ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:
Z-10
Model WK-68
® © Mirosław
Krupiński
przestańcie pieprzyć na tej Ściepie
że ja się złoszczę, wściekam...
- ja przecież o tym wiem najlepiej,
że każdy wróg ucieka!
nie jestem głupi - ja rżnę głupa
bo taką mam tu rolę,
nie kipię - chłodny jak d. trupa,
choć w Szfecji jest
grudniowy upał,
każdemu przychromolę!
ja jestem taki Wańka Wstańka,
rozdeptać się nie daję
i po największych nawet bańkach
do pionu znowu wstaję...
nie szkodzi gdy głupotę palnę,
zagłuszę to jazgotem...
w Centrali mówią - to
normalne,
w jego przypadku -
wybaczalne,
i płacą
zaraz po tym...
ja jestem model mocny w pysku,
dla zmyłki - z pustą głową,
wszystkie mądrości mam na dysku
wkładanym w d. pionowo...
choć muszę wyznać - ci w Centrali
to czasem straszne dziady,
zły dysk mi kiedyś wpakowali
z głosikiem, hmm.... z Kanady...
cóż - że nie szkodzi - mieli rację.
zwaliłem wszystko na mutację...
teraz Szczypawa parska w czułki,
że jezdem
mutant od Gomułki...
jeden Krupiniak mnie harasi
i parska na mnie wierszem
- jak już Australię zajmą nasi
oskarżę go, po pierwsze,
po drugie - mając krewnych Capo
polecę go ich zręcznym łapom...
by go przykryła ziemia święta
obok Kałuży i Docenta.
* * *
a teraz już odpocznę chwilę,
cusik przekąszę i wychylę,
swą heroinkę walnę w żyłę,
by dysk zmienili - wypnę tyłek,
i po godzinie lub dwóch snu
spowrotem wrócę pieprzyć tu...
mnienszane marzenia
® © Mirosław
Krupiński
nad mokrą szfecką łąką wisiała mgła
tumanem
i słońca czerwień wschodu barwiła mleko
mgły...
nie chciało się skowronkom świergolić
tak nad ranem
i wszędzie była cisza... a Brysia gryzły
pchły...
cóż pchły... wszak niepowodzeń jest
pełna Brysia lista,
- więc kto by sobie pchłami zawracał
pustkę głowy...
tak w głębi kundlej duszy - to Brysio jest
rasista
- lecz którą kochać rasę? - wszak multi jest
rasowy...
na przykład - to najchętniej kochałby
bernardyny,
bo skryć się za takiego to nie jest pomysł
zły,
lecz jak tu dać im buzi - potrzeba by drabiny...
poza tym to bernardyn ma pewnie większe pchły...
w jamnika by się wcielił, bo łatwo
wejść pod szafę,
a dobrze mieć kryjówkę gdzie czasem pies uciecze,
lecz drzazgi mieć w siusiaku - to wszak napawa
strachem
a jamnik przecie zawsze po drzazgach te... tam... wlecze...
wilczurem być alzackim - ogromna to pokusa,
aryjczyk i w ogóle
pies wojska i ubecji...
lecz dzięki swej przeszłości - ma
kiepską markę w USA,
a przecie całe życie nie można siedzieć
w Szfecji...
za młodu był przez chwilę owczarkiem
podhalańskim,
owieczki miał tam pasać... hmmm... znaczy... im
przewodzić...
lecz podpadł kiedyś bacy w niesławnym roku
pańskim,
tym... jakimś mu tam... ósmym - i musiał
stąd uchodzić...
więc coraz to nerwowiej za rasą wokół zerka;
byc wyżłem dziś afgańskim - niepewny
bardzo los,
na Bliskim Wschodzie, słyszał, jest miejsce dla
ratlerka,
nie starczy jak przed laty by mieć ratlerka nos...
warunki wciąż się rodzą, religie, paragrafy...
potrzebny kolczyk w uchu, pod skórą jakiś chip,
więc lepiej, myśli, będę syn szczura i
żyrafy
- nikt wprawdzie nie przytuli lecz i nie kopnie nikt...
* * *
bo chociaż szczurozyraf nie daje mięsa, mleka,
lecz może się zasłużyć u
każdej z innych ras
- wystarczy we właściwej, tej suuusznej, sprawie szczekać
a zawsze kość mu rzucą … i może
przyjdzie czas...
- że znów będą żyrafy nad
Wisłąąąąąąąą...
- że znów będą ulice Leninaaaaaaaa....
- szczurozyraf znów będzie miał
przyyyyyyyyszłoooość....
