ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-13

 

 

metodą Pawłowa

® © Mirosław Krupiński  

 

Pies nażarty - ma humory

i gdy żarcie ma pod nosem

- nie za bardzo słuchać skory

i sam rządzi swoim losem.

 

Od łańcucha bestia stroni,

na kaganiec się nie godzi

- nawet mając pałę w dłoni

niebezpiecznie doń podchodzić.

 

Lecz nauka czyni cudy.

I postępy czyni ciche:

pierwsze – dach zerwijcie z budy,

drugie – niech ma pustą michę.

 

Cóż – piętnaście lat niedoli

i gdy psisko schudnie na nic

- kość pokażcie, a pozwoli

włożyć łańcuch i kaganiec.

 

Nic że zdechnie ze starości,

bo psy krótkie mają życie.

Zaoszczędzi Wam tym kości.

A rezultat zobaczycie:

 

Brysia wnuki i prawnuki,

poprawione genetycznie,

nie zapomną tej nauki

- bedą słuchać, służyć ślicznie,

 

aportować co rzucone,

przeciw swoim brać w obronę,

bronić Waszych kas ze złotem,

no i w porę zdychać potem.

 

*   *  *

 

Cóż, widzicie? – Nie trza kija!

Trzeba tylko użyć głowę

- nie zawiedzie się Unija

posługując się Pawłowem.

 

 

epilog – czyli rapsodia sennobercianska

® © Mirosław Krupiński    24 czerwca 2003

 

Senna Berta – wielgie działo,

lecz zwyczaje miewa brzydkie:

pierwszy - że sie rozleciało

drugi – czapkie ma niewidkie...

 

Naród krzyżem leży w błocie

i w modlitwach Bertę sławi,

że pomogła wytrwac w cnocie

- teraz niech te cuda sprawi.

 

Niech złodziei w świętych zmieni,

da zbrodniarzom z lilii wianek,

szmalu napcha do kieszeni,

wór przyniesie niespodzianek...

 

Niechaj mafię kraść oduczy,

niechaj zwrócą łupów krocie.

- Miast im skarbca peki kluczy

- ich pod klucz. Na dożywocie.

 

Niech każdemu da mieszkanie,

niech napełni pustą kiesę,

niechaj Miller, miast być draniem,

w Matkę zmieni się Teresę...

 

Niechaj święci  zdejmą mycki

i do swoich się wyniosą.

IPN niech sądzi wszystkich,

miast zostawiać sądy Grossom.

 

 

*   *   *

 

No i w koncu - sterta złomu

ktora była Bertą Senną

niech przetopi się w ksztalt dzwonu

i zadzwoni nam nowenną.

 

I miast dalej zwodzić ludzi,

niechaj wreszcie ich przebudzi.

Gdy już spełnią swe zadanie

- Berta wstydzić się przestanie.

 

 

dziesięć lat później

® © Mirosław Krupiński  

 

Baca Jontek do Brukseli

w drabiniastym jedzie wozie.

Spać by wolał przy niedzieli,

lecz wymówic się nie może.

 

Chuda krowa ciągnie furę

bo koń zgubił kolczyk z ucha,

jeśli trzeba – pcha pod górę

bo Krasula stara, sucha...

 

Jechać musi, nie ma rady.

Krowa musi isc do byka,

a nie majom ich somsiady,

bo tak z Unii praw wynika.

 

Z byle bykiem nie pozwolom

bo w tej Unii czystosc rasy.

Jest w Warszawie bysio Olo,

lecz na suuuuszne krowy łasy

i jezeli miewa wzwód

to zapładnia Bliski Wschód.

 

W gminnym amcie  cuś gadali

starej Halce, Jontka żonie,

- jakis bysio był w Australii,

lecz lat dziesięć wstydem płonie,

bo go tam wykastrowali

gdy zapładniać chciał Polonię...

Więc choć chciałby do króweńki

ale głosik ma zbyt cieńki...

 

*   *   *

 

Jadom... jadom... nagle szlaban

Przy szlabanie straszny raban:

Na szlabanie jest tablica:

- „krowa musi być dziewica”.

Krów tysiące smutnie ryczy,

lecz ryk zgoła nie dziewiczy...

 

Mysli Jontek – co się stanie?

- Cnoty mają w Michiganie

i sprzedają przez Michnika,

lecz koszt większy jest od byka...

A poza tym te ich cnoty...

- UW z wszytą ma kłopoty...

 

Wtem - olsnienie! Wtem Eureka!

- W tej Australii bysio czeka!

I choc głosik ma zbyt cieńki

lecz Krasuli mojej wdzięki

namiętnosci wzbudzą szał!

