KRAJ  UTRACONY
CZYLI:  BOLACE BLIZNY & CO NAM SIE SNI PO NOCACH
® © Miroslaw M. Krupinski

66
 
 

28 czerwiec 
2002

 

autorytety niemoralne (1)

 

zaglądanie pod olsztyńskie kamienie

 

Wstęp

 

W archiwach Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie znajdują się, publicznie już dziś dostępne, kopie wywiadów przeprowadzonych  z kilkudziesięcioma osobami na temat ocen działającej w Regionie Warmińsko Mazurskim „Solidarności” i ich własnego w tym udziału.

 

Pochodzą one głownie z  okresu pomagdalenkowego, kiedy to po skierowaniu III RP na pomagdalenkowe tory niektóre siły okregostołowego postępu, rezygnując z pierwotnych historycznych ideałów i kierunków działania, zajmowały się okraglostołowaniem historii – czyli dorabianiem nowej historii do aktualnej wówczas sytuacji.

 

Zadajmy sobie najpierw pytanie – „Jaka ta sytuacja wówczas była?”  No cóż – była następująca:

 

1.”Solidarnosc” w swojej formie z lat 1980/81 została praktycznie zamordowana.

 

2. Aby do tego doprowadzić chory ale ciągle zbrojny i strategicznie sprawny system komunistyczny w Polsce posłużył się następującymi metodami:

 

a.  Wprowadził do gry, jeszcze przed sierpniem 1980 własną „czerwoną opozycję”, diabolizujac jej działania i skuteczność wystarczająco mocno aby niekochające komunistów społeczeństwo nastawić do niej przychylnie.

 

b. W latach 1980/81 system zadbał aby owa „opozycja” miała wpływ na solidarnościowe masy – najpierw jako „doradcy” a później jako „guru”, bez których niektórzy solidarnościowi przywódcy i prominenci nie potrafili już samodzielnie myśleć, formułować swojej ideologii ani planować działań.

 

c.  Aby tą zależność zwiększyć i przyśpieszyć – system zadbał aby uzależnieni od doradców i słuchający ich działacze Solidarności odnosili w swoich (podpowiadanych) działaniach sukcesy (np. Wałęsa, Frasyniuk, Bujak itp), a myślący samodzielnie mieli redukujące ich działania trudności (np. Gwiazda, Walentynowicz itp).

 

d.  Po wprowadzeniu stanu wojennego system prowadził dwa równoległe, ale bedące częściami tej samej strategii działania – po pierwsze odizolowal od reszty internowanych czy uwięzionych działaczy tych na których miał wpływ i na których ulegość mógł liczyć aby ich do magdalenkowania przygotować; po drugie – mając prawie pełne rozeznanie działań podziemia i opozycji (oraz „opozycji”) przebywającej na wolnosci – zapewniał tym na których miał wpływ lub których miernota mu nie przeszkadzała - możliwosc działania, tępiąc lub niszcząc pozostałych. Proces trwał wystarczająco długo aby dokonać precyzyjnego przesiania „opozycji” i aby pozostawić na sicie strategicznie pozadaną jej frakcję.

 

3.  Po takim zreorganizowaniu opozycji i „opozycji” – przy pomocy już spacyfikowanej frakcji urządzono muppet show zwany okrągłym stołem – tworząc nie tylko nową, wykastrowaną już, „Solidarność”, ale i nowy „oswojony” współrząd. Ów współrząd miał dwie bardzo przydatne staremu systemowi cechy – był po pierwsze już na pasku ocalonych od prawie samozniszczenia komunistów, po drugie – był już zdemoralizowany przez pierwsze ustępstwo i wynikające z tego własne korzyści, po trzecie był skazany na niechęć społeczeństwa, które choć oszukiwane pewnych rzeczy jednak nie mogło nie dostrzec. Na przykład demoralizacji wczorajszych „autorytetów moralnych” które w zastraszającym tempie i we współpracy z wczorajszym wrogiem zamieniały się w niemoralne.

 

4. Umożliwiając społeczeństwu rozpoznanie owej niemoralności byłych autorytetów moralnych i ich nieudolności we współrządzeniu – wczorajsi wrogowie odzyskali poparcie elektoratu – na zasadzie politycznego podrzynania gardła przez wyborców tym którzy zawiedli ich nadzieje.

 

5.  W tym samym czasie przy pomocy całej plejady kupionych już sojuszników załatwiano cały szereg spraw po myśli, w tym cały szereg warunków mających stanowić bazę do powrotu pierwotnych właścicieli Polski do władzy i stanu posiadania (proponuje tu olsztyniankom przeanalizować jeszcze raz wybory do władz wojewódzkich,  działania popychające „we właściwym kierunku” olsztyńską prasę, R-TV i podobne działania w których widoczne były nie tylko metody działania ale i głowni „opozycyjni” ich animatorzy).

 

6.  Aby powyższe (1-5) osiągnąć i zachować należało tylko zneutralizować tych którzy na opisany wcześniej proces nie byli podatni i którzy mogli go utrudniać. Zastraszenie na dłuższą metę nie wchodziło w rachubę bo system, przynajmniej deklaratywnie, miał „się zmienić”.  Wiec pozostało: doprowadzanie do wyjazdu poprzez rożnego rodzaju represje, zorganizowane obrzucenie błotem, zarzucenie braku promagdalenkowego lub postmagdalenkowego patriotyzmu i braku miłości do nowych wodzów  i – co nie było wcale najmniej istotne – stworzenie nowych legend i życiorysów tym „właściwym”.

 

Jak ten proces przebiegał w olsztyńskim można się z grubsza zorientować chociażby z wnikliwie napisanych książek Zenona Złakowskiego – „W Olsztyńskim bez przełomu” (1992),  „Solidarność Olsztyńska w latach 1980-1981” (2000) i „Solidarność Olsztyńska w stanie wojennym”  (2001).

 

Materiały do tych książek zbierane były przez wiele lat i poza obserwacjami własnymi Autora i dokumentami z tamtego okresu zawierają one wspomniane na samym wstępie wywiady, będące obecnie w archiwach OBN.

 

Przez wiele lat materiały te pozostawały „prawie ściśle tajne”, zapewne ku zadowoleniu części  ich twórców.  Napisałem „prawie tajne” ponieważ wcześniejsze ich przecieki docierały do mnie  od zapienionych w dyskusjach ze mną szwedzkich adwersarzy – tych „najbardziej pokrzywdzonych emigrantów z roku 1968”, popierających głownie okraglostołowych doradców, a generalnie pomagdalenkową rzeczywistość bliską ich ex-czerwonym sercom.

 

Myślę ze gdyby te materiały z późnych lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych zostały opublikowane w formie książkowej bezpośrednio wtedy, po ich zebraniu – to powstałyby książki trudne historyczne do odkręcania, gdyż zapewne zostałyby rozpowszechnione na cały świat przez owych „najbardziej słusznych pokrzywdzonych”, ku chwale Magdalenki i czerwonej opozycji grającej w niej główne skrzypce. Przykładem takiego uświatowiania „słusznych książek” jest dzieło Grossa – „Sąsiedzi”, rozpowszechnione na cały świat zanim jeszcze druk ostygł i zanim „prawdziwość” zawartych tam informacji  zaczęła być rzeczywiście widoczna.

 

Ponieważ jednak owe olsztyńskie wywiady odleżały się trochę w archiwach Autora wcześniej  wymienionych książek i dzięki temu mogły być skonfrontowane z pojawiającymi się później dokumentami i obserwacjami zarówno samego Autora jak i czytelników – stanowią dziś głownie materiał historyczny pozwalający zrozumieć stanowojenne i pomagdalenkowe strategie.

 

W sumie uzyskałem dostęp do poddanych znacznej kosmetyce dwóch rożnych transkryptow jednego wywiadu magnetofonowego, jakiego udzieliłem w dniu 6 maja 1987 roku, w przeddzień wyjazdu z Polski oraz do 24 następujących skryptów:

 

Relacje własne:

 

Relacja W. Kałudzinskiego - dot lat 1980-81 (bez daty jej powstania)

Relacja W. Kałudzinskiego - dot lat stanu wojennego (bez daty jej powstania)

Relacja dr Józefy Mielnik - dot lat stanu wojennego (nie datowana)

 

Wywiady:

 

Wywiad z Leszkiem Szawłowskim, „Rezonans” nr 7/28 z dnia 13-17.12.1983 roku

 

Rozmowa z Józefem Nowakiem w dniu 14 kwietnia1993 roku

Rozmowa z Irena Telesz w dniu 21 kwietnia 1993 roku

Rozmowa z Heleną Cynalewską w dniu 28.04.1993roku

Rozmowa z Andrzejem Pawłowskim w dniu 6 maja 1993roku (+PS z r 2000).

Rozmowa z Wiesławem Rondomańskim w  dniu 11 maja 1993 roku.

Rozmowa  z ks. Janem Rosłanem w dniu 20 maja 1993 roku

Rozmowa z Andrzejem Gierczakiem w dniu 25 maja 1993 roku

Rozmowa z Bogusławem Owocem w dniu 26 maja 1993 roku

 

Rozmowa z Tadeuszem Kisłym w dniu 8 stycznia 1994 roku

Rozmowa z Michalem Powroznym i Wieslawem Sasinem w dniu 25 lutego 1994 roku

Rozmowa z Grażyną Langowską w dniu  2 września 1994 roku

Rozmowa z  W Kaludzinskim w dniu 13 pazdziernika 1994 roku

Rozmowa z mec. Michałem Krakowskim w dniu 14listopada1994 roku

 

Rozmowa z Kazimierzem Wośkiem w dniu 26 wrześnie 1995roku

Rozmowa z Bogdanem Bachmurą w  dniu 19 października 1995 roku

Rozmowa ze Sławkiem Olkiem w dniu 13 listopada 1995 roku

Rozmowa z ks. Julianem Żołnierkiewiczem w dniu 22 stycznia 1996 roku

Rozmowa ze Zdzisławem Płotkiem w dniu 14 lutego 1996 roku

Rozmowa z Grzegorzem Jasińskim w dniu 12 marca 1996 roku

Rozmowa ze Stefanem Ruchlewiczem w dniu 13 kwietnia 1999 roku

 

Analizując zawarte w w/w materiałach wypowiedzi dotyczące mnie (co było dla mnie najłatwiejsze) odkryłem pewne podobieństwo sformułowań i argumentów używanych w ocenach. Nasuwa mi to podejrzenie, że istniała pewna recepta w tym temacie, podrzucona odgórnie.  Podobnie odgórnie i zapewne dużym wysiłkiem pracy organizacyjnej ukierunkowane zostały pytania Bogdana Bachmury, przeprowadzającego ze mną wywiad magnetofonowy (w przeddzień mojego wyjazdu). Te dotyczące rzekomego podpisania przeze mnie jakiejś lojalki, oświadczenia czy wręcz zobowiązania do współpracy ze służbami nieczystymi. Jedyną osobą która wychwyciła że takie łakome dla waaadzy „oświadczenie Krupińskiego” nigdy nie zostało opublikowane a ja sam nie uzyskałem żadnych korzyści (wyrok odsiedziałem w całości ograniczonej amnestią a o ułaskawienie nie występowałem) był Andrzej Pawłowski.