- na pomnikach się będzie wypinaaaaaaaaał...
- krowy
będą latały w obłokach................
cuś dla dzieci
® © Mirosław
Krupiński
raz w lesie stała Ściepy chatka
co przez jednego hmmm... gagatka
po śrucie miała dziury...
mieszkały w chatce świnki trzy
w tym: Chrumcio
Wiesio K,
obojnak Gryzol, strasznie zły,
a może strasznie zła...
ten trzeci, zwany Mini Pig,
pieluchy włóczył zwój,
chwilowo gdzieś ze Ściepy znikł,
a szkoda - bo był swój...
wciąż rejwach w chatce wielki trwał
i jazgot pod okapem,
a Chrumcio obrzyn w rękę brał
i walił śrutem w łapę...
tą kurzą,
oczywiście...
aż przyszedł czas, ponury czas,
i los im wyciął sztukę:
- wędrowny pachciarz do dom wlazł
i sprzedał im bazookę...
nasz Chrumcio łapę wziął na cel
przez dziurę co w podłodze,
a że byl biegły, mierzył well...
i został lej po nodze...
tej kurzej
oczywiście...
lecz to nie wszystko, przyznać strach
jak straszna świnek dola:
odrzut do nieba wysłał dach,
M. Piga i Gryzola...
* * *
już nie ma chatki, ściepochatki...
Chrumcia szczecina poszła z dymem...
płonie tom Marksa i manatki...
i Chrumcio został sam... z obrzynem...
i gdy nadchodzi zmierzchu pora
spalone wargi drżą tęsknotą:
- oddech
wilgotny znad jeziora *
ześlij mi
Boże... lub choć błoto...
*) - obWiesizm
Świat
® © Mirosław
Krupiński
wkracza w trzecie Milenium
której sprawcy nieznani - choć palec ich wskazał…
i do ofiar skrzydlatych
i do ofiar w gruzach
dzisiaj nowe dorzuca, zwalczając zbrodniarza…
kto pociąga za sznurki,
kto w misternym planie
programuje kto sprawcą i kim będą winni?
kto przed zbrodnią
już wiedział
o tym co sie stanie?
kto opuścił to miejsce gdzie ginęli inni?
kto przed zbrodnią
na zbrodni
interes ubijał?
kto ubije interes na śmierci nędzarzy,
którzy dzisiaj
w namiotach
pod bombami żyją
nieświadomi co było,
co się jeszcze zdarzy,
za co kara ich spotka,
za co umrzeć trzeba,
nieświadomych,
że bomby które lecą z nieba
- sprawiedliwość
im niosą
z odległego Świata
- co tak samo jak zbrodnia
ognista, skrzydlata?…
gdy wygasną już zgliszcza
wśród gór,
na pustyni,
kiedy gniewny
zbrojnieszy,
Świat lepszym uczyni,
kiedy sprawca
wszystkiego
policzy swe zyski
- czy Świat dozna olśnienia,
czy dotrze do wszystkich,
że Świat po to popełnił
tą zbrodnię
i karę,
topiąc w sprawców ofiarach
pierwotną ofiarę,
by przez Bogów wybrani,
czyli Bogu swoi,
mogli
po raz tam któryś
znów ten Świat wydoić?...
w obronie suuusznej sprawy…
® © Mirosław
Krupiński
w mrowisku zamieszanie
i w ulu
i wśród żmij…
jak w maglu mówią panie:
- ktoś wsadził
w toto kij….
* * *
bo żmije vel serpenty
plus pszczoły
(również trutnie)
i mrówcie
sojusz święty
co świat już objął cały,
zwijając sie
okrutnie
- zamagdalenkowaly…
w tej swojej wybiórczosci
już dzisiaj są
więc
w stanie
użądlić
co je złości
w Sydneyu,
w Michiganie,
w Unijnej Europie
co wpycha się przez szpary…
gazety maja, radia,
mendale i dolary,
posadki,
premie,
zupki
- jak
w PRLu starym.
i ciepło,
miękko, swojsko
w ulach,
mrowiskach,
norach,
więc
gdy ktoś kij w nie wsadzi
rozprawić
się
z nim pora…
ach
zemsty
pora słodka…
już jadek z zębów zwisa
i stoją beczki
błotka
by głosić,
szeptać,
pisać…
zabraniać,
napiętnować,
i prawdę,
tę niesłuszną ,
pod słusznym błotkiem
schować…
metoda
jest sprawdzona
- w ciągu
dwunastu latek
zdołano lud
przekonać,
ogłupić na
dodatek,
zdołano
sobie napchać
kieszenie i bebechy,
a wszystko
w imię
swoich
- pod hasłem
grubej krechy
* * *
nie
broniąc
tego dzisiaj
utracić można wszystko…
i stąd konieczny
atak
na
tego co
w mrowisko
(to nasze,
pamiętajmy,
tych mrówek, pszczółek, żmij)
podchodząc nazbyt
blisko
wpakował prawdy kij!