- Lat ostanich dziesięć spał

więc ponownie obudzony

pewnie bedzie szukał żony...

 

I znów, wzorem dawnych fuch,

wmowi Krasej cielę w brzuch!

 

 

 

 

gdy Wam...

® © Mirosław Krupiński  

 

Gdy Was wtedy oszukano, odbierając Wam nadzieje,

gdy Okrągły Stół Wam dano, mówiąc że to wszystko dla Was,

gdy na stołki i cokoły wmontowali się złodzieje

- klaskaliście.  Wasza sprawa...

 

Gdy sprzedano za łapówki stocznie, banki, Wasze renty,

Wasze prawo do godności i zabrano głosu prawa,

nie mówiliście ni słowa, pozwalając na przekręty...

- milczeliscie.  Wasza sprawa...

 

Gdy zwiększono Wam podatki i obcięto pensje chude,

sobie dając przywileje i przepustki do przepychu,

milczeliście, patrząc w ziemię – choć to pewnie przyszło z trudem.

- Płakaliscie. Lecz po cichu.

 

Teraz nic Wam nie zostało, więc Wam krzywda już nie grozi,

chyba że z nadmiaru pychy ktoś chce napluć w pustą michę.

Przywykliście do pokory - poskarżycie się więc Bozi.

Lecz już krzyczec nie umiecie - więc i skargi będą ciche...

 

*    *    *

                     

Wiem – z daleka to mi łatwo. Patrzę, słucham i oceniam,

po tych dawnych gniewnych latach zadziwiony tą  pokorą.

Kiedy wreszcie Was rozdrażnią?  Kiedy będzie kres milczenia?

Kiedy z Polski Was wypędzą?  Lub tę Polskę Wam zabiorą?

 

 

 

 

mafia niejedno ma imię

® © Mirosław Krupiński  

 

Na ostatnim zjeździe Mafii,

która kraj pogrąża w grzechach,

hucznie (Mafia to potrafi)

fetowano Don Vojciecha.

 

- Za to że ich uratował

i pozwolił umknąć z łupem

- każdy w rękę go całował,

a michniki nawet w pupę...

 

Potem Mlynarz -  Tutti Capo,

na splamionym krwią gorsecie,

przypiął medal własną łapą

- bo zasłużył Vojciech przecie.

 

Że mordował wiele razy

nikt już dziś nie daje ucha

- wszak z Sycylii miał rozkazy,

a Sycylii Mafia slucha.

 

Po naradach, przy szampanie,

ustalono jednogłośnie:

- Vojciech Świętym niech zostanie.

- Mafii sława znowu wzrośnie.

 

A poza tym – w razie wpadki,

gdyby Mafia miała pecha,

będzie miała wybieg rzadki:

- wszystko zwalić na Vojciecha.

 

Betonowe dać kamasze,

zaplantowac na dnie Wisły:

- „wprawdzie łupy wszystkie nasze,

ale Vojciech dał pomysly.”

 

*   *   *

 

Z mułu w górę - tam gdzie tafla,

Vojciech martwą wznosi głowę...

Nasza Mafia już nie mafia

- tylko Bractwo Różańcowe.

 

Bractwa sława wzbudzi echa

i przez lata bedzie echem

- za sprzedanie Don Vojciecha

znów dostaną grubą krechę...

 

Z czego cieszą sie na stronie

Capo Michnik z Don Kuroniem...

 

 

dwie recepty na zbawienie

® © Mirosław Krupiński  

 

W ciężkich czasach które idą

skrzyżujemy Vojtka z Pydą*.

Kiedy będą jedną duszą

wreszcie szczęście Polsce wmuszą!

 

Gdyby lud miał plan odmienny,

nie chcąc szczęscia od oprawców

- to wprowadzą stan wojenny

i ogłoszą się za Zbawców.

 

By do nowej mrówczej pracy

stworzyć zapał i podnietę

krzykną: – „cieszcie się Polacy!”

i zarządzą to dekretem.

 

„Odbudujcie znowu Polskę

z tej ruiny w którą wpadła!”

- Więc Polacy odbudują

(by ją mafia znów rozkradła).

 

Bo te zmiany w naszym Kraju

to rzecz zwykła i normalna

- wciąż na lepsze go zmieniają.

Tylko mafia nietykalna.

 

*   *   *

 

Cóż, Krupiński od Pegaza,

ten z zatrutych znany wierszy,

odbudowy nie odradza

lecz doradza etap pierwszy:

 

Aby skończyć z Polski pechem

najpierw musi naród cały

won odrzucić grubą krechę

i wziąć w ręce grube pały.