 

Tym bardziej zdziwiły mnie kłamstwa Zdzisława Płotka,  pochodzące z dużo późniejszego okresu, na temat rzekomej możliwości mojego powrotu do pracy po wyjściu z więzienia i zrujnowania tej możliwości poprzez zwrócenie się w tej sprawie najpierw do Wojewody a dopiero później do własnego zakładu pracy. Łgarstwo w świetle niżej załączonych dokumentów jest oczywiste – podobnie jak kilka innych kłamstw (o kłótni z Wałęsą czy przekazywaniu mi jakichś pieniędzy z zewnątrz w stanie wojennym).

 

Pozwalam sobie załączyć niżej odnośne kłamstwa Płotkowej wypowiedzi wraz z moimi komentarzami, oraz jednoznacznie określające stan faktyczny fotokopie dokumentów.  Moje mało przyjazne stosunki z Płotkiem mają długą historie, którą przytaczam na końcu – ale nie przypuszczałem że posunie się on do tak głupiego kłamstwa.

 

Myślę że jedynym wytłumaczeniem jest iż kłamstwo to popełnił na prośbę Gieremkowskiego MSZ, ponieważ w czasie owego łgania toczyła się przed Komisją Praw Człowieka w Strassburgu moja sprawa dotycząca m. innymi pozbawienia mnie pracy – której Gieremkowski MSZ usilnie próbował ukręcić łeb  - mianując nawet swojego pełnomocnika przy tej Komisji i proponując mi „duże odszkodowanie” za jej wycofanie. Szczegóły całej sprawy opisane są i opatrzone dokumentami w moich „Zaułkach Prawa”.

 

No a teraz  odnośne fragmenty „rozmowy z Płotkiem”,  wraz z moimi do nich komentarzami i kopiami odnośnych dokumentów:

 

Rozmowa ze Zdzisławem Płotkiem

W dniu 14 lutego 1996 roku

(odnosne sprawie fragmenty wywiadu zawierajace łgarstwa o mnie)

 

[…]

Pyt. Był Tymczasowy Zarząd. Z internatu lub z więzień zaczęli wychodzić „starzy” działacze „Solidarności”, członkowie Zarządu Regionu. Jaki był wasz stosunek do nich i czy były próby współpracy?

Płotek: Nie, nie było. Ja osobiście uważałem, że nie ma sensu z nimi współpracować, nie dlatego, że ich lekceważyłem, ale dlatego, że milicja miała na nich namiar. Kiedy wyszedł z internatu Wiesiek, to od razu zadzwonił, skontaktował się ze mną. Telefonicznie i zaraz była milicja u nas w biurze. Bo prze­cież wiadomo, że on telefonicznie się kontaktuje, to przecież jest podsłuch. Chcę wspomnieć o Krupińskim. On pracował w naszym biurze projektów, był moim kolegą w pracy. Ludzie przekazywali różne dary dla jego rodziny. Niektórzy ludzie z zagranicy przekazywali dla niego pieniądze. Również dla innych osób, ale imiennie. Np. jechali do Krakowa i mówili: my chce­my dać Krupińskiemu pieniądze. I ci ludzie z Krakowa szukali kontaktów w Olsztynie, przekazywali pieniądze – to często się przez nas odbywało.

Komentarz mój: Kłamstwo. Nigdy nie otrzymałem żadnych “pieniędzy z zagranicy”  - poza czekiem na 50 USD od P.H. Krogera  z Norwegii, który był moim gościem na Pluskach. Ten czek (niezrealizowany, o czym ofiarodawcę zawiadomiłem) zachowałem na pamiątkę i mam go gdzieś tam do dziś. Natomiast otrzymałem od Związku Architektów Norweskich (zostałem mianowany honorowym członkiem tego Związku) podstawowy sprzęt inżynieryjno kreślarski do mojej pracowni – w miejsce tego który “zaginął” z BPBK po moim aresztowaniu. Zanim to nastąpiło – aby pracować  pożyczałem cyrkle od Czesława Kamińskiego, który mieszkał w pobliżu.

  
Płotek (cd): Z tym, że Krupiński od samego początku, od razu się odciął. Zresztą mnie to wprost powiedział, że praca w podziemiu go nie interesuje. Legalnie mogłem działać, ale teraz już nie. Dlatego też i z Wałęsą się poróżnił. Wałęsa nazwał go „dupkiem” – powiedział, że jak „Solidarność” była na fali, to on był wielkim działaczem, a jak przyszedł okres klęski, to go nie ma.

 

     Komentarz mój: “Okres klęski” to był Grudzień 1981 – co wtedy robiłem, pozostawiam do oceny historii. To nie ja miąłem w tym czasie kucharza i kapelana w Arłamowie. Kiedy wyszedłem z wiezienia 17 września 1983 – to właśnie zarysowywał  się okres zdrady, z której pierwszymi przejawami zetknąłem się w Łęczycy (vide “Zaułki Zbrodni) i co rozmowa z Wałęsą 18 Września 83 częściowo potwierdziła. Dlatego byłem przeciwny późniejszej Magdalence i wydelegowanej do mnie na początku roku 1989 do Australii emisariuszce Wałęsy, która dotarła do mnie w Perth,  odradzałem (na piśmie) jego kandydowanie na prezydenta i zostałem  w Australii. Nie posłuchał – nastąpiła dwunastoletnia era Płotków & Co, czego się niejasno spodziewałem.

 

Płotek (cd): Krupiński jak wyszedł z więzienia, to mógł być u nas zatrudniony, ale on popełnił błąd. Poczuł się ważny i napisał taki list do wojewody, że stara się tu o pracę. Jak to dotarło do wojewody, to ten z miejsca zablokował możli­wość jego zatrudnienia. Wtedy była taka sytuacja, że trzeba było mieć zgodę urzędu zatrudnienia na przyjęcie kogoś do pracy. Zadzwonili do urzędu miasta, żeby skierowania nie wydawać. A przecież tutaj sprawa była załatwiona – on miał za dwa trzy dni przyjść do pracy. Ale on chciał pokazać, że dla niego partnerem jest wojewoda. Pokpił sprawę. Pracował więc indywidualnie, podrzucaliśmy mu pewne zlecenia. Początkowo miał zlecenia, a później nastąpił pewien zastój, kryzys. I zdecydował się wyjechać.

 

Komentarz moj:

Kilka kłamstw razem:

1.      Do pracy zgłosiłem się na trzeci dzień po wyjściu z więzienia. Poprzednie dwa dni spędziłem w Gdańsku, gdzie  rozmawiałem z Wałęsa . Opis rozmowy jest w “Zaułkach Zbrodni”.  W biurze, kiedy zgłosiłem się do pracy – rozmawiał ze mną “areopag” biura: dyrektor Chruscielewski, sekretarz POP Pardo i przewodniczący Rady Zakładowej (!) Z. Plotek. Dyrektor powiedział  ze zatrudniony nie zostanę, bo moja umowa o prace wygasła. Pardo (sekretarz PZPR) stwierdził ze najpierw będę musiał “udowodnić swoja lojalność do władzy”.  Plotek w czasie spotkania ani po nim nie powiedział zupełnie nic – był niemym statysta.  Odpowiedziałem dwum pierwszym że nie poczuwam się do żadnej lojalności więc udowadniać jej nie będę. Na tym spotkanie się skończyło. Dwa tygodnie później napisałem pismo o jego przebiegu do Wojewody. Fotokopie  pisma załączam, mówi ona o tym spotkaniu.

2.      Otworzyłem pracownię projektową. Nigdy nie otrzymałem żadnego zlecenia z mojego byłego miejsca zatrudnienia - BPBK. Owszem , wpadałem tam aby skorzystać z cenników czy norm (głownie od zaprzyjaźnionego wędkarsko kolegi - R. Iwaszkiewicza) – ale nic poza tym. Jedyna wzmiankę o “ możliwości powrotu do pracy w BPBK usłyszałem od wydającego mi paszport UBeka z Urzędu Paszportowego – “szkoda panie Krupiński – pan wie że właściwie teraz to już mógłby pan wrócić do swojego biura”.  Był kwiecień 1987.

Nie wiem dlaczego Płotek łże.   Chodzi o własną legendę?  O dalsze płynięcie z oficjalnym prądem i przetrwanie, w czym był mistrzem (przewodniczący RZ związków CRZZ do 1980, przewodniczący RZ NSZZ “Solidarność” w latach 80/81, przewodniczący Rady Pracowniczej w 1983 – w czasie opisanego wyżej spotkania) ?  Tak nawiasem: - jaka była jego późniejsza kariera, kim jest teraz?

 

Załączam niżej fotokopie ówczesnego pisma do Wojewody, wysłanego PO rozmowie z bonzami BPBK, w którym podana jest data spotkania w BPBK (19 września), jego wynik i data pisma do Wojewody (3 pazdziernika). Odpowiedz  Urzędu Wojewódzkiego potwierdza te daty – powołując się na datę mojego pisma.

 

Poniżej fotokopii dokumentów przytaczam wysłaną uprzednio Michałowi Powrożnemu historię wcześniejszych znacznie podchodów ze Zdzisławem Płotkiem, które być może w jakiś sposób sugerują przyczyny późniejszych „kłamstw dyspozycyjnych” cytowanych wyżej.

 

Miroslaw Krupinski

 

(niżej załączone 3 fotokopie dokumentów i cytat wcześniejszej korespondencji):

 

Załącznik 1 – pismo do Wojewody z dnia 3 pazdziernika 1983 roku – strona 1:

 

 

Załącznik 2 – pismo do Wojewody z dnia 3 pazdziernika 1983 roku – strona 2:

 

 

Załącznik 3 – odpowiedz Urzedu Wojewodzkiego z dnia 5 pazdziernika 1983, powołująca się na datę mojego pisma:

 

 

Żeby było jeszcze ciekawiej – niżej przedstawiam fotokopię o rok wcześniejszego pisma BPBK o rozwiązaniu ze mną umowy o prace z powodu wygaśnięcia przyczyn oddelegowania do pracy w NSZZ “Solidarność”, na skutek zdelegalizowania Związku. Przewodniczący stanowojennej Rady Pracowniczej BPBK - Zdzisław Plotek wydaje się wyraźnie nie znać treści tego pisma –  zapewne przy jego sporządzaniu i pospisywaniu zachował takie samo zdyscyplinowane milczenie jak w czasie rozmowy 19 września 1983, dotyczącej mojego powrotu do pracy.  Mało tego – ja o tym piśmie również po wyjsciu z więzienia nie wiedziałem – nigdy nie zostało mi doręczone, choć miejsce mojego uwiezienia było przedsiębiorstwu znane. Pismo zostało wciśnięte jakoś mojej żonie i znalazłem je w stercie stanowojennych  dokumentów pól roku później.  O jego istnieniu nikt mnie w czasie owej rozmowy w biurze nie poinformował.. Cała rozmowa to była odmowa dyrektora Chróscielewskiego  i bełkot zakładowego sekretarza PZPR  Mariana Pardo, że przed rozważeniem przyjęcia mnie do pracy “muszę udowodnić swoją lojalność wobec władzy ludowej”. Płotek nie mówił nic. Ja odpowiedziałem że nie poczuwam się do żadnej lojalności, więc nie mogę jej udowadniać – i wyszedłem. Ciąg dalszy – jak opisany i udokumentowany wyżej.

