KRAJ  UTRACONY
CZYLI:  BOLACE BLIZNY & CO NAM SIE SNI PO NOCACH
® © Miroslaw M. Krupinski

69
 
 

16 lutego 
2003

 

 

I. głos w dyskusji Polonii Australijskiej

Sydney, 16 luty 2003 r.

 

pismo przewodnie:

 

Serdecznie pozdrawiam Uczestników i Gości Spotkania Polonii Australijskiej w Sydney – również tych których mój głos w dyskusji, załączony na odwrocie niniejszej kartki, oburza lub zaskakuje.

 

Zostałem poproszony o wyrażenie swojej opinii na temat sytuacji w Polsce i nie mogę znaleźć nic bardziej definiującego moje zdanie niż napisany przeze mnie nieco wcześniej wiersz „orwellowska dobranocka”. Z tym przekonaniem przesyłam ów wiersz jako mój głos w dyskusji.

 

Wszystkich tych, którzy uważają treść wiersza za nieprawdziwą lub odrażającą w swojej formie  – zapraszam do publicznego wytknięcia jego nieprawdy i przedstawienia swoich argumentów że jest inaczej w publicznej dyskusji na Spotkaniu Polonii w Sydney.

 

Nie rozumiejącym wiersza podsuwam nieśmiało propozycję przeczytanie go ponownie po przeczytaniu w całosci i do konca książki Orwella „Folwark Zwierzęcy” (angielski tytuł  „Animal Farm”) i po szczegółowym zapoznaniu się z historią polityki wewnetrznej, stosunków społecznych, praworządności, korupcji i grubokreskowej bezkarności bylych przestepcow i zbrodniarzy  w czasie ostatnich 14 lat III RP oraz  z pełnymi statystykami ekonomicznymi tych lat.

 

Nieuczciwa wyprzedaż majątku narodowego Polski dobiega końca i mizerne, okrojone na rzecz łapówek sprzedawcow/decydentow, wpływy z tej wyprzedaży kończą sie też. Przez lata służyły one do fałszowania polskiej rzeczywistości ekonomicznej jako rzekomy składnik corocznego dochodu narodowego, którego składnikiem de facto nie były i nie są.  Było to alibi gospodarcze kolejnych rządzacych ekip ostatnich 14 lat – czasem przez wyborcow dostrzegane i karane przegrana w wyborach. Czasem…

 

Polska  stoi u progu Unii Europejskiej jako ekonomiczny bankrut z olbrzymim, w proporcji do zredukowanego ostatnio stanu posiadania, zadłużeniem. Społeczeństwo nie jest świadome istnienia dalszych roszczeń i zobowiązań finansowych wobec Polski , które załatwiane są w trybie ostatnich 14 lat za jego plecami i bez jego zgody.  Sprawcy tej sytuacji upatrują w wejsciu do UE ucieczki przed odpowiedzialnoscia społeczną i szukają tam kolejnych szczebli swoich szkodliwych  dla Polski karier osobistych.  To własnie kto, jak i w jakim celu Polskę do UE wprowadza jest głównym nieszczęściem tego przedsiewzięcia.

 

Cóż  – sens mojego apelu zamyka sie w ostatnich dwóch linijkach wiersza na odwrocie. Reszta zależy od Was i od Polaków mieszkających w Kraju.

 

 

Miroslaw Krupinski

Albany, Australia, luty 2003 roku.

e-mail:  mailto:%20miroslaw@iinet.net.au

http://members.iinet.net.au/~miroslaw/index.htm 

http://members.iinet.net.au/~miroslaw/KRAJ_UTRACONY.htm

 

       załącznik:

 

            ® © Mirosław  M. Krupiński                   orwellowska  dobranocka       „Znarowiony Pegaz” tom V

                                                                           glos w dyskusji Polonii Australijskiej – Sydney 16 luty 2003

 

Raz w folwarku zwierzęcym, przy okrągłym stole,

grupa równych z równiejszych zwołała zebranie

by rozdzielić wśród wszystkich dole i niedole

- to co każdy ma robić i to co dostanie...

 

koń, co silny, wóz dostał by ciągnąć pod górę,

krowa szaflik - by było do czego ją doić,

koszem – jajka by składać - obdarzono kurę

całej reszcie – policję  – by nie mogła broić...