 

Po użyciu ich skutecznie

wobec mafii zwanej waaaaadzą

lud poprosi mafię grzecznie

niech co skradli - dziś oddadzą.

 

Po czym goli, rządkiem, boso,

niech do swoich  się wyniosą,

nim się naród nie rozmysli

i nie wrzuci ich do Wisły...

 

Będą po tym żyć szczęsliwie

w Bonn, Kijowie, Telaviwie,

w Moskwie, Belgii i Afryce

zamiatając tam ulice.

Miast łapówek za usługi

- będą nadpłat spłacać długi.

       

* - jeden z „michników” - internetowy piewca Don Vojciechowych zasług

 

 

aria młynarza

® © Mirosław Krupiński  

 

Vojciechu wróć, do Ciebie łkam nad ranem...

Niedolę skróć, wojennym wybaw stanem...

Znów na to czas - okropnie jest nam źle...

Nie lubią nas i ginie SLD...

 

Vojciechu wróć, wyprowadź z koszar tanki...

Wyborców zbudź, doprowadź ich z łapanki...

Dekrety swe ponownie w kraju wprowadź

i zamknij tych co pragną źle głosować...

 

Vojciechu wróć, weź władzę w swoje dłonie...

Wychowaj młódź, za mordę weź Polonię,

Pochowaj chleb, niesfornych mróź i głódź,

Vojciechu wróć!  Vojciechu wróóóóóóóć...

 

*   *   *

 

A jeśli nawet z warchołów przegrasz rzeszą

i na latarni tym razem Cię powieszą,

to pod latarnię pójdziemy zgodnym stadłem

i Socjalizmu nazwiemy Cię Wahadłem.

I pomnik Twój Szymborskiej damy kuć...

Vojciechu wróc!  Vojciechu wróóóóóóóóć....

 

 

 

kassandryzm: - fatamorgana

® © Mirosław Krupiński  

 

Jak wędrowcy zgubieni w pustyni bezmiarze,

resztką siły - gdzie miraż cienie palm rozwiera,

kryjąc w piasku przed słońcem popalone twarze,

pełznie mafii gromada, pod wodzą Millera

ku przystani bezpiecznej. Obietnica dana.

Lecz ta Unia bezpieczna - to fata morgana,

co obietnic wszelakich mirażem ich wabi

aby w mgłę się rozpłynąć, oszukać i zabić.

 

Ich zadanie spełnione, zbędne już usługi,

suma zasług na kontach zamienia się w długi...

Karmić kundla co kradnie i zębów ma pieńki

niepraktyczne – więc zamiast dalszych kości z ręki

co je wczoraj dawała za bramy otwarcie

- kopniak w tyłek, za bramę, już bez szans na żarcie...

 

Zamiast stołków złoconych, co złudne niestety

W Unii na nich czekają lustracji ankiety,

w których wyznać należy i przeszłość i zbrodnie.

Po tym można już usiąść – lecz niezbyt wygodnie;

miast złotego fotela co miękki i gładki

może wkrótce ich czekać wiele lat odsiadki...

 

 

*   *   *

 

Oszukanych Polaków niezliczonym rzeszom

dóbr skradzionych przez mafię to już nie przywróci,

lecz niektórzy, choć biedni, pewnie się ucieszą

że w tej ich upadłości są więksi bankruci,

którzy wierząc, że wkrótce już dosięgną szczytu

po drabinie oszustwa, złodziejstwa i zdrady,

obudzili się w Unii – lecz z ręka w nocniku,

tracąc wolność, przewodniość i ciepłe posady.

 

A te funty, szekele, euro i dolary

z kont ich tajnych w Zurychu, Moskwie, Telaviwie,

choć do Polski nie wrócą by służyć uczciwie,

utracone na zawsze - będą częścią kary.

Wszak najbardziej bolesnym (wie kto wiersze* czyta)

bywa ryj oderwany siłą od koryta...

 

                                     * Krupińskiego wiersze, oczywiście

 

 

 

ugór historii

® © Mirosław Krupiński  

 

Jest pewien ugór w Europie

gdzie wróblostrachem stoi wrona,

dzikich świń stado dziury kopie,

a większość z nich czerwona...

 

Wrona, straszydło na patyku,

ubrana w mundur gienierała,

różnych mendali ma bez liku,

większość skrwawiona, zardzewiała.

 

Jest innych strachów do cholery,

historii skansen cały:

- są tu Staliny i Hitlery

i inne sławne gienierały.

 

Jest Quisling, Własow, Mussolini

i inne są wyrzutki Boże.

