ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:
Z-12
Kassandra: - dobrze idzie...
® © Mirosław
Krupiński
Krążą sępy nad Bagdadem i
pustynią...
W wyzwalaniu wyzwalacze postęp czynią...
Pośród kwiatów, pocałunków i wiwatów
wyzwolili
juz Muzeum z exponatów.
Nieco wczesniej tłum bombowców w górze latał
i wyzwalał
wyzwalanych z tego Świata...
Dziś, gdy suuuszna, świetna,
przyszłość Irak czeka
- precz z historią, a więc płonie
Biblioteka.
Gdy już mrok otuli pamięć gęstą
ciszą,
specjaliści nową wersję jej napiszą,
w ktorej będzie stało jasno i po prostu
że to Irak był kolebką holokostu.
I, choć trudno mu zamierzchłe zmienić
dzieje,
może grzechy swe odkupić. Swym olejem.
* * *
Dziesięć osób buzi daje gdzie kamera.
Tłum tysięczny z protestami w tle się zbiera
- nie chcą, durni, rządów USA ni podrzutków,
nikt nie wierzy deklaracjom w świetle skutków.
Nie ma leków, nie ma prądu ani wody.
Za to wszędzie wyzwalania są dowody,
ktore mówią jak to dobrze im zrobiono.
Dzieci ciągle umierają... Domy płoną...
Smutnie patrzą w telewizji Blair i Howard,
Każdy dziwnie przed kamerą oczy chowa.
Jakoś brak im po zwycięstwie słów zachwytu
- łupów nie ma, a stracono rynki zbytu.
Teraz mają odbudować kraj zniszczony.
Od oleju to są Bushe i Sharony...
* * *
Dobrze idzie! Więc przestaję już
biadolić...
Sharon z Bushem teraz Syrię chcą wyzwolić,
ktorej winą, jaką kilka panstw podziela,
- że arabska i że blisko Izraela.
A ponadto mimo porad, gróźb i bodźców
Syria kocha nie zwycięzców a uchodźców...
Potem Iran. Ma na
koncie rózne zdrady:
- atakował ambasady i Bagdady.
I sprowadził z drogi cnoty (co za plama)
Koreańców (tych północnych) i Sadama.
Wsio gotowe - w którą Iran spojrzy stronę
- wojska USA i tereny wyzwolone...
A gdy minie bliskowschodniej okres burzy
- do podbicia są Germańce i Francuzy...
Albany, 17 kwietnia 2003
wielkanocny stół
® © Mirosław
Krupiński
Leżą jajka
w swym koszyku – to pisanki...
Obok ciasta, marcepany i baranki...
Jak świątecznie i wesoło przy tym stole.
Aż mi przykro, że ja wierszem znów
swawolę...
Lecz ja widzę w wyobraźni ten stół
nocą.
Gdy baranki zrzucą skóry i znów psocą.
Wilcze zęby i pazury, długi, wilczy, ogon szary
i miast witki tej z baziami – pas z naganem...
Na pisanki, w dzień
błękitne, też działają nocne czary
i zupełnie znów czerwone są przed ranem...
Marcepany, ptysie, pączki, tańczą jakiś
taniec dziki
i jak dobrze im się przyjrzeć wyglądają
jak Michniki...
Dają buzi wilkoowcom, i prowadzą ku manowcom
popychając was natrętnie w swoich stronę...
- Tam gdzie widać już Urbana, który znowu, zaraz
z rana,
będzie tłustym i świątecznym
salcesonem...
Tłustą kaczkę upieczoną,
co leżała w dzień na stole,
noc uczyni czarną wroną
w okularach,
która z sępem vel Szarakiem
znów urządzi zbrojną drakę
choć już stara...
Kiedy błyśnie szary ranek
wszystko będzie znów przebrane.
Wszystko będzie znów świąteczne
i bezpieczne...
Ustawione w równy rządek,
biały obrus, ład, porządek,
by świąteczną znów nacieszyć Was
radością...
W tym świątecznym dobrobycie
można jednak stracić życie
gdy Was jajko lub marcepan zdławi ością...
* * *
Skąd się biorą te koszmary?
Czy proroctwo to czy czary?
Skąd ten wątek, jak z Caprichos, w wierszu
ciągły?
- Nim wzniesiecie kielich w górę
sprawdźcie swym barankom skórę
i czy Stół wasz, ten świąteczny, nie
Okrągły...
Albany, Wielki Piątek 2003
cuś z kuchni
wielkanocnej
® © Mirosław
Krupiński
Wielkanocną Nocą cichą,
kiedy drzemie każde licho,
gdy daleko wciąż do ranka,
gdy sen morzy i Baranka,
kiedy każdy z nas jest święty
a co drugi śpi urżnięty
i melodię chrapie kaca
- w mroku idzie ciężka praca:
Ktoś kto miewa wiele twarzy,
w bałkławie chroniąc pyska,
gar wirusów w kuchni warzy
i w pisanki ludziom wciska...
