ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:
Z-13
metodą
Pawłowa
® © Mirosław
Krupiński
Pies nażarty - ma humory
i gdy żarcie ma pod nosem
- nie za bardzo
słuchać skory
i sam rządzi swoim losem.
Od łańcucha bestia
stroni,
na kaganiec się nie godzi
- nawet mając
pałę w dłoni
niebezpiecznie doń
podchodzić.
Lecz nauka czyni cudy.
I postępy czyni ciche:
pierwsze – dach zerwijcie z
budy,
drugie – niech ma pustą
michę.
Cóż –
piętnaście lat niedoli
i gdy psisko schudnie na nic
- kość
pokażcie, a pozwoli
włożyć
łańcuch i kaganiec.
Nic że zdechnie ze
starości,
bo psy krótkie mają
życie.
Zaoszczędzi Wam tym
kości.
A rezultat zobaczycie:
Brysia wnuki i prawnuki,
poprawione genetycznie,
nie zapomną tej nauki
- bedą słuchać,
służyć ślicznie,
aportować co rzucone,
przeciw swoim brać w
obronę,
bronić Waszych kas ze
złotem,
no i w porę zdychać
potem.
* * *
Cóż, widzicie? – Nie trza
kija!
Trzeba tylko użyć
głowę
- nie zawiedzie się Unija
posługując się
Pawłowem.
epilog – czyli
rapsodia sennobercianska
® © Mirosław
Krupiński 24 czerwca 2003
Senna Berta – wielgie
działo,
lecz zwyczaje miewa brzydkie:
pierwszy - że sie
rozleciało
drugi – czapkie ma
niewidkie...
Naród krzyżem leży w
błocie
i w modlitwach Bertę
sławi,
że pomogła wytrwac w
cnocie
- teraz niech te cuda sprawi.
Niech złodziei w świętych
zmieni,
da zbrodniarzom z lilii
wianek,
szmalu napcha do kieszeni,
wór przyniesie
niespodzianek...
Niechaj mafię
kraść oduczy,
niechaj zwrócą łupów
krocie.
- Miast im skarbca peki kluczy
- ich pod klucz. Na
dożywocie.
Niech każdemu da
mieszkanie,
niech napełni pustą
kiesę,
niechaj Miller, miast być
draniem,
w Matkę zmieni się
Teresę...
Niechaj święci zdejmą
mycki
i do swoich się wyniosą.
IPN niech sądzi
wszystkich,
miast zostawiać sądy
Grossom.
* * *
No i w koncu - sterta
złomu
ktora była Bertą
Senną
niech przetopi się w
ksztalt dzwonu
i zadzwoni nam nowenną.
I miast dalej zwodzić
ludzi,
niechaj wreszcie ich
przebudzi.
Gdy już spełnią
swe zadanie
- Berta wstydzić się
przestanie.
dziesięć
lat później
® © Mirosław
Krupiński
Baca Jontek do Brukseli
w drabiniastym jedzie wozie.
Spać by wolał przy
niedzieli,
lecz wymówic się nie
może.
Chuda krowa ciągnie
furę
bo koń zgubił
kolczyk z ucha,
jeśli trzeba – pcha pod
górę
bo Krasula stara, sucha...
Jechać musi, nie ma rady.
Krowa musi isc do byka,
a nie majom ich somsiady,
bo tak z Unii praw wynika.
Z byle bykiem nie pozwolom
bo w tej Unii czystosc rasy.
Jest w Warszawie bysio Olo,
lecz na suuuuszne krowy łasy
i jezeli miewa wzwód
to zapładnia Bliski
Wschód.
W gminnym amcie cuś gadali
starej Halce, Jontka
żonie,
- jakis bysio był w
Australii,
lecz lat dziesięć
wstydem płonie,
bo go tam wykastrowali
gdy zapładniać chciał Polonię...
Więc choć
chciałby do króweńki
ale głosik ma zbyt
cieńki...
* * *
Jadom... jadom...
nagle szlaban
Przy
szlabanie straszny raban:
Na
szlabanie jest tablica:
-
„krowa musi być dziewica”.
Krów tysiące smutnie
ryczy,
lecz ryk zgoła nie
dziewiczy...
Mysli Jontek – co się
stanie?
- Cnoty mają w Michiganie
i sprzedają przez Michnika,
lecz koszt większy jest
od byka...
A poza tym te ich cnoty...
- UW z wszytą ma
kłopoty...
Wtem - olsnienie! Wtem Eureka!
- W tej Australii bysio czeka!
