ZBIÓR ZNAROWIONEGO
PEGAZA: Z-11
zasługi Kuby Rozpruwacza
® © Mirosław Krupiński
Kuba, zwany Rozpruwaczem,
przyjaciela ma osiłka
i gdy Świat ofiary
płacze
ten go broni: - "to
pomyłka:
- bo ofiary, niemoralne,
zasługują na swa
zgubę!
Gdyby były nietykalne
to by mogły
zgwałcić Kubę!
- Przecież każda ma
ochotę,
co wie Kuba od lat wielu,
więc, by dowieść
ich niecnotę,
Kuba z nożem jest w
burdelu.
Świat dziś musi
wierzyć święcie,
wykazując swą
pokorę,
że to całe Kuby
rżnięcie
- to jest walka... hmmmm... z
terrorem"...
* * *
Tak więc, Kuby kumpla
zdaniem,
gdy tak dobrze Kubie idzie
- starczy jeśli
zaprzestanie
rozpruwania… gdzieś... za tydzień...
A gdy skończy, jak
należy,
będzie dumnie szedł
ulicą,
bo kumplowi Świat uwierzy,
że broń miały. Pod
spódnicą...
I, świętując
ofiar zgubę,
nikt nie będzie prawdy
głosił:
- że ofiary naszły Kubę
bo je Kuba o to prosił...
Albany, 15 kwietnia 2002
dinosaur story
® © Mirosław Krupiński
Stoją słupy samotne,
oplątane w druty...
Nie ma skrzypów, paproci,
wymarły mamuty...
Dinozaur jedyny, który
klęsk uniknął
wrósł w te nowe realia,
zmienił się, przywyknął
i miast drzewa obalać w
swym jurajskim lesie
dziś wierszami się
bawi, kastrując ObWiesie,
które pęd ewolucji
zrodził oczywisty:
- najpierw był dinozaur,
długo po nim glisty,
które głowy podniosły
i zaczęły szeptać...
bo gdy brak dinozaurów –
któż je miał rozdeptać...
I tak mieszka na Świecie
ten gadów potomek,
ma kamerę i
wędkę, komputer i domek,
który dżunglą zarasta
jak przed lat milionem...
Prejurajski ocean błyszczy
mu przed domem...
Pojurajska jaszczurka pod
lodówką żyje...
Wnuki pterodaktylów
wyciągają szyje
herbatników okruchy jedząc
na tarasie,
- wiec choć nie ma
się dobrze, ale ciągle – ma się...
A nad światem –
jaskinią gromadzą się chmury...
Pewnie ludzie wyginą, jak
niegdyś jaszczury
i jedynie pod skałą
co przetrwa pożogę
gdzie nie sięgnie
radiacja, ni podmuch, ni ogień,
krążek dysku
błyszczący przez wieki zostanie
i doczeka aż jacyś
zbłąkani Marsjanie
wylądują na Ziemi,
zostaną, rozmnożą,
krążek dysku
odnajdą i w komputer włożą...
Przeczytają
pomyślą, podrapią się w ciemię,
pójdą w szarą
pustynię i zakopią w ziemię...
Potem łzą zrozumienia
wspomnienia podleją
i przez lata trwać
będą ze słuszną nadzieją
że cos z dysku, szarzyzny i
z ich łzy wyrośnie...
Aż któregoś poranka,
w pochmurne przedwiośnie
pęd z popiołów
wystrzeli i w paproć się zmieni,
szczenię ex-dinozaura
wypełznie z korzeni
i znów Ziemia się zmieni.
I tak już zostanie
- dinozaur, paprocie i bracia
Marsjanie
orwellowska dobranocka
® © Mirosław Krupiński
Raz w folwarku zwierzęcym,
przy okrągłym stole,
grupa równych z równiejszych zwołała zebranie
by rozdzielić wśród
wszystkich dole i niedole
- to co każdy ma
robić i to co dostanie...
koń, co silny, wóz
dostał by ciągnąć pod gorę,
krowa szaflik - by było do
czego ją doić,
koszem – jajka by
składać - obdarzono kurę
całej reszcie –
policję – by nie mogła
broić...
Na fotelach złoconych
posadzono świnie
dając berło do
ręki i pełne koryto,
trąby dano - by
trąbić o swoim wyczynie,
świński gnój za
fotelem flagami przykryto...
By rozdzielić
wyraźnie i funkcje i role
większość
zwierząt zamknięto w oborze, w stodole,
tłustą
mniejszość, w fotelach, ze wspólnego placu
przeniesiono do Sejmu i innych
pałaców...
Cóż - w oborach od dawna
nikt słomy nie zmienia,
w pozłacanych fotelach
usnęły sumienia,
a dobrobyt folwarku, o którym
tłum marzył,
mają równi. Z folwarku
ciągłej wyprzedaży....