 

Na fotelach złoconych posadzono świnie

dając berło do ręki i pełne koryto,

trąby dano - by trąbić o swoim wyczynie,

świński gnój za fotelem flagami przykryto...

 

By rozdzielić wyraźnie i funkcje i role

większość zwierząt zamknięto w oborze, w stodole,

tłustą mniejszość, w fotelach, ze wspólnego placu

przeniesiono do Sejmu i innych pałaców...

 

Cóż - w oborach od dawna nikt słomy nie zmienia,

w pozłacanych fotelach usnęły sumienia,

a dobrobyt folwarku, o którym tłum marzył,

mają  równi.  Z folwarku ciągłej wyprzedaży....

 

Płyną dni i miesiące, upływają lata,

słoma, wciąż nie zmieniana - to krowom zapłata,

kurom, co już nie gdaczą, za ich jajka – plewy,

świnie żyją w pałacach - więc sprzedały chlewy,

koń nie ciągnie już wozu - bo i wóz sprzedany...

Tylko kundle, te w mediach, śpiewają peany

na cześć świń, ich sukcesów i zasług ogromu...

Krowy żują. A myśleć się nie chce nikomu....

 

Folwark wciąż się rozpada, z dachu gonty lecą,

co niektórzy, zbudzeni, trzęsą się ze strachu,

ziarn ostatnich w spichlerzu szukać trza ze świecą,

gnój spod złotych foteli dziś już sięga dachu...

W końcu równym z równiejszych robi się nieswojo,

o złocone fotele w folwarku się boją...

Bo choć wszyscy pokorni, karmieni pokorą

- moze zarznąć nie zarżną - ale nie wybiorą...

No a jak nie wybiorą – jak tu rządzić dalej,

jeśli większość sprzedana, a reszta się wali...

 

Część równiejszych w pośpiechu, skrycie tunel kopie

by, po przejściu tunelem, sprzedać Europie

byłą ziemie folwarku co dziś już ruiną...

By ze świń z Magdalenki stać się Euroświnią...

Aby rządzić tą resztką co się w gruzy wali

z Bonn, Brukseli, Paryża... Bezpiecznie - z oddali,

marząc w nowych fotelach, w swych bezpiecznych amtach

że sprzedani, bezsilni, zapomną o kantach...

 

Tak więc Lesie i Władki, Zbyszki i Adasie,

mając w sercach nadzieję, a lapowki w kasie

za to co już zrobili i za to co zrobią,

dziś do nowych, tych euro, stołków się sposobią...

 

Gdy ktoś wskaże ten szwindel i szwindle poprzednie

strach im duszę ogarnia i lico im blednie.

Czasem nerwy puszczają,  napięte do granic

- wiec zaplują, zastraszą, znów zaczną tumanić,

by nie  stracić nagrody co za Odrą czeka...

Bo gdy stracą – nie będzie już dokąd uciekać...

 

*   *  *

 

Wiem że spać Wam wygodnie na słomie co gnije,

nie czujecie łańcucha, co uwiera szyję...

Że wiatr rozwiał sprzed lat już dwudziestu nadzieje

i  że  Was nie obchodzi że rządzą złodzieje...

 

Ja tak tylko nieśmiało... Wiem że nic nie zmienię...

- Ale chętnie bym ujrzał Wasze przebudzenie...

 

Mirosław Krupiński

 

 

 

II. sytuacja – przyczyny, skutki i możliwości

 

Niniejszy rozdział II nie jest częścią materiałów przesłanych Uczestnikom Spotkania Polonii Australijskiej w Sydney. Rozważania w nim zawarte skierowane są do Czytelników „Kraju Utraconego”, którzy może  zechcą potraktować je jako wstęp do własnej analizy co po czternastu pomagdalenkowych latach mamy w garści i co można z tym zrobić. Przedstawię swoje burzomozgowanie w punktach i w skrócie, bo zapewne wszyscy mają już dość propagandy, ględzenia „zbawców” obiecujących zbawienie i dolce vita - w zamian za głosy w kolejnych wyborach. Tych  mających jeden cel – dorwanie się do koryta, na dnie którego ciągle jeszcze coś chlupie. 

