KRAJ
UTRACONY
CZYLI: BOLACE BLIZNY & CO NAM SIE SNI PO NOCACH ® © Miroslaw M. Krupinski |
18 lipca 1999 |
wybory w Polsce - czy jeszcze raz "dziel i rzadz"?
W Polsce zblizaja sie wybory prezydenckie. Czy zmienia one patowa od dluzszego czasu sytuacje Rzeczpospolitej Polskiej - trudno orzec. Zanim zaczne rozwazac ten problem chcialbym najpierw wyjasnic na czym ta obecna patowosc polega:
Otoz od samego poczatku Rzeczpospolitej Polskiej, czyli od roku 1989 istnieje w Polsce przedziwna rownowaga , ktora uniemozliwia konstruktywna wspolprace dwoch najwazniejszych posiadaczy wladzy - rzadu i prezydenta. Poczynajac od pierwszego, przydzielonego narodowi na mocy oszukanczego handelku w Magdalence - prezydenci mogli jedynie utrudniac rzadom obu orientacji skuteczne sprawowanie wladzy. Poprzez kolejne veta, poprzez mianowanie politycznych i administracyjnych prominentow, poprzez rozwiazywanie Sejmu, poprzez wybieranie sojusznikow. Sami prezydenci zbyt wielu narzedzi do sprawowania wladzy nie mieli, ale wobec prawie rownowagi sil pomiedzy partia lub koalicja rzadzaca i opozycja - byli, jak dotad, maczuga w reku tej ostatniej.
Tak sie jednak sklada iz nie tylko ta maczugowata
rola prezydenta jest w Polsce istotna. Jego
wybor i jego pochodzenie polityczne (poza pierwszym,
patologicznym przypadkiem Jaruzelskiego) jest waznym wskaznikiem orientacji
i sympatii politycznych spoleczenstwa. Wiecej - jest ostrzezeniem dla biernej
w swojej wiekszosci czesci spoleczenstwa iz jakiekolwiek demonstracyjne
ciagotki w kierunku zmiany obecnego status quo (na przyklad dalszej dekomunizacji
wladzy w RP) moga byc, wobec niepewnosci powodzenia, niebezpieczne. Tak
wiec owa ostrozna czesc elektoratu woli sie nie wychylac, przesypiac wybory
i obserwowac biernie dalszy rozwoj sytuacji, pozwalajac tym samym owa wzmiankowana
na wstepie sytuacje patowa w Polsce utrzymac.
Jak wyglada wiec rzeczywista orientacja polityczna spoleczenstwa? No coz - sprobuje sie intuicyjnie powymadrzac, rezygnujac z przytaczania publikowanych "wynikow badania opinii publicznej" - ktore to wyniki, moim zdaniem zaleza w znacznym stopniu od tego kto i jak je przeprowadza i kto je publikuje.
Zacznijmy wiec od postkomunistow i ich sympatykow. Pozostane przy kilkakrotnie wyrazanej juz przedtem opinii iz jest ich okolo 25% uprawnionych do glosowania. Obejmuje to wiekszosc bylych czlonkow PZPR, ich rodziny, oraz przekupionych i szantazowanych. Z ta niezmienna prawie sila postkomunisci jak dotad utrzymuja sie w czolowce - czyli wygrywaja wybory lub sa znaczaca opozycja rzadowa. Osiagaja to dzieki dwom faktom, z ktorych pierwszy to wynikajaca z "byc albo nie byc" dyscyplina udzialu i glosowania w wyborach, a drugi niska frekwencja wyborcza i rozbicie antykomunistycznej opozycji. Ten drugi fakt, w odroznieniu od pierwszego - jest wynikiem szerokich i skutecznych wysilkow postkomunistow aby owo lenistwo wyborcze Polakow i rozbicie opozycji utrzymac i powiekszyc. Podkreslenia z mojej strony wymaga fakt iz za "sympatykow postkomunistow" wcale nie uwazam wylacznie ludzi zgrupowanych wokol SLD. Sa to rowniez ludzie ze sfery PSL i UW, oraz pewna ilosc ludzi "oddelegowanych" do AWS. Tych ostatnich nalezaloby szukac miedzy nieobecnymi w czasie glosowania waznych a niekochanych przez postkomunistow i obecnego prezydenta uchwal w Sejmie.
W odroznieniu od innych ugrupowan politycznych - postkomunisci mysla i dzialaja strategicznie w celu powiekszenia swoich wplywow. Przyklady - wywolana przepychanka zwiazana z liczba wojewodztw, wykorzystana nastepnie poprzez poparcie niezadowolonych; bardzo delikatne ale dosc skuteczne granie na niezadowoleniu rolnikow (rodowod polityczny Leppera), niezbyt udana konferencja w Michiganie. Jedyny strategiczny blad dostrzegany przeze mnie ze strony postkomunistow to poniechanie pokazowego "odstrzalu" swoich najbardziej skompromitowanych - czyli Jaruzelskiego, Kiszczaka, Ciastonia, Platka i kilku innych. No ale i w tym chyba cos sie rusza i ostentacyjne poswiecenie wymienionych we wlasciwym czasie moze byc dobrym chwytem przedwyborczym, demonstrujacym bialosc nowej, owczej, skory.
