Roman Gronowski
Zyciorys malo znany

 

„Moze Cie pocieszy mysl [...] ze za piecdziesiat lat, jakis historyk Polonii australijskiej napisze w kilku wierszach, ze w latach szescdziesiatych dwudziestego wieku niejaki Roman Gronowski redagowal »Tygodnik Katolicki« w Melbourne. I ze redagowal go dobrze.” – Adam Nasielski: „Spotkanie z Gronowskim”,
Tygodnik Katolicki, nr 2(1964)

 

Roman Gronowski (1913-1974) – czlowiek o kilku nazwiskach i pseudonimach, zawodowy oficer i dziennikarz; wlasciciel i wydawca melbournenskiego Tygodnika Katolickiego / Tygodnika Polskiego (1961-1974); goracy patriota i niepodleglosciowiec.
W tym roku w lipcu minela 30 rocznica jego smierci.

Roman Gronowski urodzil sie31 stycznia 1913 roku w Jordanowicach w wojewodztwie warszawskim jako Roman Talarek, syn Heleny z domu Grentz i Leopolda Talarkow. Pod tym samym nazwiskiem figuruje jako uczen Panstwowego Gimnazjum im. Romualda Traugutta w Czestochowie i jako sluchacz podchorazowki w Ostrowii Mazowieckiej. Jako Marka Byskowskiego znali go studenci i wykladowcy z tajnych kompletow w Warszawie. Dla zolnierzy z Armii Krajowej byl kpt. „Markiem”, „Urwisem” i „Gronowskim”. Powstancze wspomnienia oglosil pod pseudonimem Jerzy Czertwan. W dokumentach z okresu belgijskiego wystepuje jako Roman Talarek-Gronowski. W australijskim paszporcie wystawionym 10 maja 1966 roku na nazwisko Roman Gronowski czytamy:

Bearer was formally known as Roman Talarek-Gronowski. Name changed by assumption 21st September, 1960.


Odtworzenie dziecinstwa Romana Gronowskiego nastecza wiele trudnosci. Wiadomo, ze nie byl pilnym uczniem. Na swiadectwie dojrzalosci wystawionym 31 maja 1932 roku przewazaja oceny dostateczne. Bez watpienia wplyw na nauke miala sytuacja rodzinna. W ostatniej klasie gimnazjum, a byc moze i wczesniej, zamieszkal w bursie Towarzystwa Dobroczynnosci. Mial pietnascie lat, kiedy na nieokreslona chorobe zmarl ojciec, a dwadziescia, gdy na serce umarla matka.

Ukonczyl podchorazowke rezerwy w Zambrowie (1933), Szkole Podchorazych Piechoty w Ostrowii Mazowieckiej (1935), po czym w marcu 1939 roku uzyskal stopien porucznika, a w lipcu zostal przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza (pulk Glebokie, batalion „Berezwecz”). W ramach tej jednostki odbyl kampanie wrzesniowa w rejonie Zwardon-Milowka-Wegierska Gorka-Zywiec dowodzac I plutonem II kompanii strzeleckiej. Stacjonowal w Zwardoniu. Strzaly, ktore obudzily go 1 wrzesnia o 4.30 nad ranem, wzial za napad jednej ze „zdemoralizowanych i zdezorientowanych politycznie dywersyjnych band slowackich”. Nie wierzyl w wybuch wojny. Kiedy glowna pozycja batalionu w Wegierskiej Gorce padla, a Niemcy podeszli pod Zywiec, byl przekonany, ze to chwilowe sukcesy wroga, ze lada dzien rozpocznie sie ruch w kierunku przeciwnym, ale kiedy zajety zostal Krakow, zarzadzil ostatnia odprawe.

