Sprawozdanie ustępującego Prezesa Rady Naczelnej
Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej za rok 2006/2007
Szanowni Goście
Szanowni Delegaci
Po raz ósmy przedstawiam sprawozdanie delegatom polskich
organizacji w Australii. Podobnie
jak w latach poprzednich jest to rezultat pracy zespołu, zawierający nie tylko
informację o tym nad czym pracowaliśmy, ale również zbiorową refleksję
dotyczącą stanu Polonii w Australii oraz prezentację głównych problemów, jakie
wystąpiły w ostatnim roku.
Niniejsze sprawozdanie posiada też cechę szczególną,
wynikającą z faktu, że obecnym Zjazdem kończy się ośmioletni okres, w którym
siedziba Rady Naczelnej znajdowała się w Brisbane, a prezydium pracowało w
prawie nie zmieniającym się składzie.
W tym okresie dokonaliśmy
zasadniczych zmian programowych, statutowych i organizacyjnych.
Zanim przejęliśmy odpowiedzialność za Radę Naczelną, jej
wcześniejszy program oscylował wokół wydarzeń w Polsce, a jednym z najważniejszych
zadań ówczesnego Prezydium było zorganizowanie promocji Mariana Krzaklewskiego
w Australii. Głównym celem
programowym obecnego prezydium było i jest skoncentrowanie się na potrzebach
Polonii australijskiej, w tym na 90 – 95% nienależących do organizacji,
wchodzących w skład Rady Naczelnej.
Wśród tych
90-95% znajdują się ludzie, którzy osiągnęli największe sukcesy w
Australii; zarówno w sensie ekonomicznym, jak i awansu oraz satysfakcji
zawodowej. Ludzie ci funkcjonują w
polityce, nauce, administracji, dużych firmach, a także prowadzą własny
biznes. Koncentrują się na
sprawach australijskich, bo one decydują o ich dobrobycie, pozycji społecznej i
przyszłości ich dzieci. Oni też
stanowią wizytówkę Polonii w oczach zarówno Australii jak i Polski. Ich osiągnięcia są przedmiotem podziwu
i dumy przeważającej większości naszych rodaków mieszkających w Australii. Wielu marzy, aby ich dzieci znalazły się
w tej grupie.
Nasze kadencje zbiegły się z okresem boomu gospodarczego
w Australii. Od kilku lat brakuje
rąk do pracy i każdy kto chce pracować – ten znajduje zatrudnienie lub sam je
sobie organizuje. Ludzie
przeprowadzają się do lepszych domów, niewielu już jeździ starymi
samochodami. Niestety, temu
wyraźnemu wzbogaceniu się społeczeństwa Australii nie towarzyszy większe
zainteresowanie polonijnymi organizacjami. Szkołom, studiom polskim i harcerstwu wciąż brakuje
pieniędzy, coraz mniej rodziców stać na dotowanie instytucji, które uczą
drugiego języka i drugiej kultury, co zwiększa poziom intektualny młodych
ludzi, który niewątpliwie przyda im się w przyszłych karierach. Bezustannie trwają starania o uzyskanie
grantów, dla niektórych organizacji stanowiących już podstawę egzystencji. Jest rzeczą interesującą, że są Polacy
mieszkający w Australii, którzy poświęcają część swojego majątku na różne
indywidualne inicjatywy np. wspierają fundacje w Polsce, finansują
okolicznościowe wydawnictwa związane z ich miejscem urodzenia lub dawnego
zamieszkania, a także wspomagają materialnie walkę o zachowanie nazwy Mt
Kościuszko. Jednak na ogół stronią
od organizacji społecznych. Zwykle
uzasadniają to atmosferą panującą w środowiskach polonijnych.
Ta ogromna większość Polaków nie bierze udziału w
wyborach przeprowadzanych w Polsce ponieważ, zgodnie ze standardami
australijskimi, uważa, że wyborcy muszą ponosić odpowiedzialność za dokonany
wybór. Jeśli wpłyniemy na wybór
nieuczciwego lub nierozgarniętego posła, to szkodę poniosę tylko nasi rodacy w
Polsce.
Przykład ten pokazuje sposób naszego myślenia. Obie wielkie fale imigracji polskiej –
z lat 48-51 i 80-81 – żyją już w Australii ponad ćwierć wieku. To wystarczający powód, aby przyjąć, że
w ponad 90% z nas utrwaliły się standardy ustabilizowanego, demokratycznego
państwa, którego podstawę stanowią
w miarę demokratyczne wybory, absolutna niezawisłość sądów oraz
niezależne od rządu media, włącznie z jego własnymi mediami, jak np. ABC. Jednak nadrzędną cechą takiego
państwa jest równość obywateli wobec prawa. Za to samo przestępstwo karze się jednakowo bezrobotnego i
ministra, choć okoliczności łagodzące mogą być różne.
Nie znaczy to, że myślącego Polaka wszystko w Australii
zachwyca, np. obowiązkowe głosowanie, faktyczny monopol – tam gdzie powinna
funkcjonować zdrowa konkurencja, czy wpływ zagranicznych właścicieli medów na
kształtowanie opinii tutejszego społeczeństwa. Zamierzając żyć tutaj do końca naszych dni, musimy starać
się zrozumieć ten kraj jak najlepiej, a będąc jego obywatelami mamy pełny
tytuł, aby identyfikować nieprawidłowości i postulować słuszne, naszym zdaniem,
zmiany. Natomiast pomysły jak
lepiej urządzić Polskę pozostawmy tym, którzy w niej żyją na codzień. Chyba że nas rodacy sami proszą o radę,
bądź są zagrożeni katastrofą.