No i ludzie, ci porządni,
świątecznosci kurzych żądni,
gdy wirusów zjedzą dolę,
zamieniają się w Pyzole,
Załki, Malce i Sharony
- po czym każdy rozwścieczony
rozprzestrzenia wkrąg wirusa
chwaląc gromko Co & USA,
że stosują, nie bez racji,
broń masowej demokracji
i niezmiernie niebo cieszą
nowych wciąż aniołków rzeszą...
* * *
Świat zwyczaje swoje zmienia
wolą kilku suuusznych nacji,
które rację mają wiecznie,
Masowego Broń Rażenia
zwalcza krwawo i skutecznie
Broń Masowej Demokracji...
A za roczek albo dwa
gdy znów przyjdzie co do czego
usłyszymy „bomba A
słuszna jest gdy jest Kalego;
- demokracji Kali służyć
i dlatego atom uzyć”...
MK, Wielkanoc 2003
recepta
® © Mirosław
Krupiński
Jeśli chcecie rządzić Światem
nie próbujcie rządzić siłą,
popracować trzeba nad tym
- rządzić skrycie też jest miło...
By nie tylko zdobyć władzę
lecz sprawować ją przez lata
- zróbcie co wam tutaj radzę:
Pierwsze – znajdźcie kandydata.
Ma być głupszy niż przeciętny,
IQ mniejsze niż pół setki,
rządzić Światem ma być chętny,
lubić poklask i kokietki.
Musi na coś być tam chory
(głowobóle mieć czy zyza),
bo najlepsze są doktory
aby go utrzymać w ryzach.
Podfałszujcie mu wyniki
(rak prostaty, w mózgu tumor)
by, serwując narkotyki,
codzień mu poprawiać humor
I powtarzać, nie od rzeczy,
kto przyjaciel i kto leczy.
Drugie - jak już w nałóg
wpadnie
i bez leków jest jak szmata
- to pouczcie go dokładnie
co wymagać ma od Świata
i co zrobić temu Światu
gdy się Świat nie zgodzi na to.
Trzecie - by nie myślał
matoł,
bo w myśleniu jest wszak noga
- trzeba wskazać mu przyjaciół,
by mu mogli wskazać wroga.
Dobrze jest go kopnąć silnie
albo złamać którąś z nóg,
po czym wskazać nieomylnie
że to właśnie zrobił wróg...
Gdy się wścieknie, bo skopany,
i bo lek się
gdzieś zagubił,
przygotujcie wojny plany
i zadbajcie by je lubił.
I by przestał zważać na to
czy się to podoba Światu.
Czwarte: - lecząc go podwójnie,
co narkoman każdy kocha,
rozpocznijcie słuszną
wojnę.
No i zacznie się radocha...
Wróg bezbronny wobec racji,
którą ma, jak wie już Ziemia,
Broń Masowej Demokracji
nad broniami których nie ma,
padnie siejąc własne trupy.
Dla was sława no i łupy...
Piąte – przyznać się
należy
ryzykując bicie tyłka,
że z tym wrogiem co już leży
to jest klapa i pomyłka.
Bo choć gniew
go słuszny dopadł
- on nie łamał i nie kopał.
I że teraz, klnąc się Bogiem,
wy już wiecie kto jest wrogiem...
* * *
Cóż, szóstego już
nie będzie.
Powtarzając cały schemat,
utrzymując go w obłędzie,
dając wrogów których nie ma,
racjonując narkotyki,
w których waaaadza
też się liczy,
osiągniecie swe wyniki.
Nie zabraknie wam zdobyczy.
Lecz po cichu wam wymruczę
(o co wznosi Świat pacierze)
że gdy innych już wytłucze
- w końcu za was się zabierze J.
Arka na mieliznie
® © Mirosław
Krupiński
Jak w najwyższych mówią kołach
- by uniknąć Świata zgonu
Rada Mędrców Waszyngtonu
zaleciła w protokołach
by na dachu Pentagonu
(aby ludzki ród zachować)
nową Arkę wybudować.
A że nie ma sił na Świecie
by się oprzeć temu ciału,
po miesiącu (sami wiecie)
zbudowano z niewypałów
(używanych od lat wielu
by ratowac gospodarkę),
wondershipa – czyli Arkę.
Sami wiecie co to Arka.
To jest łódź gdzie każda parka,
inna od tych innych parek,
może znaleźć zakamarek
gdzie ma przetrwać potop Boży,
żeby potem się rozmnożyć.