 

Drugim powodem dla którego mogę sobie pozwolić na skrótowe przedstawianie moich poglądów jest to, ze istnieje i w Polsce i poza Polską wielu mądrych i znających z racji swojego zawodu i swojej dociekliwości sytuacje ludzi, którzy już o tym pisali. Pisali oddzielnie, znakomicie i naukowo uzasadniali swoje obszerne i wyczerpujące wywody i poglądy na politykę, historię, sytuację ekonomiczną, funkcjonowanie (a właściwie niefunkcjonowanie) prawa i wiele innych aspektów ostatnich dwudziestu kilku  lat. Tylko nikomu nie zechciało się zebrać tego do kupy i kompletnemu obrazowi przyjrzeć.

 

Nie - nie pomyliłem się co do tych lat wyżej – wiem że Magdalenka była w roku 1989 i że minęło od niej niepełne 14 lat. Niestety – magdalenkowanie zaczęło się dużo wcześniej.

 

Zaczęło się starannym przygotowywaniem całej tej imprezy:

 

Pierwsze – strategicznym przygotowaniem lewej (nie mylić z lewicową, choć nie byłaby to zbyt odległa od prawdy pomyłka) „opozycji”.

 

Drugie -  przygotowaniem  w Arłamowie i nieco wcześniej Konia Trojańskiego, na którym można było w Polskę pomagdalenkowa wjechać, lub jak ktoś woli Flecisty z  zaczarowanym fletem, który w takt podsuniętej mu przez zaprzyjaźnionych już z nim wcześniejszych  „wrogów”  melodii  naiwne społeczeństwo w pułapkę wprowadził. 

 

Trzecie – przerabianiem w okresie stanu wojennego Opozycji na „opozycję”, finansowaną wybiórczo, przez grające do tej samej bramki co głowni animatorzy całej imprezy w Polsce zagraniczne lobby, wspomagane przez rodzimą „republikę MSW”,  która proces owego finansowania skutecznie nadzorowała i kanalizowała.

 

Czwarte – nieuczciwym uwłaszczeniem się  i rabunkiem Polski przez ciągle będących u władzy ale mających „poddać się” w niedalekiej, zaplanowanej już,  przyszłości komunistów. „Poddac się” przygotowanej starannie „opozycji”, oczywiście.

 

Piąte – zniszczeniem  zagrażającej realizowanym już planom oryginalnej „Solidarności”,  za zgodą i we współdziałaniu z jej pracowicie przygotowanym do tej roli przywódcy – czyli wspomnianego wcześniej czarującego społeczeństwo zaczarowaną melodią zakamuflowanej  zdrady Flecisty.

 

Szóste – Przeprowadzeniem w tajemnicy przed społeczeństwem oszukańczych pertraktacji przy „Okrągłym Stole”.

 

Siódme – Przekonaniem podswiadomie podejrzewającego szwindel społeczeństwa przez skorumpowane już powyższymi działaniami Autorytety Moralne o konieczności zaaprobowania oszustwa. Autorytetom stworzono i dano do ręki wunderwaffe – czyli Gazetę Wyborczą, która z zapalem i zyskiem wunderwaffuje w zaprogramowanym wtedy kierunku i w kilku innych do dziś.

 

Ósme – zapewnieniem fanfar i klakierów z zewnątrz (Michigan, określone lobby zagraniczne, będąca w ściśle określonych rękach oraz związana z inspiratorami i uczestnikami całej imprezy prasa zagraniczna).

 

Dziewiąte – wynalezienie i wdrożenie na użytek sytuacji „grubej krechy” - czyniącej cały opisany proceder i jego wynik mozliwym, a popełnione wczesniej zbrodnie i przestepstwa przeciwko wlasnemu narodowi  bezkarnymi.

 

Znalazloby sie pewnie tych strategicznych punktow wiecej, ale po co je mnożyc?  Wszystko już zostało, jak wspomniałem wczesniej, opisane. Co zostało przez  krytykowaną mafię uznane odgórnie za oszolomstwo i obrzydzone suuuuusznie myślącemu i posłusznemu społeczeństwu przy pomocy mediów suuusznych. Gdyby ktoś z niesuuuuusznie myślących zechciał tą całą pisaninę oszołomów zebrać w jedną całość, uporządkować i wyciągnąć wnioski – to zapewne powstałby dokument-obraz pokrywającej się treścią z odrażająca „orwellowską dobranocką”, zaprezentowaną przeze mnie uczestnikom Spotkania Polonii w Sydney, a cytowaną  wyzej.

