ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-15

 

 

 

Ref: Francja: Promowanie Polonii i Polski

 

 

 

Paweł Osikowski rozmawia z Barbarą Płaszczyńską - prezesem Rady Polonii Francuskiej


Paweł Osikowski: W Paryżu zakończył obrady Krajowy Kongres Polonii Francuskiej, który powołał do życia Federację Polonii Francuskiej. Została Pani wybrana prezesem jej Rady Polonii. Co Pani uważa za najważniejsze cele tej pierwszej wspólnej emigracyjnej reprezentacji?


Ogromne bogactwo, ale i różnorodność, a także olbrzymi potencjał Polonii najpełniej mogliśmy sobie uświadomić podczas zebrania przygotowawczego do paryskiego Kongresu - 11października 2003 r., kiedy to w Ambasadzie Polskiej w Paryżu wzięło udział blisko sto stowarzyszeń z terenu całej Francji…

 

[...]


Drugim niepokojącym zjawiskiem, jakie odcisnęło się na obradach było praktyczne odejście od języka polskiego, czy nie obawia się Pani skutków tego smutnego procesu kulturowego?

 
Nagminne używanie podczas zebrań polonijnych języka francuskiego jest trudnym problemem, zwłaszcza wówczas, kiedy mamy do czynienia z ludźmi, którzy w ogóle po polsku nie mówią. Nasza polska grzeczność wymaga, by posługiwać się wówczas językiem zrozumiałym dla wszystkich. Toteż np. zebrania Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego odbywają się na ogół po francusku - ze względu na Francuzów - członków stowarzyszenia. Sytuacja jest nieco podobna, jeżeli chodzi o naszą Federację, skoro w „Karcie Polonii" jest powiedziane, że z Polonią Francuską identyfikować się mogą także osoby mające z nią powiązania jedynie poprzez przyjaźń albo na zasadzie współpracy z Polską i Polakami...

 

 

ośmiornica

® © Mirosław Krupiński  

 

Nasza polska ośmiornica,co w objęcia Polskę bierze,

ciągle ramion ma za mało. Główcię to ma w Belwederze,

jedno ramię w skarbie państwa, jedno w Unii Europy,

jeszcze jedno w Telaviwie – bo tam także swoje chłopy,

jeszcze inne w grach liczbowych, przez Jaskiernie tam wpuszczeni,

piąte, bardzo energiczne, w społeczeństwa ma  kieszeni,

no i dalsze trzy ramiona, z przyssawkami zamiast dłoni,

baaaaaardzo pragnie ulokować w trzech kieszeniach, u Polonii.

 

Cóż - najchętniej to tej z USA – tam bogate Polonusy,

więc od lat już Moskalowi rządomafia marchwią kiwa... 

w tej Kanadzie też nie biedne – lecz odporne na pokusy,

a poza tym Dobrowolski... Więc Polonia boki zrywa.

 

W tej Australii ciepło, miło – człowiek byłby na urlopie,

lecz tam Pegaz zęby szczerzy i skubaniec rży i kopie,

a w dodatku wszystkie wtyczki (a wysłano ich bez liku)

zamiast mafii ścielić drogę – pochowały się w Cebrzyku...

I choć co rok rządomafia śle swym wtyczkom szmalu stertę,

mafia nie ma wunderwaffe – co najwyzej Śpiącą Bertę...

 

I byłoby całkiem kiepsko, bo deficyt ramion duży,

lecz Don Olo wpadł na pomysł: - „a od czego są Francuzy!”

Choć bilansu to nie zmieni, bo Polonii tam nie dużo,

podrzucimy Orły Białe, Żaby Białe (to Francuzom),

a że i wśród Polonusów brak zapału, wokół cisza

- to na listę wciągnąć paru i Francuzów wsiech dopisać!

 

Choć to szmalu nie przyniesie – bo im raczej płacić trzeba

(plus wydatki na kongresy w ambasadach i medale),

ale za to można podnieść triumfalny wrzask do nieba:

„Polskofrancja mafię kocha!” (choć gdzie indziej - nie chcą wcale).

 

I już później będzie łatwo – cała sprawa ruszy z górki.

Będzie kongres Polskogreków, zrobią kongres Polskoturki,

Polskohamas w Palestynie, Polskożydzi w Izraelu...

No i wtedy i Polonię polskowtyczki pchną do celu.

 

Bo nie po to wysyłano ich z legendą Grudnia, Marca,

by dopuścić by Polonia odmówiła mafii wsparcia...

 

 

różowy balon

® © Mirosław Krupiński  

 

Raz był balon różowy, sterowany z Centrali

i specjalny Komitet by go w porę nadmuchać.

Świat miał ludziom przesłaniać, aby ludzie się bali

czyste niebo oglądać i niesuuusznych sił słuchać...

 

Raz był mały gołębiarz, piegowaty na gębie,

co nie lubił balona - bo mu płoszył gołębie.

Piegus biednym był dosyć i gołębi miał kilka,

a na ścianie ich fotki zawieszone na szpilkach.