Płyną dni i
miesiące, upływają lata,
słoma, wciąż nie
zmieniana - to krowom zapłata,
kurom, co już nie
gdaczą, za ich jajka – plewy,
świnie żyją w
pałacach - więc sprzedały chlewy,
koń nie ciągnie
już wozu - bo i wóz sprzedany...
Tylko kundle, te w mediach,
śpiewają peany
na cześć
świń, ich sukcesów i zasług ogromu...
Krowy żują. A myśleć
się nie chce nikomu....
Folwark wciąż
się rozpada, z dachu gonty lecą,
co niektórzy, zbudzeni,
trzęsą się ze strachu,
ziarn ostatnich w spichlerzu
szukać trza ze świecą,
gnój spod złotych foteli
dziś już sięga dachu...
W końcu równym z równiejszych robi się
nieswojo,
o złocone fotele w
folwarku się boją...
Bo choć wszyscy pokorni,
karmieni pokorą
- moze zarznąć nie
zarżną - ale nie wybiorą...
No a jak nie wybiorą – jak
tu rządzić dalej,
jeśli
większość sprzedana, a reszta się wali...
Część równiejszych w pośpiechu, skrycie
tunel kopie
by, po przejściu tunelem,
sprzedać Europie
byłą ziemie folwarku
co dziś już ruiną...
By ze świń z Magdalenki
stać się Euroświnią...
Aby rządzić tą
resztką co się w gruzy wali
z Bonn, Brukseli,
Paryża... Bezpiecznie - z oddali,
marząc w nowych fotelach,
w swych bezpiecznych amtach
że sprzedani, bezsilni,
zapomną o kantach...
Tak więc Lesie i
Władki, Zbyszki i Adasie,
mając w sercach
nadzieję, a lapowki w kasie
za to co już zrobili i za
to co zrobią,
dziś do nowych, tych euro,
stołków się sposobią...
Gdy ktoś wskaże ten
szwindel i szwindle poprzednie
strach im duszę ogarnia i
lico im blednie.
Czasem nerwy
puszczają, napięte do granic
- więc zaplują,
zastraszą, znów zaczną tumanić,
by nie stracić nagrody co za Odrą czeka...
Bo gdy stracą – nie
będzie już dokąd uciekać...
* * *
Wiem że spać Wam
wygodnie na słomie co gnije,
nie czujecie
łańcucha, co uwiera szyję...
Że wiatr rozwiał
sprzed lat już dwudziestu nadzieje
i że Was nie obchodzi że
rządzą złodzieje...
Ja tak tylko
nieśmiało... Wiem że nic nie zmienię...
- Ale chętnie bym
ujrzał Wasze przebudzenie...
zaglądanie pod kamienie...
® © Mirosław Krupiński
są gdzieś w Polsce
kamienie nad zatrutą Łyną,
pod którymi robactwu dni
spokojnie płyną...
a kamienie są rożne –
z piaskowca, z marmuru,
czasem cegły wypadłe
gdzieś z więziennych murów,
a pod każdym przytulnie i
pod każdym szanse
aby ukryć co cuchnie,
zadbać o awanse,
wyhodować pozory,
zadzierzgnąć sojusze
i kolejnym przewodnim znowu sprzedać duszę...
a robactwo jest rożne – z
czerwonym ogonem,
z rozdwojonym językiem,
sprzedane, skurwione,
uwikłane w układy i
nowe i stare,
jednym świeczkę
palące a innym ogarek,
no i wszystkie wpatrzone w
polityczna mapę
aby w porę pierś
wypiąć lub wyciągnąć łapę...
jeśli trzeba i
płacą – na sprzedaż jest wszystko:
- kłamstwo, zbrodnia,
alibi, medal, stanowisko,
i do pensji dodatek i wieniec
na główkę...
tylko wiedzieć potrzeba –
wziąć czy dać łapówkę...
a pod kamień z marmuru, co
nad Łyną władzą,
rożne ścieżki
spod innych kamieni prowadzą:
- dawnych zasług ogromy w
poparciu co suuuszne,
popieranie krech grubych (jakie
wielkoduszne!)
„patriotyzm ukryty” za
zgodą ubecji
i współpraca z naszymi - i w Polsce i w Szwecji,
którzy słusznie radzili co mówić i kłamać
aby swoich popierać a nieswoich łamać.
tolerancja, otwartość
– i ramion i granic
dla przybyszy właściwych, nietykalnych za
nic,
lecz mogących wsio
tykać wedle swojej woli,
w imię starych odcisków z
których każdy boli...
więc pod kamień z
marmuru ciągnie tłum robali,
- tych co władzę
ponownie tym suuusznym sprzedali,
dorzucając w prezencie i
radio i prasę,
w myśl zasady –
złodzieje, lecz złodzieje nasze...
marmur kryje ich grzechy i
ratuje skorę
- bo gdzież lepiej
się schronić niźli pod marmurem.
i jedyna nadzieja dla grodu nad
Łyną
- że ktoś kamień
odwróci i robale zginą...
co
Wam daj Bozia, amen.
ku świetlanej przyszłości
® © Mirosław Krupiński
między rzekami Odrą –
Wisłą,
gdzie gruba krecha gruszki
rodzi,
różowa się rysuje
przyszłość
i wciąż entuzjazm
trwa w narodzie...
