ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-10

 

 

 

Model WK-68

® © Mirosław Krupiński  

 

przestańcie pieprzyć na tej Ściepie

że ja się złoszczę, wściekam...

- ja przecież o tym wiem najlepiej,

że każdy wróg ucieka!

 

nie jestem głupi - ja rżnę głupa

bo taką mam tu rolę,

nie kipię - chłodny jak d. trupa,

choć w Szfecji jest grudniowy upał,

każdemu przychromolę!

 

ja jestem taki Wańka Wstańka,

rozdeptać się nie daję

i po największych nawet bańkach

do pionu znowu wstaję...

 

nie szkodzi gdy głupotę palnę,

zagłuszę to jazgotem...

w Centrali mówią - to normalne,

w jego przypadku - wybaczalne,

i  płacą zaraz po tym...

 

ja jestem model mocny w pysku,

dla zmyłki - z pustą głową,

wszystkie mądrości mam na dysku

wkładanym w d. pionowo...

 

choć muszę wyznać - ci w Centrali

to czasem straszne dziady,

zły dysk mi kiedyś wpakowali

z głosikiem, hmm.... z Kanady...

cóż - że nie szkodzi - mieli rację.

zwaliłem wszystko na mutację...

teraz Szczypawa parska w czułki,

że jezdem mutant od Gomułki...

         

jeden Krupiniak mnie harasi

i parska na mnie wierszem

- jak już Australię zajmą nasi

oskarżę go, po pierwsze,

po drugie - mając krewnych Capo

polecę go ich zręcznym łapom...

by go przykryła ziemia święta

obok Kałuży i Docenta.

 

*  *  *

 

a teraz już odpocznę chwilę,

cusik przekąszę i wychylę,

po szefów z C. dyskretnym znaku

łyknę posłusznie garść Prozaku,

swą heroinkę walnę w żyłę,

by dysk zmienili - wypnę tyłek,

i po godzinie lub dwóch snu

spowrotem wrócę pieprzyć tu...

 

 

 

mnienszane  marzenia

® © Mirosław Krupiński  

                 

nad mokrą szfecką  łąką wisiała mgła tumanem

i słońca czerwień wschodu barwiła mleko mgły...

nie chciało się skowronkom świergolić tak nad ranem

i wszędzie była cisza... a Brysia gryzły pchły...

 

cóż pchły... wszak niepowodzeń jest pełna Brysia lista,

- więc kto by sobie pchłami zawracał pustkę głowy...

tak w głębi kundlej duszy - to Brysio jest rasista

- lecz którą kochać rasę? - wszak multi jest rasowy...

 

na przykład - to najchętniej kochałby bernardyny,           

bo skryć się za takiego to nie jest pomysł zły,

lecz jak tu dać im buzi - potrzeba by drabiny...

poza tym to bernardyn ma pewnie większe pchły...

 

w jamnika by się wcielił, bo łatwo wejść pod szafę,

a dobrze mieć kryjówkę gdzie czasem pies uciecze,

lecz drzazgi mieć w siusiaku - to wszak napawa strachem

a jamnik przecie zawsze po drzazgach te... tam... wlecze...

 

wilczurem być alzackim - ogromna to pokusa,

aryjczyk i w ogóle  pies wojska i ubecji...

lecz dzięki swej przeszłości - ma kiepską markę w USA,

a przecie całe życie nie można siedzieć w Szfecji...

 

za młodu był przez chwilę owczarkiem podhalańskim,

owieczki miał tam pasać... hmmm... znaczy... im przewodzić...

lecz podpadł kiedyś bacy w niesławnym roku pańskim,

tym... jakimś mu tam... ósmym - i musiał stąd uchodzić...

 

więc coraz to nerwowiej za rasą wokół zerka;

byc wyżłem dziś afgańskim - niepewny bardzo los,

na Bliskim Wschodzie, słyszał, jest miejsce dla ratlerka,

lecz tam od kynologa żądają dziś papierka,

nie starczy jak przed laty by mieć ratlerka nos...

 

warunki wciąż się rodzą, religie, paragrafy...

potrzebny kolczyk w uchu, pod skórą jakiś chip,

więc lepiej, myśli, będę syn szczura i żyrafy

- nikt wprawdzie nie przytuli lecz i nie kopnie nikt...

 

*   *   *

 

 

bo chociaż szczurozyraf  nie daje mięsa, mleka,

lecz może się zasłużyć u każdej z innych ras

- wystarczy we właściwej, tej suuusznej, sprawie szczekać

a zawsze kość mu rzucą … i może przyjdzie czas...

 

- że znów będą żyrafy nad Wisłąąąąąąąą...

- że znów będą ulice Leninaaaaaaaa....