Więc kolejka długa stoi.
Na początku stoją swoi
czyli Rumsfeld i Wolfowitz,
potem para ich połowic
z wiadrem Viagry w każdej ręce
- by się mnożyć jak najwięcej.
Potem stoi Świata Głowa
George Bush (samiec) i Bushowa,
by przetrwała Wodzów rasa
gdy już wód opadnie masa.
Od marines stoi
para,
para z Gromu stać się stara,
premier Howard stoi z Blairem,
bez żon żadnych (po cholerę?)
Na drabince Clinton wisi,
z orzeszkami dla Monisi.
Ona sama, jak to dama,
czeka tam gdzie Arki brama
- bo potrzebne są dziewice
na tej Arce. Ku praktyce.
Potem to już gorsze rasy:
Eskimosi, Papuasy,
potem zwierząt różne pary,
karaluchów kilka starych,
różne wormy i padalce,
a na końcu ObWieś z Malcem,
co i tak się nie dostaną
bo bilety wyprzedano.
Deszcz juz pada, woda wzbiera,
podatnikow tłum umiera...
ObWieś z Malcem – para żywa
w rzadkim błocie pieskiem pływa,
po czym brudne wznosząc dłonie,
klnąc Polaków, wolno tonie...
Woda prawie sięga dachu
Już nie rośnie.
Wszyscy w strachu
- ani wioseł, ni motoru...
bo pod koniec wód przyboru
Bóg miał Arką posterować.
Ale jak tu ją zwodować!?
Mija tydzień, miesiąc, lata,
coraz bliżej koniec Świata
bo brakuje już jedzenia...
Poziom wody się nie zmienia...
Viagra przyspieszyła akcję,
- różne rodzą sie mutacje,
bo to kiedy Świata koniec
kto by spał na własnej żonie....
Koniec Świata, nie ma rady.
Więc gołąbek – won na zwiady,
by rozbitkom przynieść wiesci
- ile się na dysku zmieści.
W końcu wraca – Ale draka!
Toż Chinczycy na kajakach
i na baliach bandy Rusa
juz rozkradli Świat i USA!
A poza tym, co za plama,
odszukali gdzieś Sadama,
ktory dziś, po szwindlach wielu
jest premierem w Izraelu...
Albany, 22 kwietnia 2003
to be or not to be
® © Mirosław
Krupiński
Tłusta świnia przy korycie
zapraszała swą ferajnę:
- w tej EU to fajne życie
- zamiast świnia
będę Schweine !
Obok człek z podobnym ryjem,
co okrada Polskę co dnia:
- chodźcie ze mną, tam odżyjem
- będę Ober
nie przewodnia !
Pewna partia, co już zdycha,
po sukcesach grubej
krechy :
- chodźcie, tam jest pełna micha!
- tu powieszą nas za grzechy…
Autorytet, ten wyborczy,
też do Unii się wybiera:
- sojusz z Czesiem coraz gorszy
- lepiej cmokać w d. Schroedera ...
Starsi Bracia z Telaviwa
co do Unii chcą przez Radom:
- czy się uda ich wykiwać?
- czy ponownie nas
wyjadą …
* * *
Tłum sprzedanych waży losy
przewalając się ulicą:
- czy przekuwać na sztorc kosy?
- czy iść żebrać za granicą...
* * *
Eurounia z bólem głowy
budzi się każdego ranka:
- czy ta Polska się znarowi?
- czy też uda się łapanka...
Czy wrócimy na swe
ziemie,
by na cudzym się bogacić,
gdy Polaków durne plemię
nasze długi będzie płacić?
Czy też próżne te łapówki
od czternastu lat dawane
- bo Polacy nie półgłówki
i zwęszyli co jest grane… J
zamiast lub przed UE
® © Mirosław
Krupiński
Słyszycie już?
– To woła Was i budzi
sumienia głos – że znów nadchodzi czas,
bo dłużej spać to znaczy zdradzić
ludzi,
a zdradzić ich to zdradzić również Was.
Pobudka gra dzisiejszym pokoleniom
choć stary też się zbudzi tam i tu,
bo jeśli dziś zbudzeni nic nie zmienią
nie będzie już pobudek z tego snu
pełnego mgły, apatii i zwątpienia,
w co zmienił czas idee dawnych lat.
Ten sam zły czas co rozwiał w proch sumienia
tych którzy Wam odmienić mieli Świat...
Znów nadszedł czas by wszystko to porzucić:
dorobek lat, dom, dzieci i rodzinę,
i jeszcze raz spróbować własnym czynem
osiągnąć cel, lub nigdy nie powrócić...
