się wyzwolić. Trzymajmy kciuki za Basescu
i jego Naród! Może w końcu i w Polsce cud się zdarzy?