- szczurozyraf  znów będzie miał przyyyyyyyyszłoooość....

- na pomnikach się będzie wypinaaaaaaaaał...

 

- krowy będą latały w obłokach................

 

 

 

cuś dla dzieci

® © Mirosław Krupiński  

 

 

raz w lesie stała Ściepy chatka

na jednej łapce kury,

co przez jednego hmmm... gagatka

po śrucie miała dziury...

 

mieszkały w chatce świnki trzy

w tym:  Chrumcio Wiesio K,

obojnak Gryzol, strasznie zły,

a może strasznie zła...

          

 

ten trzeci, zwany Mini Pig,

pieluchy włóczył zwój,

chwilowo gdzieś ze Ściepy znikł,

a szkoda - bo był swój...

 

wciąż rejwach w chatce wielki trwał

i jazgot pod okapem,

a Chrumcio obrzyn w rękę brał

i walił śrutem w łapę...

 

tą kurzą, oczywiście...

          

aż przyszedł czas, ponury czas,

i los im wyciął sztukę:

- wędrowny pachciarz do dom wlazł

i sprzedał im bazookę...

 

nasz Chrumcio łapę wziął na cel

przez dziurę co w podłodze,

a że byl biegły, mierzył well...

i został lej po nodze...

 

tej kurzej oczywiście...

 

lecz to nie wszystko, przyznać strach

jak straszna świnek dola:

odrzut do nieba wysłał dach,

M. Piga i Gryzola...

 

* * *

          

już nie ma chatki, ściepochatki...

Chrumcia szczecina poszła z dymem...

płonie tom Marksa i manatki...

i Chrumcio został sam... z obrzynem...

 

i gdy nadchodzi zmierzchu pora

spalone wargi drżą tęsknotą:

- oddech wilgotny  znad jeziora *

 ześlij mi Boże...  lub choć błoto...

 

*) - obWiesizm

 

 

 

Świat

® © Mirosław Krupiński  

 

wkracza w trzecie Milenium

w pożarach i zbrodni,

której sprawcy nieznani - choć palec ich wskazał…

i do ofiar skrzydlatych

i do ofiar w gruzach

dzisiaj nowe dorzuca, zwalczając zbrodniarza

 

kto pociąga za sznurki,

kto w misternym planie

programuje kto sprawcą i kim będą winni?

kto przed zbrodnią

już wiedział

o tym co sie stanie?

kto opuścił to miejsce gdzie ginęli inni?

 

kto przed zbrodnią

na zbrodni

interes ubijał?

kto ubije interes na śmierci nędzarzy,

którzy dzisiaj

w namiotach

pod bombami żyją

nieświadomi co było,

co się jeszcze zdarzy,

za co kara ich spotka,

za co umrzeć trzeba,

nieświadomych,

że bomby które lecą z nieba

- sprawiedliwość  im niosą

z odległego Świata

- co tak samo jak zbrodnia

ognista, skrzydlata?…

 

gdy wygasną już zgliszcza

wśród gór,

na pustyni,

kiedy gniewny

zbrojnieszy,

Świat lepszym uczyni,

  kiedy sprawca wszystkiego

  policzy swe zyski

- czy Świat dozna olśnienia,

czy dotrze do wszystkich,

że Świat po to popełnił

tą zbrodnię

i karę,

topiąc w sprawców  ofiarach

pierwotną ofiarę,

by przez Bogów wybrani,

czyli Bogu swoi,

mogli

po raz tam któryś

znów ten Świat wydoić?...

 

 

 

w obronie suuusznej sprawy…

 ® © Mirosław Krupiński  

                            

w mrowisku zamieszanie                      

i w ulu

i wśród żmij…

jak w maglu mówią panie:

- ktoś wsadził

w toto kij….

 

*   *   *

 

bo żmije vel serpenty

plus pszczoły

(również trutnie)

i mrówcie       

sojusz święty

co świat już objął cały,

zwijając sie

okrutnie

- zamagdalenkowaly…

 

w tej swojej wybiórczosci

już dzisiaj są

więc

w stanie

użądlić

co je złości

w Sydneyu,

w Michiganie,

w Unijnej Europie

co wpycha się przez szpary…

gazety maja, radia,

mendale i dolary,

posadki,

premie,

zupki

- jak

w PRLu starym.