I choc głosik ma zbyt
cieńki
lecz Krasuli mojej
wdzięki
namiętnosci wzbudzą
szał!
- Lat ostanich
dziesięć spał
więc ponownie obudzony
pewnie bedzie szukał
żony...
I znów, wzorem dawnych fuch,
wmowi Krasej cielę w
brzuch!
gdy Wam...
® © Mirosław
Krupiński
Gdy Was wtedy oszukano, odbierając Wam nadzieje,
gdy Okrągły Stół Wam dano, mówiąc
że to wszystko dla Was,
gdy na stołki i cokoły wmontowali się
złodzieje
- klaskaliście.
Wasza sprawa...
Gdy sprzedano za łapówki stocznie, banki, Wasze renty,
Wasze prawo do godności i zabrano głosu prawa,
nie mówiliście ni słowa, pozwalając na
przekręty...
- milczeliscie.
Wasza sprawa...
Gdy zwiększono Wam podatki i obcięto pensje
chude,
sobie dając przywileje i przepustki do przepychu,
milczeliście, patrząc w ziemię – choć
to pewnie przyszło z trudem.
- Płakaliscie. Lecz po cichu.
Teraz nic Wam nie zostało, więc Wam krzywda
już nie grozi,
chyba że z nadmiaru pychy ktoś chce napluć w
pustą michę.
Przywykliście do pokory - poskarżycie się
więc Bozi.
Lecz już krzyczec nie umiecie - więc i skargi
będą ciche...
* * *
Wiem – z daleka to mi łatwo. Patrzę, słucham
i oceniam,
po tych dawnych gniewnych latach zadziwiony tą pokorą.
Kiedy wreszcie Was rozdrażnią? Kiedy będzie kres milczenia?
Kiedy z Polski Was wypędzą? Lub tę Polskę Wam zabiorą?
mafia niejedno ma imię
® © Mirosław
Krupiński
Na ostatnim zjeździe Mafii,
która kraj pogrąża w grzechach,
hucznie (Mafia to potrafi)
fetowano Don Vojciecha.
- Za to że ich uratował
i pozwolił umknąć z łupem
- każdy w rękę go
całował,
a michniki
nawet w pupę...
Potem Mlynarz
- Tutti Capo,
na splamionym krwią gorsecie,
przypiął medal własną
łapą
- bo zasłużył Vojciech przecie.
Że mordował wiele razy
nikt już dziś nie daje ucha
- wszak z Sycylii miał rozkazy,
a Sycylii Mafia slucha.
Po naradach, przy szampanie,
ustalono jednogłośnie:
- Vojciech Świętym niech zostanie.
- Mafii sława znowu wzrośnie.
A poza tym – w razie wpadki,
gdyby Mafia miała pecha,
będzie miała wybieg rzadki:
- wszystko zwalić na Vojciecha.
Betonowe dać kamasze,
zaplantowac na dnie Wisły:
- „wprawdzie łupy wszystkie nasze,
ale Vojciech dał pomysly.”
*
* *
Z mułu w górę - tam gdzie tafla,
Vojciech martwą wznosi głowę...
Nasza Mafia już nie mafia
- tylko Bractwo Różańcowe.
Bractwa sława wzbudzi echa
i przez lata bedzie echem
- za sprzedanie Don Vojciecha
znów dostaną grubą krechę...
Z czego cieszą sie na stronie
Capo Michnik z Don Kuroniem...
dwie recepty na
zbawienie
® © Mirosław
Krupiński
W ciężkich czasach które idą
skrzyżujemy Vojtka z Pydą*.
Kiedy będą jedną duszą
wreszcie szczęście Polsce
wmuszą!
Gdyby lud miał plan odmienny,
nie chcąc szczęscia od oprawców
- to wprowadzą stan wojenny
i ogłoszą się za Zbawców.
By do nowej mrówczej pracy
stworzyć zapał i podnietę
krzykną: – „cieszcie się Polacy!”
i zarządzą to dekretem.
„Odbudujcie znowu Polskę
z tej ruiny w którą wpadła!”
- Więc Polacy odbudują
(by ją mafia znów rozkradła).
Bo te zmiany
w naszym Kraju
to rzecz zwykła i normalna
- wciąż na lepsze go zmieniają.
Tylko mafia nietykalna.
*
* *
Cóż, Krupiński od Pegaza,
ten z zatrutych
znany wierszy,
odbudowy nie odradza
lecz doradza etap pierwszy:
Aby skończyć z Polski pechem
najpierw musi naród cały
won odrzucić grubą krechę
i wziąć w ręce grube pały.