I serce rośnie każdej świni,

że rządzą razem na ugorze...

 

*   *   *

 

Więc raz do roku wznoszą ryje

i pieśń się niesie po ugorze:

 

- „niech nam gienierał Wrona żyje,

bo tylko to nas zbawić może!

On nam symbolem i przykładem

jak w cnoty pióra ubrać zdradę.”

 

 

 

o Unii szymboralnie

® © Mirosław Krupiński  

 

Od Odry i Nysy zefirki nam wieją

przynosząc golonki zapachy,

szczęśliwi Polacy wdychają z nadzieją

- tam ubaw ich czeka po pachy...

 

Gdyś głodny, spragniony, gdy kieszeń masz pustą,

lub krowa ci zdechła za miedzą

- za Odrą Cię czeka schabowy z kapustą,

z napiwkiem dla tych co go jedzą.

 

Ulice są Twoje, szerokie i czyste,

(bo Unia to przeciez częsc Świata)

spacerkiem tam pójdziesz, zamieciesz tam listek

i zaraz Cię czeka zapłata...

 

Na ławce usiądziesz, a ławka też czysta,

salceson odwiniesz z dyplomu...

Zatłuścił się trochę ten dyplom magistra...

To nic, niepotrzebny nikomu...

 

Tu wierzą na slowo, nie trzeba dyplomu,

wystarczy że „P” masz na twarzy,

przepustkę na Święta dostaniesz do domu

co nowych ma już gospodarzy...

 

Powzdychasz za przeszłym, połazisz po kątach,

Herr Bauer westchnienia zrozumie...

Pomożesz mu przy tym w swiątecznych porządkach,

on przecież sam sprzątać nie umie.

 

Przypomni ci później że przeszły już Święta

więc wracaj do miotły co czeka...

Twój własny pies wcale cię już nie pamięta

i kiedy przechodzisz to szczeka.

 

                           - po  niemiecku, cholera jedna...

 

 

do sztambucha Cioci Loli

® © Mirosław Krupiński  

 

Ciotka Lola jest sławna – była wzorem cnoty

nim na grzeszne korzyści nabrała ochoty.

A właściwie to wcześniej – wciąż w leliji wianku

wujek Czesio ją ciupciał każdego poranku,

za co wdzięczna, bo gustu nabrała w uciechach,

donosiła Czesiowi o rodziny grzechach.

 

Cóż – uległa i innym, gdy pewnej niedzieli

obiecali jej Nobla i parę szekeli

- jeśli anty  nie będzie i grając dziewicę

te pierzyny im zwróci i te kamienice

i przeprosi w imieniu swej całej rodziny

za Oświęcim, za Marzec i wskazane czyny...

 

A więc grała dziewicę. I z efektem jakiem!

- Osiągnęła zaszczyty (pod rękę z Kiszczakiem)

I gdy władzy ogromnej miała pełne ręce

- pół Królestwa oddała złodziejom w podzięce

 

To przerwało karierę – bo niewdzięczna tłuszcza

odgoniła od żłobu.  Dziś z każdym się puszcza

kto jej kiesą zabrzęczy.  I za te uczynki

zaprosili ją dzisiaj na nasze Dożynki.

 

Bo choć wdzięki już nie te i już nie te laty,

odpracować powinna wcześniejsze wypłaty

i przekonać Polonię w Sydney, w Adelajdzie,

że kto pupą handluje – ten daleko zajdzie.

 

 

*    *    *

 

Cóż – być może się uda. Polak czasem głupi.

Mądry Polak – miast kwiatów strusie jajo kupi

i na dalsze podróże po niewdzięcznym Świecie

Ciocię Lolę wyprawi przybraną w omlecie J.

 

 

 

I. wędrowne sępy

® © Mirosław Krupiński

 

Nad Australią wisi wiosna, słońce pali już ostępy,

węże budzą się z letargu głodne dosyć...

Do Australii przylatują wygłodniałe z Polski sępy

by Polonię o sympatii ochłap prosić...

 

Sępy stare, wyliniałe - te ofiary własnych grzechów

popełnionych na śmietnikach własnej ziemi.

Odrzucone przez wyborców krążą stada Bronków, Lechów,

przekonane że Polonia los odmieni.

 

Obiecują że gdy wrócą na te stołki utracone,

i przybrane, przez tych głupich, znów w girlandy,

to odpłacą medalami za poparcie i obronę

a tym swoim  to dorzucą Niderlandy.

 

                                  (lub co najmniej pół Palestyny)

 

Czysta prawda, zawsze płacą zaciągnięte długi całe

aby z karier oszukańczych iść postępem.