Miemce, od wieków przyjaciele,
których to
miłość jest jak morze,
za wstęp do Unii chcą
niewiele:
- tylko Mazury,
Śląsk, Pomorze...
postęp we wszystkim jest
bezdenny,
lud znów
miłością do władz płonie.
sejm dyskutuje stan wojenny
kochanej waaadzy ku obronie...
już George i Oleś, bliscy szczerze,
we wspólnym winie dzioby
moczą,
robiąc co starsi bracia w wierze
w ucho każdemu z nich
mamroczą.
pod suuusznej wojny wspólnym
znakiem,
namalowanym w Tel Aviwie,
najpierw rozprawią
się z Irakiem,
w proch obracając co w nim
żywie...
potem, by spokój mieć
przez lata
i od Sharona medal dostać,
exterminują Arafata
co suuusznym „ pro” nie
zdołał sprostać...
rząd, ten nad
Wisłą, też się stara!
- znów bez przetargu, z
dobrą miną,
kupi rakiety – „ex z Huzara”
- by wspomóc walkę z
Palestyną.
i wszystko się na lepsze zmienia,
jak wszystko na arenie
Świata:
mając rakiety
ziemia-ziemia
Huzar nie będzie
musiał latać,
lecz przyczajony gdzieś
tam na dnie,
pilnując pierzyn i
kamienic,
rąbnie rakietą gdy
dopadnie
kogoś kto waaaaadzę chciałby zmienić...
* * *
i Polska, znowu wyzwolona ,
o co lud w modłach
łka co rano,
pod wodzą Ola i Sharona
stanie się Ziemią
Obiecaną...
Modlitwa Internetowa
® © Mirosław
Krupiński - dla grup polskojęzycznych, dopuszczona do powszechbego użytku
W Polsce wieczór.
Przy modlitwie cały naród chyli czółka
i dziękuje że ObWiesia won wygnali Bóg/Gomułka...
Choć lud wdzięczny i w swych modłach za ObWiesia Obu chwali
- sądzi że to dopust Boży iż za blisko go wygnali...
Już nie śmierdzi Celwiskoza i nie truje w Bobrze ryby,
już nie
świecą w ciemnym lesie Czernobylem polskie grzyby,
już od stonki i sporyszu wolne w Polsce każde pole,
już nie trują Czesi Wisły ani Odry swym fenolem,
już więzienia prawie puste, nie nasyła nikt Piotrusi,
A więc czemuż, Boże Wielki, wciąż z tej Szfecji śmierdzieć musi ?!!!
Polska kocha Palestynę i
współczuje jej w jej biedzie
więc nie prosi - "niech ten Obwies na Wschód Bliski cuchnąć
jedzie",
zresztą również w Tel Avivie jest porządnych ludzi parę
i byłoby wręcz nieludzkim zaObWiesić ich za karę...
Madagaskar? Pomysł
niezły, lecz Afryka jest za blisko,
rezerwaty... i zwierzęta... mógłby skazić
środowisko...
Za wysłaniem go do USA argumentów plik jest spory,
lecz nie można drażnić Busha - bo to byłby wszak
terroryzm...
* * *
Tak maleje Polski szansa że
gdzieś dalej go wyjadą...
Trzeba szukać innej rady... Hermetyczny jakiś kloszyk?...
Wiem! - Do wspólnej klatki z Wiesiem trzeba wsadzić skunksów stado
wtedy nowy bukiet woni może
będzie znośny dosyć!
I dziękować
będą Bogu wsie Polaki, wszystkie Polki
- bo przy ciężkim smrodzie Wiesia skunksy pachną jak
fiołki.
modlitwę
należy recytować /śpiewać na wszystkich grupach
każdego wieczora, ale chóralne śpiewanie jej również rankami i
przy każdej erupcji przedmiotowego zapachu tez może mieć
zbawienny wpływ :)
Inspiracja: On
>Grzegorz wrote:
>> Internetowa Gazeta Katolików. Pozdrawiam B.N.
>>
http://www.krajski.com >> Strona główna
>>
Stanisław Krajski >> Szymborska, Stalin i Giordano Bruno
>Nastepny debil ktory
nie rozumie ze
>Szymborska dostala Nobla z literatury
>za wspaniele uzywanie jezyka polskiego
>a nie za swoje powiazania ze stalinizmem.
komu Nobla?
® © Mirosław
Krupiński
Powiało grozą w Tel Avivie
że w ich legendach Szfecja miesza
i wszyscy martwią się prawdziwie
jak tu się wyrzec Herr ObWiesia.
Bo ObWieś urwał się ze skobla
i dziś tłumaczy Wam jak dziecku,
że Goebbels winien też mieć Nobla,
bo świetnie kłamał po niemiecku.