Po użyciu ich skutecznie
wobec mafii zwanej waaaaadzą
lud poprosi mafię grzecznie
niech co skradli - dziś oddadzą.
Po czym goli, rządkiem, boso,
niech do swoich się wyniosą,
nim się naród nie rozmysli
i nie wrzuci ich do Wisły...
Będą po tym żyć
szczęsliwie
w Bonn, Kijowie, Telaviwie,
w Moskwie, Belgii i Afryce
zamiatając tam ulice.
Miast łapówek za usługi
- będą nadpłat spłacać
długi.
* - jeden z „michników” -
internetowy piewca Don Vojciechowych zasług
aria młynarza
® © Mirosław
Krupiński
Vojciechu wróć, do Ciebie łkam nad
ranem...
Niedolę skróć, wojennym wybaw
stanem...
Znów na to czas - okropnie jest nam źle...
Nie lubią nas i ginie SLD...
Vojciechu wróć, wyprowadź z koszar
tanki...
Wyborców zbudź, doprowadź ich z
łapanki...
Dekrety swe ponownie w kraju wprowadź
i zamknij tych co pragną źle
głosować...
Vojciechu wróć, weź władzę
w swoje dłonie...
Wychowaj młódź, za mordę
weź Polonię,
Pochowaj chleb, niesfornych mróź i
głódź,
Vojciechu wróć! Vojciechu wróóóóóóóć...
*
* *
A jeśli nawet z warchołów przegrasz rzeszą
i na latarni tym razem Cię powieszą,
to pod latarnię pójdziemy zgodnym
stadłem
i Socjalizmu nazwiemy Cię Wahadłem.
I pomnik Twój Szymborskiej damy kuć...
Vojciechu wróc! Vojciechu wróóóóóóóóć....
kassandryzm: -
fatamorgana
® © Mirosław
Krupiński
Jak wędrowcy zgubieni w pustyni bezmiarze,
resztką siły - gdzie miraż
cienie palm rozwiera,
kryjąc w piasku przed słońcem
popalone twarze,
pełznie mafii gromada, pod wodzą
Millera
ku przystani bezpiecznej. Obietnica dana.
Lecz ta Unia bezpieczna - to fata morgana,
co obietnic wszelakich mirażem ich wabi
aby w mgłę się
rozpłynąć, oszukać i zabić.
Ich zadanie spełnione, zbędne
już usługi,
suma zasług na kontach zamienia się w
długi...
Karmić kundla co kradnie i zębów ma
pieńki
niepraktyczne – więc zamiast dalszych
kości z ręki
co je wczoraj dawała za bramy otwarcie
- kopniak w tyłek, za bramę, już
bez szans na żarcie...
Zamiast stołków złoconych, co
złudne niestety
W Unii na nich czekają lustracji ankiety,
w których wyznać należy i
przeszłość i zbrodnie.
Po tym można już
usiąść – lecz niezbyt wygodnie;
miast złotego fotela co miękki i
gładki
może wkrótce ich czekać wiele lat
odsiadki...
*
* *
Oszukanych Polaków niezliczonym rzeszom
dóbr skradzionych przez mafię to już
nie przywróci,
lecz niektórzy, choć biedni, pewnie
się ucieszą
że w tej ich upadłości są
więksi bankruci,
którzy wierząc, że wkrótce już
dosięgną szczytu
po drabinie oszustwa, złodziejstwa i
zdrady,
obudzili się w Unii – lecz z ręka w
nocniku,
tracąc wolność,
przewodniość i ciepłe posady.
A te funty, szekele, euro i dolary
z kont ich tajnych w Zurychu, Moskwie,
Telaviwie,
choć do Polski nie wrócą by
służyć uczciwie,
utracone na zawsze - będą
częścią kary.
Wszak najbardziej bolesnym (wie kto wiersze*
czyta)
bywa ryj oderwany siłą od koryta...
* Krupińskiego wiersze, oczywiście
ugór historii
® © Mirosław
Krupiński
Jest pewien ugór w Europie
gdzie wróblostrachem
stoi wrona,
dzikich świń stado dziury kopie,
a większość z nich czerwona...
Wrona, straszydło na patyku,
ubrana w mundur gienierała,
różnych mendali ma bez liku,
większość skrwawiona,
zardzewiała.
Jest innych strachów do
cholery,
historii skansen
cały:
- są tu Staliny i Hitlery
i inne sławne gienierały.
Jest Quisling, Własow, Mussolini
i inne są wyrzutki
Boże.