Na powyższym tle zrodziła się koncepcja pracy
skoncentrowanej głównie na sprawach australijskich oraz na uregulowaniu relacji
wynikających z posiadania polskiego obywatelstwa.
Głównymi sprawami w roku sprawozdawczym były:
— PolArt w Hobart,
— kwestie lustracyjne,
— wizyta polskiej delegacji parlamentarnej w
Australii.
Zaczynam od Pol-Artu ponieważ
jest to jedyna impreza centralna, za którą jest odpowiedzialna Rada Naczelna,
jakkolwiek wszystkie sprawy programowe i organizacyjne należą do Komitetu
PolArt-u, wybieranego przez zgromadzenie osób związanych z kulturą polonijną,
głównie przedstawicieli zespołów folklorystycznych. Nasza rola sprowadza się do udzielenia pożyczki z konta
PolArt-u, do wspomagania Komitetu radą oraz dopatrzenia rozliczenia
festiwalu. Spełniamy też rolę
kustosza majątku PolArt-u.
Jubileuszowy, bo dziesiąty, PolArt odbył się po raz
pierwszy w stolicy Tasmanii - Hobart, nie bez pewnego ryzyka ekonomicznego,
głównie ze względu odległość od głównych centrów polonijnych i stosunkowo
niewielkie rozmiary tej metropolii.
Od ośmiu lat reprezentowaliśmy stanowisko, że PolArt
powinien być silniej związany z instytucjami australijskimi, prezentowany jako
część kultury Australii i w większym stopniu doświadczany przez audytorium
australijskie. Zdecydowany krok w
tym kierunku został dokonany w Hobart i przyniósł natychmiastowe efekty. Organizatorzy odstąpili od tradycyjnego
patronatu ambasadora RP, uzyskując patronat burmistrza miasta. Zgodnie z przewidywaniami, zaowocowało
to pomocą finansową lokalnych władz, wprowadzeniem PolArt-u do programu
kulturalnego Hobart i wynikającą z tego reklamą (między innymi rozprowadzenie
przez miasto ulotek na temat PolArt-u do wszystkich domostw), a co może
perspektywicznie najważniejsze, włączenie przedstawicieli PolArt-u do prac
komitetu planującego lokalne inicjatywy kulturalne oraz nawiązanie roboczych
kontaktów na najwyższym szczeblu z władzami Tasmanii.
W imprezach uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz
oraz polskiej dyplomacji z ambasadorem Jerzym Więcławem i konsulem generalnym
Ryszardem Sarkowiczem, którzy mieli okazję do nawiązania kontaktów z lokalnymi
notablami. W poprzednich latach
PolArt na ogół stanowił dla nich okazję tylko do porozmawiania z działaczami
polonijnymi. Okazało się również, że wprowadzenie do katedry w Hobart setek
członków zespołów folklorystycznych w polskich strojach ludowych,
profesjonalnie śpiewających pieśni religijne, nadało specjalnej, polskiej, mszy
świętej niezwykły charakter wydarzenia kulturalnego dużego formatu.
Organizatorzy PolArt-u 2006 skorzystali z jeszcze jednej
idei. Od lat zachęcaliśmy, aby
skład zespołu organizacyjnego PolArt-u nie był ograniczany do lokalnych
przedstawicieli. W Hobart po raz
pierwszy sięgnięto po dyrektora artystycznego z innego stanu. Był nim Henryk Kurylewski, były szef
PolArt-u 2000 w Brisbane, którego doświadczenie pomogło w tasmańskich
sukcesach.
W imieniu Prezydium RN pragnę podziękować Tomaszowi
Prokopowi i całemu zespołowi organizacyjnemu PolArt-u 2006 za ich pomysły,
wysiłek i znakomite wyniki, zarówno artystyczne jak i finansowe. Dziękujemy również wszystkim
wykonawcom.
Pozytywne doświadczenia PolArt-u w Hobart pozwalają z
optymizmem patrzeć na PolArt2009 w Adelajdzie, a także zachęcają do
zastanowienia się, czy PolArt2012 mógłby się odbyć w Perth.
• • •
W minionym roku zarzucano nam, że się boimy lustracji. Insynuacje te były oparte na naszym
bardziej niż wstrzemięźliwym stosunku do Australijskiej Grupy
Lustracyjnej. Przypomnę, że
poprzedni Zjazd uchwalił nam zakaz kontaktowania się z tą organizacją.
Pragnę jasno wypowiedzieć się w imieniu Prezydium Rady
Naczelnej, że uważamy donosicielstwo za podłość i dotyczy to zarówno donosów
kierowanych do Służby Bezpieczeństwa PRL, jak i wszelkich innych form
donosicielstwa, np. prób rozwiązywania problemów wewnątrz polonijnych za pomocą
donosów kierowanych do władz australijskich. Wszystkie one mają charakter przewinień etycznych.
Jakiekolwiek próby przeprowadzenia lustracji natrafiają
na trudności nie tylko dlatego, że niektórzy mogą być zainteresowani w
ukrywaniu swej przeszłości. Rzecz
w tym, że w państwie prawa nawet bardzo ciężkie przestępstwa obejmuje okres
przedawnienia i zasada domniemanej niewinności. O winie zaś decyduje niezależny sąd, a nie historyk.
