WSTEPNIAK
Kurier Zachodni, nr 4/2003 (157)

Wojna polsko-polonijna?

Znudzone srodowisko australijskiej Polonii faszerowane jest od czasu do czasu plotkami z roznych dziedzin zycia. Ostatnio za sprawa perypetii konsularnych pewnego Polaka, ktory ...zapomnial, ze jest Polakiem. Az dziw bierze, iz na lep hobby pana Roberta Jaworskiego pt. "Cybergazeta", ktory nadal tej sprawie bieg, daje sie zlapac nie tylko Anna Sadurska z rzadowej rozglosni SBS, ale takze Prezydium Rady Naczelnej Polonii Australijskiej.

"Cybergazeta" naglosnila mianowicie konsularne perypetie Polaka – posiadacza takze obywatelstwa australijskiego – ktory ponoc stal sie ofiara wladz polskich. Na te okolicznosc Robert Jaworski i Anna Sadurska przepytali samego konsula generalnego w Sydney wykazujac sie przy okazji niekompletna znajomoscia polskiego prawa. Zas Rada Naczelna ze swej strony wyslala listy i protesty pod rozne adresy...

Otoz, pana Rafala Weissa, obywatela polskiego i australijskiego (w tej wlasnie kolejnosci), wezwala do Polski pilna sprawa rodzinna. Mimo obowiazujacej od 1997 roku polskiej ustawy o cudzoziemcach, na mocy ktorej obywatelom polskim nie wydaje sie wiz w paszportach obcych panstw, wystapil on z wnioskiem o przyznanie mu pieciodniowej (?) wizy polskiej w paszporcie australijskim. Konsulat Generalny RP w Sydney wydal mu wize polska (nawet na dziesiec dni!) wcale nie z powodow humanitarnych, ale dlatego, iz pan Weiss dotychczas nie figurowal w aktach konsularnych, wiec jego polskie obywatelstwo nie bylo tam odnotowane. Konsulat poinformowal wiec australijskiego petenta o mozliwosci przedluzenia polskiej wizy juz na miejscu.

A tam, na miejscu, pan Weiss napotkal na klopoty, bowiem wlasciwy wojewoda z latwoscia ustalil jego polskie obywatelstwo, a zatem – w mysl ustawy z 1997 r. – nie mial prawa przedluzyc obywatelowi Weissowi polskiej wizy w paszporcie obcego panstwa. Zaproponowal wiec wydanie paszportu polskiego, co oczywiscie wiazalo sie z odpowiednimi procedurami administracyjnymi, ktore wymagaja urzedniczego czasu.

Rada Naczelna dowodzila w swoich korespondencjach, ze Polska nie ma nic do cudzoziemca Weissa, gdyz ten legitymuje sie paszportem australijskim. Redaktorka SBS zwierzala sie konsulowi generalnemu, iz nic nie wie o ustawie z 1997 roku i chciala ustalic, dlaczego nagle przepis ten jest respektowany... (?).

A przeciez uzytkownicy Internetu pamietaja zapewne nie tak dawna "batalie" Polonii amerykanskiej, ktora domagala sie prawa do polskich wiz w swoich amerykanskich paszportach. Tyle tylko, ze do USA amerykanscy Polacy musza powracac z ...paszportem amerykanskim.

Polskie prawo o obywatelach i cudzoziemcach pod wielu wzgledami nie rozni sie od przepisow innych panstw. Obywatele amerykanscy, ktorzy mieszkaja np. w Australii, gdzie naturalizowali sie, musza w USA legitymowac sie paszportem amerykanskim. Do niedawna Australia nie zezwalala na podwojne obywatelstwo, tolerowala jednak inne obywatelstwo imigrantow. Polska, choc nadal nie uznaje podwojnego obywatelstwa, to jednak toleruje ow fakt, co oznacza, iz Polacy nie traca obywatelstwa w momencie naturalizowania sie w innym panstwie, co nie jest jeszcze takie powszechne w swiecie. Ale to takze oznacza, iz dla wladz polskich, szczegolnie na terytorium Kraju, nadal pozostajemy przede wszystkim obywatelami polskimi, tak jak dla Australii nawet naturalizowany obywatel – ktory jednak zachowal obywatelstwo kraju urodzenia – jest tu, na miejscu, przede wszystkim obywatelem australijskim.