I serce rośnie
każdej świni,
że
rządzą razem na ugorze...
* * *
Więc raz do roku
wznoszą ryje
i pieśń
się niesie po ugorze:
- „niech nam
gienierał Wrona żyje,
bo tylko to nas
zbawić może!
On nam symbolem i
przykładem
jak w cnoty pióra
ubrać zdradę.”
o Unii szymboralnie
® © Mirosław
Krupiński
Od Odry i Nysy zefirki
nam wieją
przynosząc golonki
zapachy,
szczęśliwi
Polacy wdychają z nadzieją
- tam ubaw ich czeka po
pachy...
Gdyś głodny,
spragniony, gdy kieszeń masz pustą,
lub krowa ci zdechła
za miedzą
- za Odrą Cię
czeka schabowy z kapustą,
z napiwkiem dla tych co
go jedzą.
Ulice są Twoje, szerokie i czyste,
(bo Unia to przeciez częsc Świata)
spacerkiem tam pójdziesz, zamieciesz tam listek
i zaraz Cię czeka zapłata...
Na ławce usiądziesz, a ławka też
czysta,
salceson odwiniesz z dyplomu...
Zatłuścił się trochę
ten dyplom magistra...
To nic, niepotrzebny nikomu...
Tu wierzą na slowo, nie trzeba dyplomu,
wystarczy że „P” masz na twarzy,
przepustkę na Święta dostaniesz
do domu
co nowych ma już gospodarzy...
Powzdychasz za przeszłym, połazisz po
kątach,
Herr Bauer westchnienia zrozumie...
Pomożesz mu przy tym w swiątecznych
porządkach,
on przecież sam sprzątać nie
umie.
Przypomni ci później że przeszły
już Święta
więc wracaj do miotły co czeka...
Twój własny pies wcale cię już
nie pamięta
i kiedy przechodzisz to szczeka.
- po niemiecku, cholera jedna...
do sztambucha Cioci
Loli
® © Mirosław
Krupiński
Ciotka Lola jest sławna – była wzorem
cnoty
nim na grzeszne korzyści nabrała
ochoty.
A właściwie to wcześniej –
wciąż w leliji wianku
wujek Czesio ją ciupciał każdego
poranku,
za co wdzięczna, bo gustu nabrała w
uciechach,
donosiła Czesiowi o rodziny grzechach.
Cóż – uległa i innym, gdy pewnej
niedzieli
obiecali jej Nobla i parę szekeli
- jeśli anty nie będzie i
grając dziewicę
te pierzyny im zwróci i te kamienice
i przeprosi w imieniu swej całej rodziny
za Oświęcim, za Marzec i wskazane
czyny...
A więc grała dziewicę. I z
efektem jakiem!
- Osiągnęła zaszczyty (pod
rękę z Kiszczakiem)
I gdy władzy ogromnej miała
pełne ręce
- pół Królestwa oddała
złodziejom w podzięce
To przerwało karierę – bo
niewdzięczna tłuszcza
odgoniła od żłobu. Dziś z każdym się puszcza
kto jej kiesą zabrzęczy. I za te uczynki
zaprosili ją dzisiaj na nasze
Dożynki.
Bo choć wdzięki już nie te i
już nie te laty,
odpracować powinna wcześniejsze
wypłaty
i przekonać Polonię w Sydney, w
Adelajdzie,
że kto pupą handluje – ten daleko
zajdzie.
*
* *
Cóż – być może się uda.
Polak czasem głupi.
Mądry Polak – miast kwiatów strusie jajo
kupi
i na dalsze podróże po niewdzięcznym
Świecie
Ciocię Lolę
wyprawi przybraną w omlecie J.
I. wędrowne
sępy
® © Mirosław
Krupiński
Nad Australią wisi wiosna,
słońce pali już ostępy,
węże budzą się z letargu
głodne dosyć...
Do Australii przylatują
wygłodniałe z Polski sępy
by Polonię o sympatii ochłap
prosić...
Sępy stare, wyliniałe - te ofiary
własnych grzechów
popełnionych na śmietnikach
własnej ziemi.
Odrzucone przez wyborców krążą
stada Bronków, Lechów,
przekonane że Polonia los odmieni.
Obiecują że gdy wrócą na te stołki
utracone,
i przybrane, przez tych głupich, znów w
girlandy,
to odpłacą medalami za poparcie i
obronę
a tym swoim to dorzucą Niderlandy.
(lub co najmniej pół Palestyny)
Czysta prawda, zawsze płacą
zaciągnięte długi całe
aby z karier oszukańczych iść
postępem.