Nie trzeba nam dziś nowych prząść idei,
nie były złe, choć były parawanem
dla wrogów,
zdrajców, sprzedajnych i złodziei
co mając Was prowadzić ku wygranej,
okradli Was z godności i nadziei...
Nauczka lat nie poszła wszak na marne,
z osiągnięć nic, lecz w sercu słuszny
gniew.
I jasność dziś co białe a co czarne
i kim są ci co płacą garścią plew
za tamten czas – zapału i wyrzeczeń,
za wiarę w nich, co dzisiaj budzi śmiech,
za marzeń żar, przy którym piekli pieczeń...
Już chyba czas wycenić każdy grzech.
* * *
Nie będzie dziś masakry i szubienic.
Czauczesków czas już tylko jednym z ech.
lecz trzeba dziś rozliczyć, cofnąć,
zmienić
każde z ich kłamstw i każdą z grubych krech.
Zakończyć czas gdy ręka rękę myje
a każda z nich gotowa wspólnie kraść,
odebrać łup – niech każdy w hańbie
żyje,
wbrew ich nadziejom że nie mogą wpaść.
A wtedy Wy i ci co przyjdą po Was,
już bez pomników, popiersi i medali,
będziecie zdolni od nowa to zbudować
i pewność
mieć że znów się nie zawali.
A wszystkim tym co zechcą w gnój to zmieniać
podnosząc wrzask, że pragną grubych krech,
zbudujcie dziś pręgierze i wiezienia,
bo szwindle znów to byłby ciężki grzech...
Albany, 24 kwietnia 2003
w pustyni i w puszczy
® © Mirosław
Krupiński
Świat Kalego dzisiaj chwalić
bo mieć Kali mnóstwo racji,
a poza tym móc przywalić
gdyby być dojść co do czego.
- Broń Masowej Demokracji
dziś maczugą być Kalego.
A to znaczyć – każda broń,
którą Kali wziąć być w dłoń!
Łuki, dzidy i oszczepy,
które mieć dziś inne szczepy
(które Kali wciąż wymieniać)
Masowego być Rażenia!
A więc dobrze Kali zrobić
kiedy wszystkich innych pobić
i porządek tym wprowadzic!
Tak mu Szaman Ariel radzić!
* * *
Jak już Ziemia zostać pusta,
Kali w dobrych czynach ustać
i ogłosić pustce z rana,
że być Kali Kubwa
Bwana !
Albany, 26 kwietnia
2003
kanonizacja
® © Mirosław
Krupiński
dziś, w przededniu Wielkiej Zmiany
co ma Polskę uratować,
czeka wielki tłum Wybranych
by ich wykanonizować.
Cóż, Wybranych w Polsce mnogo:
- tych czerwonych (ex-przeważnie),
- tych co buzi dali wrogom
exhumujac ich odważnie,
- wynalazców grubej krechy
co to mocni byli w pyskach
i odpuszczać skłonni grzechy
za swój własny udział w zyskach,
- genierała herbu Wrona
z genierałem herbu Pała,
co to wzięli nas w ramiona
gdy się Polska buntowała...
- tych wyborczych, z
kółkiem w nosie,
co tuszują wronią winę
aby ukryć własne dossier
i ratować swą rodzinę.
No i w końcu tych przy żłobie,
co z Polaków robią durni
i by pomóc tylko sobie,
siła pchają ich do Unii...
* * *
Cóż, potrzebna więc kanona,
w Polsce zwana dziś armatą,
by ambitny plan wykonać.
Już najwyższa pora na to...
Jak armata – to od Kruppa,
co w kanonach lat
już dwieście.
I Urbana tłusta pupa
w jego lufach też się zmieści...
Skonfiskujmy więc łapówki,
te Kossaki i kopertę,
wraz z nią Euro i złotówki,
no i kupmy Grubą
Bertę.
I z okrzykiem - „Boże prowadź!”
można ich kanonizować
!
Albany, 27 kwietnia
2003
1 maja 2003
® © Mirosław
Krupiński
Idą zombie czerwone w majowym pochodzie,
każdy z worem zdobyczy i z wygodnym stołkiem.
A dlaczego tak idą?
- Umarł duch w narodzie.
Już ich nie ma kto przybić osinowym kołkiem
do tej ziemi co prochem ich ofiary kryje.
Bo ofiary nie żyja. I naród nie żyje.
Bo juz oddał i godnosc i godziwe życie,
wybierając tych których nienawidził skrycie.
I w obawie że straci resztkę kości z michy,
zamiast gniewem wybuchnąć, stoi nędzny...
cichy...
By wsrod czaszek ich trupich, kapturow czerwieni,
wolno, martwo, bezwolnie, też się w zombie
zmienic...