Lecz choć potępi go Tel Aviw
i sam Wiesenthal da po łapach
- to Michnik wraz z Szymborską sprawi
Nobla dla Wiesia. Hmmm... Za zapach...
Ale czekajcie - to nie wszystko!
Będą dwa Noble - zaraz potem
nasze ściepowe ObWiesisko
chapnie drugiego - za głupotę.
I choć Natura mu pomaga
niszcząc korników rojem klepy
- nic w tym z Natury - wszystko blaga!
- powodem będzie wniosek Ściepy!
*
* *
I wraz z Szymborska pójdzie błoniem
sięgając głową chmur pułapu,
dębowym liściem wieńcząc skronie,
ze złotych odznak NSDAPu.
I znów zapieni się gadzina,
i zacznie sławić dziś, we wrześniu,
sojusz Hitlera i Stalina
tak jak go sławił tutaj wcześniej...
żałoba
® © Mirosław
Krupiński
we Wrocławiu
jęk chóralny,
lud się
żaaaaali....
- Ałtorytet
znikł Moralny,
- nie
wybraaaaali...
Ukraińców
płacze mrowie
hen w Kijoooowie...
- niespodzianka straszna taka,
nie wybrali nam
roooodaka...
smutek dotarł
pod wołyńskich wiosek strzechy...
- gdzie tu
znaleźć teraz głupa
który chwalić
będzie UPA
i przepraszać
za jej ofiar ciężkie grzechy...
nie postawią
we Wrocławiu (co za plama!)
monumentu wygnanego
SS-mana...
co powiedzą
teraz swoi...
- Adaś
pisał że już stoi... prawie stoi…
nie pomogły
michnikowe dobre rady...
nie pomogły
dawne z Czesiem K. układy...
już za
Odrą płaczą teście rozżalone:
- zły
inwestment – trzeba będzie rozwieść żonę...
wprawdzie w kabzie
trochę grosza,
są dolary od Sorosa,
ukraińskich
griwen parę,
posagowych
trochę marek,
gdzieś na
samym dnie szekele
- ale wszystko to
niewiele...
oj,
niewieeeele...
w cień
odchodzą dawni swoi...
coraz trudniej
Polskę doić...
zamiast mleka –
ryczy muuuuuuuu,
nie pasuje jej UW,
zamiast z cycków
mlekiem tryskać Polska bryka...
- a to
przecież zwykła zbrodnia...
- wszak UW jest
wciąż przewodnia
według nauk
Michiganu i Michnika...
* * *
wiem, to wszystko pewnie stąd
że
zrobiłem wtedy błąd
przyłączając
się do Czesia i Adasia...
ale temu lat
dwadzieścia
od nich obu i od
teścia
wciąż
słyszałem: – „wkrótce Polska
będzie nasza...”
HUZAR POLSKI
czyli - droga do
Unii Europejskiej
® © Mirosław Krupiński
Choć świta, Pegaz
skutkiem czarów,
czyjś inny w mózgu sen powiela:
na polskim niebie klucz Huzarów,
każdy z rakietą z
Izraela...
Wróg już ma stracha,
widać z dala
że o przez skrzydło
myśli zwrocie...
- Huzar rakiety swe odpala…
- Huzara nie ma! - Po kłopocie…
Bo nie wiedzieli nic lotnicy,
że przez przyjaźni
nadmiar znany
zapalnik fire był w głowicy
a nie w napędzie
wmontowany...
(rok 1999, tom I Pegaza – „Pegaz
Znarowiony” M. Krupińskiego)
A kiedy Polska zniknie z Ziemi
(czternasty rok już grób
swój kopie),
to na jej miejsce my przyjdziemy
- i już będziemy w
Europie.
I już Francuzi nie
wymyślą
że obcym to od Unii
wara...
Uś... jacy obcy?... My nad Wisłą...
- dzieki rakietom dla Huzara...
(rok 2002, t V Pegaza – „Proroctwa Pegaza” M. Krupińskiego)
życzenia okolicznościowe J
® © Mirosław Krupiński
w odległym Gdańsku,
gdzie marzną nosy,
gdzie mewa niebem pomyka
bystra,
na szali niebios ważą
się losy
Oli Krupińskiej – czyli Magistra
dziś magisterskie oblicza
łupy
z łyżką w
pół drogi, z oczyma w górze,
nad ogórkowej talerzem zupy
marzy o wczesnej emeryturze...
* * *
już cała Polska,
pół Europy
i reszta Świata gdzie postemp żyje
w największym strachu
kopie okopy...
nic nie pomoże – i tak
podbije...
już satelity wiendnom
ze strachu,
anteny same spadajom z dachu,
Niemcom zza Odry ochota
prysła
by coś odzyskać... –
drażnić Magistra ?!!!
Herod szefowa - pod stół się chowa,
własną jej
pensję oddać gotowa
myśląc o każdym
haniebnym czynie
kiedy wołała „podaj”
i „przynieś”...