Lecz tym razem innowacja – zamiast dawać Orły Białe

dekorować będą swoich  Białym Sępem.

 

*   *   *

 

Popierajcie Polonusi – sęp do władzy wrócić musi,

by nad rzeszą Waszych bliskich w Polsce krążyć!

Jeśli dzięki sępów władzy jakiś pomór ich wydusi

to bez sępów z pochowkami ciężko zdążyć...

 

Więc podkarmcie padłożerców,

nie odmówcie im poparcia.  

Nie słuchajcie ich oszczerców

- sęp mieć musi cos do żarcia

i to sępów zwyczaj stary:

by mieć żarcie – mnóż ofiary.

 

 (co od 1989 poszło im  nieźle)

 

Wiec sęp wodzem znów zostanie

lub ministrem od przyjaźni,

bo przyjaźnie ze suuuusznymi to podstawa.

I w tym całym bałaganie

ład, ten sępi, znów nastanie

jak w ostatnich dwóch dekadach sępie prawa...

 

 

 

V. propozycje nie do odrzucenia?

®© Mirosław Krupiński

 

Hej, Krupiński nie bądź głupi

- pisz o muszkach i motylkach,

wtedy ksiażki mafia kupi...

Pisać o nas to pomyłka!

 

Włożyliśmy tyle pracy,

włożyliśmy tyle szmalu

- znów nabiorą się Polacy

lecz nie będą mieli żalu.

Będą mieli mętlik w głowie

- lecz im prawdy nikt nie powie...

 

Co ty wiesz o kosztach naszych

- Noble, książki, Michigany...

Gdy nas będziesz prawdą straszyć

to się rypną nasze plany...

 

Ty Krupiński pisz o rybach

miast o planach pisać naszych.

Ty zdurniałeś całkiem chyba

by nas wsypą tutaj straszyć!

Wbij ty sobie w umysł tępy

- muszą wygrać nasze sępy!

 

Kupiliśmy Polskę tanio,

przygłupowi płacąc grosze.

Dawno mamy chrapkę na nią

- więc się odwal od nas proszę.

Jeśli nie – to jutro z rana

Wdepniesz w skórkę od banana!

 

Takich jak ty mamy dosyć!

Takich jak ty  się wytępi!

Nie będziemy więcej prosić.

- Ty uprawiasz antysępizm!

 

Więc pamiętaj – jutro rano

masz się zmienić w sępofila.

Wsio być musi odwołano.

Życie będziesz im umilał.

 

W świątek, piątek, co godzinę,

będziesz sępom głośno kadzić

i podsuwać im padlinę.

I nie próbuj sępów zdradzić!

 

*   *   *

 

Gdy posłuchasz naszej rady

to przyjmiemy cię do bandy.

Nie ominą cię posady.

Możesz dostać Niderlandy.

Jeśli nie - to głód cię zmorzy!

Więc, Krupinski?!

 

                             - Pa. Sponsorzy.

 

---------

P.S. wirusowanie Krupińskiego już się zaczęło

 

 

VII. o... oooo... ptaszek...

® © Mirosław Krupiński

 

Hej Polacy, Polonusi!  Dość swawoli!

Wara myśleć i zaglądać nam pod maski!

Nawet jeśli was po klapsie tyłek boli,

zamiast patrzeć kto was bije – patrzcie – ptaszki!

 

Dobra Bozia wymyśliła rybki, kraba,

żeby zająć wasze oczy, myśli wasze,

Jeśli oszust - ałtorytet was okrada

jego wspólnik pokazuje – patrzcie, ptaszek!

 

Dzięki Bozi, dzięki waaaadzy – nie jest źle!

Dzięki temu nie czujecie się przegrani.

Wspólnik waaadzy, jak Irena nasza „B”

dobrotliwie was znieczuli, otumani.

 

A więc wszystko jest w porządku, jest postępem...

Byle ptaszek wszystko inne wam przesłaniał...

Tylko wara zauważać że jest sępem!

Bo to byłby antysępizm, sępomania.

 

Nawet jeśli ptaszek skrzeczy wam od rzeczy,

obiecując rożne bzdury nic nie warte

- niechaj żaden z was ptasiowi nie zaprzeczy,

bo od prawdy jest Irena B(onaparte?).

 

Co tak długo na to ego jest już chora

że Michigan jej w nagrodę dał doktorat J

 

 

 

metody zbawiania

® © Mirosław Krupiński

 

Dzisiaj Folwark Zwierzęcy ma urwanie głowy

- w kufrach nie ma pieniędzy, ryczą wściekłe Krowy

których stado czerwone dziś Folwarkiem rządzi.