* * *
więc teraz
pszczółki, mrówcie,
serpenty przestraszone
- wytężcie
swoje główcie
i weźcie w swą obronę
to co was
karmi, poi,
co tak pożywne, słodkie…
za małe żądła, zęby?
no cóż – obrzućcie błotkiem…
i tylko uważajcie,
w tym
świętej bitwy gwarze,
by wiatr się nie obrócił
z tym
błotkiem.
w wasze twarze…
ty się popraw, czarna owco...
® © Mirosław
Krupiński
kiedy noc nad Sydney głucha
i cykada głuszy żabę,
Ćmówna obcych stacji słucha,
które deprawują babę...
o złodziejach Dziennik
pisze,
Nasza Polska mu wtóruje
potem w Radio Sydney słyszę,
że w tym rządzie same... Pluje
prasa na złodziei,
że sprzedają Polskę tanio,
Ćmówna program z tego klei,
więc szefowa drze sie na nią:
* * *
komu, durna, dajesz ucha!
znów Krupinski mózg ci kwasi,
a Polonia tego słucha
i co gorzej - słyszą nasi...
jakie szwindle w
Magdalence !?
jaka sprzedaż za łapówki!?
- nasi mają
czyste ręce,
- a nie nasi to
półgłówki !
ten Geremek, u nas w USA,
był premierem już
w gazecie
- w doskonałej - w Polish
Newsach
a wy o tym nic nie wiecie!
i co z tego, że nie w Kraju,
Kraj jest ... tego... cały anty...
w USA to go lepiej znają
a wyborcy to palanty...
Balcerowicz też chciał cacy
i plan jego był w porządku...
- Polskę rozdał, by Polacy
mogli zacząć od początku...
Polska zyskać tylko może
kiedy głodne są półgłówki,
a ci mądrzy - daj im Boże
- to przeżyją za łapówki...
ty się Ćmówna wrabiać nie daj!
ten Poznański to śmiech pusty!
- jakby w Polsce była bieda,
to czy byłby Kwach tak tłusty!??
na Adasia też wybrzydzasz,
a ten Adas tak nas
kocha...
parę złotych też się przyda
i pełniejsza jest pończocha...
pół etatu - jakaś fucha,
fakt, nie tobie, ale mnie...
i Polonia potem słucha:
Kiszczak dobry - górnik be...
lepiej już z Wyborczej
wiedzieć
niż myśleniem psowac czółka,
po co Adas musiał siedzieć...
tak jak przed nim... ten ... Gomułka...
prosty wybór byl gieroi:
najpierw siedzieć, później kłamać...
wszak wsadzali sami swoi,
więc jak można się wyłamać...
zniszczyć mogą, dać po nosie,
lub ujawnić jakieś dossier....
Cimoszewicz swoich wkopał
ujawniając prawdę brzydką
- że wie wszystko Europa
ale własny Sejm nie wszystko...
teraz w Sejmie awantura,
a wśród ludu gniew brzemienny
- jak rozpocznie się wichura
znowu będzie stan wojenny...
bo choć w Polsce pusto w kasie,
Gienierały
są w zapasie...
* * *
więc ty, Ćmówna, ty się popraw...
ucho trzymaj gdzie potrzeba...
bo ci z Radia damy kopa
- i gdzie znajdziesz kromkę chleba?
lepiej pojedź do Warszawy
i całując próg Adasia
deklarację złóż poprawy
- wtedy znowu będziesz nasza....
długoterminowa prognoza pogody
® © Mirosław
Krupiński
w Polsce zimno, mokro, mgliście
budżet leży, bezrobocie…
wciąż na drzewach wiszą liście
- a powinny winnych
krocie...
w parlamencie ruch, cholera,
ktoś
pociąga nitki z dala...
sejm rozrywkę ma – Leppera,
ktoren usnąć nie pozwala,
i w poselskiej ramach mowy
grzechy zdradza... hmmm... alkowy...
kto z kim grzeszył, jakie pozy,
kiedy wyjął, kiedy włożył,
kto za grzeszne wygibasy
płacił, ile, z czyjej kasy....