Lecz tym razem innowacja – zamiast dawać
Orły Białe
dekorować będą swoich Białym Sępem.
*
* *
Popierajcie Polonusi – sęp do władzy
wrócić musi,
by nad rzeszą Waszych bliskich w Polsce
krążyć!
Jeśli dzięki sępów władzy
jakiś pomór ich wydusi
to bez sępów z pochowkami ciężko
zdążyć...
Więc podkarmcie padłożerców,
nie odmówcie im poparcia.
Nie słuchajcie ich oszczerców
- sęp mieć musi cos do żarcia
i to sępów zwyczaj stary:
by mieć żarcie – mnóż ofiary.
(co od 1989 poszło im nieźle)
Wiec sęp wodzem znów zostanie
lub ministrem od przyjaźni,
bo przyjaźnie ze suuuusznymi to podstawa.
I w tym całym bałaganie
ład, ten sępi, znów nastanie
jak w ostatnich dwóch dekadach sępie
prawa...
|
|
|
|
V. propozycje
nie do odrzucenia?
®© Mirosław
Krupiński
Hej, Krupiński nie bądź głupi
- pisz o muszkach i motylkach,
wtedy ksiażki mafia kupi...
Pisać o nas to pomyłka!
Włożyliśmy tyle pracy,
włożyliśmy tyle szmalu
- znów nabiorą się Polacy
lecz nie będą mieli żalu.
Będą mieli mętlik w głowie
- lecz im prawdy nikt nie powie...
Co ty wiesz o kosztach naszych
- Noble, książki, Michigany...
Gdy nas będziesz prawdą straszyć
to się rypną nasze plany...
Ty Krupiński pisz o rybach
miast o planach pisać naszych.
Ty zdurniałeś całkiem chyba
by nas wsypą tutaj straszyć!
Wbij ty sobie w umysł tępy
- muszą wygrać nasze sępy!
Kupiliśmy Polskę tanio,
przygłupowi płacąc grosze.
Dawno mamy chrapkę na nią
- więc się odwal od nas proszę.
Jeśli nie – to jutro z rana
Wdepniesz w skórkę od banana!
Takich jak ty mamy dosyć!
Takich jak ty
się wytępi!
Nie będziemy więcej prosić.
- Ty uprawiasz antysępizm!
Więc pamiętaj – jutro rano
masz się zmienić w sępofila.
Wsio być musi odwołano.
Życie będziesz im umilał.
W świątek, piątek, co godzinę,
będziesz sępom głośno kadzić
i podsuwać im padlinę.
I nie próbuj sępów zdradzić!
* * *
Gdy posłuchasz naszej rady
to przyjmiemy cię do bandy.
Nie ominą cię posady.
Możesz dostać Niderlandy.
Jeśli nie - to głód cię zmorzy!
Więc, Krupinski?!
- Pa. Sponsorzy.
---------
P.S. wirusowanie
Krupińskiego już się zaczęło
VII. o... oooo...
ptaszek...
® © Mirosław
Krupiński
Hej Polacy, Polonusi! Dość swawoli!
Wara myśleć i zaglądać nam
pod maski!
Nawet jeśli was po klapsie tyłek
boli,
zamiast patrzeć kto was bije – patrzcie –
ptaszki!
Dobra Bozia wymyśliła rybki, kraba,
żeby zająć wasze oczy,
myśli wasze,
Jeśli oszust - ałtorytet was okrada
jego wspólnik pokazuje – patrzcie, ptaszek!
Dzięki Bozi, dzięki waaaadzy – nie
jest źle!
Dzięki temu nie czujecie się
przegrani.
Wspólnik waaadzy, jak Irena nasza „B”
dobrotliwie was znieczuli, otumani.
A więc wszystko jest w porządku, jest
postępem...
Byle ptaszek wszystko inne wam
przesłaniał...
Tylko wara zauważać że jest
sępem!
Bo to byłby antysępizm,
sępomania.
Nawet jeśli ptaszek skrzeczy wam od
rzeczy,
obiecując rożne bzdury nic nie warte
- niechaj żaden z was ptasiowi nie
zaprzeczy,
bo od prawdy jest Irena B(onaparte?).
Co tak długo na to ego jest już chora
że Michigan jej w
nagrodę dał doktorat J
metody
zbawiania
® © Mirosław
Krupiński
Dzisiaj Folwark Zwierzęcy ma urwanie
głowy
- w kufrach nie ma pieniędzy, ryczą
wściekłe Krowy
których stado czerwone dziś Folwarkiem
rządzi.