- więc spytano Barana co on o tym sądzi.

 

Baran, który intelekt ma w kręconych rogach,

długo w niebo spoglądał chwiejąc się na nogach

i ogłosił swój werdykt (własną chroniąc skórę):

- „ Krowie która dziś rządzi dać emeryturę.

Oczywiście - zachowa pensję i medale,

lecz miast rządzić nierządem – nie ma rządzić wcale”.

 

- „Reszta Krów może rządzić, zbiorowo, z honorem”.

- „Ja sam” – Baran dodaje – „przywódcę wybiorę,

dla rozumu rzecz jasna, nie dla mleka, mięsa...

I podpierać ją będę aby mniej się trzęsła”

 

*   *   *

Cóż – tak krowy zmieniając, jak już sami wiecie,

przetrwa Folwark i Krowy przyszłe tysiąclecie.

W końcu wszyscy się wściekną lecz, było nie było,

nasze Krowy Czerwone są przewodnią siłą.

Co im Folwark zapewnił przez zbiorową (?) wolę

obiecując bezkarność przy Okrągłym Stole”.

 

Hen, za wodą Kanału, dziwią się Anglicy:

- „ Stado wściekłych krów w Polsce ciągle żyje, ryczy...

Ćssssss.... Bo nasi farmerzy wnet się zaczną żalić

Że te swoje musieli zabijać i spalić”...

 

 

Halloween 2003

® © Mirosław Krupiński

 

Dzisiaj Halloween. Na Popiołów Pole

zlatują zmory, w maskach, bałakławach,

zajmują miejsca przy zadusznym stole

- najpierw interes, a później zabawa...

 

Zanim się zaczną zaduszne swawole

- tańce na grobie sprzedanej Ojczyzny,

policzą zyski i rozdzielą role,

tajemne znaki nakreślą na czole,

po których czoło już zachowa blizny

- by się rozpoznać bez gestu czy słowa,

gdyż przed narodem trzeba prawdę chować.

 

Gdy już kto, komu, kiedy i za ile,

ustalą, spiszą, przysięgną,  przyklepią,

- ruszą do tańca w tych popiołów pyle,

wzniesionym pyłem stumanią, oślepią

i nikt nie pozna, gdy zaświta rano,

że w pył ponownie Ojczyznę wdeptano...

 

*   *   *

 

Niewinni głupi co w intencje wierzą,

w słońcu południa z kacem się obudzą,

zdziwią się pewnie czemu w pyle leżą

i czemu Polska jest już ziemią cudzą...

 

 

I jeśli któryś kiedyś to zrozumie,

zechce wykrzyczeć że to było kantem

- głos jego zginie w bezrozumnych tłumie,

w którym się każdy mieni kombatantem

w samooklaskach raniąc własne dłonie.

- Ślepy że walczył po oszustów stronie...

 

                           Albany, 31 paździrnik 2003

 

 

powrót Ciotki

® © Mirosław Krupiński

 

Ciotka Lola znów w Warszawie,

życie Ciotki to nie bajka

- w ZOO topi strusie w stawie,

bo cholery znoszą jajka.

No a jajo, wiedza wszyscy,

bywa bronią terrorysty.

 

Ot – Australia. Pełno strusi.

Strusich jajek arsenały.

Od zakrystii wchodzić musi

bo przy głównych drzwiach czekały...

Więc policja i goryle,

w tym specjalni komandosi,

drzwi znaleźli jakieś w tyle

by po schodach Ciotkę wnosić.

 

Tam zamknęli ją w alkowie,

bo miłości nadmiar szkodzi

i te jaja mając w głowie

wciąż sprawdzali kto z czym wchodzi...

Każdy udowodnić musiał

że to jego a nie strusia.

 

Ciotka Lola była krotko...

Nie należy kusić losu...

Ktoś mógł zatruć flachę z wódką,

lub mógł napluć do bigosu

- więc, by skrycie nie być struta,

bo ma Unią rządzić w planie,

dyrektora Instytuta

żuć zmuszała każde danie.

 

Wygłosiła coś w swym stylu,

- że cnotliwa, piękna, młoda...

I po ciężkich trudach tylu

znowu znieśli ją po schodach.

 

*  *  *

 

Znów jest w Polsce. Z wielką galą.

Na obliczu znów radocha.

A w Wyborczej  Ciotkę chwalą

- jak ją ta Polonia kocha!

 

Tylko jeszcze Ciotka musi

wytruć w ZOO resztę strusi...