 

Krążył balon po niebie, więc gołębie się bały

i z Piegusem, na strychu, przed fotkami, siedziały

i patrzyły na fotki gdzie i niebo i one

i pytały Piegusa czy je weźmie w obronę...

 

Piegus milczał i patrzył smętnym wzrokiem po ścianie.

Na gołębie i fotki. I na szpilki...  Tak, na nie!!!

Potem stołek odsunął, przerywając tym ciszę.

I wziął szpilkę ze ściany. I wyszedł...

 

*  *  *

 

W mieście ciągle bałagan, miejska rada wkurzona,

Od tygodnia, miast radzić, sprząta strzępy balona.

Burmistrz zły jak cholera i czerwony na gębie

- ale ludzie się cieszą i tak samo gołębie.

 

A w Centrali żałoba. A Komitet się żali,

że jak nie ma w co dmuchać - to Centrala wywali...

By się przed tym obronić – Bolka, Olka i Watrę

nadmuchali jak balon. I puścili ich z wiatrem...

I już znów się nie boją i nie martwią się wcale

- bo puścili wszak z wiatrem nadmuchaną Centralę.

 

Wiersz, jak każdy z mych wierszy, musi także mieć morał:

 - jak Wam balon przeszkadza, to za szpilki wziąć pora J.

 

 

nie ma złego co by...

® © Mirosław Krupiński  

 

Straszna żałość w tej Germanii, tak kochali tych czerwonych,

którzy w Polsce ponoć rządzą mocną ręką...

Tyle stołków dla nich mieli i łapówek wypłaconych,

a tymczasem ci czerwoni przędą cienko...

 

Zamiast nadal Polską rządzić i w fotelach paść swe tyłki

pomagając euromafii w Drang nach Osten,

- do niczego już nie zdolni, trzeba będzie dać zasiłki,

lub po cichu ich potopić gdzieś pod mostem...

 

Miast oklasków i medali lud ma dla nich listę zbrodni,

miejsce w ciupie - gdzie powinni wpaść bez znaku.

W Polsce dawno są przegrani, w Europie niewygodni,

- może wysłać ich na odstrzał do Iraku?

 

By nie byli zagrożeniem dla sił słusznych Hameryki

i nie mogli na nią broni swojej zwrócić

- to najlepiej ich w samolot i nie bacząc na ich krzyki

nad Bagdadem, dla przykładu, z nieba zrzucić.

 

*   *   *

 

Co na korzyść, oczywiście, sytuację całą zmienia,

i uśmiechy znów pojawią się na licach.

No bo rożne te... tam busze...  masowego broń rażenia

wreszcie znajdą... roztrzaskaną na ulicach...

         

(wyzwolonego Bagdadu, oczywiście)

 

 

 

o mafii wielkanocnie

® © Mirosław Krupiński  

 

Dziś Don Ollo, Tutti Capo, komunizmu Krowa Święta,

chcąc na tacę dać w kościele, już po datku w synagodze,

do kieszeni sięgnął łapą, a w kieszeni ani centa...

Więc się Ollo, Tutti Capo, sytuacją zmartwił srodze...

 

No bo jakże to możliwe.  Wokół stoją też mafiosi,

każden płaci siedem procent, szmal do partii rzeką płynie,

haracz płaci cała Polska, cała mafia datki znosi,

towarzyszki mnożą zyski... a on puste ma kieszynie...

 

Toć to przecie niemożliwe, pewnie kradnie ktoś, cholera!

I w dodatku nie od ludu, który po to Pan Bóg stworzył...

Lecz kto kradnie... Podejrzliwie patrzy Ollo na Millera,

któren własnie wziął grosz z tacy i we własną kieszeń włożył...

 

*   *   *

 

Już zamierzał Ollo krzyknąć przerywając Świętą Ciszę,

lecz się zamknął na myśl straszną,  że nie wpuszczą go do nieba... 

A poza tym - wzrok na boki odwrócili towarzysze,

bo w statucie partii stoi, że gdy braknie – ukraść trzeba...

 

                               

 

 

Australia: Zagrożone nazwy polskie w Australii

 

 

 

Marian Kałuski , Australia: “Jak do tego zagrożenia ma się ustosunkować Polonia australijska i Polacy w kraju? W dniach 27-28 marca 2004 roku w Domu Polskim w Brisbane odbyło się doroczne posiedzenie Prezydium Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii. W oficjalnym Komunikacie Prezydium RNPA czytamy, że m.in.: "Przedyskutowano problem związany z nazwą Parku (Narodowego) i Góry Kościuszki. Należy się liczyć z dążeniami pewnych kół w Australii do zmiany tej nazwy i zjednoczyć swoje siły w przeciwdziałaniu  .

 

epilogizm prognostyczny

® © Mirosław Krupiński   kwiecien 2004

 

Gdzie Australii błyszczą Alpy i gdzie był Kościuszki szczyt

duch Kościuszki z dala lata, bo mu bliżej latać wstyd.

A na szczycie, co z imieniem nowym zyskał nową rangę,

stoi nowy szczytu patron – czyli Olo z bumerangiem.