 

i ciepło,

miękko, swojsko

w ulach,

mrowiskach,

norach,

więc

gdy ktoś kij w nie wsadzi

rozprawić

się

z nim pora…

 

ach

zemsty

pora słodka…

już jadek z zębów zwisa

i stoją beczki

błotka

by głosić,

szeptać,

pisać…

zabraniać,

napiętnować,

 i prawdę,

 niesłuszną ,

 pod słusznym błotkiem

 schować…

 

 metoda

jest sprawdzona

- w ciągu

dwunastu latek

 zdołano lud przekonać,

 ogłupić na dodatek,

 zdołano

sobie napchać

kieszenie i bebechy,

a wszystko

w imię

swoich

- pod hasłem

grubej krechy

 

*   *   *

 

nie

broniąc

tego dzisiaj

utracić można wszystko…

i stąd konieczny

atak

na

tego co

w mrowisko

(to nasze, pamiętajmy,

tych mrówek, pszczółek, żmij)

podchodząc nazbyt

blisko

wpakował prawdy kij!

 

*   *   *

 

więc teraz

pszczółki, mrówcie,

serpenty przestraszone

- wytężcie

swoje główcie

i weźcie w swą obronę

to co was

karmi, poi,

co tak pożywne, słodkie…

za małe żądła, zęby?

no cóż – obrzućcie błotkiem…

 

i tylko uważajcie,

w tym

świętej bitwy gwarze,

by wiatr się nie obrócił

z tym

błotkiem.

w wasze twarze…

 

 

 

ty się popraw, czarna owco...

® © Mirosław Krupiński  

 

kiedy noc nad Sydney głucha

i cykada głuszy żabę,

Ćmówna obcych stacji słucha,

które deprawują babę...

 

o złodziejach Dziennik pisze,

Nasza Polska mu wtóruje

potem w Radio Sydney słyszę,

że w tym rządzie same... Pluje

prasa na złodziei,

że sprzedają Polskę tanio,

Ćmówna program z tego klei,

więc szefowa drze sie na nią:

 

*   *   *

 

komu, durna, dajesz ucha!

znów Krupinski mózg ci kwasi,

a Polonia tego słucha

i co gorzej - słyszą nasi...

 

jakie szwindle w Magdalence !?

jaka sprzedaż za łapówki!?

- nasi mają czyste ręce,

- a nie nasi to półgłówki !

 

ten Geremek, u nas w USA,

był premierem już  w gazecie

- w doskonałej - w Polish Newsach

a wy o tym nic nie wiecie!

 

i co z tego, że nie w Kraju,

Kraj jest ... tego... cały anty...

w USA to go lepiej znają

a wyborcy to palanty...

 

Balcerowicz też chciał cacy

i plan jego był w porządku...

- Polskę rozdał, by Polacy

mogli zacząć od początku...

Polska zyskać tylko może

kiedy głodne są półgłówki,

a ci mądrzy - daj im Boże

- to przeżyją za łapówki...

 

ty się Ćmówna wrabiać nie daj!

ten Poznański to śmiech pusty!

- jakby w Polsce była bieda,

to czy byłby Kwach tak tłusty!??

na Adasia też wybrzydzasz,

a ten Adas tak nas kocha...

parę złotych też się przyda

i pełniejsza jest pończocha...

pół etatu - jakaś fucha,

fakt, nie tobie, ale mnie...

i Polonia potem słucha:

Kiszczak dobry - górnik be...

 

lepiej już z Wyborczej wiedzieć

niż myśleniem psowac czółka,

po co Adas musiał siedzieć...

tak jak przed nim... ten ... Gomułka...

 

prosty wybór byl gieroi:

najpierw siedzieć, później kłamać...

wszak wsadzali sami swoi,

więc jak można się wyłamać...

zniszczyć mogą, dać po nosie,

lub ujawnić jakieś dossier....

 

Cimoszewicz swoich wkopał

ujawniając prawdę brzydką

- że wie wszystko Europa

ale własny Sejm nie wszystko...

 

teraz w Sejmie awantura,

a wśród ludu gniew brzemienny

- jak rozpocznie się wichura

znowu będzie stan wojenny...

bo choć w Polsce pusto w kasie,

Gienierały  są w zapasie...

 

*   *    *

 

więc ty, Ćmówna, ty się popraw...

ucho trzymaj gdzie potrzeba...

bo ci z Radia damy kopa

- i gdzie znajdziesz kromkę chleba?

 

lepiej pojedź do Warszawy

i całując próg Adasia

deklarację złóż poprawy

- wtedy znowu będziesz nasza....

 

 

 

długoterminowa prognoza pogody

® © Mirosław Krupiński  

 

w Polsce zimno, mokro, mgliście

budżet leży, bezrobocie…

wciąż na drzewach wiszą liście

- a powinny winnych krocie...

 

w parlamencie ruch, cholera,

 ktoś pociąga nitki z dala...

sejm rozrywkę ma – Leppera,

ktoren usnąć nie pozwala,

i w poselskiej ramach mowy

grzechy zdradza... hmmm... alkowy...