* * *
a magistrówna nie wie o niczym...
swoje marzenia
na palcach liczy:
- bezludna
wyspa z polem ogórków
- wokół
się pęta sześcioro dzieci,
- ocean
ciepły, do plywań, nurków,
- i cień
pod palmą, gdy zbytnio świeci.
- gdzieś
spoza krzaka ze strachem zerka
tata tej
szóstki, wciąż bez papierka.
- pod
palmą cztery teletamtamy
pokryte ciotek
wrednych skóramy,
- po wyspie
dziura na każdej mapie
by nie
znaleźli. I wędka w
łapie...
* * *
A po stu
latach takiego raju
wróci do
Świata, wróci do Kraju,
by się
przekonać że, choć jest Ziemia,
Kraju ni
Świata już na niej nie ma...
bo jakiś
głupek, z podpuszczeń chory,
zbyt intensywnie zwalczał terroryzm...
Konwent Dziewic Upadłych
® © Mirosław Krupiński
Nowy wynalazek! - To Konwent
na kółkach:
Dziewice na stołkach, doradcy na półkach...
Mają
śnieżne skrzydła
i lelije w ręce,
choć cnota im
zbrzydła
niegdyś w Magdalence...
Nie chcą ich
kościoły,
nie chcą ich
ulice,
na nic tyłek
goły,
upadłe dziewice...
* * *
Znów sypnęli
groszem swoi
aby Polskę
dalej doić:
- jak dziewice na tron wrócą
kamienice pewnie zwrócą
i z pomocą niezbyt
Bożą
jeszcze Polski
pół dołożą...
Bo im trzeba tak
niewiele
- ot, dolary i
szekele...
Cóż – Polacy
naród głupi
i kolejny szwindel
kupi,
i przestanie
mówić nie
Starszym Braciom i UE.
Dziś, gdy
wredna Eurounia
z Starszych Braci robi durnia
i pod sobą
dołki kopie
twierdząc – „wy nie w Europie”,
oni dbając o
swą przyszłość
wydzierżawią kraj nad Wisłą
a dziewicom za ich czyny
pół
oddadzą Palestyny...
* * *
Więc
Polacy! Bez wykrętów!
Wierzcie znowu tym
z Konwentu !
Bez zamieszek! I
bez grandy!
- Znów Wam
dają Niderlandy!
Cóż to
będzie za uciecha
- nowy Koń Trojański Lecha
co nauczy Polskę kłusa
pod muzyczkę swoich z USA...
wieczerza wigilijna
® © Mirosław Krupiński
Gdy Was Wigilia w
Święta zjednoczy,
szczęście
i sytość ciepłem napełnią,
gdy już
źle widzą zamglone oczy,
gdy już
się wszystkie życzenia spełnią...
Poświęćcie
chwilę innych rozpaczy
- tych co
świętują Święta inaczej,
którym się
wszystko w głowie już kręci,
co przeklinają
- by skrycie święcić...
Co wspominają
te dawne Święta,
a potem piją –
by nie pamiętać...
* *
*
Stoi choinka od
dawna łysa...
Portret Lenina z
choinki zwisa...
Inne portrety
także zwisają...
Tka
łańcuch bredni Czerwony Pająk...
Zegar chrapliwie
dzwoni kuranty...
Po mrocznych
kątach czają się „anty”...
Pod drzewkiem stoi
flacha siwuchy...
Na talerzyku
więdnie śledź suchy...
Zgrzyt w gramofonie
melodią wzbiera,
chrypiąc
piosenką „serce Waltera”...
Już pierwszą
gwiazdę widać na wschodzie...
Łza do siwuchy spływa
po brodzie,
bo pogarszając
tragedię całą
- gwiazda tych ramion ma
wciąż za mało...
Feliks pod drzewkiem
wyciągnął nogi,
- śpi – resztki wódki
zlizał z podłogi...
Śni mu się polski
lipiec upalny...
spacer... u nogi pan wciąż normalny...
To było dawno, lecz w
snach pamięta...
Więc chociaż pies ma
Wesołe Święta...
* *
*
A potem w duszy, cicho, bez
świadka,
przełamcie z biednym
okruch opłatka...
- U Dobrej Bozi, co ludzi
zmienia,
proście dlań
szczęścia. Lub zapomnienia...
kolęda ‘2002
® © Mirosław Krupiński
Merry Christmas, bo to dzisiaj Święta...
Środa...
Tłum pielgrzymów do
Betlejem dotarł prawie...
Wkrąg Betlejem stoją
czołgi od Heroda...
Wara wchodzić. Czołgi
stoją w suuuusznej sprawie...
Nie udało się lat
temu dwa tysiące...
By i teraz się nie
wymknął i nie zbieżał
- będą strzelać herodtanki wartujące
do Trzech Króli, do
pielgrzymów, do Papieża...
Tak historia co lat tysiąc
się powtarza...
Wciąż Herodzi do sąsiadów palą
mosty...
I spadają smutne kartki z
kalendarza...