 

 

Trochę historii :

W roku 1999, po dyskusji ze mną na  temat  „wyzwolenia” Polski przez Sowietów we wrześniu 1939 roku i roli żydowskich współpracowników NKWD w tym wyzwalaniu – Wiesław Kochański ze Sztokholmu zaczął produkować na internecie serię kłamstw na mój temat. Całość dyskusji i owe kłamstwa można znależć pod następujćcymi adresami URL:

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_42.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_43.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_46.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_47.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/nieistniejace.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/oberza.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_49.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_50.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY_52.htm

          http://members.iinet.net.au/~miroslaw/skad.htm

Wśród tych kłamstw pojawiły się między innymi, bez podania źródeł,  „informacje z Olsztyna” na temat mojej rzekomej PZPRowskiej przeszłości i na temat rzekomej nieprawdziwości moich udokumentowanych w „Zaułkach Prawa” procesowych  oskarżeń o uniemożliwieniu mi podjęcia pracy po zwolnieniu z wiezienia. Były tez inne kłamstwa – o rzekomym otrzymaniu przez mnie 300 000 dolarów odszkodowania, czy odmowie opuszczenia więzienia – ale brzmiały one jak typowe idiotyzmy ObWiesia,  produkowane przez niego dziesiątkami każdego dnia na internecie – więc wzbudzały tylko mój pełen politowania uśmiech i spowodowały zamieszczenie ostrzeżenia o fałszowaniu moich stron internetowych. Jedynie „partyjny życiorys” i  „czekająca na mnie praca” były kłamstwami poważnymi, na które ktoś mógł się nabrać, więc poza publicznym zaprzeczeniem im chciałem poznać z jakich źródeł pochodzą. 

O tym kto wyprodukował kłamstwo o mojej partyjności dowiedziałem się z otrzymanej w roku 2001 książki  Zenona Złakowskiego „Solidarność Olsztyńska w latach 1980-1981", gdzie na stronie 99 zamieszczone jest kłamstwo p. poseł Grażyny Langowskiej brzmiące: „...Wielu naszych kolegów miało przeszłość partyjną. Ja, oczywiście (!), nigdy nie należałam do partii ale przecież należeli i Kisły i Ruchlewicz u którego to się rodziło i Bober i Krupinski,...” Wystosowałem wtedy pisma domagające się sprostowania kłamstwa  do Langowskiej, do autora książki i do wydawcy (Olsztyński OBN).

 

Posłanka Langowska nie uznała za wskazane udzielić żadnej odpowiedzi, natomiast odpowiedział w imieniu swoim i OBN autor – Zenon Złakowski, zamieszczając sprostowanie i przeprosiny w olsztyńskim biuletynie Stowarzyszenia „Pro Patria” i później w drugim tomie książki zatytułowanym „Solidarność Olsztyńska w stanie wojennym”, gdzie na stronie 426 znajduje się jego wyjaśnienie o treści: „Trochę nieporozumień wzbudziła informacja zawarta w jednym ze wspomnień przytoczona w tekście książki (chodzi o tom I) na s. 99, z której wynikało ze Miroslaw Krupinski i Andrzej Bober byli członkami PZPR. Miroslaw Krupinski napisał list prostujący tę informację. Chciałbym przy tej okazji przeprosić zainteresowanych za błąd. Przypominam jednocześnie, ze w tej samej książce, w obszernym wykazie osób kandydujących do Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” (początek s. 213) zarówno przy nazwisku M. Krupinskiego jak i A. Bobera znajduje się określenie „bezpartyjny”.

 

Nie mam pretensji do wprowadzonego w błąd autora, szczególnie w sytuacji kiedy podał on źródło, ale mam zastrzeżenie do argumentu użytego przez niego w ostatnim zdaniu wyjaśnienia. Bowiem fakt że w spisie kandydatów figurowałem jako „bezpartyjny” nie precyzuje istoty sprawy i nie zaprzecza jednoznacznie pomówieniu Langowskiej. Oznacza jedynie ze byłem bezpartyjny w momencie sporządzania spisu kandydatów. Moglem więc, jak w pomówieniu, być partyjny wcześniej, zrezygnować z członkowstwa w PZPR  już w okresie „Solidarnosci” (było wiele takich przypadków) lub być z PZPR usunięty jak np. Józef Lubieniecki w okresie późniejszego internowania. Ja partyjny nie byłem nigdy i domagając się sprostowania wyraźnie to podkreśliłem.

 

Mam natomiast pretensje do Grażyny Langowskiej, której wyraźnie zabrakło odwagi cywilnej niezbędnej do sprostowania kłamstwa i przeproszenia za nie.

 

Drugiego kłamstwa (o czekającej na mnie pracy)  nie mogłem wytropić i przyznaję dziś ze skruchą że posądzałem o nie dyrektora swojego Biura Projektów Budownictwa Komunalnego – Janusza Chróscielewskiego. Dopiero obecnie trafił w moje ręce wywiad z moim byłym (w sensie czasu i aktualności koleżeństwa) Zdzisławem Płotkiem, z którego okazało się jak to wyżej jest zacytowanę i udokumentowane iż autorem łgarstwa był on. No cóż – rożne są formy upadłości powodującej powstawanie „autorytetów niemoralnych”...

 

                               *          *          *

 

Po odkryciu autora tego ostatniego kłamstwa, napisałem o tym do Michała Powroźnego, mojego byłego zastępcy i następcy na stanowisku Przewodniczącego Regionu. To wzbudziło jego bliższe zainteresowanie Zdzislawem Płotkiem, w odpowiedzi na które przesłałem mu e-mailem dalsze informacje o następjącej treści:

 

Jesli chodzi o Plotka - to niezbyt wiele poza tym, ze byla to sliska menda, ktora przetrwala wszystkie zakrety historii. W BPBK pracowalem od 1976 i jako jedyny chyba pracownik nie nalezalem do Zwiazkow Zawodowych (tych totalnie suuusznych). Plotek byl przewodniczacym Rady Zakladowej ZZ i strasznie mu to nie pasowalo. Kiedy w roku chyba 78 zlozylem wniosek o wczasy pracownicze (zima – na narty) oficjalnie zaprotestowal ze wczasy sa tylko dla zwiazkowcow. Pracownicy zaprotestowali ze wczasy sa pracownicze a nie zwiazkowe i nawet chyba dyrektor do tego zdania sie przylaczyl. Wiec pojechalem i na te i na nastepne w latach pozniejszych.

Wiazala sie z tym tez inna historia - kontynuowalem wtedy zaocznie specjalistyczne studia podyplomowe w Warszawie, mialem zaplanowane wczasy, mialem troche klopotow z sercem (przemeczenie). Biuro projektowalo przebudowe ulicy Niepodleglosci - przed zaplanowanymi czerwonymi dozynkami w Olsztynie (wielka partyjna gala na horyzoncie). Ja projektowalem uzbrojenie ulicy i jego przebudowe w zwiazku ze zmiana jej trasy i nowym mostem. Przed samym wyjadem na tygodniowa sesje studiow, bezposrednio po ktorej mialem wyjechac na narty, czekalem na opoznione przez Plotka podklady drogowe (byl projektantem drog w BPBK) zeby moc zaczac swoje projektowanie. Podkladow ciagle nie bylo ale za to Plotek zlozyl wniosek zeby zablokowac moj wyjazd na studia i na wczasy bo "podklady sa juz prawie gotowe i trzeba opoznienia nadrobic". Poniewaz w ostatnim dniu przed sesja studiow podkladow nadal nie bylo - zostawilem na biurku pismo zawiadamiajace ze niezbednych planow nie dostalem i ze "nadrabiac Plotkowe opoznienia bede po powrocie, kiedy podklady juz beda" - i pojechalem. Kiedy wrocilem po 3 tygodniach podklady nadal nie byly gotowe, ale na przeddozynkowych spotkaniach u wojewody Plotek rozpuscil smrod ze prace projektowe nad przebudowa ulicy Niepodleglosci sa opoznione "bo inz. Krupinski samowolnie wyjechal na wczasy".

Smrod sprostowalem pismem do dyrekcji BPBK i do wojewody, stwierdzajac ze nadal nie mam podkladow od Plotka, niezbednych do rozpoczecia mojego projektu i ze studia mialem zaplanowane, a wczasy zaplanowane, podpisane wczesniej przez biuro i oplacone. Wojewoda mnie znal z dotrzymywania terminow i realnosci moich obietnic zawodowych (przedtem projektowalem w Miastoprojekcie instalacje w olsztynskiej Hali Sportowej i chyba ja jeden zawsze wiedzialem co obiecuje i jaki jest przebieg i stan prac. Kiedy Hale "odbierano" rozdajac medale - ja jeden powiedzialem ze do skonczenia jest daleko. Pozniej robilem, pracujac juz w BPBK, ekzspertyze na zlecenie Urzedu Wojewodzkiego "co zapomniano" zbudowac i dlaczego to nie dziala jak powinno. UW za ekspertyze zaplacil plus zmusil bylego pracodawce Miastoprojekt do zaplacenia mi pokaznej nagrody za udzial w projektowaniu i znajomosc rzeczy. Pewnie zreszta i tam probowano zwalac wine na niepracujacego juz Krupinskiego :).

Powracajac do Plotkowania - po moim wyjasnieniu smrod zrobil sie jeszcze wiekszy - ale juz w innym kierunku, czego zapewne Plotek do konca zycia mi nie zapomni. Najciekawsze jest, ze po otrzymaniu wreszcie od Plotka o kilka miesiecy spoznionych podkladow - ja rzeczywiscie nadgonilem i skonczylem swoje projektowanie na czas. Ulice otwarto w terminie. Znow byla gala, nagrody i mendale. Mendalu, ze wzgledu na  swoja niezaleznosc, nieprzynaleznosc i pyskatosc nigdy w PRL nie dostalem, a ochlap nagrody za ulice Niepodleglosci w calosci przekazalem na Centrum Zdrowia Dziecka skad otrzymalem pisemne podziekowanie.

I tu pojawil sie jeszcze mini akt trzeci: Plotek i rada ZZ zbierala nieco pozniej datki na to samo Centrum. Ludzie dawali po dysze lub po kilka dych a ja odmowilem nie tlumaczac dlaczego. Potem bylo zebranie i nasz Suuuszny Zwiazkowiec oglosil wyniki zbiorki, nie zapominajac publicznie nadmienic "ze Krupinski odmowil udzialu". Na co ja podalem przewodniczacemu zebraniu podziekowania od CZD i poprosilem o odczytanie jego tresci, kwoty i daty (wczesniejszej niz Plotkowa zbiorka).

No a reszte - o klamstwach w sprawie pracy i "czekajacej na mnie posadzie" to juz znasz :). Jeszcze jedno - po powrocie z wiezienia, kiedy pierwszy raz odwiedzilem BPBK w sprawie pracy i towarzysko - ludzie byli ciekawi "jak to bylo". Kiedy jednak w trakcie relacji wspomnialem sprawe dziwnych zachowan Frasyniuka w Leczycy - spieniony Plotek mnie zakrzyczal, ze o tym mowic nie wolno... Wiedzial cos wiecej?