W przypadku osób zamieszkujących na stałe za granicą i
posiadających obywatelstwo obcego państwa, jest rzeczą niemożliwą
wyegzekwowanie jakichkolwiek sankcji, chyba że dana osoba kwalifikuje się do
deportacji, która zawsze stanowi przedmiot negocjacji między państwami.
Gdyby jakiekolwiek państwo uchwaliło ustawę, której
oddziaływanie miałoby się rozciągać na terytoria innych państw (w przypadku
ustawy lustracyjnej na terytoria wszystkich państw na świecie) i w dodatku
dotyczyć obywateli tych państw, to byłoby to niezwykłe kuriozum i jeszcze
większa kompromitacja. Rząd, który stałby za taką ustawą stałby się
przedmiotem międzynarodowego pośmiewiska.
I do tego dążyła, świadomie czy nieświadomie, Australijska Grupa
Lustracyjna. Jest rzeczą
zdumiewającą, że projekt takiej ustawy przeszedł przez Sejm. Nic jednak dziwnego, że prezydent
Kaczyński i marszałek Borusewicz spowodowali usunięcie tego jej fragmentu,
który obejmował Polonię. Dostało
im się za to od byłej rzecznik Grupy Lustracyjnej w kolejnych paszkwilach.
Obecnie rozważana jest propozycja udostępnienia niby
wszystkich dokumentów posiadanych przez IPN. Wiadomo już jednak, że zgodnie z zasadami praktykowanymi we
wszystkich państwach, nie zostaną udostępnione dane agentów pracujących w
innych krajach. Dowiemy się więc,
że jakiś australijski polonus donosił ćwierć wieku temu w Polsce na ludzi,
których nie znamy, być może czyniąc im w ten sposób jakieś kłopoty, np.
utrudniając awans lub zagraniczną podróż, nie dowiemy się natomiast, kto
przekazywał sekrety militarne i przemysłowe Australii, co mogło pomóc w inwazji
Związku Radzieckiego na kraj, którego obecnie jesteśmy obywatelami. Mamy szansę dowiedzieć się kto robił
drobne świństewka, nie dowiemy się natomiast nigdy kto donosił w celu
doprowadzenia do upadku Australii.
Sygnatariuszami Apelu Australijskiej Grupy Lustracyjnej
była m. in. osoba znajdujące się na Liście Wildsteina, która nie przedstawiły
statusu pokrzywdzonego. Publikacje
AGL, rozsyłane do wszystkich możliwych mediów i wykorzystywane przez niektóre,
oraz do wielkiej liczby ministrów, senatorów, posłów etc. doprowadziły do tego,
że niektórzy przedstawiciele polskich rządzących elit zaczęli na różnych forach
wyrażać swoją troskę o stan Polonii australijskiej. Nawet nas to nie dziwi, skoro rzeczniczka AGL, bez
jakichkolwiek podstaw, wypisywała,
jakoby Rada Naczelna Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej była skorumpowaną
organizacją.
Zaprosiliśmy więc do Australii marszałka Senatu
Bogdana Borusewicza, legendę Solidarności, osobę która z urzędu sprawuje opiekę nad
Polonią, aby na miejscu miał okazję poznać zorganizowaną Polonię
australijską. Nasza inicjatywa
zbiegła się w czasie ze staraniami strony Australijskiej o rewizytę Polsko –
Australijskiej Grupy Parlamentarnej.
Australijsko – Polska Grupa Parlamentarna złożyła wizytę w Polsce
wcześniej.
Tuż przed odlotem Polsko–Australijskiej Grupy
Parlamentarnej odbyło się posiedzenie Polonijnej Rady Konsultacyjnej, powołanej
przez marszałka Borusewicza. Brałem
udział w tym posiedzeniu, które miało rzeczowy, roboczy charakter. Tematyka obrad dotyczyła głównie
sytuacji Polonii na Białorusi oraz w Unii Europejskiej. W pierwszym przypadku ze względu na
wyjątkowe trudności stwarzane przez reżym Łukaszenki, w drugim ze względu na
rozmiary i tempo imigracji do Anglii i Irlandii. Tematy dla nas niemal egzotyczne, podobnie jak nasze mogą
być dla np. kolegów z Ameryki Południowej. Ale taka wymiana informacji pozwala nam na współpracę w
ramach Rady Polonii Świata.
W części poświęconej pracom Kancelarii Prezesa Rady
Ministrów nad projektami ustaw, które całkowicie lub w części dotyczą Polonii i Polaków
mieszkających zagranicą, omawiana była kwestia zrzekania się obywatelstwa,
którą wielokrotnie podnosiła nasza organizacja. Konstytucja Australii stanowi, że posłem czy senatorem może
być tylko osoba, która podejmie wszelkie dostępne kroki prowadzące do
zrzeczenia się innego, niż australijskie, obywatelstwa. W newralgicznych sektorach
administracji i gospodarki pracują wysokiej klasy polscy specjaliści, którym
nie wolno posiadać obcego paszportu.
Obecne ustawodawstwo nakazuje polskim obywatelom podróżowanie na
polskich paszportach. Wprawdzie od
czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej nie mają miejsca na granicach żadne
szykany w stosunku do obywateli polskich, którzy na granicy okazują
australijskie paszporty (czy jakiegokolwiek innego państwa), ale jest to
niezgodne z istniejącym ustawodawstwem.