I na Ziemi się
zdarzają holokosty...
* *
*
Aż się w końcu
Dobrej Bozi wszystko znudzi,
bo zrozumie że
dobrocią nic nie wskóra...
I pozwoli w końcu
wcisnąć nie ten guzik...
I po Ziemi pozostanie Czarna Dziura...
Alfalaval story
® ©
Mirosław Krupiński
Od niedawna jest na Ziemi kraju
kawał
pełen mędrców,
pokrzywdzonych i gieroi…
Kraj nazywa się potocznie Alfalaval,
bo jak słynna Alfa Laval
wszystkich doi…
Kraj powinien mieć w bród
mleka i śmietanki,
lecz nad mlekiem tym uprawia
magie czarne
i przerabia je na różne
bomby, tanki…
A śmietankę na
głowice nuklearne…
Każde dziecko w owym kraju
Alfalaval
śni o mleku,
dzierżąc matki swej spódnicę,
lecz wśród innych jest
też straszny malca kawał,
któren bardzo wlasną
chciałby mieć głowicę…
Bo ten malec to chromoli
morze mleka
a i matkę już zapomniał
gdzieś tam w dali,
na głowicę pod
choinką w każdy Christmas
maluch czeka
marząc kiedy i na kogo
ją odpali.
* * *
Nie próbujcie przekonywać
go że błądzi
ni odmawiać Alfalaval swego mleka,
bo o różne takie anty was posądzi,
no i każdy na głowicę
się doczeka…
I jedyna w tym nadzieja niech wam świta
że tępawy jest w
rachunkach straszny maluch
i numery, odpalając,
źle odczyta
i w „5-wybuch” miast w „3-odpal” wciśnie paluch…
o muszkach naukowo
® © Mirosław Krupiński
Jest na necie chora muszka
co to g. ma na paluszkach...
Ważną rolę jej wybrali:
- paluszkami w keyboard wali
i rozrzuca wokół równo
kochańszczyznę - czyli gówno.
Dziadek muszki, ten od Szwejka,
a z nim babcia dobrodziejka,
tez robili kupki śliczne
tworząc kody genetyczne
dla pokoleń synów, wnusi,
z których każdy ajdać musi,
bo jak chodzą wokół słuchy
obfajdywać - rola muchy...
Muchol Senior, papcio muszki,
też śmierdzące miał paluszki
- uczył młodsze pokolenia
filozofii fajdolenia.
Ten, przed słynną Wyprowadzką,
od Gomułki dostał packą
i już nie mógł robić kupki
bez darmowej michy zupki,
co za Much Światowych sprawą
much fajdania jest podstawą.
Bo czy widział ktoś z Was muszkę
która fajda z pustym brzuszkiem?
* * *
Dziś po latach, synek znajda,
choć jest tylko w części muchą,
najwydajniej z wszystkich fajda
i na mokro i na sucho...
A dlaczego fajda ślicznie?
- Hodowany genetycznie
od portretów Arcyksięcia
genetyczne miewa wzdęcia,
i jeżeli się postara
setkę kupek wali naraz...
Co jest suuuszne !
Sami wiecie.
Antymuszyzm jest na Świecie:
- DDT sprzedają sklepy,
- wszędzie wokół wiszą lepy,
- a maggoty skurczybyki
wciąż wbijają na haczyki,
by po rybę w głębiach sięgnąć...
- Jak się muchy mają legnąć?!!!
* * *
A więc stąd na Ściepie muszka,
zbrojna w g. co na paluszkach,
pełniąc rolę co jej dali
- paluszkami w keyboard wali
i rozrzuca wokół równo
kochańszczyznę - czyli gówno..
cuś z życia
® © Mirosław Krupiński
Nad wioską pełnia
księżyca złota…
Chodzi po wiosce wsiowy idiota…
Rzyga na wrota, potrąca
płoty ,
straszy bełkotem marcowe koty…
W zbełtanej duszy
łkanie mu wzbiera:
- niegdyś był synkiem
hycla… Cholera!...
Był męczennikiem,
wygnańcem, szpiclem,
lecz o czym marzy – to też
być hyclem
i wzorem taty, w
szczęśliwsze czasy,
tępić psy wiejskie niesuuuusznej rasy...
Wioska go lubi... Wioska go
kocha...
Słuchać ten
bełkot – sama radocha!
Psy też go lubią –
już go nie gryzą,
jak go dopadną –
mordę mu liżą...
* * *
Więc jak wieśniacy,
ich psy i koty,
nie napastujcie wioskoidioty.
On też, gdy zemrze,
pójdzie do nieba...
A jak nie pójdzie? – To pies go
grzebał !
z życia ptaków
® © Mirosław Krupiński
nad oazą, hen w zenicie,
sępy wiszą...
ślinę z dziobów wiatr
wysusza zanim spadnie...
listę grzechów swej
ofiary, krążąc, piszą:
- że ofiara zachowuje
się nieładnie:
- że ofiara ma
wielbłąda, który kopie
zamiast zjeść
się dać pokornie sępów stadu
i tym samym zachowuje się
okropnie
i jest strasznym
zagrożeniem dla sąsiadów...