Jakbys potrzebowal swiadkow wyzej opisanych wydarzen to poszukaj:

inz. Andrzeja Matyszkiewicza (wciaz pracuje tamze, byl moim asystentem), inz Teresy Maliszewskiej (byla ze mna na studiach podyplomowych i na owych wczasach narciarskich). Pozniejszy Architekt Wojewodzki inz. Buzynski, ktory po owych dozynkowych manewrach zastapil poprzedniego proplotkowego dyrektora technicznego BPBK Sowinskiego – tez pewne rzeczy powinien pamietac. Owczesny dyrektor inz.Chruscielewski, do ktorego nadmiernej milosci z uwagi na jego role w pozbawieniu mnie pracy nie zywie, tez powinien pamietac tamte sprawy i chyba w swoich ocenach moich mozliwosci i zachowan zawodowych bedzie uczciwy. Byly asystent Plotka, Roman Moroz, jest ponoc w Australii (przyjechal na dlugo przede mna) ale na jego slad nie trafilem. To dosc dziwne - bo powinien trafic na moje witryny a i po ostatnim wywiadzie w Tygodniku Polskim powinien mnie odnalezc. Czy wiec naprawde tu przyjechal? A moze wrocil do Polski?

Nie zastrzegam poufnosci wyzej podanych informacji, ale bylbym wdzieczny za zachowanie ich tresci bez zmian. W kontaktach z w/w osobami mozecie posluzyc sie tym listem. Plotkowym woblerkiem i fotokopiami korespondencji w sprawie mojej pracy tez.

Miroslaw Krupinski

Albany, Australia, 23 czerwca 2002

 

No a teraz  czytam sobie spokojnie co moi, opuszczeni przez mnie w 1987 niegdysiejsi współolsztyniacy udzielajacy wywiadów  o mnie mówili i odkrywam na przykład:

 

1.      że „jako starszy projektant zarabiałem zbyt dużo aby zakladac „S” i być jej członkiem”, co w odniesieniiu do moich zarobków jest ewidentną prawdą, ale intencją podania tej odrażajacej prawdy było wspomniane na wstepie „wymagdalenkowanie” niemagdalenkujacego.

2.      że „pogardliwie wyrażałem się o Wałęsie”, co wprawdzie nie jest prawdą (choć bylem w stosunku do jego poczynan krytyczny i pewne poczynania mu odradzałem)  ale za to w okresie prezydentury Wałesy miało taki sam kaliber jak np. obrażenie Lońki Breżniewa za czasów  PRLu.

3.      że „wprawdzie wspołpraca ze zwolnionymi z więzienia nie była wskazana ze względu na ich SBecką inwigilację stanowiącą dla konspiracji zagrożenie – ale ten Krupinski to do tej wspołpracy się nie włączył”.

4.      że Krupinski „się wyłaczył bo coś wiedział”.  Smutna prawda – Krupiński dostrzegał początki i domyślał się czegoś o czym dziś, po trzynastu latach, Wy też juz wiecie.  Widział te nitki, pozakladane już smycze i siatkę, która zaczynała Was oplatać.  Tylko jak miał Wam to powiedzieć, skoro nawet krytyka kierowana bezpośrednio do Wałesy była dla Was, jak stwierdzaja niektóre wywiady, „pogardliwym mówieniem” o Waszych pozniejszych „zbawcach i autorytetach”

No ale to wszystko i tak blednie w porownaniu z wcześniejszymi rewelacjami Zemanowicza i Symołona - że ten Krupiński to dla własnej kariery chciał w owym słusznym jaruzelsko grudniu Kraj w kontrewolucji i krwi niewinnych zwiazkowców pogrążyć – więc jak tu mieć Wam, Olsztyniacy za złe owe drobnostki, umilajace Wam pomagdalenkową drogę do szczęscia obiecanego u boku Autorytetow Moralnych

*          *          *

Na zakończenie – nie napisalem tego aby udowadniać Wam jakies swoje racje czy z czegoś się tłumaczyć.  Chcę Wam pokazać, na  nawijającym się własnie przykładzie zachowań Płotka czy Langowskiej, to co Was doprowadzilo do dzisiejszej sytuacji. Nakladem wielu strat, wyrzeczeń i ofiar zbudowaliscie cokoły, na które w pocie czoła wnieśliscie po watłych i kruchych drabinach podsunięte przez innych wybrakowane  pomniki.  No ale o tym to juz nawet w wierszach było…

 

Miroslaw Krupinski, Australia

 

echa numeru:

1.  Po opublikowaniu ostatniego KU, w kierunku Polski ruszyli, jak słyszałem, panowie Kochański i Malec. Jak słyszałem - otarli się o Olsztyn i jak sądzę z cytowanej niżej korespondencji odwiedzili niegdysiejszą wunderwaffe czerwonej propagandy,  aby ponownie nabić ją kartaczami.

 

W rezultacie pojawił się odkurzony szkielet z PRLowskiej szafy, kierując do mnie list, na który odpowiedziałem. Wysłaną już swoja odpowiedź  na ów list, zawierającą pełny listu cytat z przyjemnością w całości załączam:

 

---------------------------------------------------

 

Subject: Re: samitowski

Date: Fri, 19 Jul 2002 10:12:07 +0800

From: Miroslaw Krupinski <miroslaw@iinet.net.au>

Organization: consulting engineer

  To: Tadeusz Samitowski <Teddyboy@alpha.net.pl>

  CC: Anna Kozlowska <akozlowska@sympatico.ca>,

      Ernestyna Skurjat <skurjat@zipworld.com.au>,

      Michal <senior5@poczta.onet.pl>,

      "Zdzislaw A. Derwinski" <polishweekly@bigpond.com.au>

       

References: 1

           

 

> Subject: samitowski

> Date: Thu, 18 Jul 2002 17:19:44 +0200

> From: "Tadeusz Samitowski" <Teddyboy@alpha.net.pl>

> To: <miroslaw@iinet.net.au>

 

 Tadeusz Samitowski wrote:

 

Panie Mirosławie, bardzo mi Pana żal. Upowszechnia Pan na  mój temat kolejne bzdury ( m.in.; w Radiu SBS ) (chodzi o wywiad SBS zamieszczony w KU61/przyp. MK) i zmusza  mnie Pan do tego, bym Pana ośmieszył. Wystarczy przecież  upowszechnić stenogram (sądowy) z mego reportażu ,,olsztyńskiego"... Wystarczy upowszechnić werdykt  Naczelnego Sądu Dziennikarskiego SDP, który oczyścił mnie  z zarzutów - i dopiero wtedy rzuciłem legitymację ( dzięki temu mamy nowe SD RP, które zrzesza 10 razy więcej członków w samym oddziale warszawskim). Czy to się Panu podoba, czy nie - jestem członkiem Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy a nie tylko organizacji krajowej.  Publikuję nie tylko w Polsce. Powtarzam ; zmusza mnie Pan  (ja tego nie chciałem), bym Pana brednie ośmieszył. Wtedy okaże się, jak malutkim facecikiem, zaplątanym przypadkowo w politykę okazał się były ,,wybitny" działacz  SOLIDARNOSCI . Zapraszam do Olsztyna... Tu czekają na Pana dziesiątki tysięcy oszukanych ludzi, pozbawionych środków  do życia...

 

Ukłony - Tadeusz Samitowski.

 

---------------------------------------------------

 

O! A ja myślałem że po czerwono usłanej ucieczce na Węgry  z odbywającej się przeciw Panu w listopadzie 1981 sprawy sadowej za oszczerstwa zawarte w reportażu nadal Pan siedzi w jakiejś szparze pod podłogą. Wyraźnie byłem w błędzie - powinienem wiedzieć ze czerwone karaluchy już dawno, dzięki Magdalence, ze szpar wylazły.

 

Co do Pana "uniewinnienia" - to ja mam pełny rocznik "Tygodnika Solidarność" z 1981r, w którego pierwszym numerze Pańskie osiągnięcia warsztatowo etyczne podsumowuje Wanda Falkowska. Mam również taśmy ze spotkań w Polskim Radio i w SDP na temat Pana "niewinności", oraz taśmy red. Alicji Maciejowskiej. Materiały dowodowe w sprawie Wojnowskiego, które w reportażu Pan usiłował fałszować też jeszcze istnieją, podobnie jak videotaśma Pańskiego reportażu. Czy owa "Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy" też to wszystko ma? Ale chyba nie, bo też by wyrzuciła.

 

Cóż, ja jednak zamiast wdawać się w niepoważne dyskusje ze specjalistą od scen balkonowych z teściową, zadedykuję Panu wiersz pisany niegdyś z myślą o czerwonych Kochańskich & Co, którzy zapewne właśnie Pana z lamusa jako wundrwaffe wyciągnęli:

 

 

 

wróć, ucałuj, jak za dawnych lat bywało...

                                        

 

           Karaluch, co w mieszkaniu zagnieździł się w pieczeni,

           zatęsknił za krewniakiem co poza domem żył.

           A że był na posadzie i klucze miał w kieszeni

           gościnnie drzwi otwierał, zapraszał z całych sił:

 

           - "Mój bracie karaluchu, już nie ma żadnych proszków,

           żadnego azotoksu, żadnego DDT...

           I wszystko jak przed laty powraca znów po troszku

           - wiec wracaj, bracie, wracaj - nie będziesz miał tu źle...

 

           Nikomu by cię tępić nie przyjdzie dziś do głowy,

           przeciwnie - tępić innych jak niegdyś będziesz mógł.

           Bo widzisz - my ponownie jesteśmy święte krowy,

           i dzisiaj nas z pieczeni nie spędza żaden wróg...

 

           Radośnie i bezkarnie znów możesz być czerwony,

           przewodniej jeszcze nie ma, lecz wkrótce może być,

           czekamy aż powrócą czerwone karakony,

           by wtedy znów przewodzić i kosztem innych żyć.

 

           I wkrótce czas nadejdzie - podamy sobie ręce.

           Ja raz to już zrobiłem, a jutro zrobisz ty,

           bo na tym wszak polegał ten szwindel w Magdalence,

           gdzie z każdej strony stołu byliśmy tylko my.

 

           Wiec wracaj bracie, wracaj. O, tu masz kęs pieczeni,

           byś znowu czuł się pewnie i znowu nabrał sił.

           Potrzeba nam tu swoich by biel znów w czerwień zmienić

           i wziąć za mordę motłoch, by znowu spokój był...

 

           A gdy  się już odkarmisz, odbielisz, uposadzisz ,

           byś wreszcie mógł nas wspierać - nie będzie wtedy źle !

           My damy ci zarobić, ty będziesz nas wybierać

           i większe niż przed laty móc robić kroczki w g.

 

           *   *   *

 

           Znów będziesz mógł wykładać, lub szefem być w UBecji,

           sąsiadom kwiatki podać gdy przyjdą nas wyzwolić,

           No wracaj, szybko wracaj - bo cóż tam masz w tej Szwecji ?

           tam Gucia musisz słuchać; tu będziesz mógł swawolić...