 

kto z kim grzeszył, jakie pozy,

kiedy wyjął, kiedy włożył,

kto za grzeszne wygibasy

płacił, ile, z czyjej kasy....

prokurator w słusznym gniewie

polecenia już odbiera

żeby zamknąć! - lecz wciąż nie wie:

- oskarżanych czy Leppera...

          

naród słucha o tych grzechach

i zdziwienie wielkie wzbiera:

- dla czerwonych gruba krecha

a gdzie krecha dla Leppera?

          

wprawdzie jasne że w tym Kraju,

kradzież, zbrodnia - żadnym grzechem.

jak czerwonych nie wsadzają

- niech i poseł ma uciechę...

wszak nie po to Adaś broił,

Władzio pustą męczył główkę,

aby dzisiaj ktoś ze swoich

był ścigany za łapówkę...

 

lecz gdy głodno, zimno, pusto

i nie bardzo co gotować,

to i Polak, chociaż usnął,

tyż się może zdenerwować...

          

i co wtedy? - ktoś tu spyta 

- nowy Poznań, Gdańsk, czy Radom?

obciąć rękę? strzelać? chwytać?

czy z czołgami znów wyjadą?

          

cóż, nie bardzo - Świat spoziera…

talibanizm nie na rękę...

mogą wściec sie i... cholera...

unieważnić Magdalenkę...

za terroryzm ktoś przysoli

- wszyscy wiedza kto ich szkolił

- bron dość znana… hmmm... radziecka...

- kursy w Centrum Zdrowia Dziecka...

zresztą po co ich hodować

gdy już nie ma co kupować,

bo powszechnie prawda znana,

że już Polska rozprzedana...

          

koniec będzie tej uciechy

gdy sie naród wkurzy cały

i odłoży grube krechy,

biorąc w ręce grube pały...

 

a te USy, Europy

będą patrzeć, klepiąc dłonią:

- te Polaki fajne chłopy...

- patrzcie jak czerwonych gonią...

 

i w światowej będzie prasie,

że po latach tłustych tylu,

Wojtki, Czesie i Adasie

 poszukują... hmm... azylu...

 

 

 

 

Inspiracja: On 7 Dec 2001 19:51:32 -0800, wojtekk2002@yahoo.com (Wojciech K.) wrote:

 

Ciesze sie, ze pana z tej partii wylali. Jednoczesnie uczucie ulgi psuje niestety fakt, ze moga zapisac do innej o ile juz pan w niej nie jest. A teraz o wierszu, ktory zamowilem. Juz raz wtedy dziekowalem, ale pozwalam sobie zrobic to jeszcze raz. Dziekuje, wywiazal sie pan znakomicie.

 

A moze by tak jeszcze raz...O ile nie obraze tworcy podpowiadajac, to moze by tak cos w tym stylu: spotyka sie Eskimos i ultraprawicowiec (co to jest, nie wiem, ale J.M. wie, to panu powie). Rozmowa jest taka:

 

-Co masz dzisiaj taka dziwna  gebe?

-Rasista! (odpowiedz Eskimosa)

-Widzialem twoja zone z Iksem.

-Antysemita!

-Czy to prawda, ze twoja corka jest w ciazy?

-Faszysta!

itd, itp. Juz pan tam sam bedzie wiedzial najlepiej, co napisac i jak.

 

Pozdrawiam   WK (rasista i antysemita)

 

PS.Swoja droga, jak sie tak podpisywalem, to juz sam   nie wiem co jest gorsze - rasista, czy antysemita...  Cos mi sie zdaje, ze zwazywzy na sytuacje miedzynarodowa, to chyba straszniejsze jest byc .....

 

 

Wojciech dicti:

® © Mirosław Krupiński  

             

napotkałem raz ropuchę

z brodawkamy, tłustym brzuchem,

co leżała nad potokiem

patrząc na mnie groźnym okiem,

demonstrując groźną miną

że jest lewak i Eskimos...

 

cóż, sam będąc prawicowcem,

sprowadzonym na manowce

przez Kałużę i Pegaza ,

  jąłem się z nią przekomarzać:

- „czemu gębę masz w brodawki,

w pupci słomkę (taką z trawki)?”

 

- „bo mnie malec nią nadmuchał”

odwarknęła mi ropucha.

- „bym wybuchła, gdy mnie spyta

Wojciech K. - antysemita!”

po czym jęła szybko puchnąć,

ecz nie mogła cuś wybuchnąć ...

 

rzekłem: - „ty grasz atomówkę,            

nadmuchanym strasząc zadkiem,

a tam ropuch… hmmm... za stówkę

rypie czarną… hmmm... sąsiadkę”

 

tu ropucha bardziej spuchła

(jak malcowych głowic trzysta)

po czym wzięła i wybuchła,

krzycząc: „poszoł won, rasista!!!”