Gdyby polscy urzędnicy trzymali się prawa, to nie powinni takich obywateli
wpuszczać do kraju. Przypomniałem
o tym i wyraziłem pogląd, że ukształtowani pobytem w państwie prawa
chcielibyśmy wjeżdżać do Polski na australijskich paszportach nie wbrew
przepisom, ale zgodnie z nimi.
Wspomniałem również, że od lat podnosimy sprawę wydania przepisów
wykonawczych odnoszących się do osób, które przed laty zrzekły się polskiego
obywatelstwa, bądź ich tego obywatelstwa pozbawiono, a w nowej sytuacji
politycznej chciałyby je odzyskać.
Delegacja Parlamentarna składała się z senatorów: Bogdana
Borusewicza, Romana Ludniczuka i Marka Waszkowiaka; posłów: Janusza Dobrosza
(wicemarszałka Sejmu), Stanisława Zająca (przewodniczącego Polsko –
Australijskiej Grupy Parlamentarnej oraz Polsko – Nowozelandzkiej Grupy
Parlamentarnej), Jakuba Rutnickiego (wiceprzewodniczącego Polsko –
Australijskiej Grupy Parlamentarnej), Renaty Rochnowskiej i Stanisława
Gorczycy. Do osób towarzyszących
należało dwoje ministrów i inni wysocy urzędnicy.
Ponieważ głównym celem podróży do Australii i Nowej
Zelandii była wizyta państwowa, obejmująca bogaty program przygotowany przez
parlamenty Australii i Nowej Zelandii, więc siłą rzeczy pozostało bardzo
niewiele czasu na spotkania polonijne.
Termin wizyty został dobrany w czasie sesji parlamentu federalnego, co
zapewniało obecność w Canberze wszystkich planowanych rozmówców strony
australijskiej. Z punktu widzenia
polonijnego termin ten nie był korzystny.
Proponowaliśmy teminy wiążące się ze Zjazdem Delegatów Polskich
Organizacji w Australii i Nowej Zelandii, obchodami 150-lecia zbiorowego
osadnictwa polskiego w Australii Południowej i PolArt-em w Hobart. Niestety, w żadnym z tych terminów
australijscy parlamentarzyści nie przebywali w Canberze, a planowany wcześniej
przyjazd w październiku uniemożliwiły wydarzenia w Polsce.
W tej sytuacji, razem z Senatem, doszliśmy do wniosku, że
jakiekolwiek tłumne zgromadzenie, zwołane tylko z okazji wizyty nie miało
sensu. Wizyta miała charakter
roboczy i jej celem było zapoznanie się z Polonią zorganizowaną. Program delegacji był niemal całkowicie
wypełniony kontaktami ze stroną australijską. Tym niejmiej odbyły się spotkania z Polonią we wszystkich
miastach, w jakich przebywała delegacja: w kościele w Essendon, z Federacją Polskich
Organizacji w Wiktorii, z przedstawicielami organizacji polonijnych w Nowej
Południowej Walii oraz z Prezydium Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i
Nowozelandzkiej. Ze względu na
obecność dużej grupy polskich biznesmenów, których udziału w programie
delegacji, ze zrozumiałych względów nie planowano, wraz ze Stowarzyszeniem
Polaków w Queensland zorganizowany został koktajl z udziałem lokalnych
biznesmenów polonijnych, w którym wzięła udział delegacja parlamentarna.
W trakcie spotkania w Brisbane została przedstawiona
informacja na temat Polonii Australijskiej i jej problemów przez członków
prezydium RN oraz przedstawicieli głównych organizacji polonijnych.
W liście skierowanym do mnie, szefowa Kancelarii Senatu,
minister Ewa Polkowska napisała:
Z satysfakcją informuję, że delegacja
parlamentarna pod przewodnictwem Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej,
Bogdana Borusewicza, zrealizowała w pełni zaplanowany program oficjalnej wizyty
w Australii i szczęśliwie powróciła do kraju.
Serdecznie dziękuję Panu, Panie Prezesie, oraz Pańskim Współpracownikom za
pomoc w merytorycznym i organizacyjnym przygotowaniu spotkań delegacji z
Polonią australijską w czasie tej wizyty, a w szczególności za zorganizowanie
spotkania z Prezydium Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej w
Brisbane. Pozwoliło ono Panu Marszałkowi oraz całej delegacji parlamentarnej
zapoznać się z bieżącą pracą i zmierzeniami Prezydium Rady. Przyczyniło się
także do lepszego rozeznania aktualnej sytuacji i problemów społeczności
polonijnej w Australii. Będę wdzięczna za przekazanie słów podziękowania
wszystkim członkom Prezydium Rady Naczelnej, których mieliśmy okazję poznać w
czasie tej wizyty.
Jestem przekonana, że bogate doświadczenia zdobyte w Australii będą dobrze
służyć dalszej pracy obu izb polskiego parlamentu na rzecz rozwijania kontaktów
z Polonią w tamtej części świata.
Wchodząca w skład delegacji posłanka Renata Rochnowska,
zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych, stwierdziła,
że ta wizyta przekonała ją do celowości poparcia wniosku senackiego w sprawie
budżetu na cele polonijne.
W minionym roku, podobnie jak w latach poprzednich,
musieliśmy bronić sensu pracy społecznej. Wszyscy obecni tu delegaci nie
pobierają żadnego wynagrodzenia za swoją, pełną poświęcenia, pracę. Przeciwnie, zwykle dokładają do
działalności społecznej. Niektóre
z naszych organizacji zatrudniają płatnych pracowników, wielu bardzo
wartościowych, wnoszących do stowarzyszeń istotny wkład materialny i
merytoryczny. Jednakże stoimy na
stanowisku, że zasadnicze decyzje merytoryczne i finansowe powinny być
podejmowane przez ciała społeczne pochodzące z wyboru.