Z cudzym dowodem osobistym udalo sie Gronowskiemu przedostac do Warszawy, gdzie jako ...Marek Bys-kowski podj'= w 1941 roku na tajnych kompletach studia na wydziale politycznym w Szkole Nauk Politycznych. Przez nast"pne dwa lata studiowa= na wydzia-le nauk ekonomicznych i prawnych Wolnej Wszechnicy Polskiej. Zapowiada= si" te? jako zdolny baryton. Bra= lekcje >piewu u profesor Parczewskiej, swojej s'siadki z ulicy S=upeckiej. By= to okres ogromnych przemian w jego ?yciu.
Zaanga?owa= si" w dzia=alno>: konspiracyjn', pocz'tkowo w Zwi'zku Walki Zbrojnej, a od lutego 1940 roku a? do Powstania Warszawskiego w='cz-nie w Armii Krajowej. W szeregach AK otrzyma= stopie< kapitana.
Po kapitulacji nast'pi=a dziesi"cio-miesi"czna niewola w Stalagu XB Sandbostel. Dziesi'tego kwietnia 1945 roku zarz'dzono ewakuacj" oflagu. Kompania, w kt[rej by= Gronowski – jeniec nu-mer 224631 – wyruszy=a w pierwszej kolejno>ci. Do koszar w Bad Schwartau na przedmie>ciach Lubeki dotarli 21 kwietnia. Drugiego maja do koszar wkro-czy=y wojska ameryka<skie.
Zako<czenie wojny przynios=o nie-pok[j zamiast spodziewanej rado>ci. Niepok[j ten dotyczy= w du?ej mierze przysz=o>ci Polski. Czekanie na wynik rozgrywek politycznych mi"dzy alian-tami powodowa=o uczucie niepewno>ci jutra, kt[rego nie dawa=o si" zag=uszy: „ko<sk'” dawk' kultury po okresie niewoli& angielskimi i ameryka<skimi fil-mami, rewiami i sztukami teatralnymi, a nawet pras' w j"zyku polskim dost"pn' w obozowej >wietlicy. Najwa?niejszy by= powr[t do normalno>ci.
Pragnienie samotno>ci miesza=o si" z g=odem mi=o>ci. By= to bez w'tpienia pow[d, dla kt[rego w kr[tkim czasie Ro-man Gronowski zar"czy= si" z Mari' F. ]inicja= nazwiska po m"?u\, kt[r' po- zna= w samochodzie w czasie transpor-tu z Lubeki do Ulsburga. Narzecze<stwo nie trwa=o jednak d=ugo. Dziewczyna wr[ci=a do Polski, gdzie szybko wysz=a za m'? za rywala Gronowskiego z tere-nu Niemiec, a on sam jesieni' 1945 ro-ku rozpocz'= studia w O>rodku Wy?-szych Studi[w Polskich w Belgii ]Centre des Hautes Etudes Polonaises en Belgique\. Jednocze>nie da= si" wci'g-n': do pracy spo=ecznej& dwukrotnie pe=-ni= funkcj" wiceprezesa Bratniej Pomocy Student[w Polskich w Belgii, by= cz=onkiem Komitetu Organizacyjnego belgijskiego Ko=a AK i cz=onkiem Za-rz'du tego Ko=a. Praca w bratniaku unie-mo?liwi=a mu chodzenie na wyk=ady. Z trudem – brak czasu i si= – uko<czy= dwuletni Instytut Dziennikarski.
W marcu 1947 roku pojecha= do Londynu, aby wzi': udzia= w pier-wszym zje{dzie by=ych ?o=nierzy AK. Po powrocie przez rok prowadzi= referat osiedle<czy w Zwi'zku Polskiego Uchod{stwa Wojennego, kt[ry skupia= wszystkie centrale organizacyjne po- wojennego uchod{stwa polskiego na >wiecie. Umo?liwi=o mu to na „przy-zwoite stosunkowo bytowanie i w pewnym sensie zdecydowa=o o ma=?e<-stwie” z m=odsz' o 9 lat Iren' Otto, tak-?e studentk' OWSP. Ílub odby= si" 8 listopada 1947 roku w ko>ciele >w. Augusta w Brukseli.