prokurator w słusznym gniewie
polecenia już odbiera
żeby zamknąć! - lecz wciąż nie
wie:
- oskarżanych czy Leppera...
naród słucha o tych grzechach
i zdziwienie wielkie wzbiera:
- dla czerwonych gruba krecha
a gdzie krecha dla Leppera?
wprawdzie jasne że w tym Kraju,
kradzież, zbrodnia - żadnym grzechem.
jak czerwonych nie wsadzają
- niech i poseł ma uciechę...
wszak nie po to Adaś broił,
Władzio pustą męczył główkę,
aby dzisiaj ktoś ze swoich
był ścigany za łapówkę...
lecz gdy głodno, zimno, pusto
i nie bardzo co gotować,
to i Polak, chociaż usnął,
tyż się może zdenerwować...
i co wtedy? - ktoś tu spyta
- nowy Poznań, Gdańsk, czy Radom?
obciąć rękę? strzelać?
chwytać?
czy z czołgami znów wyjadą?
cóż, nie bardzo - Świat spoziera…
talibanizm nie na rękę...
mogą wściec sie i... cholera...
unieważnić Magdalenkę...
za terroryzm ktoś przysoli
- wszyscy wiedza kto ich szkolił
- bron dość znana… hmmm... radziecka...
- kursy w Centrum Zdrowia Dziecka...
zresztą po co ich hodować
gdy już nie ma co kupować,
bo powszechnie prawda znana,
że już Polska rozprzedana...
koniec będzie tej uciechy
gdy sie naród wkurzy cały
i odłoży grube krechy,
biorąc w ręce grube pały...
a te USy, Europy
będą patrzeć, klepiąc dłonią:
- te Polaki fajne chłopy...
- patrzcie jak czerwonych gonią...
i w światowej będzie prasie,
że po latach tłustych tylu,
Wojtki, Czesie i Adasie
poszukują...
hmm... azylu...
Inspiracja: On 7 Dec 2001 19:51:32 -0800,
wojtekk2002@yahoo.com (Wojciech K.) wrote:
Ciesze sie, ze pana z tej partii wylali. Jednoczesnie
uczucie ulgi psuje niestety fakt, ze moga zapisac do innej o ile juz pan w niej
nie jest. A teraz o wierszu, ktory zamowilem. Juz raz wtedy dziekowalem, ale
pozwalam sobie zrobic to jeszcze raz. Dziekuje, wywiazal sie pan znakomicie.
A moze by tak jeszcze raz...O ile nie obraze tworcy
podpowiadajac, to moze by tak cos w tym stylu: spotyka sie Eskimos i
ultraprawicowiec (co to jest, nie wiem, ale J.M. wie, to panu powie). Rozmowa
jest taka:
-Co masz dzisiaj taka dziwna
gebe?
-Rasista! (odpowiedz Eskimosa)
-Widzialem twoja zone z Iksem.
-Antysemita!
-Czy to prawda, ze twoja corka jest w ciazy?
-Faszysta!
itd, itp. Juz pan tam sam bedzie wiedzial najlepiej, co
napisac i jak.
Pozdrawiam WK
(rasista i antysemita)
PS.Swoja droga, jak sie tak podpisywalem, to juz sam nie wiem co jest gorsze - rasista, czy
antysemita... Cos mi sie zdaje, ze zwazywzy
na sytuacje miedzynarodowa, to chyba straszniejsze jest byc .....
Wojciech dicti:
® © Mirosław
Krupiński
napotkałem raz ropuchę
z brodawkamy, tłustym brzuchem,
co leżała nad potokiem
patrząc na mnie groźnym okiem,
demonstrując groźną miną
że jest lewak i Eskimos...
cóż, sam będąc prawicowcem,
sprowadzonym na manowce
przez Kałużę i Pegaza ,
jąłem
się z nią przekomarzać:
- „czemu gębę masz w brodawki,
w pupci słomkę (taką z trawki)?”
- „bo mnie malec nią nadmuchał”
odwarknęła mi ropucha.
- „bym wybuchła, gdy mnie spyta
Wojciech K. - antysemita!”
po czym jęła szybko puchnąć,
ecz nie mogła cuś wybuchnąć ...
rzekłem: - „ty grasz atomówkę,
nadmuchanym strasząc zadkiem,
a tam ropuch… hmmm... za stówkę
rypie czarną… hmmm... sąsiadkę”
tu ropucha bardziej spuchła
(jak malcowych głowic trzysta)
po czym wzięła i wybuchła,
krzycząc: „poszoł won, rasista!!!”