 

No bo Olo, niegdyś Polak, wraz z tytułem profesora,

któren dostał w Telaviwie za hmmm... suuszność... swej polskosci,

został dziś Aborygenem (bo na nową skórę pora)

i w Australii z ich ramienia jako patron szczytu gości.

 

A Polonia, no... ta suuuuszna... oblepiona medalami,

wokół góry wiedzie pochód, krzycząc: - „Olo! Olo z nami!

Nowa era w tej Australii wreszcie dla nas się zaczyna,

bo w Australii ktoś mu nawet kupił willę, ex Rywkina!”

 

A że, jak Polacy wiedzą, Olo był chłopisko bystre

- imponuje nowym braciom, kłamiąc znów że jest magistrem.

Choć nie umie bumerangiem trafić w wielkie nawet zwierzę,

lecz i w Polsce był KCykiem...  Przytem - forsę nieźle pierze.

 

Uratował dziś Australię, zgodnie z przodków swoich wolą

(nie wnikajcie tylko których, bo zapomniał już biedaków).

Wiedzie więc Aborygenów, zachwycony swoją rolą,

aby w końcu ich wykończyć – równie sprawnie jak Polaków.

 

*   *   *

 

A gdy kiedyś, w złotym wieńcu, z bumerangiem w ręce skona,

w testamencie swym zapisze by ten szczyt zwać „Szczyt Sharona”

i, by dobrze zabezpieczyć szczytu własność i kulturę,

wzorem Ghazy szczyt otoczyć żelbetowym wielkim murem.

 

 

 

 

Tak trzymać Panie Mirku!  (http://www.wirtualnapolonia.com/opinie.asp?opinia=18997)

 

Swoją postawą zaskarbił Pan sobie wdzięczność u Polaków którym nasza Ojczyzna jest po Bogu Wartością Najwyższą. Niech Dobry Bóg mocą Ducha Świętego kieruje Pana życiem i twórczością. Wierzę, że nadejdą takie czasy, że plewy zostaną spalone w ogniu nieugaszonym. Pozostanie tylko dobre ziarno na chwałę Pana. Polska zostanie oczyszczona a Pana twórczość stanie się podobnie jak Mickiewiczowska, dla przyszłych pokoleń,lekcją naszej historii. Mickiewicza starali się sobie zawłaszczyć. Pana natomiast nie będą mogli uznać za swojego, (...) choć w ich przewrotności wszystko może się wydarzyć, Pozdrawiam serdecznie. Robert G

 

tak, wszystko może się wydarzyć…

® © Mirosław Krupiński  

 

Wrośnięci w ziemie korzeniami,

które sięgają w antypody,

trwamy. Trwa Polska razem z nami,

choć giną państwa i narody

tanio sprzedane, oszukane,

i uwikłane w słuszność  Świata.

Którym, że będą  zapomniane,

jedyna dola i zapłata...

 

Historia was znieczuli ciszą,

bo będzie w niej że was nie było...

Od lat już tą historię  piszą

i wkrótce wcisną wam ją siłą

nie szczędząc kar, wyroków, środków,

aby w was zabić pamięć przodków.

 

Ksiazki, zapisy, spalą skrycie,

popioły słuszny  wiatr rozwieje,

by wmówić wam że wasze życie

od wczoraj trwa - a o czym śnicie

to tylko w waszych snach istnieje...

I tylko czasem wiatr zbudzony,

który popioły wirem kręci

przyniesie wiersz niedopalony,

który zazgrzyta wam w pamięci

mglistym wspomnieniem zakazanym,

niesłusznym  rymem, prawdy słowem,

i zrozumiecie i łza spadnie,

gdy pochylicie nad nim głowę.

 

Lecz taki strzępek to niewiele,

i pewnie braknie już wam chęci

by szukać dalej w tym popiele

co wypalono wam z pamięci.

 

I chociaż, gdzieś na Świata skraju,

gdzie nie dotarły nowe prawa,

ludzie wciąż dobrą pamięć mają

- to będzie zbyt daleko dla was...

 

Bo to by mogło mieć złe skutki.

A więc wasz łańcuch będzie krotki...

 

 

 

analogie optymistyczne

® © Mirosław Krupiński  

 

Była w mym sadzie figa tłusta

pełna smacznego figomaku.

I było kilka chudych ptaków...

Ptaki dziś tłuste, figa pusta...

 

&

 

Była raz Unia w Europie,

która na Polskę miała chrapkę

i nie wiedziała że w pułapkę

wpada i dziurę sobie kopie...

 

*  *  *

 

Z tej analogi morał taki:

- niech Unię los podobny spotka.

Więc zbierzcie razem się Polaki

i wyżerajcie ją od środka...

 

Wałęsę, Ola i Millera

znowu wybierzcie poprzez zdradę

- by pokazali jak wyżerać.

Wszak z Polską dali sobie radę...

 

 

 

 

Wszystkim, ktorych złoszcza niewinne pomylki geograficzno polityczne szpecow od Holocaust Industry,  proponuję,  zamiast pisania pokornych skarg i prosb o zaprzestanie, publikowanie owych pomylek z ponizszym dodatkiem zamiast komentarza. (ref http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=7140 )

 

o Polakach suuuusznie...