 

*    *    *

 

więc odszedłem, kręcąc nosem,

bo cuchnęła jak grobowiec,

mrucząc: -„jestem prawicowiec,

a ty byłaś Eskimosem,

sądząc przy tym z kształtu ciałka

- pewnie bliską krewną Załka!”

 

 

 

Na co wierszem, którego nie będąc autorem zacytować tu nie mogę,  odpowiedział poczuwający sie do końcowych kropek p. Załek Bloom:

       

On Sat, 08 Dec 2001 22:05:27 GMT, "ZalekBloom@hotmail.com"  ZalekBloom@hotmail.com> wrote:

Serdecznie pozdrawiam i chyle czolo przed Wieszczem Krupinskim,

 

Zalek

 

Inspirując mój ciąg dalszy:

Uściski Panie Załku. Ja tą scenę widzę tak:

 

Załek na Ściepie, z pochylonym czołem,

rylcem w granity swoje rymy wcina,

z równym wysiłkiem i z równym mozołem

jak stachanowce  za czasów Stalina,

aby zbudować ze swego mozołu

zapory zręby, co wstrzyma warchołów...

jedna różnica w tym jest oczywista:

- wróg dziś nie warchoł, lecz Wojciech – rasista.

 

Cóż... nawet Wojciech mógłby bryknąć czasem,

ciesząc Świat blaskiem swej prozy powabów,

gdyby, skubaniec, wybrał inną rasę

dla swej satyry.  Na przykład Arabów !

 

Gdyby w ten sposób swój okazał zapał

- ramiona przed nim Załek by otworzył...

Może na Nobla by się też załapał...

a w każdym razie starości by dożył...

A tak, jeżeli w swych grach nie ustanie

to może skończyć gdzieś w Afganistanie

i chociaż ciągle dziś zdrów jest jak ryba

- jutro nie będzie!  Będzie za Taliba!

 

 

Równie serdeczne uściski łączę, Panie Załku, Pana poezje antywojciechowa wysoko oceniając... Dobrze tak draniowi!

Miroslaw

 

Na co, z kolei, On Sun, 09 Dec 2001 09:59:17 GMT, Wiesław Kochanski (Szfecki)  <wieslaw_@algonet.se sie rozdarl:

 

miroslaw@iinet.net.au wrote:

 

>         Zalek na Sciepie z pochylonem czolem

>         rylcem w granity swoje rymy wcina,

>         z rownym wysilkiem i z rownym mozolem

>         jak stachanowce za czasow Stalina

>         aby zbudowac ze swego mozolu

>         zapory zreby, co wstrzyma warcholow...

 

Ty Krupinski tak ordynarnie przekrecac historie   to tylko Ty potrafisz. Dla przypomniena, to   nie Zalek ale ty stales w kolejce z talonem na samochod   w reku przydzielonym przez  "pierwszego" poszukiwacza   warcholow w Polsce - Tow. Gomulki. Nie rob z siebie czlowiek bohatera bo to ty calowales  ta gomulkowska lapke ktora szukala w Polsce warcholow.   Nie starczy ci tych zaslog.. I nie pieprz o warcholach.. bos z tych warcholow, maly   kooperacyjny chamie zyl dojac przez dlugie lata PRL   latajac za stanowiskiem...

 

Dowodzac jak drazniaca jest wlasciwie aplikowana poezja wybitna J

 

 

 

pamięci solenizanta (10.12.2001)

® © Mirosław Krupiński  

 

Solenizant ObWieś śpiewa:

 

„Wciąż rozdrapuję po Gomułce rany,

z których najbardziej dokucza i boli

ryj od koryta wtedy oderwany

-  krwawiący stygmat mej wiecznej niedoli....

 

Zawsze marzyłem, że stanę okrakiem

nad granicami przez które nawiałem,

dziś stoję, z w Bałtyk wmarzniętym siusiakiem,

przed Pegaziątek  broniąc sie nawałem...

Jakże tu człowiek może byc bezpieczny

gdy wokół czyha rój Krupińskich niecny...

         

Od lat tak stoję w bałtyckim rozkroku,

nie mogąc nigdzie na dwóch nogach stanąć,

tam mam żłób stary, tu nowy na oku,

lecz w każdym kraju na wpół mnie uznano...

 

I nawet latem, gdy bałtycka bryza

rozpuści lodu zimowe okowy,

to dorsz bałtycki trzyma i obgryza…

I nijak wybrać kraj stary czy nowy...

 

Niech więc Krupinski, co mnie rani szpetnie,

ponownie sięgnie po swe ostre pióro,

to co mnie trzyma - niech całe odetnie,

niech kraj się jeden cieszy mą kulturą,

która na Ściepie widna jak na dłoni...