 

Jaki był wynik tych wymienionych wyżej poczynań?  No cóż – zaczęło się od wymuszonego zaczarowana muzyka Flecisty entuzjazmu i oczekiwania na cud. Cudów było wiele – ale żaden nie był tym oczekiwanym przez społeczeństwo. Wyliczmy więc może niektóre z tych cudów nieoczekiwanych, pomijając litościwie wstępne próby uanielenia się  i upatriotyzowania Jaruzelskiego i Kiszczaka w ich mnogich wojazach i publikacjach. Próby które przez jakiś czas były traktowane przez niektórych poważnie J.

 

Cud pierwszy – powstała nowa siła przewodnia III RP, składająca się z ubezkarnionych grubą krechą i tlusto uwlaszczonych  czerwonych prominentów w bielutkich owczych skórach oraz  z zazdroszczących im bogactwa i politycznego wdzięku nowo wykreowanych Dyzmów rodem z „opozycji”.

 

Cud drugi  - okazało się że wszelkie dobra i przywileje, łącznie z dowlaszczeniem się i dogrubokreskowaniem się są dla Dyzmow dostępne - pod warunkiem nie kwestionowania snieznobiałości skór i grubokreskowości wspołrządzicieli z poślizgu - tych  o długich rządzicielskich tradycjach i osiągnięciach. Później okazało się że ten warunek obejmuje również zakaz  wspominania przeszłości, zakaz lustrowania, zakaz krytykowania, zakaz niewłaściwego głosowania w Sejmie i kilka innych suuuusznych zakazów – ale za to - że stosujący się do tych zakazów mogą pospiesznie dowłaszczać się nie tylko sami ale dowłaszczyć rodziny, przyjaciół i szerokie grono łapowników krajowych i zagranicznych.

 

Cud trzeci – opozycja nie sprowadzona do roli „opozycji” znalazła się na zielonej trawce i padła słuszną ofiarą demokratyzacji i kapitalistycznego postępu. Razem zresztą z dość licznymi grupami zawodowymi i społecznymi, które wprawdzie żadną z odmian opozycji nawet nie były, ale były wystarczająco politycznie niegroźnymi aby odstawić je na boczny tor i zignorować ich protesty. Nie można było, niestety, odstawić na boczny tor i zignorować zorganizowanych przestępców, bo ci mieli argumenty i środki nie do odparcia. No i nie można było odstawić na boczny tor zagranicznych i krajowych łapowników, bo to przeszkadzałoby dowłaszczaniu się nowoprominentów z awansu i starych prominentów z poślizgu magdalenkowego. Stąd zdarzały się podcudy naśladownictwa na niższych szczeblach prominenctwa, pogłębiające całe to bagno.

 

Rosnącego obrzydzenia i oburzenia nieprzekupionej jeszcze części społeczeństwa do cudów zaliczyć nie mogę, więc na razie na tym listę zakończymy. Nie było tez żadnym cudem niedawne i dzisiejsze odstawianie na boczny tor niektórych wczorajszych Zbawców i Autorytetów Moralnych (włącznie z Pierwszym Zbawcą - Unoblowanym Wodzem). Po prostu zadziałały dokładnie opisane przez Akademika Pawlowa odruchy warunkowe, w tym odruch niechęci do pustomichodawców czyli  nie spełniających gestów, obietnic i nadziei ostatnio wybranych. Wybrani przedostatnio – pomimo dokładnie takich samych grzechów byli OK, bo zbyt długa pamięc to głowy wyborców męczy. W wyniku tego cześć Dyzmow wyginęła politycznie (prawdę, z miłym zdziwieniem, mówiąc – całe ich partie) a ukreskowani porozumieniowo rozmnożyli się i umocnili. Dorobili się też  dworzan-satelitow spośród zdegradowanych i sprowadzonych do tej roli magdalenkowych współoszustów, ktorzy szczytów władzy nie mieli szczęścia osiagnąć.     

 

Dość zastanawiającym, choć niezupełnie nieznanym zjawiskiem jest dalsze utrzymywanie i dokarmianie przez obce lobby ewidentnych odrzutów z grona władzodzierzcow. Wytłumaczyć to można zapewne  nadzieją iż i oni, odpowiednio posterowani i popchnięci przydać się jeszcze mogą, a koszty utrzymania ich przy pseudopolitycznym życiu są relatywnie niskie. No bo cóż - w Wielkim Świecie znaczy te kilka łapówek, oooopsss – przepraszam – wynagrodzeń za „doradztwo” czy „konsultacje”, w porównaniu z faktem posiadania w ręku figury, kóra będzie mówić i robić to za co się ja przedpłaca...  Poprzednie zasługi, nagrody czy honory zawsze można odkurzyć i właściwą muzyczką w tle podeprzeć J. 