- więc spytano Barana co on o tym sądzi.
Baran, który intelekt ma w kręconych
rogach,
długo w niebo spoglądał chwiejąc
się na nogach
i ogłosił swój werdykt (własną
chroniąc skórę):
- „ Krowie która dziś rządzi dać
emeryturę.
Oczywiście - zachowa pensję i medale,
lecz miast rządzić nierządem –
nie ma rządzić wcale”.
- „Reszta Krów może rządzić,
zbiorowo, z honorem”.
- „Ja sam” – Baran dodaje – „przywódcę
wybiorę,
dla rozumu rzecz jasna, nie dla mleka,
mięsa...
I podpierać ją będę aby
mniej się trzęsła”
*
* *
Cóż – tak krowy zmieniając, jak
już sami wiecie,
przetrwa Folwark i Krowy przyszłe
tysiąclecie.
W końcu wszyscy się
wściekną lecz, było nie było,
nasze Krowy Czerwone są przewodnią
siłą.
Co im Folwark zapewnił przez zbiorową
(?) wolę
obiecując bezkarność przy
Okrągłym Stole”.
Hen, za wodą Kanału, dziwią
się Anglicy:
- „ Stado wściekłych krów w Polsce
ciągle żyje, ryczy...
Ćssssss.... Bo nasi farmerzy wnet się
zaczną żalić
Że te swoje
musieli zabijać i spalić”...
Halloween 2003
® © Mirosław
Krupiński
Dzisiaj Halloween. Na Popiołów Pole
zlatują zmory, w maskach,
bałakławach,
zajmują miejsca przy zadusznym stole
- najpierw interes, a później zabawa...
Zanim się zaczną zaduszne swawole
- tańce na grobie sprzedanej Ojczyzny,
policzą zyski i rozdzielą role,
tajemne znaki nakreślą na czole,
po których czoło już zachowa blizny
- by się rozpoznać bez gestu czy
słowa,
gdyż przed narodem trzeba prawdę
chować.
Gdy już kto, komu, kiedy i za ile,
ustalą, spiszą,
przysięgną, przyklepią,
- ruszą do tańca w tych popiołów
pyle,
wzniesionym pyłem stumanią,
oślepią
i nikt nie pozna, gdy zaświta rano,
że w pył ponownie Ojczyznę
wdeptano...
* * *
Niewinni głupi co w intencje wierzą,
w słońcu południa z kacem
się obudzą,
zdziwią się pewnie czemu w pyle
leżą
i czemu Polska jest już ziemią
cudzą...
I jeśli któryś kiedyś to
zrozumie,
zechce wykrzyczeć że to było
kantem
- głos jego zginie w bezrozumnych
tłumie,
w którym się każdy mieni kombatantem
w samooklaskach raniąc własne
dłonie.
- Ślepy że walczył po oszustów
stronie...
Albany, 31 paździrnik 2003
powrót
Ciotki
® © Mirosław
Krupiński
Ciotka Lola znów w Warszawie,
życie Ciotki to nie bajka
- w ZOO topi strusie w stawie,
bo cholery znoszą jajka.
No a jajo, wiedza wszyscy,
bywa bronią terrorysty.
Ot – Australia. Pełno strusi.
Strusich jajek arsenały.
Od zakrystii wchodzić musi
bo przy głównych drzwiach czekały...
Więc policja i goryle,
w tym specjalni komandosi,
drzwi znaleźli jakieś w tyle
by po schodach Ciotkę wnosić.
Tam zamknęli ją w alkowie,
bo miłości nadmiar szkodzi
i te jaja mając w głowie
wciąż sprawdzali kto z czym
wchodzi...
Każdy udowodnić musiał
że to jego a nie strusia.
Ciotka Lola była krotko...
Nie należy kusić losu...
Ktoś mógł zatruć flachę z
wódką,
lub mógł napluć do bigosu
- więc, by skrycie nie być struta,
bo ma Unią rządzić w planie,
dyrektora Instytuta
żuć zmuszała każde danie.
Wygłosiła coś w swym stylu,
- że cnotliwa, piękna, młoda...
I po ciężkich trudach tylu
znowu znieśli ją po schodach.
* * *
Znów jest w Polsce. Z wielką galą.
Na obliczu znów radocha.
A w Wyborczej
Ciotkę chwalą
- jak ją ta Polonia kocha!