® © Mirosław Krupiński  

 

Nową historię Polsce piszą

suuuszne ofiary polskich czynów

i coraz częściej ludzie słyszą

ten... „polski obóz w Oswięcimiu”

 

I suuuusznie! Polska w Świecie słynie

swoim udziałem w każdej sprawie:

wszak polski Hitler był w Berlinie,

był bat’ko Stalin, polski prawie,

ktoremu Roosvelt, polski także,

prawicę sciskał wsród duserów,

gdy tenże Stalin, w polskim lagrze,

mordował polskich oficerów.

 

Jest polski gułag na Florydzie,

gdzie polskie zbrodnie suuuuszna strona

od dawna własnym okiem widzi...

Bo przecież zbrodnie - to nie ona...

 

Codziennie także nas szokuje

wieść co przez Świat szeroko płynie,

że polski Sharon dziś morduje

swoich sąsiadów w Palestynie.

 

No bo Polaki tam, cholery,

to mają czołgi, buldożery,

helikoptery z mnóstwem rakiet,

i, ku zmartwieniu Izraela

- polskiego speca, S. Morela,

ktory w Jaworznie był Polakiem.

 

 

*   *   *

 

I tak historia suuuuszna Świata,

która gescheftu jest podstawą,

Polaków w kazdą zbrodnię wplata

za eks - Polaków suuuszną sprawą.

 

Czy ktoś nas broni? – Ależ skąd!

Wszak mamy w Polsce suuuuszny rząd

i liberałów suuusznych masę,

suuuszne fundacje, suuuuszną prasę,

a rządzi Polską suuuuszny Olo,

którego kłamstwa te nie bolą.

 

 

 

Ref:

http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=7263

http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=7264

 

“Unia Wolności otrzymała podczas próbnych wyborów w Słupsku 2,6 procent głosów. Byłbym skłonny przypuszczać, że powodem tak niskich notowań UW jest niedostatek intelektualistów w okolicach nadmorskich. Sądząc bowiem z publikowanych w "Gazecie Wyborczej" apeli, podpisanych przez wybitne osobistości ze świata nauki, kultury i okolic, cała polska elita intelektualna popiera Unię Wolności.

 

 

cała Polska ich popiera

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2004

 

 

Jadą Tiry na trzech kołach,

kurz okropny – środek lata,

powożone przez matoła,

któren głównie strzela z bata.

 

Pusto w bakach wehikułów,

bo w budżecie dziury spore

- każdy ciągnie szóstka mułów,

z których każden profesorem.

 

Ten na przedzie, dobrze znany,

pokazuje innym drogę,

jego zawód – kurtyzany...

W partii jest ideologiem...

Przejechali dziś pół mili,

co dla mułów sukces spory.

Stop! – Woźnica cuś wychyli,

uprząż zdejmą profesory...

 

Jutro dotrą do wyborców

by wyżebrać trochę grosza,

zgniłej brukwi kilka korców,

uschłą marchew od Sorosa...

 

Może butlę ktoś da czuły,

więc w obłędne ruszą tany

profesory – czyli muły,

profesorskie kurtyzany,

co im wzorem i przykładem

jak zaszczyty zdobyć zadem.

 

Potem będą mieli kaca

i zbiorowo będą płakać:

- „kurtyzaństwo ciężka praca,

wbrew instrukcjom od Kiszczaka”

 

*   *   *

 

Noc ich w końcu zmoże ciszą ,

utytłanych jak cholera.

A w „Wyborczej” znów napiszą:

-„Cała Polska ich popiera”...

 

 

 

przepowiednia stulecia:  Sabat nad Wisłą

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2004

 

Znów idą Zmiany. Nie wiem które

bo tyle Zmian już w Polsce prysło...

- Mamy zbudować Łysą Górę

by Sabat odbył się nad Wisłą.

Dobitnie wódz przykazał ludziom:

- ma góra łysa być i wielka,

a w czasie gdy się ludzie trudzom

ma nimi rządzić... jak mu... Belka.

 

Na górze stać ma wielki cokół,

- różowy marmur. Jego rolą

jest by stał na nim Polski Sokół

- czyli Mafioso Tutti – Olo.

 

Głowę ma zwieńczyć gwiazdek wieńcem,

żółtych – a każda z ramion szóstką,

podobną gwiazdkę ma mieć w ręce

- co ma być glejtem i przepustką

na Areopag Świata nowy

- suuuuuszny, globalny i wzorowy.

 

A na ten Sabat to przylecą,

w swych szatach czarnych - niby wrony,

złotymi gwiazdki również święcąc,

Bushe, Schroedery i Sharony.

Wokół cokołu będą latać,

kracząc że tu jest pępek Świata.

 

I nagle, gdy już brak nadziei,

że Polskę nam, Polakom, zwrócą,

wszystko się w jednej chwili zmieni

gdy o ten cokół się pokłócą.

 

Bo jak to! – „Wszyscy mają latać

choć ich już skrzydła wszystkich bolą,

gdy na cokole Pępka Świata

grzeje swój tyłek jakiś Olo!?”