 

Zjawiskiem podobnym jest utrzymywanie w stanie taniej dyspozycyjności polskich aktualnych prominentów politycznych sprawujących władzę, tych mających do stracenia przydzieloną w Magdalence gruba krechę - czyli bezkarność i nie zaglądanie pod ich śnieżnobiałą skóre. Gwarancją owej dyspozycyjności w stosunku do pozapolskich potęg i możnych jest ich własny strach i chęć utrzymania się przy korycie. Czternaście lat pomagdalenkowania w jakiś sposób ten przywilej nieodpowiedzialności za dawne i aktualne grzechy w Polsce i wobec własnego społeczeństwa ugruntowało – ale istnieją niebezpieczeństwa  pozapolskie – czego przykładem jest choćby sytuacja Milosevica & Co, niegdyś kochanego przez Zachód  Sadama Hussaina, Ortegi czy nawet Pinocheta. Czauczeskow już nie wspominając. Dla zapewnienia ciągłości tej kruchej miłości i protekcji jest potrzebna właściwa doza aportowania, skakania przez podstawiany kijek, czy chociażby dawania głosu w odpowiednim kierunku i o odpowiednim brzmieniu. Więc  aportuja, skaczą i dają głos na wyścigi.

 

Tutaj zaczyna pojawiać się pewien dylemat: - owa miłość i aprobata Możnych Świata dzieli się obecnie wyraźnie na miłość A i miłość B, z miłościa C w wyszarzałym już tle, przy czym miłosciodawcy wyraźnie są o siebie zazdrośni. Jeżeli dodamy do tego dawną, tradycyjna i zaprzysiężoną niegdyś miłość do Wschodu  (to ta „C”) – to kijków do aportowania pojawia się wyraźny nadmiar i trzeba dokonywać trudnych wyborów - który z nich aportować. Pomyłka może kosztować drogo...

 

Jeszcze do niedawna wydawało się że nic tak nie zapewni dożywotniej bezkarności i kariery jak miłość do UE i stosowny z nią mariaż, zapowiadany przez umizgi przedmałżeńskie. W czasie zalotów przedmariazowych dano lubej wiele prezentów podkradzionych własnemu, otumanionemu,  społeczeństwu. Los jednak spłatał dwa psikusy na raz:  - jeden w postaci rosnącej opozycji antyunijnej w Polsce, drugi w postaci rozdźwięku miedzy UE i USA w sprawie wojny z Irakiem. Co jest więc lepsze?  Wróbel w garści (wdzięczność USA za wydelegowanie na wojnę z Irakiem polskiego kontyngentu), czy Gołębica Na Dachu (miłość i mariaż z UE, w zamian za ustępstwa akcesyjne i ignorowanie interesu własnego Kraju)? Auuuuuuuuuuuuuuu....

 

No cóż – na razie mamy Wróbla w garści i nadąsaną narzeczona – E.U. - Gołębicę Na Dachu. Wróbel jest dość mizerny i nie wiadomo jeszcze jakim kosztem i jakim mięsem będzie trzeba go karmić. Najprawdopodobniej mięsem armatnim, które jest tanie bo własne, ale i inne koszty wymierne finansowo i kryzysowo zapewne się też pojawią. Co gorsze – wróblodawca zapowiada przeniesienie swoich baz wojskowych z Niemiec do Polski i wcale nie wiadomo na pewno przeciwko komu te bazowe rakiety i głowice będą w przyszłości wycelowane – przeciw obrażonej Gołębicy czy Starej Miłości ze Wschodu - Rosji, która ma to nowe rozwiązanie wyraźnie za złe. Co więcej – Stara Miłość zaczyna się dogadywać z Gołębica Na Dachu i po niemiecku i po francusku. Się narobiło!  Co jeszcze gorsze – Kukułki, którym Europa Unijna wydaje się bardzo odpowiadać, do polskich ambasad w kraju suuusznym a Polskę miłującym się dobijają. A z tymi to nic nie wiadomo – jajek mogą naznosić co niemiara, z wróblami się skumać i w dodatku wycelowywaniem głowic mogą zacząć dyrygować, w Palestynę lub Warszawę je w końcu wymierzając.