Po studiach poczu= pustk". Ze wzgl"-du na lokaln' konkurencj" nie mia= w Belgii szans na znalezienie pracy jako dziennikarz, cho: dziennikarstwo pasjo-nowa=o go od dawna. Nie mia= innego wyj>cia, jak opanowa: jaki> praktycz-ny zaw[d. W po=owie 1949 roku zapi-sa= si" na kurs stolarstwa zorganizowa-ny przez International Refugee Organisation ]IRO\ w ramach akcji readaptacyjnej.
O pomoc w za=atwieniu wiz kana-dyjskich dla siebie i ?ony Gronowski zwr[ci= si" za po>rednictwem Tadeusza Zab=ockiego, publicysty i historyka zwi'zanego po wojnie z Dziennikiem Polskim i Dziennikiem ÷o=nierza, do [w-czesnego wiceprezesa Zwi'zku Dziennikarzy RP na Emigracji Boles=awa Wierzbia<skiego. Nale?y podkre>li:, ?e w tym okresie by= korespondentem tej gazety, jak r[wnie? Polski Wiernej.
Prawdopodobnie obawa Gronow-skich, ?e w ko<cu nie b"d' mieli za co wyjecha:, zdecydowa=a o wyborze Australii. Opu>cili Europ" w listopadzie 1950 roku.
W Australii przez pierwsze
p[= roku przebywali w obozie
dla emigrant[w w Bonegilli. W maju 1951 roku przenie>li si" do hostelu dla bezdzietnych ma=?e<stw w dzielnicy Villawood w Sydney. Gronow-skiego skierowano do pracy w tartaku, a jego ?on" do jednego z miejskich szpitali.
Od stolarki oderwa=o go dw[ch dzia-=aczy polonijnych& Zygmunt Rattay i Jan Dunin-Karwicki proponuj'c obj"cie sta-nowiska redaktora polonijnego tygodnika Wiadomo>ci Polskie z wynagrodze-niem 15 funt[w tygodniowo na pocz'-tek. Pierwszy pe=ni= w[wczas funkcj" prezesa Zwi'zku Polskiego w Nowej Po=udniowej Walii, powsta=ego z po-='czenia Zwi'zku Narodowego Pol-skiego w Redfern i Polskiego Towarzy-stwa Demokratycznego, kt[remu wydawanie pisma powierzy= w 1945 roku Konsulat RP w Sydney. Drugi by= no-wym dzier?awc' Wiadomo>ci Polskich.
Gronowski mia= – wed=ug s=[w Karwickiego – „podnie>: pismo z ulicy”& zapewni: regularne wydawanie i zwi"k-szy: liczb" prenumerator[w z dwustu do kilku tysi"cy. Pierwszy numer duetu Karwicki-Gronowski ukaza= si" 7 lute-go 1954 roku. Po p[=torarocznej wsp[=-pracy, kt[ra nie uk=ada=a si" zbyt harmo-nijnie, Gronowski z=o?y= rezygnacj". Swojemu nast"pcy pozostawi= grono wypr[bowanych wsp[=pracownik[w i korespondent[w oraz prawie p[=tora ty-si'ca nowych prenumerator[w.
Znalaz= zatrudnienie jako metram- pa? w drukarni, do kt[rej do niedawna je{dzi= dopilnowywa: druku Wiado-mo>ci. Pracowa= 3-4 dni w tygodniu za du?o wy?sze wynagrodzenie ni? redaktor, a wolny czas po>wi"ca= swojej drugiej obok dziennikarstwa pasji – teatro-wi.
Zaanga?owa= si" w dzia=alno>: Polskiego Ko=a Kulturalno-Artystycznego w Sydney sprawuj'c przez pewien czas funkcj" wiceprezesa. W 1955 roku przy PKKA utworzono zesp[= teatralny, kt[-rego kierownikiem i re?yserem zosta= Leopold Muszkat. Gronowski zagra= wiele r[l.
Z zespo=em Muszkata wyst'pi= podczas Polskiego Festiwalu Teatralnego w Nowej Zelandii ]grudzie< 1957-stycze< 1958\.
Gra=, a marzy= o re?yserowaniu. Na sydnejskie obchody 15. rocznicy Pow-stania Warszawskiego przygotowa= pa-noram" powsta<cz' „Kwatera w zbu- rzonym domu”, wystawion' po raz pierwszy 2 sierpnia 1959 roku w Independent Theatre w Sydney staraniem Ko=a SPK nr 1 i Oddzia=u AK w No- wej Po=udniowej Walii. Dla podkre>- lenia autentyzmu zapo?yczy= wiele dia-log[w „Kwatery” z dw[ch publikacji& dziennika powsta<czego Wac=awa Za-g[rskiego „Wicher wolno>ci” i „Pami"t-nik[w ?o=nierzy baonu Zo>ka”.