Może przynajmniej Szfecja nie wygoni,

- bo skąd ma wiedzieć ma nowa Ojczyzna

co w sobie kryje moja... hmmmm... polszczyzna”

 

 

Epilog:

 

Krupiński pióro odkłada zmęczony,

by po zrobieniu o co był proszony,

Jubilatowi dać czas wypić sobie

z okazji tego, że znów nogi obie

ma w jednym Kraju, choć w rożnych patynkach

i w gronie gości utonąć w wspominkach

jakie to piękne i barwne miał życie

gdy czytał Dziady przy pełnym korycie...

 

A gdy już goście usną tym znużeni,

on sam, pod stołem wyciągnie z kieszeni,

taką malutką czerwoną książeczkę,

by, gdy śpią inni, popłakać troszeczkę...

 

 

 

 

znów  prawie ludzkim głosem

® © Mirosław Krupiński  

 

Gdy pierwsza gwiazda błyska na wschodzie

Polak swiętować zaczyna

i jak to zwyczaj w polskim narodzie

- ma prawo głosu gadzina.

 

lecz nie próbujcie z krową w oborze

rozmawiac. Chodzą już słuchy,

że dzisiaj krowa mówic nie może

- głos mają dziś karaluchy…

 

Z woli wyborców ukryte w szparach,

dziś, w wigilijnym ferworze,

każdy z nich znowu będzie się starał

dowieść że zbawić was może.

 

Że one jedne, wyłącznie one,

lat temu tuzin, nie więcej,

was, biedny naród, wzięły w obronę,

biorąc pół waaadzy w swe ręce…

 

drugie pół waaadzy – cena pieczeni,

na której miały się mnożyć,

jest nieco większa – wróg zdążył zmienić,

trudno – musicie dołożyć…

 

Teraz już widać, że wróg od wczoraj

znowu ma waaadzę w kieszeni,

sami widzicie – znów na nie pora

by to poprawić, odmienić…

 

Bo wicie – wszystko to przecie nasze,

my – wasza sława – gieroje,

wczorajsze Władki, Zbyszki, Adasie…

Musimy dostać co swoje…

 

Więc nie będziemy już władzy dzielić,

popełniać błędów jak wczoraj…

Dlatego chcemy byście wiedzieli

że znowu na nas dziś pora…

 

Musicie znowu zacisnąć pasa,

sprzedać co jeszcze zostało,

a cała reszta – to sprawa nasza

- zresztą zostało tak mało…

 

*    *    *

 

W drugie podejście musicie wierzyć,

wszak do trzech razy jest sztuka

- wszak dobrze wiecie – nam się należy,

- a dla was jest to nauka…

 

Będziecie mądrzy, jak to po szkodzie

- że wy to nasze narzędzie.

Nie będzie więcej nieszczęść w narodzie

- no bo narodu nie będzie…

 

My w Eurounii będziemy święci,

a wy ubodzy jak myszki,

bo my – to Zbawcy – miejcie w pamięci:

- Władki, Adasie i Zbyszki …

 

 

 

atrakcja

® © Mirosław Krupiński  

                                                  

Kabaret  Pod  Ściepą”  przyciąga dziś tłum,

zapchana autami ulica...

biletów zabrakło, rozgardiasz i szum.

Tłum szepce: - dziewica…  dziewica...

 

Afisze skradzione, zerwane ze ścian,

ich strzępy wraz z wiatrem gdzieś lecą...

euforii bywalców pogłębia się stan:

- dziewica… - dziewica ze świecą !...

 

Za kulis zasłoną, gdzie  pusto i mrok,

przez dziurę w kaktusa donicy,

służbowy Anonim wytęża swój wzrok,

czy ktoś nie rozpoznał dziewicy...

 

Choć nie jest to Mata , miss Hari sprzed lat,

uroda już nie ta ni lata,

podobnie ambitnie podbijać chce świat

pod wdzięcznym imieniem - Har Mata...

 

Anonim ObRatler, dziewictwa jej stróż,

sprzedawca  jej sławy i cnoty,

na wszelki wypadek w kieszeni ma nóż...

bo czasem bywają kłopoty...

 

Tak było przed laty,  na  jednej ze scen,

co skrzętnie ukryto przed wami

- na samym jej środku, gdzie jasno jak w dzień,

nadajnik jej wypadł.  Z szyframi...

 

Trzymali dość długo, lecz wyszła na świat,

(dziewice potrzebne na świecie)

dziś Ratler - Anonim, duchowy jej brat,

pilnuje. A szyfry - w PCecie...