 

I straszny rejwach się namiesza

i zamieszanie będzie wielkie

nim nie dostrzegą: - „prócz Olesia

wszak mamy cokół, no i belkę.” 

 

*   *   *

 

Cóż – Sabat skończył się przed czasem,

góra nad Wisłą tonie w ciszy,

goście zniknęli gdzieś z hałasem

i cuś na Belce smętnie wisi...

 

Ranek się budzi, ludzie wstają,

by Łysej Górze dodać blasku,

A tam, na Belce Oleś wisi,

w dodatku na Sharona pasku...

 

Cóż, widok ludziom cieszy oko...

Już historycy morał piszą:

- „ci co wpełzają za wysoko

później wysoko zwykle wiszą”.

 

*  *  *

 

A hen z oddali TIRy charczą

i osły rykiem klną i bluźnią,

Kurtyzjusz brodę targa starczą ,

że się na Sabat znowu spóźnią :)...

 

 

 

śmierć wśród przyjaciół

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2004

 

Gdy w dniach ostatnich wizje piekła męczą

a przyjacioły trucizn dają leki,

widział ich, nawet zamknąwszy powieki

jak, nieklękliwi, wokół łoża klęczą

i mrucząc swoje żałobne czastuszki

sprawdzają skrycie co skrył pod poduszki.

 

Wiedzą że pisał i że zdołał schować.

Wiedzą że prawdę i wiedzą że o nich.

Więc po mieszkaniu będą wciąż myszkować,

ze zbrodnią w sercach i z kwiatami w dłoni...

 

Wykrzyczą głośno zmyślone zasługi

w dymie kadzideł co im wszystkim kadzi,

pewni że teraz już prawdy nie zdradzi.

Jedyną troską ten rękopis długi,

który gdzieś zniknął wraz z trapioną duszą.

By spać spokojnie – odnaleźć go muszą...          

 

Więc będą sprawdzać półki i szuflady

czy kryją opis ich zbiorowej zdrady.

A nie znalazłszy, spoglądać po sobie

- kto z nich go dopadł w falszywej żałobie

i kiedy oni ciągle za nim gonią

- uczynił własną, przeciw reszcie, bronią...

 

*   *   *

 

I tuż przed śmiercią, co ich kiedyś zmorzy,

obcy posłaniec, wzrokiem patrząc twardym,

wejdzie i książkę na piersi położy

by strącić w piekło powszechnej pogardy...

 

 

lepiej późno niż wcale...

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2004

 

Skarabeusz, w ciężkim znoju, sapiąc ciężko, zlany potem,

toczył w górę kulę gnoju, by zamienić ją na fotel...

Wcześniej też już bywał blisko, już ogłaszał swoją sławę

robiąc z siebie pośmiewisko... Zawsze psuli mu zabawę...

 

„Był premierem” kilka razy (niezupełnie – ale prawie),

prezydentem też być marzył - jest więc mistrzem w tej zabawie.

Choć okropna to mordęga (bo szczyt góry w gwiazdkach ginie)

- lecz już prawie szczytu siega!!!  Już go fotel nie ominie!!!

 

A na szczycie komitety i orkiestry i cymbały

(Jankiel też tam jest, niestety) - a więc rejwach jest niemały.

Jak wymaga ceremonia ustalona od lat wielu

- tłum wybrańca wziął w ramiona, by posadzić go w fotelu...

 

*   *   *

 

Bal przeciągnął się do rańca, a kac nawet do wieczora,

Czas odwiedzić znów wybrańca – gratulacje składać pora!

Więc tłum pędzi, z szczęściem w duszach, by aplauzem czcić gieroja...

Szok!!!  - Bo miast Skarabeusza, na fotelu kula gnoja!

 

W koncu ktoś (miał oczy bystre) dostrzegł – w dole coś się rusza!

- grabarz Olo („jest” magistrem) kopie grób Skarabeusza...

Bo po całym tym wysiłku (w górę było drogi kawał),

gdy już zjezdzał z niej na tyłku - spotkał go spóźniony zawał...

 

 

 

za dusze w piekle...

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2004

 

Módlcie się często za te dusze w piekle,

by nie wymknęły sie piekielnej mocy

i nie włóczyly sie wokół po nocy

wyciem żałosnym strasząc was zaciekle.

 

Módlcie się zawsze,  aż do końca Świata,

nim Piotr pobudki nie zagra na trąbie...

Bo bez tych modlitw zamienią się w zombie,

by w swej czerwieni znów nad Polską latać...

 

Módlcie się długo. Módlcie się żarliwie.

By nie przysiadły gdzieś za waaaadzy stołkiem...

Zapomnieliście, gdy było możliwe,

zewłok przygwoździć osinowym kołkiem

i przynieść z sobą innych kołków kosze

- by i wspólników przygważdżać po trosze...

 

 

*   *   *

 

A gdy w kominie zawyje wam zmorą

dusza piekielna – uczyńcie znak krzyża.

Niechaj ją diabły spowrotem zabiorą

by wam, Polakom, nie mogła ubliżać.

A jesli swoi zaczną duszy bronić

- ich też możecie do piekieł pogonić.