Z my>l' o rozszerzeniu zaintereso-wania teatrem w>r[d publiczno>ci pol-skiej w Australii pr[bowa= za=o?y: „Studio 44” czyli teatr ma=ych form, kt[ry wystawia=by przede wszystkim nowo-czesne sztuki eksperymentalne nie stro-ni'c od wznawiania sztuk starych, ale o du?ych warto>ciach artystycznych. Sprzymierze<ca swojego pomys=u zna-laz= w Hannie Ruci<skiej, kt[ra mia=a przygotowa: na pocz'tek dzia=alno>ci nowego teatru dramat Conrada „Jutro”. Sam chcia= wystawi: fars" Mro?ka „M"cze<stwo Piotra Ohey’a”. Aktor[w, kt[rym proponowa= gr" w „Studio 44”, zapewnia=, ?e nie chodzi mu o konku-rencj", ale o uzupe=nienie dzia=alno>ci teatru Muszkata.
Trudno dzi> ustali:, dlaczego „Stu-dio 44” nie zaistnia=o. Mo?na tylko przypuszcza:, ?e jedn' z przyczyn by=o prze-j"cie Tygodnika Katolickiego. W listopadzie 1960 roku Gronowski zosta= je-go wsp[=redaktorem, aby – jak to okre>-li= ks. Trzeciak, kt[ry pismo za=o?y= – „zapewni: Tygodnikowi dalsze istnie-nie”, a w 1961 roku – wraz z ?on' Ire-n' – w=a>cicielem i wydawc'. Zrezygnowa= jednocze>nie z pracy w znanym tygodniku australijskim The Bulletin, gdzie „zdoby= sobie powszechne uzna-nie i sympati"”.
W kilka miesi"cy po obj"ciu redakcji zda= sobie spraw", ?e na ?on" jako wsp[lniczk" liczy: nie mo?e. Irena Gro-nowska ]ps. „Renata”\, cho: pisywa=a do Tygodnika, mia=a inne plany& powr[t do Polski, do kt[rej na rekonesans poje-cha=a ju? w po=owie 1961 roku, kiedy woja?owa=a po Europie. Tygodnik drukowa= jej notatki z podr[?y. Wr[ci=a do Australii tylko po to, aby w dwa lata p[{niej zn[w wyjecha:. Tym razem – jak si" okaza=o – na sta=e. Gronowski zosta= sam. Pod koniec 1964 roku zaanga?o- wa= na sekretarza redakcji Mariana Ka-=uskiego, z kt[rym po roku si" rozsta=.
W 1965 roku nast'pi=y w pi>mie po-wa?ne zmiany. Pierwsz' by=a przepro-wadzka z Domu Sodalicyjnego w Richmond do dzielnicy Coburg. Drug' – dopasowanie tytu=u do >wieckiego charakteru pisma czyli przemianowanie go na Tygodnik Polski. Kolejn' – cz">ciowy druk we w=asnej drukarni w dwukrotnie zwi"kszonym formacie jako wynik d'-?enia do ca=kowitego usamodzielnienia si". Sta=o si" to mo?liwe dzi"ki pozytywnemu odd{wi"kowi czytelnik[w na apel redaktora o bezprocentow' po-?yczk" i zbi[rk" dar[w na zakup lino-typu. W 1966 roku pod nazw' Tygod-nik Polski pojawi= si" podtytu=& „Nie-zale?ne pismo Polak[w w Australii i Nowej Zelandii” >wiadcz'cy o pe=nej niezale?no>ci wydawniczej.
W maju 1966 roku Gronowski polecia= na trzy tygodnie do Europy. Wzi'= udzia= jako delegat z Australii w Íwia-towym Zje{dzie „Polski Walcz'cej” w Londynie. Podczas kilkudniowego po-bytu we Francji odwiedzi= Jerzego Giedroycia w Maisons Laffitte. Kr[tko po powrocie do Melbourne przeszed= jeden po drugim dwa ataki serca. Po powro-cie ze szpitala sporz'dzi= testament zapisuj'c Tygodnik Polski Czes=awowi Ma=eckiemu, kt[ry prowadzi= pismo w okresie jego rekonwalescencji.