Albany, 1 maja 2003
strategia przeprowadzek
® © Mirosław
Krupiński
Gdy się człowiek przeprowadza
i pakuje swe manele,
stare śmiecie w pudła wsadza
- dobra nigdy nie za wiele!
Jasio ma dwa lata dzisiaj
i zabiera z sobą misia,
któren wprawdzie nogi zgubił,
ale Jasio go polubil...
Jego siostra, juz podlotek,
ma kolekcję lalek-ciotek,
już bez oczu i bez nosów,
lecz z plamami słodkich sosów...
Mają ludzie sentymenty.
- Ciotka bierze gar peknięty,
co trzydzieści latek temu
do smażenia służyl dżemu,
no i ciotka jako malec
wciąż w ten gar wkładała
palec...
- Stara panna – ciotka Zosia,
guzik z portek listonosza,
któren jej pozostał w ręku
gdy list przyniósł jej po ciemku....
- Emigrantów, tych marcowych,
cała grupa w Szfecji płacze
bo nie przyszło im do głowy
zabrac pierzyn z polskich kaczek...
- Głupi taszczy kawał sera
bo od niego śmiech w nim wzbiera.
- Wędkarz bierze puszkę glistów.
A Polacy – komunistów.
- Sprowadzili Polskę na dno,
to niech Unię też rozkradną!
Albany, 6 maja 2003
ofiarom oszustw
® © Mirosław
Krupiński
Kiedy przetrzecie skacowane oczy
spojrzcie na rękę, co w pieszczoty
geście
w waszym nocniku od wczoraj się moczy.
Z jękiem wdzięcznosci: - „ach, w Unii
nareszcie!”
Ryje w korycie ogladając co dnia,
ryje znajome, od pół wieku znane,
myślcie z miłością – „to
nasza przewodnia,
co nas przywiodła do Unii kochanej!”
Nawet w
kolejce stojac po zasiłek,
który raz po raz kilka euro zgubi,
po raz kolejny pocałujcie w tyłek
kochaną wladzę. Bo władza to
lubi...
Szczególnie władza rodzona, czerwona,
która raz Wschodom raz Zachodom kadzi,
i która zawsze Was łatwo przekona
by ją wybierać. I zawsze Was zdradzi.
I Waszym dzieciom, co głupieją
zwolna,
latami służąc, jak Wy - u
złodzieja,
przekażcie: - Polska była kiedys
wolna...
Dawno... Za czasow Piasta Kołodzieja.
Polak byl wolny, zdolny do obrony...
No taaak – lecz wtedy nie było czerwonych...
*
* *
A w końcu, kiedy przyjdzie Wam
umierać,
przeklnijcie głośno w tej ostatniej
chwili
tych co Was pchali by Unię wybierac...
Wszystkich czerwonych.
I tych co zdradzili...
Bo to nie Unia Was dziś nędzą
nęka
lecz dawna zdrada – czyli Magdalenka
i kara za nią zesłana od Boga
- bo grzechem ciężkim ekshumowac
wroga.
Albany,
maj 2003, kilka tygodni przed referendum
mea culpa...
® © Mirosław
Krupiński
Znów zawył pies, żałośnie i
z rozpaczą...
smutno nam jest, niektórzy cicho
płaczą...
Że cierpi Bryś załamac
chciałem dłonie
i przekląć tych co czynią psinie
źle.
Spoirzałem w dół – i twarz mi wstydem
płonie...
Bo właśnie ja mu stoję na ogonie
i biedny Bryś nie może do UE...
*
* *
A wiecie skąd te wycia i hałasy,
co Kraju część powtarza smutnym
echem?
- Brysio od lat podkrada Wam kiełbasy,
a tam, w UE,
znów grubą zwęszył krechę.
Albany, maj 2003, kilka tygodni przed referendum
ogłupionym i
sprawcom
® © Mirosław
Krupiński
Wy – ogłupieni codziennym
bełkotem
kłamliwych mediów i sprzedajnych guru:
- Gdy już nie bedzie Wam wolno spowrotem
w popłochu bieżeć, przyparci do muru...
- Gdy już będziecie w Unii
duszą, ciałem,
w ogromie szczęścia które Was ogarnie,
to może dotrze do Was to co chciałem
w wierszach powiedziec. Co poszło na
marne...
Szczerze Wam życzę bym to ja się
mylił
i by Wam wszystko poszło jak najlepiej.
Byście rzec mogli że ja głupi
byłem
miast z żalem przyznać że
byliście ślepi...
*
* *
Wy zaś – sprzedawcy
swej własnej Ojczyzny
za garsc szekeli, dolarow i marek,
łudzacych naród co wciąz goił
blizny
- sprawcie swym
wrogom ostatni podarek
i spalcie książki na
dziesiątkach placów...