- że ofiara przed
sępami się ogania,
miast na piasku do zjedzenia
się ułożyć,
a wszak sępy nic nie
jadły od śniadania,
więc jak maja do wieczora
głodne dożyć!
- wokół jurty zakopane są żelaza,
które mogą okaleczyć
głodne sępy...
to jest zbrodnia, i terroryzm i
zaraza,
lecz najgorszy jest ten upór,
upór tępy!
* * *
nad sępami, jeszcze
wyżej, hen w zenicie
czarna wrona je zachęca
krakiem swojem:
- jeśli teraz z tym
porządku nie zrobicie
to za karę ja was jutro
nie wydoję...
co narazi was na kłopot nieskończony
- Świat się dowie ze
jesteście antywrony !
* * *
a gdy już księżyc pnie się w
górę
wrona wielbłądzią zrzuca skórę
i za oazą, za wydmami,
spotyka wronę, tę z zenitu
i wspólnie strategicznie radzą
jak tu narobić apetytu
sępom. i jak być oaz waaaaadzą....
różne bronie masowego rażenia
® © Mirosław Krupiński
Z Izraela do Bagdadu
ciągnie nocą karawana
od ciężaru dromaderom
strzyka w krzyżu.
Na wielbłądach setka
głowic nuklearnych przywiązana,
by je odkrył satelita stacjonarny
zaraz z rana,
i pokazał niedowiarkom w
Bonn, w Paryżu...
Gdzieś na końcu
karawany idą wolno różne osły
niosąc anthrax i tyfusy,
iperyty...
czas najwyższy żeby
wreszcie do Bagdadu je doniosły,
by ten spisek przeciw
Światu był odkryty...
Za osłami, hen na
końcu, maszerują ObWieś z Malcem*
zacierając, od
gorąca, brudne łapy...
Ich zadaniem jest pokazać
„znaleziska” Światu palcem,
bo przeoczyć znów je
mogą rożne gapy...
Bo Świat wreszcie musi
wiedzieć,
żeby wojnę
wypowiedzieć
i ten olej wreszcie oddać suuuuusznej nacji...
Więc choć głowic
trochę szkoda,
lecz Przyjaciel znów ich doda,
by służyły znów
masowej demokracji...
* * *
A gdy będzie już po
wojnie
wreszcie uśnie Świat
spokojnie
w raju pełnym
podstarzałych dziewic Moniś...
Do przedszkoli zwrócą akta
co „uczyły Świat o
faktach”
przekonując, że ten
Świat się musi bronić.
A Germańce i Francuzy
będą smętnie
liczyć guzy
i ponownie stare długi
będą płacić...
No i słusznie - za
głowice,
Malce, osły,
wielbłądzice,
ich dostawcy przecie musza
się wzbogacić.
Więc zapomnieć szybko
radzę
popełnione wszystkie
szwindle i przekręty...
Kto ma olej ten ma waaaaaadzę,
a w dodatku - kto ma waaaaaadzę ten jest
święty...
A że olej wzrośnie w
cenie
i na kartki będzie w
końcu sprzedawany?
- Zapomnijcie to jęczenie!
- To są koszty
opisanej karawany!...
* -
jaczejka propagandowa grupy soc.culture.polish
tragedia prawie ludzka
® ©
Mirosław Krupiński
na podłodze leżą
zwłoki, prawie martwe,
ciężko dysząc...
w ciemnej izbie pachnie
kośćmi denaturat...
- ze zmęczenia prawie umarł,
swoje brednie wczoraj pisząc,
chociaż świadom że
bredniami nic nie wskóra...
z żyrandola patrzy Feliks
wystraszony,
jak się dostał na
żyrandol - nie pamięta
- widział tylko jak kot
został zagryziony,
bo był anty, gdy wokoło się pałętał...
żona płacze w ciemnej
szafie licząc guzy
bo spytała czy by nie zjadł
śledzia z beczki,
- więc ją skopał i
poszarpał jej rajtuzy
bo śledź anty, a w dodatku to śledź szfecki...
w monitorze wygryziona dziura
wielka
bo po polsku ten monitor „be” ni
„me”
a poza tym Ojciec Rydzyk z niego
zerkał,
i wyglądał że za
dużo o nim wie...
na podłodze poszarpane
rękopisy
co zastąpić miały kartki
w „Who's Who”,
podmieniając różne trefne
życiorysy
co przestały dziś
pasować tam i tu...
* * *
„Prawie zwłokom” krew
kroplami kapie z nosa
tworząc wąsy a'la Adolf,
choć czerwone,
- bo gdy w lustrze ktoś
przedrzeźniać zaczął Grossa
nosem naprzód zaszarżował na
obronę...