 

 

 

 

aria Kurtyzjusza

® © Mirosław Krupiński   lipiec 2004

 

O kurtyzany!  Uczone kurtyzany!

Jesteście dla mnie miłością i przykładem...

Dzisiaj mam także podobne Waszym plany,

też z byle biednym do łóżka się nie kładę...

 

Czytam znów o Was, już nie wiem po raz który,

gdy nowa droga przede mną się otwiera...

Jak Wy przed laty –  też muszę znać figury,

by zadowolić Chiraca i Schroedera.

 

Gdy ich przekonam że wszystko dla nich zrobię

z miłością, chęcią, z zapałem i biez wstyda

- na  nowa kieckę zasłużę może sobie...

A nowa kiecka na pewno mi się przyda...

 

Zasłoni starej czerwony kolor, łaty,

Odciski buta na mej nadobnej pupie,

i wreszcie Polska doczeka się zapłaty

żem nie prezydent. Zapłacą kmioty głupie...

 

*   *   *

 

Za te wszystkie poprzednie przegrane,

za te porażki co tyle razy zniosłem,

na czele wrogów z wypiętą pupą stanę

i poprowadzę zwycięski Drang nach Osten!

 

To nie Kwasniewscy, Wałęsy ni Jaskiernie

będą tu rządzić.  Jak zechcą nowe Pany

- to ja dostanę pod władzę tę Gubernię!

I będą rządzić w Guberni kurtyzany...

 

                  A ja będę ich Obersturmbahnfuhrerem!

 

 

 

z ostatniej chwili

® © Mirosław Krupiński   lipiec 2004

 

 

Awstralijskie kurtyzany,

co Warszawie jedzą z ręki,

już odsieczy mają plany

 - zakasują znów sukienki!

 

Bo w obronie suuusznej sprawy

furda ciało, furda dusza

- wszak rozkazy są z Warszawy

aby bronić Kurtyzjusza!

 

A że nie brak im wigoru,

doswiadczenia ni ochoty

- wszystkie stają do poboru,

wytaczając swoje cnoty.

 

W Sydney trwoga ściska skronie.

I spadają z drzew wróbelki

suuusznych dziewic widząc bronie

- zwłaszcza ich kaliber wielki…

 

 

 

recepta

® © Mirosław Krupiński   lipiec 2004

 

Za Styks odchodzą zombie i zmory,

dusze ich wyją w noc w lesie.

Więc może wreszcie ten Kraj nasz chory

jakoś się z gruzów podniesie...

 

Będzie to trudne i wciąż wam będą

przeszkadzać różne przypadki,

bo dzięki waszym krechom i błędom

rosną ich wnuki i dziatki.

 

Jest jednak rada – rzecz nie stracona,

choć strach znów bieli wam lica:

na drobne zombie – woda święcona,

a na te większe – kłonica.

 

*   *   *

 

A jak poznacie że Polska nasza,

w dodatku lepsza, nie gorsza?

- Kiedy wyślecie za Styks Adasia

i gdy z nim zniknie Wyborcza.

 

Nie wierzycie w przepowiednie? – Spytajcie Skarabeusza :)...

 

 

ot zagwozdka w tej Awstralii...

® © Mirosław Krupiński   sierpien 2004

 

Siedzą smętnie w swych fotelach luminarze dwojga nacji,

każdy głowę nad swym losem smętnie skłania...

Suuuuszne siły ich wybrały by pilnować Emigracji...

Płacą dobrze z każdej strony, ale każdy jest zmartwiony

- coraz trudniej jest wykonac swe zadania...

 

Straszne zmiany w tej Polonii, a więc mysli trapią czarne

- tyle tyłków już cmoknęli w swej miłości,

lecz cmokani dziś w niełasce, wszystko poszło więc na marne...

By naprawić te pomyłki trzeba znaleźć nowe tyłki

- lecz cmokajac coraz trudniej zwalczać mdlosci...

 

No więc jak tu dziś pracować – jak donosić i całować,

kiedy Mędrcy już nie bardzo wiedzą kogo...

W zamieszaniu co niektóry chciał Pegaza pocałować

lecz przeszkodził im w tym hołdzie koński ogon.

 

*   *   *

 

Więc Centrale Rady Mędrców  - te z Warszawy, Telaviwa,

ślą instrukcje, manuale i wytyczne:

- „Nie całowac tam Pegaza, bo on chwostem na nas kiwa,

chociaż wiersze, trzeba przyznać, pisze śliczne...”

 

Zachowuje się okropnie, agresywnie i nagannie,

lecz podchodzić niebezpiecznie – a więc wara!

Można szczekać za plecami, lub podesłać przez Tasmanię,

skąd na pewno ktoś przekazać się postara :)

 

 

 

odcienie wiosny

® © Mirosław Krupiński   sierpień 2004

 

Ocean wciąż za oknem biały

i fal zimowych jeży grzywy.

W ogrodzie kwitną już migdały...

Wiosna... Winieniem być szczęśliwy,

myśleć o kwiatkach i motylach,

o dniach przeżytych, szczęścia chwilach,

godzinach  słońca, cieple błogiem...

Wiem... Powinienem... Lecz nie mogę.