Oprócz organizacji społecznych istnieje wiele instytucji
wykonujących użyteczną pracę dla Polonii.
Można powiedzieć, że pracownicy oraz kierownictwo lub właściciele takich
instytucji żyją, czasem całkiem nieźle, z Polonii. Cieszymy się, że ich mamy, że świadczą nam usługi, jakich
potrzebujemy. Jednakże nikt ich nie
upoważniał, aby wypowiadali się w naszym imieniu i aby sądzili, że organizacje
społeczne mają zaspokajać ich potrzeby.
Incydent tego rodzaju zdarzył się podczas wizyty polskiej delegacji
parlamentarnej.
W roku ubiegłym kontynuowaliśmy naszą walkę o ochronę
dobrego imienia Polski i Polaków, reagując na recenzje kolejnego paszkwilu
Tomasza Grossa pt. „Strach”.
Śledziliśmy uważnie sytuację związaną z nazwą Mt Kościuszko i
prowadziliśmy rozmowy z Mt Kościuszko Inc. w sprawie wstąpienia tej organizacji
do Rady Naczelnej. Wsparliśmy też
finansowo inicjatywę Pulsu Polonii związaną z popularyzację Pawła Edmunda
Strzeleckiego i Tadeusza Kościuszki.
Według naszej oceny, zagrożenie zmiany nazwy najwyższego szczytu
kontynentu australijskiego zmniejszyło się, Polonia ma bardzo dobre stosunki z
administracją Parku Narodowego.
Nie zaszkodzi jednak dalsza popularyzacja dorobku Kościuszki i
Strzeleckiego oraz zbieranie dokumentacji obejmującej różnorodne argumenty
przemawiające za zachowaniem tej nazwy.
Ponieważ o nazewnictwie geograficznym w Australii decydują władze Nowej
Południowej Walii, więc przypomniałem im wczoraj nasze pryncypialne stanowisko
w tej – kto wie, czy nie najważniejszej dla Polonii australijskiej - sprawie.
Mówiąc o dorobku
ostatniego roku, muszę przyznać, że nie udało nam się zrealizować wniosku
zgłoszonego podczas poprzedniego Zjazdu, zgodnie z którym mieliśmy dokonać
inwentaryzacji majątku polonijnego.
Wykonanie takiego zadania jest możliwe tylko przy pełnej współpracy
organizacji terenowych, które posiadają właściwe informacje. Rozesłaliśmy w tej sprawie pismo do
naszych organizacji członkowskich i, niestety, otrzymaliśmy tylko jedną
odpowiedź – od Muzeum i Archiwum Polonii Australijskiej. Dr Zdzisławowi Derwińskiemu bardzo za
nią dziękujemy. Jeśli podczas tego
Zjazdu zgodzicie się Państwo, że jest to ważna sprawa, to, myślę, że łatwiej ją
będzie podjąć w następnej kadencji.
Szanowni Delegaci
Kończąc brisbańską
erę kierowania Radą Naczelną pragnę przypomnieć następujące zmiany statutowe,
procederalne i ekonomiczne.
Osiem lat temu prezes mógł pełnić swą funkcję
dożywotnio. Od 2001 r. może ją
pełnić przez trzy dwuletnie kadencje.
Dawniej decyzje były podejmowane przez część prezydium
mieszkającą w tym samym mieście, co prezes. Obecnie każda ważniejsza sprawa jest dyskutowana za
pomocą poczty elektronicznej ze
wszystkimi członkami prezydium, a w wielu przypadkach także z prezesami
głównych organizacji. Dyskusje
prowadzimy tak długo aż uzyskamy jednomyślność.
Na początku naszej kadencji członkowie prezydium
posiadali mandaty na Zjazd, nawet jeśli nie reprezentowali żadnej organizacji
członkowskiej. Wprawdzie nie mogli
ich wykorzystać w wyborach władz Rady Naczelnej i przy udzielaniu absolutorium,
ale mogły być one wykorzystane przy podejmowaniu innych decyzji merytorycznych. W 2001 r. przywilej ten został
zniesiony.
W poprzednich latach, w zjazdach delegatów uczestniczyli:
prezes, sekretarz i skarbnik oraz członkowie prezydium zamieszkali w mieście, w
którym odbywał się zjazd. Od 2000
r. prezydium RN wygospodarowuje środki na pokrycie kosztów podróży na zjazdy
wszystkich członków prezydium, niezależnie od miejsca zamieszkania. Obecność wszystkich osób
uczestniczących w podejmowaniu decyzji wydaje nam się konieczna ponieważ zjazdy
stanowią rzadką okazję kiedy dokonuje się rocznego rozliczenia z działalności i
pozwalają na wysłuchanie opinii delegatów, z którymi prezydium nie kontaktuje
się na bieżąco. Od 2000 r.
wprowadziliśmy też zwyczaj organizowania specjalnych, marcowych, posiedzeń
prezydium, z udziałem wszystkich członków mieszkających w innych stanach, a od
2003 r. także z udziałem naszego przedstawiciela w Nowej Zelandii, Jana Roya
Wojciechowskiego.
Dawniej o datację Funduszu Wieczystego dla prezydium RN
występowało samo prezydium, sprawujące nadzór nad Funduszem. Obecnie o dotacji decyduje Zjazd.