Nie rozumie tego m.in. Prezes Rady Polonii, ktory, pisujac do "Cybergazety", nazywa Weissa "obcokrajowcem" w kontekscie jego odwiedzin – jakby nie bylo – Ojczyzny. Janusz Rygielski pisze, ze „zatrzymanie w Polsce obywatela innego kraju moze juz teraz spowodowac ogromne szkody, kwalifikujace sie do procesu o odszkodowaniee. Owszem, pod warunkiem, ze pan Rafal Weiss zrzeknie sie najpierw polskiego obywatelstwa. Prezes Rygielski zapomina, ze dla wladz polskich pan Rafal Weiss z Brisbane jest przede wszystkim obywatelem polskim w zgodzie z obowiazujacym w Kraju prawem, lepszym lub gorszym.

Teraz tylko patrzec, jak Radio SBS i Rada Polonii wspolnie popra inicjatywe juz naglasniana przez "Cybergazete" pod haslem "Rezygnacja z obywatelstwa polskiego". Chodzi oczywiscie o akt protestu! Akcje zainicjowal Polak, rowniez mieszkaniec Brisbane (sic!) – z Internetu wynika, ze to pan Miroslaw Rymar, wirtualny pseudonim „Neptuno" (?) – ktory zamierza doprowadzic ...„"do uproszczenia procedury zrzeczenia sie obywatelstwa polskiegoe". Bardzo patriotyczne. Bardzo polskie.
Jesli to nie kwalifikuje sie do podjecia akcji w ramach "walki o dobre imie Polski i Polakow", ktorej sprzyja m.in. Rada Polonii, to mamy do czynienia z glupota, ktora nie zna granic...

Inni czepiaja sie jeszcze polskich wymogow dotyczacych fotografii paszportowej. Zapominaja jednak o drastyczniejszych przepisach australijskich w tym wzgledzie, ktore weszly w zycie 1 lipca biez. roku: fotografia nie moze byc starsza niz 6 miesiecy, wielkosc zdjecia w granicach 4550 na 3540 mm, dobra ostrosc, dobra jakosc, na dobrym papierze, wysoka rozdzielczosc, odpowiednie naswietlenie i kontrast dla oddania rzeczywistego odcienia skory; fotografia musi reprezentowac kolory w sposob neutralny, twarz na zdjeciu musi wypelniac 7080@ powierzchni, wzrok skierowany prosto w obiektyw, oczy szeroko otwarte, bez „czerwo nyche soczewek itd...

Jakos zaden z rodakow nie zaprotestowal dotad publicznie z powodu tych nowych wymagan. Byc moze niektorzy z awanturujacych sie nadal lepiej czuja sie poslugujac jezykiem Mickiewicza niz Shakespeare'a?
Na koniec warto podpowiedziec wladzom w Warszawie, aby oficjalnie uznaly podwojne obywatelstwo Polakow i traktowali na terenie Polski rodakow na stale zamieszkalych poza granicami Kraju jako obywateli danego panstwa. Zlagodzi to konflikty konsularne po obu stronach tej sztucznej barykady.

REDAKCJA


KOMENTARZE:

Szanowna Redakcjo,
Serdecznie gratuluje bardzo rozsadnego artykulu na temat podwojnego
obywatelstwa i wynikajacych stad konsekwencji prawnych.
Istotnie, pisanina na lamach CyberExpresu ma w duzej mierze charakter
"amatorszczyzny" ( popularny zwyczaj zabierania glosu pod haslem " Ja sie na
tym nie znam, ale...), na dodatek mocno naszpikowanej "zacma" wscieklego
antykomunizmu. ( Nie pamietam takiej napastliwosci polonijnych
"komentatorow" w niedawnych wszak czasach, gdy wladze w Kraju kiepsko
sprawowaly rzady post-solidarnosciowe lub klerykalno-prawicowe!).
Serdeczne pozdrowienia.
Marek Bogatek
Sydney