 

 

 

wybory w Dżungli

® © Mirosław Krupiński

 

W Dżungli, co jest ojczyzną zwierząt,

wciąż mają kłopot z zwierząt władzą

- wszystkie zwierzęta dobrze wiedzą

jak ich przywódcy się prowadzą...

 

Kiedy nadchodzi czas wyborów

i czas wybierać wodza znowu

- Dżungla jest pełna zwierząt sporów,

które z dwóch zwierząt ma być głową.

 

Choć mądrych dość jest w zwierząt nacji,

wybierać ich zwyczaju nie ma.

- Zwyczaj się utarł z jakiejś racji

 że albo Szakal, lub Hiena...

 

Najpierw Hiena je okradła,

choć obiecała zysków fale.

- więc gdy wyborców miłość spadła

to głosowali za Szakalem...

 

I nikt nie wiedział w Dżungli lasku

że Szakal głupi jak ten Człowiek,

w dodatku na Hieny pasku

i że od lat już byli w zmowie...

 

Wyborów wynik rzecz więc znana

i choćby Szakal chwostem wiercił

Hiena musi być wybrana...

i tak już do u..anej  śmierci...

 

*   *   *

 

Bo w Dżungli innych wyjść wszak nie ma

mimo ze Osioł słusznie ryczy.

- Więc albo Szakal lub Hiena...

Nikt inny w Dżungli się nie liczy...

 

Jedyne wyjście dla Szakala,

by być wybranym po raz drugi,

jest aby znowu głupich znalazł,

którym znów wmówi swe zasługi.

 

A że w nie w Dżungli nikt nie wierzy

- w Australii szukać ich należy...

Bo ta Dżunglonia jest tam tępa

i Most Kierbedzia chętnie kupi.

- Należy przebrać się za sępa

i znów tam krażąc, szukać głupich...

 

 

 

nasza kolej ?

® © Mirosław Krupiński

 

Pamiętacie tamten ranek?  Wszyscy jeszcze smacznie spali

śniąc o Wolnej,  Niepodległej, Sprawiedliwej  w swej równości,

kiedy  nagle te marzenia zgrzytem czołgów nam przerwali

by w powstałym zamieszaniu, odwracając nam uwagę,

popodstawiać wszędzie swoich,  by nam w głowy sączyć blagę

i podstępnie nas przekonać że wróg wartym jest miłości...

Taaaak... był  warty... dla niektórych... Tych przekupnych, podstawionych,

co zwycięstwo obliczali w plikach  marek i szekeli.

Którzy węsząc koniunkturę brali w kieszeń z każdej strony

i z daleka węsząc władzę - z wrogiem ją zaczęli dzielić.

 

Wiem -  nie pora płakać mleka co już dawno jest rozlane,

ani krwi na kopalń murach, ni tych co już dawno w ziemi...

Lecz nie można tracić z oczu tego co się wokół dzieje,

bo pustoszą nam tą Wolną  malwersanci i złodzieje,

którzy wiedzą od początku co i po co było grane.

I przez drugą już dekadę dzielą łupy miądzy swymi.

 

Cóż, nadchodzi znów trzynasty i na dworze znowu grudzień,

znowu chłodno, czasem głodno – tej większości co na dole.

No więc może stan wojenny wypowiedzą teraz ludzie,

ci przegrani, oszukani, a nie mafia w swej obronie?

Nie pod hasłem jakimś świętym – lecz pod hasłem „nasza kolej”.

Może znów się zbudzą razem - aby z mafią zrobić koniec?

 

Miast legendy o tych murach obalonych przez Polaków

i tych byłem, zwyciężyłem, w których nic prócz kłamstw już nie ma

bo się dawno wyświechtały wobec nędzy, łgarstw łajdaków,

i totalnej beznadziei, co nie wiedzie już do czynów

- może przykład wziąć nam trzeba od Kroatów i Gruzinów

i odebrać mafii władzę, miast iść śladem Nikodema ?

 

 

*     *     *

 

I jedynym tu problemem, który znów to z dymem puści,

może być co już raz było – ta możliwość co włos jeży:

- że w euforii Waszych zwycięstw znów oblezą Was oszuści,

wwałęsując  Was znów w  kłamstwa podszepnięte im przez wroga

- że dla jakichś wyższych  racji  wroga kochać znów należy

- i że dać mu grubą krechę  to jedyna w Polsce droga...

 

*     *     *

 

Wiem że trudno Wam uwierzyć, że byc można znowu razem

i  że chwila niepokory nie skazuje Was na zgubę.