 

           Nie będziesz słuchał prawa, tłumaczyć się przed nikim,

           Lenina znasz na pamięć, Bieruta wagę słów...

           Wiec medal tu ci dadzą, uświęcą cię pomnikiem,

           i  znów będziemy razem na liście świętych krów…"

 

Uściski z domieszką azotoksu, Panie Samitowski, łączę - zastrzegając sobie prawo opublikowania tej i ewentualnej następnej z Panem korespondencji oraz posiadanych materiałów. I koniecznie, publikując swoje na mój temat wypowiedzi, proszę je podpisywać swoim pełnym imieniem I nazwiskiem będącym znakomitym kluczem do ich treści :)

 

Mirosław Krupiński

 

--------------------------------------------

 

Tyle było w wysłanym do p. Samitowskiego liście. Tych którzy o fałszerstwach i warsztacie dziennikarskim Tadeusza Samitowskiego chcą wiedzieć więcej – odsyłam do ksiazki Zenona Złakowskiego “Solidarność Olsztyńska w latach 1980-1981” wyd. przez OBN w Olsztynie. No i oczywiście do wspomnianego reportażu Wandy Falkowskiej w numerze 1/1981 “Tygodnika Solidarność”. O – i jeszcze jedno – to był reportaż telewizyjny, gdzie chwyty wizualne też nie były bez znaczenia – więc raczej nie do „stenogramu sądowego” a do pełnej taśmy video wywiadu z roku 1981 odsyłam J.

Mirosław

 

2. Dzien pozniej, w czasie okreslonym w cytowanych naglowkach, otrzymalem nastepny (mam nadzieje ostatni) list od p. Samitowskiego. Jak poprzednio cytuje nizej swoja pelna na niego odpowiedz wraz z naglowkiem wyslania, ktora zawiera pelny cytat otrzymanego listu wraz z zacytowanym jego naglowkiem:

 

Subject:   Re: Odp: samitowski 

Date:  Sat, 20 Jul 2002 10:19:18 +0800

From:  Miroslaw Krupinski <miroslaw@iinet.net.au

Organization:  consulting engineer

To: Tadeusz Samitowski <Teddyboy@alpha.net.pl>

CC:     Andrzej von Borne <a.borne@T-Online.de>,

            Anna Sadurska <anna.sadurska@sbs.com.au>,

            Ernestyna Skurjat <skurjat@zipworld.com.au>

           "Zdzislaw A. Derwinski" <polishweekly@bigpond.com.au>

References: 1

 

Tadeusz Samitowski wrote:

 

> Subject: Odp: samitowski

> Date: Fri, 19 Jul 2002 18:51:45 +0200

> From: "Tadeusz Samitowski" <Teddyboy@alpha.net.pl>

> To: "Miroslaw Krupinski" <miroslaw@iinet.net.au>

 

>Rozczarowal mnie Pan. Jest Pan potega w inwektywach. Lecz do prawdy ciagle  daleko... Dlaczego pisze Pan do >mnie, ze ,,ucieklem w 1981 na Wegry przed “ sprawa sadowa". Wyslano mnie na Balkany jako korespondenta RTV >1.05.1983.  Grubo wczesniej dostalem zawiadomienie z sadu, ze pozew Panski i lukomskiego  zostal oddalony, >poniewaz jedyny ,,sensowny" zarzut okazal sie smieszny.

 

>Chodzilo o okreslenie, ktorego uzylem wobec Panskiej (zonatego faceta)  konkubiny; ,,kochanka". Moj adwokat >wykazal, ze slowo to w jezyku literackim > ( np.; u Mickiewicza) nie ma pejoratywnej wymowy.

 

>Piszac o moich rzekomych matactwach przywoluje Pan artykul SP. Wandy  Falkowskiej ( nomen omen gorliwej w >latach 50-tych ,,sprawozdawczyni" z  procesow polskich oficerow sil zbrojnych na Zachodzie, ktorzy mieli czelnosc  >wrocic do kraju). Napisala ona, ze udawalem studenta, szukajacego kwatery,  by uzyskac wypowiedz Panskiej >tesciowej!?   Pozostaly tasmy z nagrania roboczego, ktore rejestruje przygotowania i  wstepna rozmowe z ta pania. >A pozatym ; wyobraza Pan sobie, ze pod okno  podchodzi >siedmiu facetow obwieszonych sprzetem rtv, z >wycelowanymi kamerami  i mikrofonami, z dodatkowym >oswietleniem a jeden z nich mowi, ze jest  studentem, >ktory szuka kwatery?! A zaraz potem prosi o opowiesc o zieciu?!

 

> Taka jest wartosc pisaniny tej pani.

 

> Dziekuje za probke Panskiej tworczosci poetyckiej. Przyszla mi do glowy  pewna rymowanka:

> Wierszokleta czy poeta ?

> Chyba jednak glowa nie ta...

> Podpisuje sie - jak poprzednio - Tadeusz Samitowski.

 

>PS. Swoja droga moglby Pan wykorzystac swe sklonnosci do rymowanek. Ale piszac o wspanialej egzotyce >Australii, o jej przyrodzie, zwierzetach. Kto > wie; czy nie bylaby to interesujaca lektura dla polskich dzieci? >Moglbym to  Panu nawet wydac w Polsce.

> Uklony.

 

 

Teraz to Pan, Panie Samitowski rozczarowuje mnie plytkoscia swoich dzisiejszych klamstw. Pisze Pan:

 

> Dlaczego pisze Pan do mnie, ze "ucieklem w 1981 na

> Wegry przed sprawa sadowa". Wyslano mnie na Balkany

> jako korespondenta RTV 1.05.1983. Grubo wczesniej

> dostalem zawiadomienie z sadu, ze pozew Panski i

> lukomskiego zostal oddalony, poniewaz jedyny ,,sensowny"

> zarzut okazal sie smieszny. Chodzilo o okreslenie,

> ktorego uzylem wobec Panskiej (zonatego faceta)

> konkubiny; ,,kochanka". Moj adwokat wykazal, ze slowo

> to w jezyku literackim ( np.; u Mickiewicza) nie ma

> pejoratywnej wymowy.

 

Tyle klamstw w jednym krotkim akapicie.

 

Klamstwo pierwsze: w momencie uzycia przez Pana epitetu "kochanka" nie bylem "zonatym facetem", bylem od ponad roku rozwiedzionym a wiec wolnym, a obszczekana przez Pana kobieta byla moja narzeczona i pozniejsza moja zona.

 

Klamstwo drugie:  Zarzut "nie zostal oddalony" poniewaz byl to proces z powodztwa prywatnego o znieslawienie, w ktorym powodem bylem ja. Druga rownolegla sprawa zostala wniesiona przez Edmunda Lukomskiego.

 

Klamstwo trzecie: Ostatnia rozprawa na ktorej bylem odbyla sie w polowie listopada 1981. Przyjechalem na nia z Paryza, wracajac z kongresu tamtejszych zwiazkow zawodowych, wiec Pana przyjazd z "Balkanow" czy Wegier tez byl mozliwy.  

 

Klamstwo czwarte: Adwokata Pan nie mial - panski obronca zrzekl sie reprezentowania Pana i nie przybyl na rozprawe. Na rozprawie byl pracownik wyslany przez Pana redakcje, ktory wedlug jego wlasnych slow "nie mial z Panem nic wspolnego, a mial jedynie za zadanie odczytac Pana oswiadczenie, ze uzywajac w pytaniu publicznie kierowanym do mojej bylej tesciowej slowa <kochanka>, mial Pan na mysli <ukochana kobiete>".

 

Klamstwo piate: Ten sam "przedstawiciel redakcji" poinformowal ze "pozwany nie jest obecny na rozprawie z uwagi na oddelegowanie go przez redakcje na placowke do Budapesztu". Sedzia zauwazyl ze "skoro powod mogl sie stawic przyjezdzajac z Paryza - to pozwany chyba tez mogl z Budapesztu przyjechac" i rozprawe odroczyl. O to zeby do niej nie doszlo zadbal Jaruzelski miesiac pozniej.

 

Tyle o klamstwach. Teraz tylko dwie uwagi natury ogolnej:

 

Ani Pana poszczekiwania na mnie w reportazu w roku 1981 (ktore w ksiazce Zenona Zlakowskiego sa opisane dosc wiernie), ani obecne Pana poszczekiwania i pogrozki, nie spedzaly mi snu z powiek i nie zrobily na mnie wrazenia. Jezeli rownolegle z Lukomskim wystapilem z pozwem przeciwko Panu w 1981 - to jedynie dlatego ze posluzyl sie Pan klamstwami i oszczerstwami w obronie partyjnego zlodzieja, co bylo wymierzone w moj Region Solidarnosci, ktorego mialem obowiazek bronic. Innym Pana oszczerstwom zaprzeczyl publicznie NIK, po wnikliwym zbadaniu sprawy na prosbe szkalowanych.

 

Z tej to przyczyny nie ja zajmowalem sie publiczna ocena Pana moralnosci zawodowej a znana publicystka sadowa Wanda Falkowska i panscy srodowiskowi koledzy z redakcji i z SDP. W jednej z rozmow ze mna Stefan Bratkowski powiedzial: "Panie Miroslawie - wprawdzie byc obszczekanym przez Samitowskiego to zadna nobilitacja, ale dowodzi iz jest sie po wlasciwej stronie". To byla madra wypowiedz i tak sie wlasnie wtedy czulem i stad uzyte przez Bratkowskiego slowo "obszczekiwanie" uwazam za adekwatne.

 

Podsumowujac: Podobnie jak poprzednio zamieszczam niniejsza odpowiedz zawierajaca pelny cytat Pana listu w aktualnuym numerze swojego "Kraju Utraconego" i korespondencje z Panem koncze. Mam nadzieje iz nie bedzie Pan natretny w korespondencji adresowanej prywatnie. Prosze swoje i Kochanskich pogrozki realizowac publicznie - wedlug recepty z roku 1981. Niech i Pana srodowisko ma znow troche uciechy J.

 

pozostawiam pogodnie

Miroslaw

 

3.      Kolejny list p.Samitowskiego, na ktory zgodnie z zapowiedzia prywatnie nie odpowiadam, ale ktory w calosci zamieszczam podkreslajac kolorem czerwonym co ciekawsze “Prawdy” J

 

Subject: Odp: Odp: samitowski

    Date: Sat, 20 Jul 2002 16:06:16 +0200

   From: "Tadeusz Samitowski" <Teddyboy@alpha.net.pl>

       To: "Miroslaw Krupinski" <miroslaw@iinet.net.au>

 

To interesujace z jakim uporem podpiera sie Pan nieboszczka Wanda Falkowska... W moim archiwum sa grupowe listy od zakladowych organizacji SOLIDARNOSCI, w ktorych Panscy czlonkowie - piszac do SDP i tygodnika SOLIDARNOSC - staja w mojej obronie... Wsrod nich - list podpisany imiennie przez czlonkow komitetu strajkowego Stoczni Gdanskiej adresowany do red Falkowskiej po jej artykule ( kopie skierowali stoczniowcy do mnie listem poleconym)*. Jakos redakcja nie miala odwagi go opublikowac... No coments.