W budynku przy 115 Sydney Road w Brunswick pod jednym dachem z Tygodnikiem Polskim znalaz=a si" drukarnia Typol Press. Firma Gronowskiego i Ma=eckiego rozpocz"=' dzia=alno>: pod nazw' Typol Press Printers and Publi-shers. Jej nierentowno>: sta=a si" przy-czyn' d=ugiego zatargu mi"dzy wsp[l- nikami. Do kompromisowego za=at-wienia sporu – Gronowski zosta= wy-='cznym w=a>cicielem firmy – dosz=o dopiero pod koniec 1969 roku.
Jako dziennikarz z krwi i ko>ci Roman Gronowski od samego pocz'tku mia= ambicje wydawania pisma na dobrym poziomie, pisma o wyra{nej linii niepodleg=o>ciowej. Systematycznie zwi"ksza= jego nak=ad ]z 3 tys. egz. w 1961 roku do 5 tys. w latach 1963-64\ i obj"to>:. O?ywi= tre>: i kr'g porusza-nych zagadnie<.
Ju? w pierwszych latach pozyska= wielu dobrych wsp[=pracownik[w i korespondent[w, w>r[d kt[rych znale{-li si" m.in.& Eugeniusz Bajkowski, o. Marcin Chrostowski, Andrzej Chyczew-ski, Andrzej Chciuk, Jerzy Dobrosta<-ski, J[zef Garli<ski ]Londyn\, Andrzej Gawro<ski, Wojciech Grabowski ]Bruksela\, ks. J[zef Janus, Zbigniew Jasi<ski, Boles=aw Korpowski, Ludwik Kruszel-nicki, Krzysztof +a<cucki, Jerzy Malcharek, Adam Nasielski, Stefan Nowi-cki, Tomasz Ostrowski, Lech Paszkowski, Alfred Poni<ski, W=adys=aw Romanowski, Jerzy Steinmetz ]Nowa Zelandia\ i Tadeusz Targ.
Drukowa= dodatki, m.in. „Polak w Adelajdzie”, „Margines” i „Ma=y Prze-gl'd Sportowy”. Wyst'pi= te? z szeregiem wa?nych inicjatyw, jak wydanie broszury w j"zyku angielskim na temat pomocy i po>wi"cenia Polak[w w rato-waniu ÷yd[w podczas wojny ]„Saving Jews in War-Torn Poland 1939-1945”, Melbourne 1969\.
Po rozwi'zaniu sp[=ki z Ma=eckim przyj'= na zast"pc" Boles=awa Korpow-skiego. Dwudziestoletnia znajomo>: obu dziennikarzy mia=a gwarantowa: dobr' wsp[=prac". Tymczasem „kumplostwo” prys=o ju? po paru tygodniach. Por[?ni-=o ich odmienne podej>cie do pisma. Korpowskiemu redakcyjna har[wka, kt[ra nadw'tla=a zdrowie Gronow-skiego, nie odpowiada=a. Odrzuci= propozycj" wsp[=udzia=u w odpowiedzial-no>ci za losy pisma ]wykupienia 49 procent Typola\ wyra?aj'c ostatecznie zgo-d" na prac" w okre>lonych godzinach.
Roman Gronowski by= zm"czony walk' z tutejszymi rodakami, w>r[d kt[rych – jak pisa= do Paw=a Hostowca z Londynu – „szczerych niepodleg=o>-ciowc[w, bior'cych czynny udzia= w ?yciu publicznym polskim policzy=by> na palcach jednej, co najwy?ej dw[ch r'k. Wi"kszo>: robi mniejsze lub wi"k-sze uniki i dygi. W zwi'zku z tym ca=y szereg intryg, kopania do=k[w, marno-wania wysi=k[w na u?eranie si"...”.
Walka, o kt[rej wspomina=, by=a wy-nikiem jego anga?owania si" w ?ycie spo=eczne i polityczne >rodowisk polo-nijnych, kt[re doprowadzi=o do kon-flikt[w z Rad' Naczeln' Polskich Orga-nizacji w Australii, Federacj' Polskich Organizacji w Wiktorii, a tak?e cz">ci' Polonii adelajdzkiej. Krytyka przeciw-nik[w osobistych, w tym redaktor[w innych pism, nie =agodzi=a tego stanu rze-czy.