Tylko jeszcze Ciotka musi
wytruć w ZOO resztę strusi...
wybory w
Dżungli
® © Mirosław
Krupiński
W Dżungli, co jest ojczyzną
zwierząt,
wciąż mają kłopot z
zwierząt władzą
- wszystkie zwierzęta dobrze wiedzą
jak ich przywódcy się prowadzą...
Kiedy nadchodzi czas wyborów
i czas wybierać wodza znowu
- Dżungla jest pełna zwierząt
sporów,
które z dwóch zwierząt ma być
głową.
Choć mądrych dość jest w
zwierząt nacji,
wybierać ich zwyczaju nie ma.
- Zwyczaj się utarł z jakiejś
racji
że
albo Szakal, lub Hiena...
Najpierw Hiena je okradła,
choć obiecała zysków fale.
- więc gdy wyborców miłość
spadła
to głosowali za Szakalem...
I nikt nie wiedział w Dżungli lasku
że Szakal głupi jak ten
Człowiek,
w dodatku na Hieny pasku
i że od lat już byli w zmowie...
Wyborów wynik rzecz więc znana
i choćby Szakal chwostem wiercił
Hiena musi być wybrana...
i tak już do u..anej śmierci...
*
* *
Bo w Dżungli innych wyjść wszak
nie ma
mimo ze Osioł słusznie ryczy.
- Więc albo Szakal lub Hiena...
Nikt inny w Dżungli się nie liczy...
Jedyne wyjście dla Szakala,
by być wybranym po raz drugi,
jest aby znowu głupich znalazł,
którym znów wmówi swe zasługi.
A że w nie w Dżungli nikt nie wierzy
- w Australii szukać ich należy...
Bo ta Dżunglonia jest tam
tępa
i Most Kierbedzia chętnie
kupi.
- Należy przebrać
się za sępa
i znów tam krażąc, szukać
głupich...
nasza kolej ?
® © Mirosław
Krupiński
Pamiętacie tamten ranek? Wszyscy jeszcze smacznie spali
śniąc o Wolnej, Niepodległej,
Sprawiedliwej w swej równości,
kiedy
nagle te marzenia zgrzytem czołgów nam przerwali
by w powstałym zamieszaniu,
odwracając nam uwagę,
popodstawiać wszędzie swoich, by nam w głowy sączyć
blagę
i podstępnie nas przekonać że
wróg wartym jest miłości...
Taaaak... był warty... dla niektórych... Tych przekupnych,
podstawionych,
co zwycięstwo obliczali w plikach marek i szekeli.
Którzy węsząc koniunkturę brali
w kieszeń z każdej strony
i z daleka węsząc władzę -
z wrogiem ją zaczęli dzielić.
Wiem -
nie pora płakać mleka co już dawno jest rozlane,
ani krwi na kopalń murach, ni tych co
już dawno w ziemi...
Lecz nie można tracić z oczu tego co
się wokół dzieje,
bo pustoszą nam tą Wolną malwersanci i złodzieje,
którzy wiedzą od początku co i po co
było grane.
I przez drugą już dekadę dzielą
łupy miądzy swymi.
Cóż, nadchodzi znów trzynasty i na dworze
znowu grudzień,
znowu chłodno, czasem głodno – tej
większości co na dole.
No więc może stan wojenny
wypowiedzą teraz ludzie,
ci przegrani, oszukani, a nie mafia w swej
obronie?
Nie pod hasłem jakimś świętym – lecz pod hasłem
„nasza kolej”.
Może znów się zbudzą razem - aby
z mafią zrobić koniec?
Miast legendy o tych murach obalonych przez Polaków
i tych byłem,
zwyciężyłem, w których nic prócz kłamstw już nie
ma
bo się dawno wyświechtały wobec
nędzy, łgarstw łajdaków,
i totalnej beznadziei, co nie wiedzie już
do czynów
- może przykład wziąć nam
trzeba od Kroatów i Gruzinów
i odebrać mafii władzę, miast
iść śladem Nikodema ?
*
* *
I jedynym tu problemem, który znów to z dymem
puści,
może być co już raz było –
ta możliwość co włos jeży:
- że w euforii Waszych zwycięstw znów
oblezą Was oszuści,
wwałęsując Was znów w
kłamstwa podszepnięte im przez wroga
- że dla jakichś wyższych racji wroga kochać znów należy
- i że dać mu grubą krechę to
jedyna w Polsce droga...
*
* *
Wiem że trudno Wam uwierzyć, że
byc można znowu razem
i
że chwila niepokory nie skazuje Was na zgubę.