Przed ośmiu laty rok finansowy kończył się 31 grudnia, co
przy zjazdach odbywających się w czerwcu, oznaczało, że ponad pięciomiesięczna
działalność finansowa prezydium nie była kontrolowana przez Komisję Rewizyjną i
audytora. Obecnie rok finansowy
kończy się 31 marca, co oznacza,
że okres niekontrolowany został skrócony o trzy miesiące.
Wprowadziliśmy też obyczaj, że każdy członek prezydium, w
porozumieniu z prezesem, może korzystać z naszej firmówki, na której są
wydrukowane nazwiska i funkcje wszystkich członków zespołu.
To pełne włączenie całego zespołu prezydium do pracy i
konsekwentne stosowanie demokratycznych zasad ukształtowało kompetentną,
skonsolidowaną i stabilną grupę. W
ciągu ośmiu lat miało miejsce mniej zmian personalnych niż w poprzednim
prezydium podczas dwóch lat.
Trzy lata temu, w Adelajdzie, na wniosek delegata z
Wiktorii, zjazd nadał wieloletniemu byłemu prezesowi Rady Naczelnej
Krzysztofowi Łańcuckiemu tytuł honorowego przewodniczącego RN. Od tego czasu włączyliśmy honorowego
przewodniczącego do naszej listy dyskusyjnej, na firmówkę i czołówkę biuletynów
RN, oraz zapraszaliśmy go na specjalne zebrania w Brisbane i zjazdy delegatów,
pokrywając także koszty.
Jesteśmy wdzięczni autorowi wniosku oraz Zjazdowi w
Adelajdzie za podjęcie tej uchwały ponieważ ogromne doświadczenie Krzysztofa
Łańcuckiego wielokrotnie pomogło nam w podjęciu właściwej decyzji. Uważamy, że tę niestatutową funkcję
należałoby wprowadzić do Statutu Rady Naczelnej, podobnie jak funkcje członków
Prezydium.
Od czterech lat Rada Naczelna obejmuje niektóre
organizacje polonijne w Nowej Zelandii, co nas wzbogaca o doświadczenia
niedalekiego kraju o bliskiej nam kulturze i interesującej Polonii. W kontaktach z Polską i władzami
australijskimi daje nam to tytuł do występowania w roli przedstawicielstwa
Polonii z więcej niż jednego państwa.
Z kolei Nowa Zelandia korzysta z naszego dużego doświadczenia
organizacyjnego oraz kontaktów z Polską i Polonią Świata. Korzyści są więc obopólne. Do takiego rozwiązania doszło dzięki
staraniom Jana Roya Wojciechowskiego, prezesa największej organizacji
polonijnej w Nowej Zelandii – Związku Sybiraków, a także konsula honorowego w
Nowej Zelandii i autora ciekawej książki w języku angielskim „A Strange
Outcome”, przedstawiającej losy polskich sierot, które przyjęła Nowa
Zelandia. Prezydium traktuje Roya
Wojciechowskiego jako swego przedstawiciela w Nowej Zelandii, ale sądzi, że
należy mu się jakiś statutowy tytuł lub po prostu w Prezydium powinno być miejsce
dla przedstawiciela Nowej Zelandii, podobnie jak dla przedstawicieli Rektoratu Polskiej Misji Katolickiej w
Australii i Komisji Oświatowej Polonii Australijskiej. Jan Roy Wojciechowski uczestniczy w
zebraniach prezydium w pełnym składzie oraz w zjazdach delegatów. Niestety, nie mógł przybyć na obecny.
Po raz pierwszy od wielu, wielu lat wydaliśmy i to
dwukrotnie Biuletyn Rady Naczelnej; w języku angielskim, w kolorze i na wysokim
poziomie merytorycznym oraz edytorskim.
Szczególną cechą tego Biuletynu było odejście od formuły informowania o
różnych drobnych wydarzeniach, natomiast całkowite skoncentrowanie się na
jednym temacie, któremu był poświęcony cały numer. Biuletyn nasz został nie tylko dobrze przyjęty przez
polityków i media, do których był głównie adresowany. Jest on także wykorzystywany, i pewnie nadal będzie, w
szkołach oraz przez Mt Kościuszko Inc.
Ponadto zaktualizowaliśmy regulaminy PolArt-u i Funduszu
Wieczystego oraz opracowaliśmy regulamin Funduszu Ewy Malewicz, łącząc je
prawnie ze Statutem Rady Naczelnej i tworząc w ten sposób spójną całość
legislacyjną.
Szanowni Delegaci
W 1999 r. prezydium przejęło 6 tys. dol. na koncie
operacyjnym, pochodzące ze składek członkowskich wpłaconych przed Zjazdem. Obecnie przekazujemy naszym następcom dwa i pół raza tyle. Nasze składki członkowskie wzrosły w tym okresie z 75 dol.
do 90,91 dol. czyli o 22,5% (9,09 dol.to GST).
Konto Ewy Malewicz nie istniało, mimo że prawnicy
przekazali 85 tys. dolarów Radzie Naczelnej. Kwoty w wysokości dwa razy po dwadzieścia tysięcy oraz jedna
w wysokości dwadziestu jeden tysięcy zlokalizowane były w trzech różnych
bankach na kontach inwestycyjnych.
