KRAJ  UTRACONY
CZYLI:  BOLACE BLIZNY & CO NAM SIE SNI PO NOCACH
® © Miroslaw M. Krupinski
59
 

16
sierpien
2001

                    z historii Zabolandu
                                                 ® ©Miroslaw Krupinski
 

Kiedys Ropuch czerwony zdolal wszystkich wzruszyc:
- reprymenda zrazony jal antyropuszyc,
fikac rozne koziolki, na stolki sie wspinac,
i na Ropuch Komitet tlusty zad wypinac…

Dostal klapsa po zadku, po ojcowsku, lekko
bo wszak wspólne bagienko bylo ich kolebka ,
i z tym sladem meczenstwa, co musnelo skóre,
po dwóch roznych drabinach zaczal pelznac w góre…

Zagraniczne ropuchy sypnely mu groszem,
do przeróznych sadzawek mial mase zaproszen,
gdzie byl antyczerwonym , jak to zaczal glosic…
a gdy wracal - szedl siedziec. Bo latwiej donosic…
w kiciu majac panstwowy wikt i opierunek …
Nie potrzeba z donosem isc na posterunek...
Moze wolno, z talentem, sprawozdania pisal:
- co zobaczyl, wypytal, podszepnal, uslyszal…
Wydojony do sucha i instrukcji swiadom
czekal w mamrze spokojnie, az go znów wyjada…

Przy okazji kontaktów mial mase szalonych:
zabich, mysich, czerwonych i antyczerwonych,
dziergal zdrady kaftanik, bo pamietac musial
ze czerwonym jest zawsze ten kto raz skomusial
i - jak kiedys  druh  Zabon po mentorsku radzil
- zdradzic zawsze jest latwo, gdy ktos raz juz zdradzil…

Perswadowal kijankom co wolno a co nie
by od ropuch nie dostac po watlym ogonie,
co jest cacy dla waaadzy i u swoich koszer,
a co moze zaszkodzic gdy trafi do dossier…

W koncu taki balagan w swych zaslugach stworzyl,
ze swiat z góry byl pewien ze to on zalozyl
„Kijankowosc" -  ta której powstawac odradzal,
ze on nowe budowal (kiedy on je zdradzal),
ze narodu byl wieszczem, wodzem i sumieniem,
kiedy sobie i swoim napychal kieszenie…

Czasem miewal zachwiania gdy sie kryzys zblizal,
wiec sie miotal od sierpa i mlota do krzyza,
przed oltarzem mu obcym lezal wtedy plackiem,
prawie msze tam odprawial (wraz z Zaboniem Jackiem),
ale potem, gdy los sie mu znowu odmienil
wial od wody swieconej i znów sie czerwienil…

I tak zostal  pomnikiem, Brazowym Ropuchem,
dawnych ropuch czerwonych wybawca i uchem,
poprawnosci obronca,  wspólnoty podnieta ,
wyborczosci sternikiem (ze swoja Gazeta),
piewca zaslug sasiadów (tych przy apetycie),
ich wdziecznosci odbiorca (co ulatwia zycie),
Michiganu wybrancem, gdzie mu wszyto cnote,
zbawca Czesia (co milczy - a wiec placi zlotem),
prezydenta podpora i bratem po mycce,
posrednikiem, zyrantem przy kazdej pozyczce
wspierajacej przekonan poprawnosc i wole
i wyrocznia co trzeba odnalezc w stodole…

* * *

I tak lata mijaly, az pewnego rana
ujrzal symbol wsi polskiej - polskiego bociana…
i juz wiedzial biedaczek co zaraz go spotka…
Bociek zezarl Ropucha, przyniósl noworodka,
co potomkiem Prapiasta byl z mysli, wygladu
i polozyl tym koniec latom zabich rzadów…
 

proza, nieco wczesniej...



      Kilka dodatkowych eksponatow do wystawy "DROGI DO WOLNOSCI"
 
Uwaga: ostatnio w internecie ukazuja sie skradzione z moich witryn  i sfalszowane, jako moje, teksty  publikowane przez Wieslawa Kochanskiego ze Sztokholmu (Szwecja).  O tym zawszeniu internetu informuje czytelnikow ktorzy mogli zostac wprowadzeni przez w/w i jego pomocnikow w blad