Nad tym wszystkim fruwa
zjawą Matka Polka,
która przyszła by objawić
prawdę straszną:
- że naprawdę to jest synem
szewca Bolka,
co przychodził gdy już
suuuszny „Tata” zasnął...
Stąd te wierzby nad
Wisłą... bociany...
opluwane co ranka z uporem,
co wracają uparcie wieczorem
gdy zasypia, zmęczony, pijany...
I stąd łkanie w
codziennym bełkocie,
że opuścił to wszystko
zwiewając
przez te dziurę Gomułki, co w
płocie
zapraszała wygnanych
do raju...
klęska urodzaju
® © Mirosław Krupiński
Pustoszeją
pola nasze,
juz
nie rodzą zboża, mięsa...
Bo
cóz w Polsce dziś się pasie?
-
Miller, Michnik i Wałęsa.
Cóż,
urodzaj mamy w Kraju,
nowe
plony rosną ślicznie...
Mamy
kleskę urodzaju
-
tych wybranych genetycznie.
Łatwą
dzisiaj mamy pracę,
nikt
buraków już nie kopie...
Co
się stalo? Gdzie kopacze?
-
Grób nam kopią. W Europie.
* * *
Inni
za Was zbiorą zbiory.
A
dlaczego, moi mili?
Bo
wygraliście wybory.
Bo
Wam zbawcy obrodzili...
Mamy
wielki skok do przodu,
siewy
w grudniu, żniwa w maju...
Martwić
nie ma się powodu.
Mamy
kleskę urodzaju.
Dzięki
temu temu, jak widzicie,
coraz
lepiej Wam się dzieje...
Bo
prowadzą Was przez życie
dobrze
znani Wam złodzieje.
Choć Was
droga czeka długa,
pełna
cierni, z klęską w dali
- milczcie.
Wasza to zasługa.
Przecież
Wyście ją wybrali.
wizja suuszności globalnej...
® © Mirosław Krupiński
Nad Bagdadem samoloty, same suuuszne, wolno krażą
upatrując kogo jeszcze tu wyzwolić...
Bomb tysiące dostarczono,
może wszystkie zrzucić zdążą...
Świat ma milczeć. Nie
ma prawa Świat biadolić!
No i suusznie – wszak Hussain prześladuje swych poddanych,
torturuje i zabija w swym
obłędzie;
więc gdy ofiar mu
zabraknie, bo je zgładzą suuszne
Stany,
to przestanie. Bo poddanych już nie będzie...
Gdy umilkną bomby,
działa, olej w suuszną
stronę ruszy,
to zwycięzca wreszcie suuszny rząd powoła.
Aby rząd to był
iracki będzie pragnął z całej duszy,
lecz skąd żywych
Irakczyków zebrać zdoła?
Więc by odnieść
wielki sukces po skończonym suusznym
dziele
importuje tych co
rządzić kompetentni...
Wszak na zachód od Iraku
żyją wierni przyjaciele,
którzy rządzić
Bliskim Wschodem od lat chętni...
Aby rządzic mogli sprawnie
i by silna była władza,
trzeba najpierw by bezpieczni
byli sami.
Z ich wrogami trzeba
skończyc, by im żaden nie przeszkadzał...
Bomb wszak starczy aby skończyć
z sąsiadami...
* * *
No a potem to już
łatwo - cała sprawa ruszy z górki
Bo już tylko Światu
nosa utrzeć trzeba.
- Za wahania w łeb
dostaną Kanadyjce, Niemce, Turki
a Francuzów to najlepiej by do
nieba...
Te UNy – ONZety, co susznościom
wszelkim anty,
to rozwiązać albo
trzymać w jakimś worku...
Już nie bedą
rządzić Światem - nie spisały się palanty!
Światem będzie suuusznie rządził mer New
Yorku!
Polski Olo w Europie suszne rządy ma sprawować,
bo choć wprawdzie własnych
grzechów ma bez liku,
ale za to, aby w porę suuszny tyłek pocałować,
będzie zawsze wiernie
czekał przy nocniku...
Inspiracja: Wieslaw Kochanski ze Sztokholmu,
"wieslaw_@_spamgazeta.SE", on Mon, 07 Apr 2003, zapowiedzial na grupie soc. culture.polish, ze wybiera sie
z kwiatami do Ambasady USA aby pogratulowac wyniku wojny z Irakiem
friendly fire
® © Mirosław Krupiński
Poprzez Sztokholm ObWieś
goni
aby uczcić sukces USA.
Wielki bukiet dzierży w
dłoni
- cztery róze i kaktusa.
* *
*
Wraca ObWieś z Ambasady.
Ma na tyłku odcisk buta,
a na karku zarzut zdrady
- Ambasada jest pokłuta!
Woźny, śmieciarz i
sprzątacze
mają w łapach kolców
trzysta
i zeznają z
głośnym płaczem
że ich napadł
terrorysta.
Zgubił róże w tej
niedoli.
Zapał niby bańka
prysnął,
a w dodatku d. go boli
- gdzie mu ktoś kaktusa
wcisnął...