 

Bo wciąż wspominam, Dobry Boże,

wierzby co w Polsce po mnie płaczą

i smutne ryby w mym jeziorze,

co mnie nad wodą nie zobaczą...

 

Pamiętam - gęsi i żurawie

płynące niebem polskim z krzykiem.

Dziś niebo już nie polskie prawie.

A czyich starań to wynikiem?

Według na niebie wszelkich znaków

naszych – wyborców. Więc – Polaków...

 

Widzę, w łańcuchu smutnych godzin,

których nad Polską klucz się kręci

Giertycha – wodza Polskich Rodzin,

który dziś w Unii Parlamencie,

z wigorem głośno się udziela

broniąc z zapałem polskiej sprawy

- czyli członkostwa Izraela *

by swoich  bliżej mieć Warszawy.

Bo w tej Warszawie, sami wicie,

są wciąż bezpańskie kamienice...

 

Inny unijny nasz wybranek,

co z apetytów w Polsce słynie,

Kuczmę ubiera w lilii wianek

i ściele drogę Ukrainie. **

Bo Wielki Polak, B. Giermek,

wie że korzyści będzie kupa

kiedy wpuścimy na swe ziemie

jego przyjaciół, czyli UPA.

 

Cóż, gdyby Kuroń dłużej pożył,

także by szczęścia tego dożył

by z Frasyniukiem, po połowie,

pomnik z tryzubem mieć w Kijowie.

Bo w tym najnowszym, suuuusznym, Świecie

nie ma, prócz nas, zbrodniarzy przecie...

 

*   *   *

 

I tak za wiosną płynie wiosna...

Coraz mniej polska, mniej radosna,

mroźna – choć słońce z nieba pali...

Dziwne? – Nieeee... – Samiśmy wybrali.

 

 

 

ciotkostwa ciąg dalszy

® © Mirosław Krupiński   sierpień 2004

 

Ciotka Lola dzisiaj w sądzie...

Będzie sprawa o nierządzie

z jej powództwa i Alfonsa

- bo się ciotka strasznie dąsa,

że potomek jakiś kaczy

jej Alfonsa obsobaczył...

 

Tłum gromadzi się ciekawy

w sądzie, przed nim, na ulicy,

gdy jej pimp, by nie wyjść z wprawy,

znów ją wlecze tam na smyczy...

 

No i słusznie, Alfons woła,

mając w oczach groźne błyski:

- pilnowałem wszak by Lola

mogła Was wyciupciać wszystkich.

A najlepiej, zdolna taka,

obsłużyła Al Kiszczaka.

 

I nie moja to jest wina,

że wśród Loli sex-przekrętów,

by nadążyć za nią w czynach,

okradałem jej klientów.

 

I nie będzie mnie tu dzisiaj

jakiś... jak mu tam... obrażał!

- Jak okradłem, to okradłem.

- Lecz mnie żaden sąd nie skazał!

 

Zresztą w czasie swych sex-rządów

zaszła Ciotka tak wysoko,

że na sędziach od nierządu

mogła baczne trzymać oko.

 

*   *   *

Wszyscy widzą - Polska kona

z nożem w plecach, ale cóż...

Ciotka nadal chodzi wolna,

Alfons dziś ma dłuższy nóż...

I oboje chodzą dumnie,

nietykalni w swym nierządzie.

A na świadków - szepcą w tłumie

- właśnie wyrok piszą w sądzie...

 

 

 

tragiczne zmęczenie

® © Mirosław Krupiński   sierpień 2004

 

Czekamy wszyscy dziś z napięciem

kiedy ta Polska zrobi czystkę

i kiedy jednym mądrym cięciem

usunie swoje wrzody wszystkie:

- Te śnieżne owce z kłów czerwienią,

które się żywią Polski ciałem,

- zdrajców co się zbawcami mienią,

- kłamców co wrogów głoszą chwałę,

- sprzedajnych co łapówki liczą

mówiąc że bronią polskiej sprawy

- i tych co klaszczą im i krzyczą

malując zdradę szminką sławy.

 

- Tych złotoustych poza Krajem,

co raz z ogarkiem, raz ze świeczką

i choć służbowo lecz udają

że emigracja im ucieczką.

I odmieniają przez przypadki

swój patriotyzm, wielki, rzadki,

by - kiedy mafia zagrożona

- znowu nas popchnąć w jej ramiona.

 

Czekamy wszyscy... Lata płyną,

Włos nam siwieje, dusza płacze...

I niby sępy nad padliną

kraczą nad nami naganiacze.

- Ciągle ci sami, wciąż na żołdzie

zdrajców, zbrodniarzy, obcych wtyczek

- byśmy ugięli karki w hołdzie

i nastawili im policzek...

By, ciągle jako gospodarze,

mogli bezkarnie pluć nam w twarze.

 

*   *   *

 

A my? – Ogarnia nas zmęczenie,

przesłania rozum i sumienie

co nakazują nam obronę.

I usuwamy się na stronę,

by patrzeć z dala, z perspektywy,

jak ten nasz naród, niegdyś żywy,

dziś za szekele, hrywny, marki

- jak mafia każe  - zgina karki...