* * *
więc odszedłem, kręcąc nosem,
bo cuchnęła jak grobowiec,
mrucząc: -„jestem prawicowiec,
a ty byłaś Eskimosem,
sądząc przy tym z kształtu ciałka
- pewnie bliską krewną Załka!”
Na co wierszem, którego nie
będąc autorem zacytować tu nie mogę, odpowiedział poczuwający sie do
końcowych kropek p. Załek Bloom:
On
Serdecznie
pozdrawiam i chyle czolo przed Wieszczem Krupinskim,
Zalek
Inspirując
mój ciąg dalszy:
Uściski Panie Załku. Ja
tą scenę widzę tak:
Załek na
Ściepie, z pochylonym czołem,
rylcem w granity
swoje rymy wcina,
z równym
wysiłkiem i z równym mozołem
jak stachanowce za czasów Stalina,
aby
zbudować ze swego mozołu
zapory
zręby, co wstrzyma warchołów...
jedna
różnica w tym jest oczywista:
- wróg dziś
nie warchoł, lecz Wojciech – rasista.
Cóż...
nawet Wojciech mógłby bryknąć czasem,
ciesząc
Świat blaskiem swej prozy powabów,
gdyby,
skubaniec, wybrał inną rasę
dla swej
satyry. Na przykład Arabów !
Gdyby w ten
sposób swój okazał zapał
- ramiona przed
nim Załek by otworzył...
Może na
Nobla by się też załapał...
a w każdym
razie starości by dożył...
A tak,
jeżeli w swych grach nie ustanie
to może
skończyć gdzieś w Afganistanie
i chociaż
ciągle dziś zdrów jest jak ryba
- jutro nie
będzie! Będzie za Taliba!
Równie serdeczne uściski łączę,
Panie Załku, Pana poezje antywojciechowa wysoko oceniając... Dobrze
tak draniowi!
Miroslaw
Na co, z kolei, On Sun, 09 Dec 2001 09:59:17 GMT,
Wiesław Kochanski (Szfecki) <wieslaw_@algonet.se sie rozdarl:
miroslaw@iinet.net.au
wrote:
> Zalek na Sciepie z pochylonem czolem
> rylcem w granity swoje rymy wcina,
> z rownym wysilkiem i z rownym mozolem
> jak stachanowce za czasow Stalina
> aby zbudowac ze swego mozolu
> zapory zreby, co wstrzyma warcholow...
Ty Krupinski tak ordynarnie przekrecac
historie to tylko Ty potrafisz. Dla
przypomniena, to nie Zalek ale ty
stales w kolejce z talonem na samochod
w reku przydzielonym przez
"pierwszego" poszukiwacza
warcholow w Polsce - Tow. Gomulki. Nie rob z siebie czlowiek bohatera bo
to ty calowales ta gomulkowska lapke
ktora szukala w Polsce warcholow. Nie
starczy ci tych zaslog.. I nie pieprz o warcholach.. bos z tych warcholow, maly kooperacyjny chamie zyl dojac przez dlugie
lata PRL latajac za stanowiskiem...
Dowodzac jak
drazniaca jest wlasciwie aplikowana poezja wybitna J
pamięci solenizanta (10.12.2001)
® © Mirosław
Krupiński
Solenizant
ObWieś śpiewa:
„Wciąż rozdrapuję po Gomułce rany,
z których najbardziej dokucza i boli
ryj od koryta wtedy oderwany
- krwawiący
stygmat mej wiecznej niedoli....
Zawsze marzyłem, że stanę okrakiem
nad granicami przez które nawiałem,
dziś stoję, z w Bałtyk wmarzniętym
siusiakiem,
przed Pegaziątek broniąc sie nawałem...
Jakże tu człowiek może byc bezpieczny
gdy wokół czyha rój Krupińskich niecny...
Od lat tak stoję w bałtyckim rozkroku,
nie mogąc nigdzie na dwóch nogach stanąć,
tam mam żłób stary, tu nowy na oku,
lecz w każdym kraju na wpół mnie uznano...
I nawet latem, gdy bałtycka bryza
rozpuści lodu zimowe okowy,
to dorsz bałtycki trzyma i obgryza…
I nijak wybrać kraj stary czy nowy...
Niech więc Krupinski, co mnie rani szpetnie,
ponownie sięgnie po swe ostre pióro,
to co mnie trzyma - niech całe odetnie,
niech kraj się jeden cieszy mą kulturą,
która na Ściepie
widna jak na dłoni...