Ciekawe. Czy Bratkowski powiedzial Panu, ze pod presja czlonkow SOLIDARNOSCI sam inicjowal rewizje w mojej sprawie. Czy powiedzial Panu, ze ja sie w ogole nie odwolywalem od decyzji oddz. warszawskiego ktora usunieto mnie z SDP?** To z jego, Bratkowskiego inicjatywy wniesiono rewizje do orzeczenia, ktore ja zignorowalem!!! I Naczelny Sad Dziennikarski SDP anulowal decyzje! Powtarzam - dopiero wtedy rzucilem legitymacje SDP! Dotarlo to do Pana czy nadal nie dociera... Podczas rozprawy przed Nacz.Sadem Kolezenskim SDP pani Maciejewska odszczekala zarzuty o niegodziwosci metod, uzytych w moim reportazu. Oddalono wszystkie zarzuty. Poza jednym - ,,kochanka"... Wie Pan chyba z perspektywy doswiadczen w wolnym swiecie jakie to zalosne oskarzenie. Mamy tez precedens w postaci wyroku Trybunalu Praw Czlowieka w Strasburgu. Odwolal sie tam dziennikarz wegierski, ktorego za cos podobnego - naruszenie dobr osobistych jakiegos kacyka - skazal sad krajowy.

 

Trybunal Miedzynarodowy w Strasburgu uznal, ze wobec osob zajmujacych sie dzialalnoscia publiczna- polityczna, zwiazkowa itd.,- dziennikarz ma prawo byc dociekliwy ,,bezgranicznie", z posciela wlacznie. I jeszcze jedno. Nie bylo w zadnym polskim sadzie sprawy przeciwko Edmundowi Wojnowskiemu. Zostal w calosci oczyszczony z zarzutow. Sprawe wniosla prokuratura przeciwko jednemu z urzednikow, ktory dzialal na wlasna reke I ,,zrobil dobrze sobie na konto szefa"***. Bylem w tej sprawie dokladnie poinformowany.

 

Panscy dawni rzekomi przyjaciele zasypali mnie informacjami o Panskich poczynaniach, zwiazanych z budowa dwoch willi - tej w Dajtkach  zwanych ,,zlodziejowka") i tej w Pluskach ( trzy kondygnacje, zwane przez Pana ,,chata"). Dotarly do mnie jakies rewelacje ze sp-ni SKANDA, w ktorej podobno Pan sie zaopatrywal. Nie mialem czasu na zajmowanie sie tymi donosami. Ale obiecuje Panu, ze po zakonczeniu pracy nad druga juz ksiazka o wojnie na Balkanach - zajme sie pisaniem o mych przygodach dziennikarskich. Jeden rozdzialik z pewnoscia poswiece ,,sprawie olsztynskiej". Opisze mechanizmy, jakie wtedy funkcjonowaly. A takze metody walki politycznej, stosowane przez ludzi Panskiego pokroju. Czy Pan wie choc troche o tym ; jakich naduzyc dopuscili sie w Polsce Panscy nastepcy spod znaku SOLIDARNOSCI?! Afera go ni afere! Niech Pan przybywa i walczy z tym dranstwem...****

Pozdrawiam- Tadeusz Samitowski.

 

Komentarz moj:

 

*      -  ciekawe byloby te zbiorowe listy od komitetow Solidarnosci, ktorych waaadza i RTV anno 1981 nie opublikowala, zobaczyc opublikowane teraz. Wraz z z imionzami I nazwiskami podpisanych J. Czy nie byli to ci sami ktorzy w czasie pacyfikacji Stoczni 16 grudnia 1981 przy pomocy radiotelefonow ruchami ZOMO dyrygowali J?

 

**   -   to jednak wbrew poprzednim zaprzeczeniom usunela J, I trzeba bylo dopiero centralnie tratwe ratunkowa rzucic, aby uprzednio wywalony red Tadeusz Samitowski mogl swoje status z wywalonego na  zrezygnowanego zmienic, odebrana wczesniej legitymacje na stol rzucajac J ?

 

***   -     Taaaaaaaaaaak. Ten podpisany przez Prokuratora Wojewodzkiego Poznysza akt oskarzenia Wojnowskiego, sporzadzony przez  prokurator Krystyne Kide, ktora oskarzala w procesie odbywajacycm sie w Ketrzynie – to po linii partyjnej Sad w Ketrzynie na jednego z urzednikow przeadresowal J ?  Nic dziwnego ze Jaruzelskiego, Kiszczaka I innych zbrodniarzy w Polsce skazac nie mozna. Kazdy ma zastepce z urzedu, ktory za niego odpowiada… Gornikow tez zastepcy zapewne mordowali…

 

****  -   Ci “moi nastepcy” Panie Samitowski to moimi nastepcami byc przestali w momencie wplatania sie w magdalenkowanie i potraktowanie gruba krecha zlodziei, zbrodniarzy i pomniejszych karaluchow. To oni, wraz z przytulonymi w Magdalence do piersi zbrodniarzami sa winni nedzy milionow ludzi bedacych wynikiem zlodziejstw nowej kliki pomagdalenkowych wspolnikow. To zapewne ci sami, ktorzy do Pana wymienione wczesniej listy zbiorowe pisywali.

 

Ogolnie: Do roboty Panie Samitowski – jedno z moich sznurowadel jeszcze ciagle nie jest nalezycie obgryzione i obslinione, a caly szereg klamstw czeka napisania.  Do roboty – tak jak opluwal Pan w swoim reportazu z Radomia na przelomie lat 80/81 ofiary Radomskiego Czerwca 1976 – czyniac je warcholami odpowiedzialnymi za naruszenie porzadku slynnej ze swego ladu PRL. No i niech Pan sie spieszy – bo ja ciagle stoje na bolacych odciskach Jaruzelskich, Michnikow , Kochanskich i coraz bardziej nieslawnej pamieci magdalenkowcow.

 

4.  Otrzymana kopia listu z Kanady adresowanego do p. Samitowskiego

 

Subject: Re: rewelacjke krupinskiego

Date:     Sat, 20 Jul 2002 15:14:08 -0400

From:   "Anna Kozlowska" <akozlowska@sympatico.ca>

To:  "Tadeusz Samitowski" <Teddyboy@alpha.net.pl>

CC:   "Miroslaw Krupinski" <miroslaw@iinet.net.au>,

         "Anna Sadurska" <anna.sadurska@sbs.com.au>,

         "Ernestyna Skurjat" <skurjat@zipworld.com.au>,

         "Zdzislaw A. Derwinski" <polishweekly@bigpond.com.au>,

         "Andrzej von Borne" <a.borne@T-Online.de>

References:  1

 

 

----- Original Message -----

 

       From: Tadeusz Samitowski

       To: akozlowska@sympatico.ca

       Sent: Friday, July 19, 2002 2:37 PM

       Subject: rewelacjke krupinskiego

 

       do wiadomosci Pani ciag dalszy korespondencji z niepoprawnym facetem...

 

 

Zalacznik do powyzszego wszyscy maja wiec nie przytaczam:

 

-----Wiadomoo? oryginalna-----

Od: Tadeusz Samitowski <Teddyboy@alpha.net.pl>

Do: Miroslaw Krupinski <miroslaw@iinet.net.au>

Data: 19 lipca 2002 18:51

Temat: Odp: samitowski

 

>Rozczarowal mnie Pan. Jest Pan potega w inwektywach. Lecz do prawdy ciagle

>daleko... Dlaczego pisze Pan do mnie, ze ,,ucieklem w 1981 na Wegry przed

>sprawa sadowa". Wyslano mnie na Balkany jako korespondenta RTV 1.05.1983.

 

(tu nastepowal obszerny pelny cytat poprzednich listow p.Samitowskiego ktorej nie przytaczam, bo mozna ja przeczytac w calosci w wyzej zamieszczonych listach)

 

Kiepsko Pan trafil, Panie Czlonku Miedzynarodowej Federacji Dziennikarzy a takze Nowego SD RP. Tak sie pechowo sklada, ze nazwisko Tadeusz Samitowski kojarzy mi sie calkiem obrzydliwie w odroznieniu do nazwiska Miroslaw Krupinski.  Nie zamierzam wnikac w szczegoly - zapewne zna je Pan rownie dobrze jak ja a moze nawet i lepiej z racji pelnionych zaszczytnych - zdaniem Pana - funkcji w tym odpowiedzialnym i trudnym zawodzie.  Mysle, ze jeszcze przed powstaniem Solidarnosci bylismy w przeciwnych obozach.  Pozniej tez - w przeciwnym wypadku nie stawialabym Pana w jednym szeregu umundurowanych dziennikarzy telewizyjnych, w czasie do dzisiaj nieukaranej zbrodni pt. stan wojenny.  Nie jest Pan osamotniony - w tej samej zacnej grupie umieszczam tak zasluzone dla wolnosci slowa jednostki jak Marek Siwiec i Waldemar Rudnik.  Przypuszczam, ze zna Pan drogi ich karier.  O tak wybitnych postaciach jak Michnik, Kuron, Mazowiecki czy Geremek nie wspomne. Wszyscy mozecie pochwalic sie swoim dzieciom i wnukom, ze spiewaliscie w jednym chorze wespol z Jaruzelskim, Kwasniewskim, Oleksym, Urbanem czy Kiszczakiem.  A oni uczyli sie spiewu od wielkich mistrzow i wykonywali gorliwie specjalnie dla nich pisane role przez Wielkich Braci - nie tylko ze Wschodu - Bracia sa rozsiani po calym pieknym swiecie.  Nie kazdemu bylo dane nalezec do tej Wspanialej Rodziny Swoich.  Ci co sie nie zalapali - bo nie mogli lub nie zasluzyli - nieliczni nie chcieli - teraz najczesciej klepia w Polsce biede, nie tylko w Olsztynie.  I nie bieda jest najgorsza - ta zawsze byla obecna w wielu polskich domach.

 

 I nie jest najgorsze to niewyobrazalne bogactwo zdobyte w tak krotkim czasie i w tak zaiste cudowny sposob.  Dla mnie najtragiczniejsze jest to, ze wiekszosc spoleczenstwa zostala w haniebny - bo podstepny sposob oszukana i ograbiona.  Ta Polska, ktora tyle wycierpiala - zostala po raz kolejny zdradzona.  Dokonano tego oszustwa przy wspoludziale czesci znanych dzialaczy bylego KORu i czesci dzialaczy Solidarnosci wykorzystujac znane od lat i sprawdzone metody.  Repertuar niezmienny i bogaty jak we wszystkich systemach totalitarnych - morderstwa, kradzieze, klamstwa, prowokacje, zastraszanie, korupcja, brak moralnosci.  Wszyscy to znamy od lat.  Slady sa skrzetnie zacierane, gina dowody i swiadkowie, a sedziowie i dziennikarze maja - obok wladcow od rzadzenia - niemaly udzial w podtrzymywaniu tej parodii praworzadnego panstwa i ukrecaniu lba aferom.  To sa te dwa obozy przedzielone bierna masa gotowa pojsc w jedna lub druga strone w zaleznosci od ukladu. 