Niech wiatr historię i prawdę rozpyli
- aby zapomniec o rzeszach Polaków
co o tę Polskę od wieków walczyli.
Po co
Wam króle, Kosciuszki, Rejtany
gdy cel ich walki dziś przez Was sprzedany.
* * *
Wy - drobne kundle, sprzedajne
ratlerki,
co szczekaliście za kawałek gnata,
co liczyliście na dobrobyt wszelki
- smycz i kaganiec – to wasza zapłata.
A gdzieś na koncu, jak się kundlom zdarza,
czeka was ręka obcego rakarza...
3 x tak
® © Mirosław
Krupiński
Cóż, słuchajcie Kuma Ola,
Olo to chłopisko bystre
- Olo skończył dwa przedszkola,
a więc prawie jest magistrem...
Cóż, słuchajcie Kuma Lesia,
któren wielgie ma zasługi:
-„Unia zyski Wam przyniesie,
albo nawet nowe długi”...
Cóż, słuchajcie propagandy,
Goebels zawsze radził szczerze.
- dziadek ubrał Reich w girlandy,
- wnusio Unię w nie ubierze...
*
* *
Z powyższego zaś wynika:
- życie czeka Was wesołe;
Ola, Lesia i Michnika
Czeka w Unii złoty stołek.
Wasze stołki też już
bliżej,
- jak na fotce, tej poniżej:
Co ten stołek dla Was znaczy
pamflet Ola Wam tłumaczy.
(Zdjecie: fot. M. Krupinski - obiekt:
australijska roślina Blackboy. Rozmnaza sie przez wysiewanie bardzo
kolczastych nasion (te na gorze) wylacznie po pozarze
w ktorym nasiona pekaja. Igly "czupryny" tez
kolczaste). Wielkosc
sfotografowanego – fotelowo odpowiednia. Wyglad rosliny koresponduje z
symbolicznym w Australii gestem :)
Suuuszne Ciało
® © Mirosław
Krupiński
Mamy „Kongres” w tej Kanadzie
- takie „polskie” suuuuszne ciało,
które w pupę, po naradzie,
polskim waaaadzom
wejść zechciało...
Choć ten „Kongres” jest nieliczny
i liczebność ma w promilach
lecz wysmażył wniosek śliczny,
któren waaaadzy
byt umila.
Czyli - że „Polonia chce
wysłać Polskę do UE”.
Cóż, nie dziwię im się wcale...
Te fundusze, te mendale,
uścisk „prawie od Magistra”
- KPK to grupka bystra,
która wcale się nie boi
wbrew Polakom poprzeć swoich.
A Polacy, ci w Kanadzie?
- Cóż, przyjrzeli się tej zdradzie
i zbiorowy list wysłali
właśnie do mnie – do Australii:
napisali: - „Hej, Mirosław,
macie u Was coś dla osła,
ktoren wykazuje znów
znany syndrom wściekłych krów?”
*
* *
Cóż – przyjaźnie to rzecz
święta.
Kanadusow tłum pamiętam,
że normalne raczej chłopy,
bez dewiacji EUropy.
W busz polazłem więc z kamerą
między krzaki i kamienie,
aby znaleźć cos przecherom
na wirusa przeczyszczanie.
I tak długo przez busz lazłem
aż znalazłem...
Oto jest recepta moja:
- mamy tutaj krzew blackboya *
który igły ma jak brzytwy
i wyrostek w górze chytry
z tysiącami ostrych nasion,
co przeczyści d. chłoptasiom,
usuwając złe ciągoty
i wskazując drogę cnoty.
Przypomina przy tym gest
„finger
up” – więc słuszny jest:
Więc - dla dobra radzę sprawy
- by usunąć ślad zarazy,
gdy powtórzą się objawy
aplikować kilka razy.
Wolno... razem... pomalutku...
Aż do skutku.
Że wścieklizna zaś – rzecz
grożna,
którą łatwo złapać
można
- myślę że to rzecz wskazana
by recepta była znana.
Co zapewne zrobić da sie
- macie w tej Kanadzie prasę?
po trupach do raju
® © Mirosław
Krupiński
Idzie pochód ogromny rozległą
doliną,
której kraniec już bliski, chociaż w
mgle się chowa.
Nad pochodem sztandary wypłowiałe
płyną
i melodia natrętna, która mąci w
głowach.
W tej melodii są bębny, cymbały
Jankiela,
i czastuszki sowieckie i Szymborskiej rymy...
Derwisz w mycce wśród tłumu narkotyk
rozdziela
aby łatwiej kierować i myśli i
czyny...
Gdy ktoś w tył się ogłada
ten dostaje kijem
- nawet nie wie od kogo, bo narkotyk
działa,
czasem mętnie pomyśli: – „serce
partii bije”
i się sennie zadziwi: - „wszak
istnieć przestała”...