Może przynajmniej Szfecja
nie wygoni,
- bo skąd ma wiedzieć ma nowa Ojczyzna
co w sobie kryje moja... hmmmm... polszczyzna”
Epilog:
Krupiński pióro odkłada zmęczony,
by po zrobieniu o co był proszony,
Jubilatowi dać czas wypić sobie
z okazji tego, że znów nogi obie
ma w jednym Kraju, choć w rożnych patynkach
i w gronie gości utonąć w wspominkach
jakie to piękne i barwne miał życie
gdy czytał Dziady
przy pełnym korycie...
A gdy już goście usną tym znużeni,
on sam, pod stołem wyciągnie z kieszeni,
taką malutką czerwoną
książeczkę,
by, gdy śpią inni, popłakać
troszeczkę...
znów prawie ludzkim głosem
® © Mirosław
Krupiński
Gdy pierwsza gwiazda błyska na wschodzie
Polak swiętować zaczyna
i jak to zwyczaj w polskim narodzie
- ma prawo głosu gadzina.
lecz nie próbujcie z krową w oborze
rozmawiac. Chodzą już słuchy,
że dzisiaj krowa mówic nie może
- głos mają dziś karaluchy…
Z woli wyborców ukryte w szparach,
dziś, w wigilijnym ferworze,
każdy z nich znowu będzie się starał
dowieść że zbawić was może.
Że one jedne, wyłącznie one,
lat temu tuzin, nie więcej,
was, biedny naród, wzięły w obronę,
biorąc pół waaadzy
w swe ręce…
drugie pół waaadzy
– cena pieczeni,
na której miały się mnożyć,
jest nieco większa – wróg zdążył
zmienić,
trudno – musicie dołożyć…
Teraz już widać, że wróg od wczoraj
znowu ma waaadzę
w kieszeni,
sami widzicie – znów na nie pora
by to poprawić, odmienić…
Bo wicie – wszystko to przecie nasze,
my – wasza sława – gieroje,
wczorajsze Władki, Zbyszki, Adasie…
Musimy dostać co swoje…
Więc nie będziemy już władzy
dzielić,
popełniać błędów jak wczoraj…
Dlatego chcemy byście wiedzieli
że znowu na nas dziś pora…
Musicie znowu zacisnąć pasa,
sprzedać co jeszcze zostało,
a cała reszta – to sprawa nasza
- zresztą zostało tak mało…
* * *
W drugie podejście musicie wierzyć,
wszak do trzech razy jest sztuka
- wszak dobrze wiecie – nam się należy,
- a dla was jest to nauka…
Będziecie mądrzy, jak to po szkodzie
- że wy to nasze narzędzie.
Nie będzie więcej nieszczęść w
narodzie
- no bo narodu nie będzie…
My w Eurounii będziemy święci,
a wy ubodzy jak myszki,
bo my – to Zbawcy – miejcie w pamięci:
- Władki, Adasie i Zbyszki …
atrakcja
® © Mirosław
Krupiński
Kabaret „Pod
Ściepą”
przyciąga dziś tłum,
zapchana autami ulica...
biletów zabrakło, rozgardiasz i szum.
Tłum szepce: -
dziewica… dziewica...
Afisze skradzione, zerwane ze ścian,
ich strzępy wraz z wiatrem gdzieś lecą...
euforii bywalców pogłębia się stan:
- dziewica… -
dziewica ze świecą !...
Za kulis zasłoną, gdzie pusto i mrok,
przez dziurę w kaktusa donicy,
służbowy Anonim wytęża swój wzrok,
czy ktoś nie rozpoznał dziewicy...
Choć nie jest to Mata
, miss Hari sprzed lat,
uroda już nie ta ni lata,
podobnie ambitnie podbijać chce świat
pod wdzięcznym imieniem - Har Mata...
Anonim ObRatler,
dziewictwa jej stróż,
sprzedawca jej
sławy i cnoty,
na wszelki wypadek w kieszeni ma nóż...
bo czasem bywają kłopoty...
Tak było przed laty,
na jednej ze scen,
co skrzętnie ukryto przed wami
- na samym jej środku, gdzie jasno jak w dzień,
nadajnik jej wypadł.
Z szyframi...
Trzymali dość długo, lecz wyszła na
świat,
(dziewice potrzebne na świecie)
dziś Ratler
- Anonim, duchowy jej brat,
pilnuje. A szyfry - w PCecie...
Dziewica na scenie, na głośny bis
jęk,
bezbłędnie swój numer powtarza.