A więc może trzeba czegoś co
naocznie Wam pokaże
że wciąż można... Zrobcie
próbę:
Miast tą date swięcic w smutku - raz
swiętujcie ją inaczej
- zamiast wspomnień, łezki w oku,
znaków złości czy rozpaczy,
wyjdźcie razem, po południu, na grudniowy próbny spacer.
I policzcie się by sprawdzić jak Was
dużo. By zobaczyć
czy Was ciągle stać na
jedność, tak jak temu lat dwadzieścia,
gdy swieciły tą jednoscią Wasze
miasta i przedmieścia.
Kiedy w oknach Waszych mieszkań były
świece, wy na dworze,
mimo szpiclów na ulicach – w kłamstw dziennika zwykłej porze...
Nie
poprzestańcie na jednym wieczorze – zimowe spacery zdrowe są
dosyć. A tak dla synchronizacji – o
której to teraz jest ten dziennik wieczorny w Waszej suuuusznej TV?
kulisy
Grudnia
® © Mirosław
Krupiński
Kiedy czołgi ze zgrzytem tratowały
ten Grudzień
umacniając wojenne dekrety,
w swym niezbrojnym oporze jednoczyli się
ludzie
lecz i lęgli się zdrajcy niestety...
Kupowano ich tanio, przewracano im w
głowie,
obiecano zaszczyty, posady...
Pod pretekstem aresztu rósł nam wódz w Arłamowie,
gdzie na pamięć uczono go zdrady.
Niby grzyby po deszczu opozycja nam rosła,
i doradcy nam rośli nad podziw.
I wmawiano nam głupim, że to sprawa
doniosła,
że to Polska nam właśnie
się rodzi.
Posuwano się raźno, wciąż
czyniono postępy,
od sponsorów
szły dary ze szmalem.
U
Kiszczaków po kątach
już zbierały się sępy,
a generał flirtował z kapralem...
W końcu czołgi zniknęły,
gaz się rozwiał łzawiący,
groźna władza nie sroży się
wcale.
Wódz rozpędził po
świecie nieprzekupnych, walczących
i do stołu zwołano szakale...
Pod batutą sponsorów, Jaruzelskich, Kiszczaków,
pod muzyczkę cymbałów Jankiela,
odnowiono nam Polskę bez blizn, zbrodni i znaków
i zaczęto zaszczyty rozdzielać...
Lat minęło już mnogo, każdy
ciągnie do siebie...
Postaw sukna... z „Potopu” to scena...
Zapomniano o ludziach w tym radosnym pogrzebie.
Bo dla ludzi już miejsca w tym nie ma...
*
* *
Stan wojenny się skończył,
znikły czołgi z ulicy,
dziś mordercy są święci i
czyści.
Zbrodnia, zdrada czy kradzież – to
się dzisiaj nie liczy...
Nasi zbawcy
rachują korzyści...
I niestety – po latach – dzisiaj przyznać
wypada:
- miała rodzić się Polska, a
wylęgła się zdrada...
doktoroterapia
® © Mirosław
Krupiński
Polsce naszej, gdy przed laty na czerwonkę
była chora,
ktoś doradził cichym szeptem, w
którym dźwięczał Bliski Wschód,
że jeżeli chce znów odżyć
to podeśle jej doktora
i ten doktor (honorowy) z Polską
naszą zrobi cud:
- Będzie wolna i bogata, sprawiedliwa i
szczęśliwa,
a jeżeli niezupełnie – to
przynajmniej ciągle żywa...
Cóż, dla Polski i Polaków wizja była
tak promienna,
że w zbiorowym swym szaleństwie
zapomniała się zupełnie
i poczuła, ku radości, że
nadzieją jest brzemienna
i że zdolna jest terapię (z tej
czerwonki) znosić dzielnie...
Doktor przyszedł wśród wiwatów, umiejętnie dał narkozę
i swą trudną operację
przeprowadził wczesnym rankiem.
- No i Polska uleczona – choć
czerwieńsza nawet może,
bo nasz doktor (honorowy) przeprowadził
jej skrobankę.
I w asyście swych sponsorów, prowadzących
i złodziei,
zamiast leczyć ją z czerwonki - to
pozbawił ją nadziei...
* * *
Bo w tym szepcie z bliskowschoda, co podsunął nam doktora
(z ponad setką doktoratów) brakło
prawdy że Dr Lolo
nie wie nigdy tak naprawdę na co jest
pacjentka chora,
lecz w imieniu swych sponsorów, którym pomóc
przyszła pora,
miał z nadziei ją wyleczyć –
Honorowy Ginekolog.
Albany, listopad 2003