Sto owczarków skundlonych pilnuje pochodu,
bo porządek być musi w pochodach do
raju.
Zgodnym chórem szczekają: - „do przodu...
do przodu”...
Tych co z drogi zboczyli cicho zagryzają.
Z tyłu niosą przywódców w lektykach
złoconych
w śnieżnych togach spod których
czasem czerwień błyska,
senatorskich z wyglądu, zdrowych,
wypasionych,
kierujących ten pochód. W kierunku urwiska...
Czoło cel już osiąga,
słychać krzyki z przodu,
zakończone gdzieś w dole upadku
odgłosem...
Reszta z tyłu nie widzi, więc nie ma
powodu
by przejmować się zbytnio tych na
przedzie losem.
- Bo wszak jeszcze nie oni, jeszcze opium
działa,
dla nich ciągle jest w przodzie Ziemia
Obiecana...
A tam w przodzie, gdzie w dole gromadzą
się ciała
jest juz cicho. Więc prawda
wciąż jeszcze nie znana...
*
* *
Tylko z tyłu, w lektykach na grzbietach
niesionych
przez tych co niesc przestaną gdy ich
przyjdzie kolej,
szepce grupa ich wodzow, wesołych,
spasionych,
którzy wiedzą od dawna jaki raj jest w
dole
i czekają z rumiencem podnieconych twarzy
by sie stało co kazdy z nich od dawna
marzy:
- Niechaj rośnie tam w dole tych co spadli
kupa,
jak najszybciej niech sięga do urwiska
szczytu...
By przywódcy do raju mogli zejść po
trupach,
bo to dla nich jest przecież ten raj dobrobytu...
Albany, 5 czerwiec
2003
wunderwaffe
® © Mirosław
Krupiński
Spało sobie coś przez lata,
słodko spało...
Bo kazali i w dodatku spać się
chciało...
Spało sobie coś przez lata z woli
ludzi
- tych z Warszawy, którzy wiedzą kiedy
zbudzić...
Szykowali sobie śpioszka na batalię,
by go użyć, gdy zagrozi wróg
Australię...
No i przyszła tej potrzeby straszna
chwila,
gdy Australia przeciw Unii się wychyla.
By przekonać tam kangury, no i ludzi
w końcu śpioszka w tej Australii
trzeba zbudzić.
Więc centrala śle rozkazy i
kopertę,
„Kraj w potrzebie - czas wytaczać
Śpiąca Bertę!”.
Wyciągnęli wiec lawetę z Wielkim
Śpiochem
i nabili po brzeg lufy dymnym prochem.
Lont się pali, rozkaz „ognia !” już
wydany,
lecz nasz śpioszek, pseudo Doktor wciąż zaspany...
I miast rzygnąć kartaczami w
groźną ciszę
ciągle jeszcze eufemizmy swoje pisze:
>
Rozpici agenci bolszewii i Kuby,
> co nie znosicie NATO i Brukseli -
> nie rozumiecie, że Polska dojść może do zguby,
> gdy swego losu z nimi nie podzieli?!
> Bez Brukseli, bez NATO byłaby nicością,
> jak chciała Katarzyna czasem wielką zwana,
> i dla swych sąsiadów byłaby tylko kością,
> o którą psy walczą od nocy do rana...
> Autor: dr Marek Baterowicz
> (C) CyberExpress
Lont się pali, iskry sypie, swąd dokoła,
głos z Warszawy ciągle „ognia!”, „ognia!!!”
woła...
No i wreszcie (co za plama, co za wstyd)
- Śpiąca Berta, czyli doktor, zrobił pssssssttt...
Kłęby dymu nad Australią, oślepione satelity,
czarne drzewa i kangury, czarna ziemia...
A w Warszawie, w tej Centrali, ci co Bertę tu
wysłali
zapewniają że „Australii to już nie ma”...
Lecz gdy dymy rozwiał ranek, Polonusy roześmiane
przeciw Unii zaczynają się narowić,
a na szańcu w tym Sydneyu leży działo
rozerwane
- Śpiąca Berta – czyli doktor Baterowicz...
A naprawdę co się liczy w nieudanym
tym wyczynie?
- To że doktor ma od dzisiaj, w tej Australii, nowe imię.
Od Sydneya aż do Pertha
zwać go bedą Śpiąca Berta
i imieniem tym na wieki nam
zasłynie...
Albany, 3 czerwiec 2003
recepty polskiej
kuchni
® © Mirosław
Krupiński
Weżmy pusty gar nadziei
w dawnych walkach okopcony.