W numerze nie ważne jest światło ni
dźwięk
- dziewica gra rolę lichtarza...
Inspiracja: On 2 Jan 2002 06:14:52 -0800,p. Jerzy Malec ze Szfecji
<jerzym@newsguy.com> wrote:
Uwielbienie pani Anny dla autora
antysemickich rymowanek, tego Horsta Wessela sciepy - dziwic nie powinno. Nasz
sciepowy Starszy Projektant ma w koncu
niewatpliwy talent, rymowanki, >choc tresciowo parszywienkie, od strony
formy sa calkiem- calkiem. Pani Anna w swoich wyrazach entuzjazmu swieci raczej
swiatlem odbitym, ale w braku innego dobry i taki blask.
J.M
Bin Laden z Torunia
® © Mirosław
Krupiński
Moja muza ściepowa
krąży w górze od rana
twarz w pielusze swej chowa
więc i twarz obfajdana...
Czasem kształt ma Pegaza,
czasem jawi sie ptakiem,
- ale zawsze, zaraza,
wymachuje siusiakiem...
I czy jest to niedziela
poniedziałek, czy wtorek,
„muza” wciąż się rozdziera:
- „on mi zajrzał w rozporek!!!”...
I nie ważne że kłamstwo
(bo nie dorósł do spodni),
ale „zajrzeć” to chamstwo
i zachęta do zbrodni,
to jest „rasizm” i „anty”,
„antymalcyzm” i draka...
- ale gorzej jest jeszcze
zignorować siusiaka...
Bo okropne dwie zbrodnie
dziś popełnia świat cały,
to: - nie
zajrzeć mu w spodnie,
- albo stwierdzić że mały...
* * *
Pani Anny to zbrodnia
- na poprawność jest głucha,
bo miast muzy, co w spodniach,
widzi muzę w pieluchach
i wyciąga swój palec
w błędna stronę, zaraza,
sugerując, że Malec
jest natchnieniem Pegaza...
Gorsza jest od Jassera,
z Bin Ladenem jest w zmowie,
terrorystka, cholera!
Niech świat o tym się dowie!
Niech więc Bush da jej czadu
w słusznym kuku na muniu
- nie zostawi ni śladu
po wszetecznym Toruniu!…
uczta duchowa
® © Mirosław
Krupiński
Raz do wspólnej uczty siadły
(żer - poeta, z własnym sosem)
sęp z hieną.
Jadły… jadły...
i chwaliły zgodnym głosem:
- Delikatny... w naszym guście...
czuje Pani ten zapaszek?
mógłby wprawdzie utyć tłuściej,
lecz choć chude - ale nasze...
- Masz pan rację, panie Sępie,
choć to same kości prawie,
z przyjemnością zęby tępię...
- Furda zęby w słusznej sprawie...
Dziś już takich smacznych nie ma,
bo co rasa to je rasa...
Dziadek sępem, babka
hiena...
Oj... popuszczę chyba pasa...
* * *
Błyszczą kości na pustyni,
suchym piaskiem chamsin wieje,
sęp po uczcie wciąż się ślini...
A hiena pisze dzieje:
- „Był poeta wśród Polaków...
Ich nazwisko, ichnia twarz...
Lecz był tak wyborny w smaku,
że on mógł być tylko nasz”...
(właśnie trwa zacięta walka o to jakiej
narodowości był Krzysztof Kamil Baczyński – poeta,
żołnierz batalionu AK
„Parasol”, poległy w sierpniu 1944 r.w Powstaniu Warszawskim.)
Inspiracja: On Tue, 08 Jan 2002 04:55:42 GMT,
"czeslaw mr.d." <..@org> pisal w grupie
<soc.culture.polish>:
>1. Kleczkowski - the most ignoble and
rabid Pole I've ever met.
>2. Krasucki-the most treacherous and
unprincipled "cham" feigning nobility.
>3. Pomian, a.k.a. Eddie214 as #2 and
more so.
>4. Fatso - particularly rabid
character, feigning civility.
>5.Katarzyna - as above, especially
treacherously devious low-life).
>6. Ann - seems to be as Katarzyna -
insidious (a norm for Polish women?
>The
others are of lesser import, and merit little or no attention :
>(a) Edzio- vulgar 'booby, drunk
'durak'a scarecrow
>(b) Emilia- already lost her mind, is
of no consequence
>(c) Odrzanski- of little consequence
- a fly, which defecates where it slights.
>(d) Klaptus - also of no consequence -basically harmless
young demagogue.