PSL, tradycyjny sojusznik komunistow w PRL przechodzi w ostatnim dziesiecioleciu pewne konwulsje transformacyjne. Likwidacja PGRow i pelna prywatyzacja rolnictwa odciaga ich na prawo; klopoty z zorganizowaniem efektywnego rolnictwa, zabezpieczenia skupu i ochrony cen (przy umiejetnym wyrazeniu poparcia i wspolczucia przez postkomunistow) - na lewo. Nie bez znaczenia jest tez wlasna pula miejsc w parlamencie do zdobycia i oczekiwanie na zwiazane stad oferty stanowiskowe i koncesje z prawa i z lewa.
Unia Wolnosci, aczkolwiek ciagle w koalicji z AWSem jest w stanie "rownowagi obojetnej" i w mojej ocenie moze potoczyc sie zarowno w lewo jak i w prawo, w zaleznosci od dostrzeganych korzysci (w tym personalnych). Warto tu dostrzec iz wybor koalicyjnosci rzadowej nie koniecznie musi pokrywac sie z preferencjami w wyborze prezydenta. W rzadzie dla UW korzystniejsza jest koalicja ze slabszym partnerem, gdyz to gwarantuje lepsza pozycje przetargowa wewnatrz koalicji i mozliwosc opanowania (tak jak dotad) strategicznie waznych ministerstw. Mysle iz Unia wystapi z wlasnym kandydatem na prezydenta i mysle iz bedzie to obecny minister Geremek ostentacyjnie "poswiecajacy kariere w NATO".
Chrzescjanska Demokracja z Lechem Walesa na czele dopiero sie rodzi i jezeli nie popelni samobojstwa wystawiajac juz w tej kadencji Walese jako kandydata na prezydenta - moze zaczac odgrywac istotna role w przyszlej polityce RP. Powstrzymanie sie Walesy od kandydowania dzis i poparcie sila swojej partii kandydata AWS moze znacznie umocnic/przywrocic jego pozycje polityczna na przyszlosc i odrobic pewne gaffy wyborcze (jak "podawanie nogi" konkurentowi Kwasniewskiemu ). Dobra wspolpraca z prawica w nadchodzacej nieco pozniej kadencji Sejmu, moze zadecydowac o przyszlej roli polskiej Chadecji i jej przywodcy. Co wiecej - bardzo by to pomieszalo szyki postkomunistow, ktorzy szczerze (z uwagi na polityke "dziel i rzadz") na kandydowanie Walesy i odebranie tym samym czesci glosow AWSowi licza.
Pozostale partie (ROP, Partia Republikanska)
pojedynczo
nie odegraja zadnej roli, poza odebraniem kilku procent glosow dominujacym
partiom prawicy. Co wiecej - ROP zostal skutecznie rozbity przy pomocy
hasel Kosowo i Lepper i nieco sklocony z niedawnymi sojusznikami. Razem
i moze pod wspolnym szyldem moga odegrac znaczaca role w pozniejszych wyborach
do Sejmu. Oczywiscie byloby jeszcze lepiej (ale ja az takim optymista nie
jestem) gdyby jako polaczona frakcja skrajno-prawicowa przylaczyly sie
do AWS. To (razem z sugerowana wyzej polityka partii Walesy) mogloby byc
gwozdziem do trumny postkomunistow.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Po co ja to wszystko w takim uproszczeniu pisze i publikuje? Przeciez nie jest to ani doglebna, poparta liczbami analiza, ani tez nie jest adresowane wylacznie do tematu "wybory prezydenckie w Polsce"...
Otoz probuje przekonac jakos samego siebie iz istnieje mozliwosc skonsolidowania wywodzacych sie przeciez ze wspolnego dzialania lat 1980/81 sil prawicy i dokonczenia dziela odsunietego na boczny tor przez Magdalenke 1989. Dzialanie takie powinno obudzic czesc sennego spoleczenstwa polskiego i przestawic pozniejsze dzialania z wewnetrznych rozgrywek politycznych na efektywne szukanie najlepszego modelu ekonomicznego i spolecznego w Polsce. Z Unia Europejska lub bez, ktore to rozwazenie bedzie czescia owego efektywnego dzialania.
Wedlug mnie - szansa taka, choc nie tak duza jak
w roku 1989, ciagle istnieje. Czy zostanie wykorzystana - nie wiem. To
zalezy od samych Polakow, glownie tych w Kraju. Ja w kazdym razie zycze
im powodzenia i zabrania sie do wykorzystania tej szansy juz od dzisiaj
- zanim 5000
mianowanych wlasnie przez Millera i wyslanych
w Polske naganiaczy z "nowego" SLD nie zwerbuje 110% Polakow do tej nie
zasypiajacej gruszek w popiele partii.
Jest to chyba najkrotsza z moich dotychczasowych publikacji w "Kraju Utraconym" - i dobrze. Bo po co ja wlasciwie mam Wam - Polakom w Kraju i poza Krajem te dziure w brzuchu wiercic? Przeciez i tak zrobicie to co chcecie, tak jak robicie to rok po roku, kadencja po kadencji...Wiec moze potraktujmy to jedynie jako wskazanie tej ciagle istniejacej, choc kurczacej sie szansy aby dokonczyc porzadki zaczete 19 lat temu. Lub tez przestac zawracac sobie nimi glowe :)...
Miroslaw Krupinski, Australia, lipiec 1999.