 

Również niezadowolenie Gołębicy ma swoją wagę – exczerwoni prominenci rządzący Polską jej podpadli, o czym głośno grucha. A gruba krecha w Polsce to wcale nie koniecznie gruba krecha w Golebnikowym Trybunale. A Golebnikowy Trybunal jest instytucja wlasciwa do orzekania o zbrodniach i winach w rzucajacej sie ślepo w stronę Wróbla Polsce.

 

Pierwsze klopoty już się zaczynają – podpuszczona zapewne przez urażoną Gołębicę Polska wytacza kolejny proces gruboukreskowanym za zbrodnie stanowojenne na Sląsku – pomimo wielokrotnych uprzednich grubokreskowych uniewinnien. Oskarzyciele zapowiadaja skierowanie sprawy do Międzynarodowego... ops... Gołębnikowego Trybunału w razie kolejnej pobłażliwości sądów w Polsce.

 

Pewnie – zawsze jest mozliwe ukaranie kilku ZOMOwców zamiast rozkazodawców – ale to w Polsce. W pozapolskim trybunale ten tani chwyt może nie wyjśc. A to – o zgrozo – moze oznaczac straszliwy precedens - odstawienie w kąt grubej krechy – i przejscie z marszu do innych spraw stanowojennych, przedstanowojennych i postanowojennych.

 

To prawda że obecni rządziciele Polski w takiej sytuacji mogą chciec zerwać z Gołebicą Na Dachu i na stałe z Wroblem ręka w rękę pozostać.  Ale czy społeczeństwo polskie zechce tego samego?  Nagła zmiana w zachowaniu UE i zdalne naprawienie polskich grzechów magdalenkowych i przedmagdalenkowych może sympatie odwrocic.  Bo UE równie dobrze może zwrócić nieuczciwe prezenty otrzymane od bylych negocjatorow, a ukradzione polskiemu społeczeństwu – i powtórzyc negocjacje z Polską, tym razem rzetelnie, łącznie z możliwością przyszłej zmiany decyzji gdyby wyniki akcesji  nie okazaly się tak dla Polski różowe jak wstępne deklaracje. Byłoby zapewne najlepiej gdyby opóźnic proces i decyzję wstąpienia do UE o rok i w czasie tego roku przeprowadzic skuteczną i pełną demagdalenkizację Polski.  Łącznie z prostowaniem prawnych i ekonomicznych poczynań ostatnich 14 lat. Łącznie z wzięciem pod lupę transakcji związanych z nieuczciwą, opartą na oszustwach lub korupcji,  wyprzedażą polskiego majątku narodowego kontrahentom zewnętrznym – również tym z obecnej UE.

 

Pewne sprawy do niedawna tabu mogą wrócić na wlasciwe tory i przekonać polskie społeczeństwo o uczciwości przyszłych partnerów. Mogą – ale nie muszą, co w stosunku do wczoraj może być  krokiem we właściwym kierunku...

*     *    *

 

Można by na tym skończyć – ale nie rozważyliśmy jeszcze jednego problemu – jakie mamy możliwości czyli szansę na rozwiązanie sytuacji po myśli Polaków i zgodnie z interesem Polski - przez samych Polaków, jeśli otoczenie się na Polske wypnie lub zechce dalej pograżać ją w pomagdalenkowe bagno, aby łatwiej ją „skolonizować”?   Może najpierw  poteoretyzujmy:

 

Pierwsza i najbardziej obiecująca: - odkręcić z własnej szyi pętle magdalenkowego oszustwa i zdefiniować od nowa termin gruba krecha. Jedyna słuszna definicja, moim zdaniem, brzmi:  „Nikt nie będzie karany ani prześladowany za samą przynależność do istniejących wcześniej organizacji, z PZPR włącznie. Równocześnie nikt z tytułu obecnej czy wcześniejszej przynależności do żadnej partii czy sojuszu nie będzie zwolniony od odpowiedzialności karnej za żadne przestępstwa określone przepisami obowiązujących aktualnie praw polskich i międzynarodowych. Opóźnienie z powodu błędnej dotychczasowej interpretacji terminu grubej krechy nie może być powodem przedawnienia odpowiedzialności”.