 

Bylam wsrod tych ktorzy mieli nadzieje, ze bedzie lepiej bo uczciwie i sprawiedliwiej. Wsrod Polonii jest wielu takich jak ja. Do Kanady wyjechalam w  1996.  Zdazylam przezyc efekty okraglego stolu.  Widzialam to wielkie oszustwo, odzierajace ze zludzen dzien po dniu takich jak ja .  Spolki nomenklaturowe, prywatyzacje, klamstwa prasy i telewizji, cenzura - wszystko w ramach odnowy.

 

Niewyjasnione afery: FOZZ, alkoholowa, tytoniowa, ArtB i inne; umarzanie sledztw ze wzgledu na znikoma szkodliwosc spoleczna czynu lub brak dowodow winy; dziwne samobojstwa i wypadki samochodowe, nieznani sprawcy morderstw i pobic; slimaczace sie latami postepowania sadowe czekajace na przedawnienie lub naturalne zejscie z tego swiata oskarzonych.  Wszystko to w imie zbrodniczej solidarnosci przez male "s".  Nie trzeba bylo byc wrozka zeby po wystapieniu Waleriana Panki w telewizji stwierdzic - nie dadza mu nic zrobic.  Nie dali - jakze by inaczej. Nie przypuszczalam tylko, ze stanie sie to juz nastepnego dnia.  Kto?  Nazwisko nie jest wazne.  To zbrodniczy system nadal zbiera ofiary. 

 

Wiadomo, ze stan wojenny byl pogwalceniem prawa i wewnetrznego i miedzynarodowego.  Wiedzieli o tym prokuratorzy ktorzy domagali sie surowych wyrokow, sedziowie wydajacy te wyroki, wiedzieli nieslusznie oskarzani - caly swiat to wiedzial.  W takiej parodii sprawiedliwosci bral udzial rowniez Pan Miroslaw Krupinski.  Bibula donosila o jego zawale w wiezieniu i braku nalezytej opieki.  Szczegoly opisal dokladnie w swoich Zaulkach Zbrodni.  Nie mialam o nich zielonego pojecia.  Nie moglam miec.  Z polskiej wolnej prasy dowiedzialam sie jedynie posrednio, ze nie udalo sie go usmiercic - bo po latach smial wystapic o odszkodowanie za niesluszne skazanie go i wynikajace z tego konsekwencje w postaci utraty zarobkow, o innych "niedogodnosciach" nie wspominajac. Wyrok Sadu Marynarki Wojennej w Gdyni, wydany bez podstaw prawnych, zostal z urzedu uchylony przez Sad Najwyzszy o czym tez niewiele osob wiedzialo - nawet sam zainteresowany. 

 

Izba Wojskowa Sadu Najwyzszego przyznala, ze zostalo zlamane prawo!  Slyszy to Pan, Panie Samitowski?  Napisal Pan gdzies o tym broniac bohatersko Prawdy I Sprawiedliwosci?

 

Gdzie - sie pytam, gdzie moge o tym przeczytac w tej niezaleznej prasie obsadzonej doswiadczonymi pracusiami z legitymacjami dziennikarskimi w kieszeni?  Co zrobila ta czwarta wladza zeby prawda zostala ujawniona, zeby przywrocic czesc skazanym przez te dziesieciolecia a spoleczenstwu pokazac prawde.  Nie moglam wiedziec co sie dzieje z najwazniejsza postacia Solidarnosci w pierwszych dniach stanu wojennego i jedna z najuczciwszych i najbardziej blyskotliwych postaci w naszym wielomilionowym zwiazku.  Nie moglam o nim slyszec w radiu ani w telewizji, nie moglam przeczytac w gazetach.  Zniknal z areny za sprawa czesci bylych kolegow i za sprawa wladcow wciaz tej samej od kilkudziesieciu lat opcji politycznej.  Odrodzonej Solidarnosci jakos tez nie zalezalo na rozwijaniu tych szczelnie zapakowanych paczek tajemnic i niedomowien, o ktorych bezwglednych celach spoleczenstwo zaczelo przekonywac sie na wlasnej skorze.

 

Odkrylam Pana Krupinskiego ponownie - dzieki jego witrynom na internecie

http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY.htm i

http://worf.albanyis.com.au/~matuzal/index.htm. 

 

Stamtad trafilam do wstrzasajacych Zaulkow Zbrodni. Rece mi opadly przy czytaniu Zaulkow Prawa a raczej bezprawia.  Pocieszylam sie nieco czytajac Australijska Przygode i Migawki a prawdziwej satysfakcji doznalam czytajac Pegazy czyli poezje - glownie polityczne, inspirowane przez tych co falszuja historie i zacieraja slady udajac przy tym dziewice orleanskie.  Tfu!

 

Czytajac Krupinskiego uswiadomilam sobie, ze nie wszyscy zdradzili!  Nie wszyscy zapomnieli o co nam - wielomilionowej rzeszy Polakow - szlo w tej nierownej walce z podloscia i klamstwami.  Wypraszam sobie - jako jednej z tych milionow - nazywanie wybranego w pelni demokratycznie na wiceprzewodniczacego SOLIDARNOSCI przez duze "S" - Pana Miroslawa Krupinskiego - "malutkim facecikiem zaplatanym przypadkowo w polityke".

 

Nie ma Pan prawa w ten sposob  wypowiadac sie nie czujac tego, co czuly te miliony liczace na sprawiedliwosc, ktore przez swoich uczciwie wybranych przedstawicieli powierzyly mu ten mandat - najpierw w Olsztynie i regionie, nastepnie na I Zjezdzie mianujac godnym zastepca Walesy.  On nie zawiodl pokladanych w nim nadziei.  Zaplacil za wypelnienie przyjetych na siebie obowiazkow utrata wolnosci, zdrowia i Ojczyzny.  Utracil przy tym zapracowane uczciwa, solidna i wieloletnia praca wlasnych rak dobra materialne. Poniosl koszty o ktorych tylko my, emigranci wiemy, ale nie maja o nich pojecia ci marzacy o wyjezdzie z kraju w poszukiwaniu lepszego miejsca do zycia. 

 

Nie ma lepszego miejsca niz wlasna ojczysta ziemia.  Po prostu nie ma.  Ci co nie mogli wrocic do Polski po zdradzie jaltanskiej - do dzisiaj to przezywaja jako niesprawiedliwosc.  Wiem - poznalam w Ottawie tych co walczyli na wielu frontach drugiej wojny i nie bylo im dane zyc w wolnej Polsce. Nie ma Pan prawa pisac do tego wlasnie czlowieka cyt.: "Zapraszam do Olsztyna... Tu czekaja na Pana dziesiatki tysiecy oszukanych ludzi, pozbawionych srodkow do zycia...  Uklony – Tadeusz Samitowski". 

 

To ci dzierzacy dziesiatki lat jedynie sluszna wladze doprowadzili do wyjazdu na emigracje tysiace wyksztalconych porzadnych ludzi utrudniajac zycie w kraju w perfidny sposob i nastepnie wbijajac im w paszporcie stempel z mozliwoscia przekroczenia granicy tylko w jedna strone.  Tacy Dziennikarze z laski - Miedzynarodowych i RP - stowarzyszen dziennikarskich ulatwiali tuszowac slady prawdy o tych wyjazdach, pomagali w zacieraniu pamieci o niezwyklych losach wielu Polakow rozrzuconych po swiecie od dziesiecioleci.  O niektorych dowiadujemy sie dopiero kiedy odchodza z tego swiata tu - na obczyznie.  O nich w Polsce nikt juz nie pamieta ani sie nie dowie co przeszli.  Wciaz Polacy na emigracji sa postrzegani jako zdrajcy ojczyzny - bo wyjechali lub nie wrocili. Tych co wracali po wojnie czekaly wiezienia, czesto smierc, poprzedzona torturami i upodleniem.  "Solidarnosciowcy" wiedza, ze nie zmienili sie sprawcy, ktorzy ich wypedzili.  Po dwudziestu z gora latach nadal zbrodniarze sa na wolnosci, klamstwo i uklady mafijne w pelnym rozkwicie a historie Polski pisza nam nasi wrogowie przy przewrotnej i cynicznej pomocy Sorosa i kolejnego pokolenia czerwonych panow przy wspoludziale solidarnosciowych magdalenkowcow majacych ulatwic te obludna niby transformacje swietej pamieci PRL w demokratyczny system.

 

Jest wsrod nas na emigracji jeszcze jedna grupa - ci ktorzy wyjechali sluzbowo i dalej sprawuja te swoja krecia ciemna misje nie mogac sie oderwac od swoich ofiar i profitow.  Nawet jesli te profity znacznie zmalaly, co podejrzewam - pozostaly wieloletnie kumplowskie uklady, przyzwyczajenia do stosowania prowokacji, sledzenia i sklocania calych duzych grup ludzi miedzy soba, co daje sie obserwowac nie tylko tu - w Kanadzie - ale na calym swiecie sadzac po dyskusjach w grupach dyskusyjnych.

 

Przestajemy wierzyc sobie nie tylko w Polsce ale i wsrod Polonii bo nie trudno inaczej.  Zbyt wiele klamstw i wykrytych i zatajonych, zbyt wiele szwindli i zla zrodzil ten jedynie sluszny ustroj.  Nie wyroslismy z niego - dalej sa wsrod nas wilki i owce, a ze towarzystwo sie maskuje – ostatnio coraz bardziej niedbale - czesto trudno zwyklemu zmeczonemu ta kolomyja smiertelnikowi polapac sie w tym wszystkim.  Jednak coraz wiecej ludzi pozbywa sie bielma z oczu a raczej coraz wiecej ludzi przestaje patrzec na swiat przez rozowe okulary. Jest Pan bardzo pewny swoich racji Panie Dziennikarzu Miedzynarodowy.  A ja jestem pewna swoich. Tez mam doswiadczenia z wlasnego zycia.

 

>Dziekuje za probke Panskiej tworczosci poetyckiej. Przyszla mi do glowy

>pewna rymowanka:

>Wierszokleta czy poeta ?

>Chyba jednak glowa nie ta...

>Podpisuje sie - jak poprzednio - Tadeusz Samitowski.

>PS. Swoja droga moglby Pan wykorzystac swe sklonnosci do rymowanek. Ale

>piszac o wspanialej egzotyce Australii, o jej przyrodzie, zwierzetach. Kto

>wie; czy nie bylaby to interesujaca lektura dla polskich dzieci? Moglbym to

>Panu nawet wydac w Polsce.

>Uklony.

 

Jest Pan zalosny Panie Dziennikarzu od stanu wojennego, ktory nigdy nie zostal zakonczony dzieki skwapliwej owocnej wspolpracy "niezaleznej prasy", spiacym lub tkwiacym w zawstydzajacej przeszlosci sadownictwie, piciu bruderszaftow w mocno mieszanym skompromitowanym towarzystwie. Dzieci polskie czesto chodza glodne nie myslac o kangurach i rymowankach - i to nie za sprawa "Solidarnosci" przez duze "S" Miroslawa Krupinskiego ale za przyczyna  tego mafijnego  solidarnego ukladu przez male "s".  Te dzieci maja sfrustrowanych rozgoryczonych rodzicow, ktorzy nie maja pracy a zasilek nie wystarcza lub juz nie przysluguje.  Bieda rodzi biede, bogactwa tez sa dziedziczne, takoz stolki - chyba jako bystry obserwator widzi Pan to na polskim podworku az nazbyt czesto.  Dzieci zniecheconych, oszukanych rodzicow beda niedlugo wegetujacymi bez celu, oglupialymi i niedoksztalconymi robolami do najgorszej roboty u obcych chlebodawcow, lub - co rownie niebezpieczne - pojda krasc albo pokochaja akcje terrorystyczne. 