Ponadto, na koncie Human Aid znajdowało się trzynaście tysięcy dolarów. Uznaliśmy, że kumulując te cztery konta
można potraktować sumaryczną kwotę jako pozostałość spadku Ewy Malewicz, w
wysokości 74 tys, jakkolwiek nie otrzymaliśmy żadnej dokumentacji wskazującej
na pochodzenie kwoty spoczywającej na koncie Human Aid.
Obecnie pozostawiamy 75 tys. dolarów na podstawowym
koncie inwestycyjnym Ewy Malewicz i pięć tys. na dodatkowym koncie
inwestycyjnym Ewy Malewicz, które dojrzewają w tym samym dniu i powinny być
połączone tak żeby w sumie było 80 tys. na jednym koncie Ewy Malewicz. Ponadto
na koncie operacyjnym Ewy Malewicz znajduje się 5 tys. dolarów, a więc w sumie
dokładnie tyle ile wynosiła oryginalna kwota spadku. W ten sposób zrealizowaliśmy wniosek zgłoszony na Zjeździe w
Kanberze, w 2002 r. i spełniliśmy moralny obowiązek Rady Naczelnej Polonii
Australijskiej.
Chcę też wyjaśnić, że konkursy im. E. Malewicz
finansowane są z odsetek od kont inwestycyjnych. Odbyły się już dwa konkursy, mające dobrą renomę i cieszące
się popularnością. Inicjatorem
zlokalizowania konkursów muzycznych dla młodzieży w Sydney był prezes Federacji
Polskich Organizacji w Nowej Południowej Walii Jerzy Krajewski. Organizatorem konkursu jest Marianna
Łacek, a głównym jurorem i siłą przyciągającą uzdolnioną muzycznie młodzież –
światowej sławy skrzypaczka Wanda Wiłkomirska. Wszystkim im gratulujemy sukcesu i dziękujemy.
Osiem lat temu na koncie PolArt-u mieliśmy prawie osiem
tysięcy dolarów, a po roku uzyskaliśmy od organizatorów PolArt-u zwrot pożyczki
w wysokości 5 tys., udzielonej przez poprzednie prezydium czyli razem z
odsetkami trzynaście tysięcy. Z
tego dziesięć tysięcy pożyczyliśmy
organizatorom PolArt-u w Sydney, który na szczęście okazał się nie tylko dobry
jakościowo, ale i dochodowy.
Dochód uzyskany w Sydney wyniósł prawie dwadzieścia jeden tysięcy.
Otrzymaliśmy już zwrot kolejnej pożyczki od organizatorów PolArt-u w Hobart
oraz dochód netto w wysokości 10 tys, co w sumie zwiększa konto PolArt-u do 44
tysięcy. Zgodnie z naszą wiedzą,
jest to największa suma na koncie PolArt-u od początku jego istnienia.
W dniu dzisiejszym otrzymaliśmy od Funduszu Wieczystego
dwa i pół tysiąca dolarów przyznane nam przez ubiegłoroczny Zjazd w
Canberze. Wzmocnią one
budżet Rady Naczelnej w następnej kadencji. Ta kwota, jak również otrzymana w ostatnich dniach wiadomość
o przyznaniu nam dotacji w wysokości ok. 4 tys. dol. przez Wspólnotę Polską,
została uwzględniona w podanej wcześniej informacji dotyczącej konta
operacyjnego.
W okresie ośmiu lat majątek Funduszu Wieczystego
zwiększył się o ok. 10 tys. dol.
Osiem lat temu przekazano nam uszkodzoną, prostą
fotokopiarkę i dwa bardzo wysłużone faksy. Obecnie przekazujemy następnemu prezydium wielofunkcyjną
fotokopiarkę oraz laptop; jedno i drugie w doskonałym stanie.
Uważamy, że przekazujemy polonijne zasoby w przyzwoitym
stanie. Przyszłe prezydium będzie
je mogło dobrze wykorzystać, np. w celu udoskonalenia witryny Rady Naczelnej i
na wiele innych cennych inicjatyw.
Szanowni Delegaci!
W poprzednich sprawozdaniach nie dziękowałem członkom
mojego zespołu, ale w tym, pożegnalnym, nie mogę tego pominąć. Miałem wielkie szczęście pracować w
gronie oddanych społeczników, którzy wykonali niemałą pracę, wspierali mnie w
wielu pomysłach oraz potrafili odwieść od nienajlepszych.
O swoich współpracownikach przypominam w chronologicznej
kolejności.
Koncepcja naszego prezydium opierała się na właściwej
kompozycji doświadczenia z energią. Okazało się, że doświadczonym też nie brakowało energii, ale
jeden z nich, blisko osiemdziesięcioletni wówczas major Julian Krok, prezes
Koła Kombatantów nr 8 w Brisbane, musiał nas pożegnać ze względu na stan
zdrowia. W 2001 roku odeszła od
nas Urszula Nadstazik, ówczesna sekretarz Rady i Joanna Dziaduch,
skarbnik. Powodem było podjęcie
dodatkowej pracy. W roku 2003,
odeszła, ze względów zdrowotnych, wiceprezes Lucyna Artymiuk. Od czterech lat nie było żadnych zmian
w prezydium. Nikt nie odszedł ze
względu na różnice zdań czy też na znak protestu przeciwko jakiejś decyzji.
Te cztery osoby, które odeszły, wniosły wiele w
pierwszych latach naszej pracy.