 

Druga i najbardziej dla Polski korzystna: - przebadać, wykryć i ukarać wszystkie popełnione  dotąd przestępstwa i nadużycia. Ukarać ich sprawców. Skonfiskować pochodzące z działalności przestępczej  środki znajdujące się w Polsce i poza Polska. Ukarać całkowitym przepadkiem mienia i obciążyć nie umarzalnymi spłatami  wszelkie działania na szkodę polskiej gospodarki narodowej i polskich obywateli. Unieważnić nieuczciwe uwłaszczenia, akty nieuczciwej sprzedaży polskiego majątku i ukarać obie strony każdej nieuczciwej transakcji. Obok odpowiedzialności cywilnej i finansowej zastosować właściwą odpowiedzialność karną. Do czasu załatwienia tych spraw – zamrozić proces wstępowania do UE, ale nie rezygnować ze wspópracy z Trybunałem Międzynarodowym w tych sprawach w których polskie prawo okazuje się bezsilne lub stronnicze. 

 

Trzecia i przywracająca społeczne zaufanie:  Ukarać utratą  stanowiska i związanej z nim emerytury wszelkie kłamstwa przedwyborcze i świadomie fałszywe obietnice nieuczciwie w ich wyniku wybranych.

 

Czwarta i zapewniająca realizacje poprzednich: Ściganie i karanie wymienionych przestępstw ma następować z urzędu, natychmiast po uzyskaniu informacji o przestępstwie. Zaniechanie tego winno powodować odpowiedzialność karną i dyscyplinarna osób za to odpowiedzialnych

 

No cóż – poteoretyzowaliśmy i zrobiło nam się miło i optymistycznie (nie wszystkim, jak myślę). A teraz zaczynają się schody. Na przykład - czy ja sam naprawdę wierzę w realizację  powyższego? 

 

Powinienem, bo pod względem prawnym, społecznym i politycznym jest to w porządku. Ale musimy pamiętać że mamy za sobą 14 lat społecznego zawodu, zniechęcenia, niewiary w siebie i w wybieranych przez siebie przedstawicieli.  Gorzej – zatraciliśmy społeczny odruch włączania się czynne w załatwianie takich spraw a nawet udzielania im widocznego poparcia. Załóżmy że znajdziemy człowieka który to wszystko zadeklaruje i będzie miał uczciwy zamiar wywiązania się z tej obietnicy. Powiedzmy że poświeci on na to wszystkie siły i energię. Uda mu się?  

 

- Mało prawdopodobne. Bo zostanie wybrany, oklaskany, obcałowany i być może nawet mu nikt w tym zamieszaniu w plecy kozika nie wpakuje. Ale na drugi dzień po wybraniu go usiądziemy przed telewizorami z torbą orzeszków ziemnych czy piwem i będziemy kibicować jego poczynaniom. I na tym się skończy nasz „patriotyzm” i nasze zaangażowanie. Bo 45 lat PRL i ostatnie 14 lat pomagdalenkowych oszustw, które obezwładniły polskie społeczeństwo uczyniły nas przeżuwającymi kibicami i kastratami społecznymi.  A do tego całego przedsięwzięcia potrzebne jest czynne zaangażowanie od początku aż do skutku, zdolność wyrzeczeń, akceptowanie niebezpieczeństw jakie mogą się pojawić i przebiegłość której wszystkie  przeszłe doświadczenia powinny nas nauczyć.  Czy nauczyły - nie jestem pewien. Bo przyznajmy się sami sobie – tak łatwo jest leżeć i przeżuwać – nawet jak słoma trochę już cuchnie i choć łańcuch uwiera szyję...

 

No i jesteśmy spowrotem w części I, przy „dobranocce”...  Która kończy się słowami:  - “Ale chętnie bym ujrzał Wasze przebudzenie...”. Amen.

 Mirosław Krupiński


  1. Kilka dodatkowych eksponatow do wystawy "DROGI DO WOLNOSCI"

Uwaga: ostatnio w internecie ukazuja sie skradzione z moich witryn  i sfalszowane, jako moje, teksty  publikowane przez Wieslawa Kochanskiego ze Sztokholmu (Szwecja).  O tym zawszeniu internetu informuje czytelnikow ktorzy mogli zostac wprowadzeni przez w/w i jego pomocnikow w blad


ARCHIWUM "KRAJU UTRACONEGO"
E-mail:  miroslaw@iinet.net.au
strona domowa autora

"Znarowiony Pegaz"
ph: 61 8 9844 7124