 

Wlasnie mam pozyczona z biblioteki miejskiej dokumentalna kasete wideo firmy Gaumont z dekada wydarzen swiatowych 1980-1990 zatytulowana Solidarnosc w jezyku polskim.  To uklon w strone tych, ktorzy przyczynili sie do rozwalenia muru berlinskiego i rewolucyjnych zmian w porzadku swiata, sami niewiele zyskujac w zamian.  To "Poslanie" do ludow Europy Wschodniej zrobilo ten wylom w tym cudacznym nieludzkim systemie i tacy ludzie jak Pan Miroslaw Krupinski (szczegoly na witrynach internetowych). To my - czlonkowie "Solidarnosci" swoja determinacja w walce o godnosc i wolnosc odcisnelismy nasz slad w historii.

 

Historia "Solidarnosci" - jej trwanie w spontanicznie powstalym ksztalcie trwalo krotko - niewiele ponad rok - 18 miesiecy.  Zdarzenia rodzily sie w porywach serc wielu polskich nieznanych zwyklych ludzi - z potrzeby chwili i Solidarnosci, w wielu miejscach polskiej ziemi jednoczesnie.  Nie znamy wszystkich nazwisk - jest wielu bezimiennych bohaterow i tacy pozostana. Znaja ich tylko najblizsi a z czasem i oni zapomna.  Bylo nas wielu, nadspodziewanie wielu - mlodych i starszych.  Byly tez dzieci uczestniczace wraz z rodzicami w wielu zdarzeniach.  Dochodzili wciaz nastepni - az do 13 grudnia.  Nasz duch teraz straszy w wielu katach bo nasza nadzieje i ten ogromny potencjal entuzjazmu i wiary zostal zmarnowany przez tych co to "my wladzy socjalistycznej nie oddamy" czy "Wojsko Polskie bedzie bronic socjalizmu  tak - jak sie broni niepodleglosci".  I dotrzymali slowa... Bronia do dzisiaj swoich diabelskich pozycji, dla ktorych trudno jest znalezc nazwe nawet w najlepszej encyklopedii.  Nie o nazwe chodzi - chodzi o zasady i zdobycze.  Wciaz tymi samymi metodami i dla wybranych z pogwalceniem wszelkich praw.  I wciaz bezkarnie ale coraz pewniej i bezczelniej - spieszac sie, potykajac jeden o drugiego, zmieniajac nazwy, hasla wyborcze - jednak konsekwentnie realizujac wspolny plan i smiejac sie przy tym w twarz spoleczenstwu.

 

Na tej kasecie z biblioteki pokazuja nie tylko protesty polskiego spoleczenstwa i powstanie Solidarnosci.  Pokazuja Niemcow szalejacych z radosci i rzucajacych sie sobie w objecia.  Jest pokazane rozwiazanie "rumunskie"  budzace mimo wszystko groze ale i uczucie jakiejs msciwej satysfakcji, ze chociaz ci jedni dwoje z wierchuszki zaplacili w imieniu calych demoludow.  Nie bylo mi ich zal bo do konca pozostali butni i obrazali ten lud, ktoremu mieli sluzyc.   I tu mam zal do was - mediow w Polsce - mamy tyle filmow - rowniez z wymierzaniem sprawiedliwosci na Elenie i Nicolae Caucescu (ogladalam jeszcze mieszkajac w Polsce - czemu do diabla zalowac ich wyswietlania  dla utrwalenia pamieci i dla ostrzezenia?

 

Jaruzelski ze swoja gwardia nie mowilby o mordowanych gornikach czy stoczniowcach, ze to warcholy gdy popatrzylby sobie od czasu do czasu na "Robotnikow".  Majac na uwadze "wariant rumunski" docenilby wielkodusznosc tych warcholow i okazane mu prawdziwie chrzescijanskie podejscie.  Moze nie byloby tez calowania polskiej ziemi przez niegodnego pajaca Siwca za aprobata osobnika, ktory sie zwie Prezydentem Najjasniejszej Rzeczypospolitej. Tfu!  Niech  pieklo pochlonie takich prezydentow i ich przybocznych.  Swiat jest doprawdy cynicznie bezwstydny. 

 

Ciesze sie, ze poprzedni szef Kongresu Polonii Kanadyjskiej – Pan Lucjan Conrad - wydal oswiadczenie, ze Polonia kanadyjska uznaje osobe Kwasniewskiego za "persona non grata".  Kanada tez nie jest swieta jako panstwo ale za takie cyrki, jakie wyczyniane sa przez polskich wladcow, za takie przekrety w zywe oczy i naigrywanie sie ze swietosci narodowych - w ciagu jednego dnia wladcy kanadyjscy zostaliby oddani pod sad.

 

A Pan, Panie Mirku - nie zaluje Pan, ze powstrzymywal podczas strajku w Stoczni Gdanskiej radykalne porywy zeby oszczedzic rozlewu krwi tym, ktorzy sami ja rozlewali przez dziesieciolecia?  Polalaby sie krew z obu stron - koszty bylyby ogromne ale i rezultaty z pewnoscia odmienne.  Nawet prokurator docenil te Pana wysilki i nie wymierzyl najwyzszej kary chociaz mogl - czemu niby nie? Co prawda potem starano sie to nadrobic parokrotnie i bez wyroku ale niestety - nie wyszlo :)

 

 Teraz maja z Panem problem Panie Mirku - siedzi Pan gdzies tam nie wiadomo gdzie do gory nogami i maci spokoj tej spolce bez odpowiedzialnosci - pegaziac i wyciagjac pracowicie z roznych kieszeni, teczek i szuflad kompromitujace dowody przeciwko roznym oslizglym osobnikom, niegodnym uscisniecia reki.  Robi Pan to w interesie rowniez moim i innych takich jak ja, ktorzy wciaz jeszcze pamietaja.  My - ktorym to bylo bliskie - mamy obowiazek pamietac i wciaz przypominac.  Bez tego bata - naszej, sila rzeczy ograniczanej i ograniczonej przeszkodami - pamieci - byloby jeszcze gorzej.

 

Mamy przyklady w Czarnej Ksiedze Komunizmu jak  sprawowaly sie i sprawuja dyktatury komunizmu przez osiem dziesiatkow lat - te same metody - wyniszczanie calych grup spolecznych, masakry, deportacje, klamstwa, ludzkie nieszczescia i tragedie.  Kambodza, Chiny, wymuszanie glodem poddanstwa Ukrainy, zbrodnie w calym obozie dokonywane " dla dobra ludzkosci".  Znaja to nasi rodzice, znamy i my choc w mniejszym zakresie i nie tak tragicznie nieludzko i powszechnie.  Teraz jest troche "eleganciej".  Technika tez idzie do przodu.  Teraz mozna sobie pointernecic, wlamac sie do komputera, przez sekundy poslac list na druga polkule, ktory narobi zamieszania.

 

Panie Redaktorze Miedzynarodowo Doceniony - nadzial sie Pan na zwykla osobe, ktora nie pozwoli sobie robic wody z mozgu i nie uwierzy komus komu nie chce wierzyc. Jestem jedna z tych milionow, ktore w krotkotrwalym acz intensywnym w przezycia czasie nadziei chloneli wszystkie dobre i zle wiadomosci z uczacej sie raczkowac samodzielnie prasy.  W tej prasie "stalo" a ja to czytalam – o niechlubnych zachowaniach i zafalszowujacych fakty zlosliwych reportazach niejakiego Tadeusza Samitowskiego.  O innych tez czesto czytalam - gwoli sprawiedliwosci - ale to Pan sie skusil na wywolanie wilka z lasu piszac do Krupinskiego dwa dni temu 18 lipca 2002.  To Pan mial kiedys byc - dawno ale prawda - wylany na zbita twarz ze Stowarzyszenia przez kolegow, ktorych owialo swieze tchnienie tych naszych wspolnych Solidarnosciowych nadziei na wolnosc i sklonilo ich do mowienia wlasnym jezykiem zwyczajnie i po ludzku - bez czerwonych zawijasow i nic nieznaczacych ozdobnikow w imie jakis paralitycznych abstrakcji i wydumanych racji "w imie czegos" - piorun wie czego.  Z cala pewnoscia racji niepojetych przez normalnych zwyklych ludzi nie cierpiacych na manie przynaleznosci do czegokolwiek w imie klamstwa. Ludzi chcacych pracowac solidnie, zarobic nie tylko na chleb ale I cos wiecej - swoja uczciwa praca i bez zapisywania sie do KU-KLUX_KLANU. 

 

Niech sie Pan nie chwali, ze to Pan walnal legitymacja o stol - i tak by Pana wtedy wywalili.  Z tego co pamietam - nie mial Pan wyjscia.  Wzbudzalo to w nas - zwyklych ludziach wielka satysfakcje.  Wtedy takie male zwyciestwa cieszyly wszystkich. Teraz sytuacja sie zmienila - znowu mamy odplyw ducha - ale mysle, ze przyplyw nastapi - historia lubi sie powtarzac.  Niech Pan wiec napisze mily list do tego siedzacego do gory dnem przy komputerze  - Australijczyka z koniecznosci - niech Pan zasejwuje na dyskietce ten list i trzyma w bezpiecznym miejscu czekajac na wlasciwa pore aby wyciagnac w odpowiednim momencie jak krolika za uszy z cylindra - na dowod, ze jednak jest Pan czlowiekiem i wykazuje Pan dobra wole.

 

I prosze uprzejmie nie draznic mojego Towarzysza Broni - tfu! - mojego kolegi - mowiacego tym samym zrozumialym dla mnie jezykiem.  Jestem z Niego niezwykle dumna i ciesze sie, ze Go wynalazlam na internecie i czytajac wzbogacilam swoja uboga osobowosc i jeszcze ubozsza wiedze historyczno - faktograficzno - bialoplamiscie falszowana do syta a bezkarnie przez kazdego komu chec na to przyjdzie. Jako, ze dobra nigdy za wiele - zachecam Pana i Pana Przyjaciol  do blizszego przyjrzenia sie tej bogatej zawartosci witryn, pomyslenia nieco a usmiech szyderstwa splynie Panu z twarzy.

 

Amen

Anna Kozlowska

 



  1. Kilka dodatkowych eksponatow do wystawy "DROGI DO WOLNOSCI"

Uwaga: ostatnio w internecie ukazuja sie skradzione z moich witryn  i sfalszowane, jako moje, teksty  publikowane przez Wieslawa Kochanskiego ze Sztokholmu (Szwecja).  O tym zawszeniu internetu informuje czytelnikow ktorzy mogli zostac wprowadzeni przez w/w i jego pomocnikow w blad


ARCHIWUM "KRAJU UTRACONEGO"
E-mail
strona domowa autora
"Znarowiony Pegaz"
ph: 61 8 9844 7124