Nawrzucajmy tam złodziei
i pisklęta dawnej WRONy,
chochlę piany z
Michiganu,
bezrobotnych chude kości,
z Magdalenki weteranów,
tłustą
mniejszość (dla tłustości),
garść
doradców-państwokradców,
Trzeciej Polski pierwszych
wladcow
i co jeszcze się nawinie
- jak Folwarku tłuste
świnie...
Wymieszajmy wszystko
pałą ,
której ZOMO nam użyczy.
Wrzucić też się chyba przyda
trujacego UW grzyba
i na piknik idźmy
śmiało.
Niech tam cała Polska
rzyga
- na pikniku w Europie.
Wtedy Unia nas wykopie.
* * *
Zabierając wtedy garnek,
by w nim warzyć
polską kaszę,
zostawimy im
zawartość.
Wyrzygane już nie nasze!
ćśśśś...
bo się wyda za wcześnie
® © Mirosław
Krupiński
Tuż przy Polsce, od
Zachoda,
gdzie się Odra z
Nysą łączy,
gdzie powodzi płynie woda
- Wielgi Pająk się
pajączy...
Wie jak muchę
upolować,
wie – cierpliwość
wiele znaczy,
wie – że musi
skokietować,
w pierwszym rzędzie,
naganiaczy...
Wie – za rzeką, tuż,
na Wschodzie,
gdzie spichlerze stoją
puste,
wszystkie muchy chudną w
głodzie,
naganiacze zaś są
tłuste...
Plan Pająka ma dwie fazy
(od pająków trza sie
uczyć):
Pierwsza – muchy
zlekceważyć,
bo te muszą się
utuczyć.
Naganiacze zaś spasieni
- tuczyć dalej
czystą stratą ,
pierwsi będa więc
zjedzeni
- co za chudość much
zapłatą...
Kończąc dzieło
które zaczął
i ku chudych much rozpaczy
wciąż
wierzących naganiaczom,
- Pająk pożre
naganiaczy.
Zaczynając, bestia
bystra,
od Olesia, hmmm...
Bezgistra...
- mniammmmmmm
Inspiracja: Re:
Nie ma odważnych? (anonim
“Wanda”)
>Nikt
się jakoś nie kwapi do odpowiedzi na moje
>dwukrotne
zapytanie czy zostaniemy wyklęci przez
>Polonię,jeśli
zagłosujemy na "Tak" ? Czeka się na
>wynik
referendum,żeby jakoś dopasować swoje teoryjki
>do
rzeczywistości?
Nie. Po co Polonia ma Was wyklinac?
Nawet wlasne dzieci pewnie Was nie wyklna bo w podrecznikach historii Unii
Europejskiej niewiele bedzie ani o Was ani o tym coscie sprzedali, wiec nie
beda wiedziec.. Bedzie tylko o powrocie starych Niemieckich Ziem do Macierzy. I
o nadmiarze taniej sily roboczej w UE, z ktorym “trzeba cos zrobic”. Wbrew temu
co glosi polska propaganda od przedszkola po dobranocke – w momencie wejscia do
Unii przestaniecie sie liczyc, bo po spelnieniu swojej roli dalsza kokieteria w
stosunku do Was nie bedzie juz potrzebna.
Ci ktorych glosy “NIE” nie wystarcza
tez nie beda mieli do Was bezposrednich pretensji – bo propagowaliscie i
glosowaliscie “TAK” anonimowo. Daj wiec Wam Boziu to na co zasluzycie (z
najlepszym wlacznie).
Byloby pewnie uczciwiej gdybysmy i
my i wasi sasiedzi znali Was z nazwisk, ale nie jest to az tak wazne. Jezeli odradzamy Wam to co macie zamiar
zrobic – to tylko dlatego ze zycie i doswiadczenie nauczylo nas dostrzegac te
pulapki na ktore Wy jestescie slepi bo od czternastu lat oczy Wam mydla.
Trzymajcie sie cieplo.
I wiersze czytajcie J.
Miroslaw Krupinski,
Australia, 6 czerwca 2003.
wczoraj i dziś
® © Mirosław Krupiński
Polak wyjeżdżał
zostawiając wszystko
(gdy nie slużbowo – co
się śpioszkom zdarza),
w Polsce zostawiał
wygasłe ognisko,
ktore z popiołów tutaj
znów odtwarzał.
Dziś patrioci
okrągłego żłobu,
bez śladu wstydu na
sprzedajnych twarzach,
strzępy tej Polski
zabiorą ze sobą
by za nie bilet kupić u
pachciarza.
I bedą pluli na tych co
nie kradną
i na tych których
przekonać się nie da.
Bo dla ich dobra trzeba
Polskę na dno.
Bo w Trzeciej Polsce wszystko
jest na sprzedaż.