            

*    *    *

 

Dziewica na scenie, na głośny bis  jęk,

bezbłędnie swój numer powtarza.

W numerze nie ważne jest światło ni dźwięk

- dziewica gra rolę lichtarza...

 

 

 

Inspiracja: On 2 Jan 2002 06:14:52 -0800,p.  Jerzy Malec ze Szfecji <jerzym@newsguy.com> wrote:

 

Uwielbienie pani Anny dla autora antysemickich rymowanek, tego Horsta Wessela sciepy - dziwic nie powinno. Nasz sciepowy  Starszy Projektant ma w koncu niewatpliwy talent, rymowanki, >choc tresciowo parszywienkie, od strony formy sa calkiem- calkiem. Pani Anna w swoich wyrazach entuzjazmu swieci raczej swiatlem odbitym, ale w braku innego dobry i taki blask.

 

J.M

 

 

 

Bin Laden z Torunia

® © Mirosław Krupiński  

 

Moja muza ściepowa

krąży w górze od rana

twarz w pielusze swej chowa

więc i twarz obfajdana...

Czasem kształt ma Pegaza,

czasem jawi sie ptakiem,

- ale zawsze, zaraza,

wymachuje siusiakiem...

 

I czy jest to niedziela

poniedziałek, czy wtorek,

„muza” wciąż się rozdziera:

- „on mi zajrzał w rozporek!!!”...

 

I nie ważne że kłamstwo

(bo nie dorósł do spodni),

ale „zajrzeć” to chamstwo

i zachęta do zbrodni,

to jest „rasizm” i „anty”,

„antymalcyzm” i draka...

- ale gorzej jest jeszcze

zignorować siusiaka...

Bo okropne dwie zbrodnie

dziś popełnia świat cały,

to: -  nie zajrzeć mu w spodnie,

- albo stwierdzić że mały...

 

* * *

 

Pani Anny to zbrodnia

- na poprawność jest głucha,

bo miast muzy, co w spodniach,

widzi muzę w pieluchach

i wyciąga swój palec

w błędna stronę, zaraza,

sugerując, że Malec

jest natchnieniem Pegaza...

Gorsza jest od Jassera,

z Bin Ladenem jest w zmowie,

terrorystka, cholera!

Niech świat o tym się dowie!

Niech więc Bush da jej czadu

w słusznym kuku na muniu

- nie zostawi ni śladu

po wszetecznym Toruniu!…

 

 

 

uczta duchowa

® © Mirosław Krupiński  

 

Raz do wspólnej uczty siadły

(żer - poeta, z własnym sosem)

sęp z hieną.  Jadły… jadły...

i chwaliły zgodnym głosem:

 

- Delikatny... w naszym guście...

czuje Pani ten zapaszek?

mógłby wprawdzie utyć tłuściej,

lecz choć chude - ale nasze...

 

- Masz pan rację, panie Sępie,

choć to same kości prawie,

z przyjemnością zęby tępię...

- Furda zęby w słusznej sprawie...

 

Dziś już takich smacznych nie ma,

bo co rasa to je rasa...

Dziadek sępem, babka  hiena...

Oj... popuszczę chyba pasa...

 

*  *  *

 

Błyszczą kości na pustyni,

suchym piaskiem chamsin wieje,

sęp po uczcie wciąż się ślini...

A hiena pisze dzieje:

 

- „Był poeta wśród Polaków...

Ich nazwisko, ichnia twarz...

Lecz był tak wyborny w smaku,

że on mógł być tylko nasz”...

 

(właśnie trwa zacięta walka o to jakiej narodowości był Krzysztof Kamil Baczyński – poeta, żołnierz  batalionu AK „Parasol”, poległy w sierpniu 1944 r.w Powstaniu Warszawskim.)

 

 

                

Inspiracja:  On Tue, 08 Jan 2002 04:55:42 GMT, "czeslaw mr.d." <..@org> pisal w grupie <soc.culture.polish>:

 


>1. Kleczkowski - the most ignoble and rabid Pole I've ever met.

>2. Krasucki-the most treacherous and unprincipled "cham" feigning nobility.

>3. Pomian, a.k.a. Eddie214 as #2 and more so.

>4. Fatso - particularly rabid character, feigning civility.

>5.Katarzyna - as above, especially treacherously devious low-life).

>6. Ann - seems to be as Katarzyna - insidious (a norm for Polish women?

 

>The others are of lesser import, and merit little or no attention :

 

>(a) Edzio- vulgar 'booby, drunk 'durak'a scarecrow

>(b) Emilia- already lost her mind, is of no consequence

>(c) Odrzanski- of little consequence - a fly, which defecates where it slights.

>(d) Klaptus - also of no consequence -basically harmless young demagogue.