Londyn uwa?a= za emigracyjn' Pol-sk", w kt[rej kwit=o ?ycie kulturalno- artystyczne. Chcia= w tym ?yciu uczestniczy:, a jednoczenie by: bli?ej Warszawy, w kt[rej mieszka=a Krystyna – kobieta, kt[r' pozna= podczas okupacji i z kt[r' korespondowa= od 1947 roku. Najwa?niejszy cz=owiek w jego ?yciu. Mia= nadziej", ?e zecerstwo b"dzie za-j"ciem przej>ciowym. ÷e z czasem za-czepi si" w jakiej> polonijnej gazecie w Wielkiej Brytanii.
Niestety, nowe k=opoty zdrowotne wy='czy=y go zn[w na jaki czas z pra-cy. Niew=adno>: prawej nogi zmusi=a go do chodzenia o lasce d=ugo po opusz-czeniu szpitala. Rozsta= si" z Koprow-skim. Londy<skie plany wzi"=y w =eb.
Podwy?ka o 300-400 procent taryfy pocztowej dla gazet obcoj"zycznych nie wydawanych przez organizacje, znie-sienie zni?ek w op=acie pocztowej dla gazet zarejestrowanych, presja Konsu-latu PRL na firmy polonijne, aby nie og=asza=y si" w Tygodniku po tym, jak na jego =amach ukaza= si" krytyczny artyku= na temat zaj>: w Polsce w grudniu 1970 roku, wreszcie kurcz'cy si" kr'g czytelnik[w z powodu starzenia si" Polonii – zachwia=y podstawami finansowymi pisma. Gronowski poczu= si" kompletnie za=amany.
Nie mog'c wyjecha: do Europy, cho:by na urlop, zaproponowa= Krystynie przyjazd do Australii. Do spot-kania dosz=o w Melbourne w grudniu 1972 roku.
Na pocz'tku 1973 roku rzuci= palenie. Ca=y czas bra= tabletki na serce. W nocy =apa=y go skurcze nogi. W maju 1974 roku zanotowa= w dzienniku, ?e „pewnie nie b"dzie tej normalnej staro>-ci”, bo ludzie, kt[rzy prowadz' taki tryb ?ycia jak on, „nie ci'gn' d=ugo”. Jego my>li zaprz'ta= – bardziej ni? kiedykolwiek – Tygodnik. Íwiadczy o tym ostatni zapis w dziewi'tym brulionie-dzienniku z 9 lipca 1974 roku ]prowadzi= zapiski przez trzydzie>ci\& „Marzeniem moim ci'gle jeszcze jest, ?ebym m[g= zacz': Tygodnik ...redagowa:. Tyle r[?nych pomys=[w przychodzi do g=o-wy, nowych uk=ad[w graficznych, dobo-ru materia=[w, szaty graficznej... To wszystko rozbija si" o konieczno>: dekoncentracji, my>lenia niemal o wszystkim innym i po>wi"cania wi"kszo>ci czasu wszystkiemu innemu tylko nie re-dagowaniu. ÷eby m[c pozby: si" tego, zrzuci: z siebie to wszystko inne. Czasem ?al – cho: chyba coraz mniej – ?e oceniaj' mnie jako redaktora na podsta-wie takiego Tygodnika jaki jest – bo przecie? nie mog' sobie wyobrazi: ta-kiego, jaki nawet przy obecnych mo?-liwo>ciach materialnych, moglby byc, gdybym jakims cudem mogl zrzucic z siebie drukarstwo, telefoniarstwo, wystawianie czekow, robienie zestawien podatkowych, decydowanie w sprawie prenumerat, druku wizytowek, organizowania administracji i drukarni, korekty, wyplaty uposazen...”

W trzy dni pozniej juz nie zyl. Powalil go kolejny atak serca. W srodku przygotowan do obchodow jubileuszu 25-lecia pisma. Pochowany zostal 19 lipca na cmentarzu w dzielnicy Carlton w Melbourne. W nowym testamencie, sporzadzonym na kilka miesiecy przed smiercia, nie wymienil "Tygodnika Polskiego". Odpowiedz na pytanie, dlaczego tak uczynil, zabral ze soba do grobu.

Bogumila Zongollowicz


Tekst powstal w oparciu o material ze wstepu do "Listow z Australii" przygotowywanych przez autorke do druku. Autorka dziekuje w tym miejscu Joli Wolskiej za udostepnienie archiwum Romana Gronowskiego.