>The rest I rarely read. Oh.. the heavy hitters:
>1. Babilas - a highfalutin windbag, of no interest
except to the winos
>2. Ciach - a devious typical Polish 'cwaniak'
>3. J- something Grzegorz - seldom read him, no
opinion...
>4. Krupinski - disgrace to the Polish people.
>5. Kaluza - do not know him, thus no opinion- of no
importance.
Chester Dziadul
pożegnanie Dziadula
® © Mirosław
Krupiński
Stoi Dziadul z czapką w ręce pod
kościołem...
tłum go mija, nikt nie wrzuca mu oboli...
Stado myśli pod zmarszczonym wierzga czołem...
Jeszcze chwila i tłum cały op...chromoli...
Czas sie zemścić! A więc zemści
się jak umie,
a że umie tylko mścić się skunksa
wzorem
- wszyscy wkrótce nos zatykać będą w
tłumie,
po czym zwieją, nie wracając przed wieczorem...
A wieczorem już nie stanie z czapką w ręce,
ni od frontu, ni przy drzwiach kościoła z boku...
- Będzie rzygał, własną
żółcią, w dziadziej męce,
leżąc z flachą, wpół wypitą,
gdzieś w rynsztoku...
* * *
Tłum gawiedzi będzie nad nim się
rozczulał,
jakiś malec mu pieluchę odda własną
by zasłonić obrzyganą twarz Dziadula,
w której złości już nie widać. Właśnie zasnął...
Nikt nie będzie wypominał ni dogryzał...
Wszyscy spojrzą i odwrócą sie pospołem....
Gdy odejdzie wszyscy westchną – „pies go
lizał”...
Bo go lizał. W tym rynsztoku. Za
kościołem...
Za lat kilka gdzieś do Szfecji sie dowlecze...
Spotka kumpla, któren
jeden go rozumie...
Będą razem, przeklinając co człowiecze,
z czapką w ręce stać we wrogim, obcym
tłumie...
Kiedy w końcu będą nieśli go na noszach,
by za murem, przy cmentarzu go pochować,
szfecki
kumpel go pożegna, miast Miłosza,
i zapomni, sam pijany, pożałować....
nasze sciezki
® © Mirosław
Krupiński
gdzie są dawne nasze ścieżki pod sosnami,
wydeptane w tamtej Polsce z dawnych lat?
czy zostały już sprzedane, zaorane, zapomniane,
czy tez z nami wyjechały z Polski w świat…
gdy tak z dala od tych sosen życie mija,
czy te ścieżki to są zawsze tam gdzie my?
czy ta ścieżka jak z wrzeciona, jak nić Parki
się odwija
i zostaje zawsze nasza a nie czyjaś,
by sie wplątać znów na zawsze w nasze sny?
by znac prawdę, pewnie trzeba kiedyś wrócić,
pod swój dawny pod sosnami stary dach
aby sprawdzić czy nas wtedy będą wabić,
będą kusić,
ścieżki w buszu, utrwalone w naszych snach…
cuś z Orwella
® © Mirosław
Krupiński
Moja Polsko odległa, wciąż Ojczyzno moja,
zaplatana w swych planach jak w pająka sieci,
jak na nogach glinianych stoisz na gierojach
Lata sławy przeplatasz z latami niedoli
zawsze liżąc swe rany po obojga skutku,
bo zwycięstwo wczorajsze gorzej klęski boli,
gdy - wsród zwiędłych wawrzynow - jest powodem
smutku.
Czego wróg Ci nie
zabrał to rozkradli swoi
na piedestał wzniesieni, gdzie Twój gniew nie
sięga…
Naród, swiadom doswiadczeń, odezwac się boi,
Zmarła, w tłumie jednostek, milionow potęga,
która niegdys swym Krajem zatrzęsła i
Światem…
I - oszustwem spętana – poprzestała na tym…
Każdy z sławnych
i głośnych, jak w scenie z Orwella,
gdy już folwark po waszych oswobodził trupach
byłych władców folwarku łupami obdziela,
przy okazji o swoich pamietając łupach…
I jak Orwell przewidział - walczyliście po to,
jak przez okno, z podwórka, zobaczycie wkrótce,
aby w Unii z sąsiadem i byłym despotą
waszą skórą handlować w folwarku przy wódce…
Wasze mięso do rzezni, skórę do pachciarza,
waszą ziemię dla obcych, co w geście
hojniejsi…
Bo jak w tamtym folwarku i w tym, dziś, się
zdarza
że wsród równych są zawsze równi i równiejsi…