 

>The rest I rarely read. Oh.. the heavy hitters:

 

>1. Babilas - a highfalutin windbag, of no interest except to the winos

>2. Ciach - a devious typical Polish 'cwaniak'

>3. J- something Grzegorz - seldom read him, no opinion...

>4. Krupinski - disgrace to the Polish people.

>5. Kaluza - do not know him, thus no opinion- of no importance.

 

Chester Dziadul

 

pożegnanie Dziadula

® © Mirosław Krupiński  

 

Stoi Dziadul z czapką w ręce pod kościołem...

tłum go mija, nikt nie wrzuca mu oboli...

Stado myśli pod zmarszczonym wierzga czołem...

Jeszcze chwila i tłum cały op...chromoli...

 

Czas sie zemścić! A więc zemści się jak umie,

a że umie tylko mścić się skunksa wzorem

- wszyscy wkrótce nos zatykać będą w tłumie,

po czym zwieją, nie wracając przed wieczorem...

 

A wieczorem już nie stanie z czapką w ręce,

ni od frontu, ni przy drzwiach kościoła z boku...

- Będzie rzygał, własną żółcią, w dziadziej męce,

leżąc z flachą, wpół wypitą, gdzieś w rynsztoku...

 

* * *

 

Tłum gawiedzi będzie nad nim się rozczulał,

jakiś malec mu pieluchę odda własną

by zasłonić obrzyganą twarz Dziadula,

w której złości już nie widać.  Właśnie zasnął...

 

Nikt nie będzie wypominał ni dogryzał...

Wszyscy spojrzą i odwrócą sie pospołem....

Gdy odejdzie wszyscy westchną – „pies go lizał”...

Bo go lizał. W tym rynsztoku. Za kościołem...

 

Za lat kilka gdzieś do Szfecji sie dowlecze...

Spotka kumpla, któren jeden go rozumie...

Będą razem, przeklinając co człowiecze,

z czapką w ręce stać we wrogim, obcym tłumie...

 

Kiedy w końcu będą nieśli go na noszach,

by za murem, przy cmentarzu go pochować,

szfecki  kumpel go pożegna, miast Miłosza,

i zapomni, sam pijany, pożałować....

 

 

 

 

nasze sciezki         

® © Mirosław Krupiński  

 

gdzie są dawne nasze ścieżki pod sosnami,

wydeptane w tamtej Polsce z dawnych lat?

czy zostały już sprzedane, zaorane, zapomniane,

czy tez z nami wyjechały z Polski w świat…

 

gdy tak z dala od tych sosen życie mija,

czy te ścieżki to są zawsze tam gdzie my?

czy ta ścieżka jak z wrzeciona, jak nić Parki się odwija

i zostaje zawsze nasza a nie czyjaś,

by sie wplątać znów na zawsze w nasze sny?

 

by znac prawdę, pewnie trzeba kiedyś wrócić,

pod swój dawny pod sosnami stary dach

aby sprawdzić czy nas wtedy będą wabić, będą kusić,

ścieżki w buszu, utrwalone w naszych snach…

 

 

 

cuś z  Orwella

® © Mirosław Krupiński  

                

Moja Polsko odległa, wciąż Ojczyzno moja,

zaplatana w swych planach jak w pająka sieci,

jak na nogach glinianych stoisz na gierojach

i jak matka pijana karzesz swoje dzieci…

 

Lata sławy przeplatasz z latami niedoli

zawsze liżąc swe rany po obojga skutku,

bo zwycięstwo wczorajsze gorzej klęski boli,

gdy - wsród zwiędłych wawrzynow - jest powodem smutku. 

                       

Czego wróg Ci  nie zabrał  to rozkradli swoi

na piedestał wzniesieni, gdzie Twój gniew nie sięga…

Naród, swiadom doswiadczeń, odezwac się boi,

Zmarła, w tłumie jednostek, milionow potęga,

która niegdys swym Krajem zatrzęsła i Światem…

I - oszustwem spętana – poprzestała na  tym…

                     

Każdy z sławnych i głośnych, jak w scenie z Orwella,

gdy już folwark po waszych oswobodził  trupach

byłych władców folwarku łupami obdziela,

przy okazji o swoich pamietając łupach…

 

I jak Orwell przewidział  - walczyliście po to,

jak przez okno, z podwórka, zobaczycie wkrótce,

aby w Unii z sąsiadem i byłym despotą

waszą skórą handlować w folwarku przy wódce…

                     

Wasze mięso do rzezni, skórę do pachciarza,

waszą ziemię dla obcych, co w geście hojniejsi…

Bo jak w tamtym folwarku i w tym, dziś, się zdarza

że wsród równych są zawsze równi i równiejsi…