A więc może trzeba czegoś co naocznie Wam pokaże

że wciąż można... Zrobcie próbę:

 

Miast tą date swięcic w smutku - raz swiętujcie ją inaczej

- zamiast wspomnień, łezki w oku, znaków złości czy rozpaczy,

wyjdźcie razem, po południu, na grudniowy  próbny  spacer.

I policzcie się by sprawdzić jak Was dużo.  By zobaczyć

czy Was ciągle stać na jedność, tak jak temu lat dwadzieścia,

gdy swieciły tą jednoscią Wasze miasta i przedmieścia.

Kiedy w oknach Waszych mieszkań były świece, wy na dworze,

mimo szpiclów na ulicach – w kłamstw dziennika zwykłej porze...

 

 

Nie poprzestańcie na jednym wieczorze – zimowe spacery zdrowe są dosyć. A  tak dla synchronizacji – o której to teraz jest ten dziennik wieczorny w Waszej suuuusznej TV?

 

 

 

kulisy Grudnia

® © Mirosław Krupiński

 

 

Kiedy czołgi ze zgrzytem tratowały ten Grudzień

umacniając wojenne dekrety,

w swym niezbrojnym oporze jednoczyli się ludzie

lecz i lęgli się zdrajcy niestety...

 

Kupowano ich tanio, przewracano im w głowie,

obiecano zaszczyty, posady...

Pod pretekstem aresztu rósł nam wódz w Arłamowie,

gdzie na pamięć uczono go zdrady.

 

Niby grzyby po deszczu opozycja  nam rosła,

i doradcy nam rośli nad podziw.

I wmawiano nam głupim, że to sprawa doniosła,

że to Polska nam właśnie się rodzi.

 

Posuwano się raźno, wciąż czyniono postępy,

od sponsorów szły dary ze szmalem.

U  Kiszczaków po kątach  już zbierały się sępy,

a generał flirtował z kapralem...

 

W końcu czołgi zniknęły, gaz się rozwiał łzawiący,

groźna władza nie sroży się wcale.

Wódz rozpędził po świecie nieprzekupnych, walczących

i do stołu zwołano szakale...

 

Pod batutą sponsorów, Jaruzelskich,  Kiszczaków,

pod muzyczkę cymbałów Jankiela,

odnowiono nam Polskę bez blizn, zbrodni i znaków

i zaczęto zaszczyty rozdzielać...

 

Lat minęło już mnogo, każdy ciągnie do siebie...

Postaw sukna... z „Potopu” to scena...

Zapomniano o ludziach w tym radosnym pogrzebie.

Bo dla ludzi już miejsca w tym nie ma...

 

*    *    *

 

Stan wojenny się skończył, znikły czołgi z ulicy,

dziś mordercy są święci i czyści.

Zbrodnia, zdrada czy kradzież – to się dzisiaj nie liczy...

Nasi zbawcy rachują korzyści...

 

I niestety – po latach – dzisiaj przyznać wypada:

- miała rodzić się Polska, a wylęgła się zdrada...

 

 

 

doktoroterapia

® © Mirosław Krupiński

 

 

Polsce naszej, gdy przed laty na czerwonkę była chora,

ktoś doradził cichym szeptem, w którym dźwięczał Bliski Wschód,

że jeżeli chce znów odżyć to podeśle jej doktora

i ten doktor (honorowy) z Polską naszą zrobi cud:

- Będzie wolna i bogata, sprawiedliwa i szczęśliwa,

a jeżeli niezupełnie – to przynajmniej ciągle żywa...

 

Cóż, dla Polski i Polaków wizja była tak promienna,

że w zbiorowym swym szaleństwie zapomniała się zupełnie

i poczuła, ku radości, że nadzieją jest brzemienna

i że zdolna jest terapię (z tej czerwonki) znosić dzielnie...

 

Doktor przyszedł wśród wiwatów,  umiejętnie dał narkozę

i swą trudną operację przeprowadził wczesnym rankiem.

- No i Polska uleczona – choć czerwieńsza nawet może,

bo nasz doktor (honorowy) przeprowadził jej skrobankę.

 

I w asyście swych sponsorów, prowadzących i złodziei,

zamiast leczyć ją z czerwonki - to pozbawił ją nadziei...

 

*    *   *

 

Bo w tym szepcie z bliskowschoda, co podsunął nam doktora

(z ponad setką doktoratów) brakło prawdy że Dr Lolo

nie wie nigdy tak naprawdę na co jest pacjentka chora,

lecz w imieniu swych sponsorów, którym pomóc przyszła pora,

miał z nadziei ją wyleczyć – Honorowy Ginekolog.

 

 

                                               Albany, listopad 2003