Zwłaszcza Lucyna Artymiuk była niezmordowana w przedstawianiu
przeróżnych projektów i propozycji i zawsze znajdowała czas, aby edukować swych
kolegów, przesyłając im informacje i opinie wyszukane w mniej popularnym
wówczas Internecie. Jej inicjatywą
było zorganizowanie sesji „Praca społeczna w społeczeństwie wielokulturowym”,
połączonej ze Zjazdem delegatów polskich organizacji w 2001 r, w Melbourne.
Wspominając nieobecnych dzisiaj, którzy pracowali dla
Rady Naczelnej, pragnę podkreślić,
że o nich nie zapomnieliśmy.
Dziękujemy im za to co zrobili dla Polonii australijskiej.
Dziękuję honorowemu przewodniczącemu Rady Krzysztofowi
Łańcuckiemu, rektorowi Polskiej Misji Katolickiej wielebnemu księdzu Wiesławowi
Słowikowi oraz przewodniczącej Komisji Oświatowej Polonii Australijskiej
Bożenie Szymańskiej za wspieranie wybieranej części prezydium dobrymi radami,
zwłaszcza w trudnych sytuacjach, których nam też nie brakowało.
Dziękuję mojemu zastępcy Andrzejowi Alwastowi, który z
racji doświadczenia zawodowego na wysokich stanowiskach w Ministerstwie Spraw
Zagranicznych pomagał w redagowaniu pism kierowanych do australijskich
instytucji, a również, podczas mojej nieobecności, w sumie podczas kilku
miesięcy, kierował Radą Naczelną.
Dziękuję pozostałym kolegom mieszkającym poza Brisbane za
ich zrozumienie naszej niełatwej sytuacji, polegającej na tym, że cała praca
związana z bieżącym prowadzeniem Rady Naczelnej spoczywała na kilku osobach w
kwisnlandzkiej stolicy, przy czym część z nich wykonywała pracę zawodową w
pełnym wymiarze godzin. Jerzy
Krajewski, prezes Federacji Polskich Organizacji w Nowej Południowej Walii, i
Włodzimierz Wnuk, członek Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii, pomagali
nam w utrzymaniu w Brisbane centralnego widzenia spraw polonijnych,
niejednokrotnie kwestionując proponowane generalizacje, które nie znajdowały
potwierdzenia w środowiskach przez nich reprezentowanych.
Pragnę też podziękować moim najbliższym, lokalnym
współpracownikom; sekretarzowi Rady Icie Szymańskiej, na której barkach w
całości spoczywał, szumnie zwany, bo jednoosobowy, sekretariat. Ita znakomicie reprezentowała nas w
ubiegłym roku w Polsce, podczas zebrania organizatorów III Zjazdu Polonii,
który odbędzie się we wrześniu tego roku, w Pułtusku. Komitet organizacyjny zaproponował, aby powierzyć jej
prowadzenie jednego z głównych tematów Zjazdu. Prezydium w pełnym składzie zgodziło się z tą propozycją i
podjęło decyzję o sfinansowaniu przelotu Ity do Polski.
Ewa Bajon jest ekonomistą i wzorowo prowadziła nasze
finanse, dodatkowo wykonując różne analizy porównawcze. Obie nasze koleżanki otrzymały ostatnio
specjalną pochwałę Komisji Rewizyjnej za wzorowe prowadzenie dokumentacji.
Dziękuję również brisbańskim seniorom: Zbigniewowi
Sudułłowi, świetnie pełniącemu funkcję rzecznika prasowego, zwłaszcza w każdym
przypadku pomówienia Polski i Polaków o niepopełnione zbrodnie, który ponadto
jest, obok honorowego przewodniczącego, naszym niekwestionowanym autorytetem w
sprawach statutowych; Janowi Suchowieckiemu, wiceskarbnikowi, wykonującemu
także wiele niezbędnych prac, m. in. przez osiem lat był współodpowiedzialny za
materiały zjazdowe; Franciszkowi Rutynie, naszemu ministrowi bez teki, który
zawsze chętnie pomagał w różnych zadaniach, a od pewnego czasu udostępnia swe
Archiwum w Domu Polskim w Brisbane na obrady prezydium i pracuje nad
udokumentowaniem dla potomności dorobku Prezydium Rady Naczelnej w Brisbane.
Dziękuję też za poparcie i dobre rady prezesom
organizacji wchodzących w skład Rady Naczelnej, a zwłaszcza Krystynie Misiak i
dr. Zdzisławowi Derwińskiemu, niekwestionowanym autorytetom, obok dr.
Włodzimierza Wnuka, w kwestiach dotyczących Solidarności.
Dziękuję również moim doradcom. Nie wymieniam ich nazwisk, bo niektórzy sobie tego nie
życzyli, pragnę jednak zapewnić, że dzięki nim nasze wystąpienia i decyzje zawsze
były oparte o dobrą znajomość prawa międzynarodowego, australijskiego i
polskiego. Doradcy ci reprezentują
tak obszerną wiedzę, że malkontenci - amatorzy nie mogli z nami konkurować.
Korzystam również z
okazji, aby podziękować przedstawicielom polskiej służby dyplomatycznej za
zawsze życzliwe podejście do naszych spraw. Mimo obiektywnych trudności tworzonych przez polskie
ustawodawstwo i przepisy wykonawcze, np. w sprawie paszportów, przez te osiem lat nie odnotowaliśmy w
Australii żadnych zgrzytów na linii dyplomacja – Rada Naczelna.
Dziękuję Państwu za uwagę.
Przemówienie wygłoszone na tegorocznym Zjeździe Rady,
9 czerwca 2007 r. Wytłuszczenia w tekście pochodzą od redakcji e-Kuriera.