 

 

 

ostatni mezalians Nestorka

® © Mirosław Krupiński   sierpień 2004

       

Raz kundel stary, bez imienia,

pod płotem drzemiąc miał marzenia:

- Zęby miał wszystkie, jak przed laty...

- Sukę miał chetną, wzorem taty,

z którą w niedziele, czasem wtorki,

uciechy miewał przy tym płocie.

Z czego rodziły sie Nestorki

i innych bezimiennych krocie...

 

Lecz lat minęło już tuziny,

zęby wypadły ze starości

i żadna suka z tej przyczyny

z Nestorkiem nie chce już miłości...

 

Więc we śnie prosi – Pieskie Nieba!

- dajcie mi choć ostatnią szansę

- gdy mieć nie mogę co mi trzeba

niech choć się cieszę mezaliansem!

 

I słysząc jeków jego krocie,

myślą Niebiosa – pomóc pora.

I uczyniły, wśród drzazg w płocie,

dziurę po sęku dla Nestora...

 

*   *   *

Coż, teraz Nestor czeka wyjąc,

aż ktoś, na białym mknąc Pegazie,

pomoze mu to z dziury wyjąć,

bo sam nie chcialby sie narazić...

 

(Pieskim Niebiosom, czyli waaaaadzy, oczywiscie)

 

 

happy end

® © Mirosław Krupiński   wrzesien 2004

 

U podnóża Łysej Góry suche drzewa wicher nęka...

Głos marudny slychac z dziury, która grobem jest G. Remka...

 

Pamietacie tamten* wieczór kiedy zawał spotkał chłopa,

bo nie został Belzebubem?  - Potem Olo go zakopał,

któren Polski jest grabarzem i magistrem sie przezywa,

a poza tym jest dochtorem z nominacji Telaviva.

Grób głęboki – bo go kopał naszej Polski grabarz krzepki,

no a kawał z niego chłopa, choć ma tylko cztery klepki...

 

Zombie z grobu na powierzchnię resztką siły w górę  rwie się

aby zdążyc zanim Polskę rozszabrują  już kolesie;

a poza tym – choć naprawdę to jest raczej zwykłym zerem

- lecz mu w Unii obiecali że zostanie gaulaiterem

tej prowincji. ktorą rządzic będą ludzie Unii wierni.

A G. Remek (najwierniejszy) miał być szefem tej Guberni...

 

Więc wykopać się próbuje, jak próbował wiele razy.

Dzisiaj idzie jakby lepiej, już korzenie czuje trawki...

Hop!  Wyskoczył.  O cholera! – W środku gruzów Pasa Ghazy,

gdzie czekają Palestyńcy, którzy znaaaaaja jego sprawki...

 

*   *   *

 

Cóż, z G. Remkiem mamy spokój, jego podkop się zawalił,

więc by wrócić do Brukseli  teraz nowy w znoju kopie.

Za lat tysiąc pewnie skończy i okropnie sie rozżali,

zagulgocze, brodę wyrwie i jak zwykle się rozkrzyczy,

że miast rządów swoich braci, co planowal Europie,

Światem rządzi nie Izrael - ala rządzą nim Chinczycy.

 

A Polacy? - Cóż, Polakom z Chinczykami nie jest źle,

bo z wdziecznosci za poparcie mową, wierszem, słowem, czynem,

Kru – Pin –Jaka  uczynili Europy Mandarynem,

wyganiając z niej G. Remków i podobne Remkom g.

 

* - vide:  http://members.iinet.net.au/~miroslaw/PG383.htm

 

 

 

 

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2279566.html :

“Ale Kaczynski nie jest bynajmniej odosobniony w swej diagnozie. AniAntoni Macierewicz, odpowiedzialny za rozpetanie przed laty afery teczkowej, która godzila w dobre imie wielu wspanialych ludzi, ani Janusz Dobrosz zklubu LPR, który od lat propaguje sensacyjna informacje, jakoby redaktor"Polityki" Adam Krzeminski byl na stalej pensji niemieckiego MSW, niespotkali sie z protestem z law sejmowych, gdy "demaskowali" rodzimychdonosicieli, oszczerców i naiwnych klakierów. Gniew poslów kierowal sie przeciw Bronislawowi Geremkowi, podejrzanemu o platne wyslugiwanie sie wrogowi, i Wladyslawowi Bartoszewskiemu, slabeuszowi i zdrajcy.”

 

głowy urwać nie jest w stanie…

® © Mirosław Krupiński   wrzesien 2004

Pamiętacie jak to było? - Kiedy Kiszczak miał kłopoty

z oszołomów wielką  zgrają, co się sama zwała “S”?

- Smycz odpinał by z niej spuścić tych „wspaniałych” do roboty,

bo gdy naród waaaadzy grozi, to się przyda każdy pies.

 

Kiedy motłoch, obszczekany, na swą waaaaadzę warczeć przestał

dzięki zgodnym kundli wyciom w polskim radiu, TV, prasie,

- swych wspaniałych znów usmyczył i windował na piedestał

gdzie do dzisiaj zgodnie wyją  Bronki, Bolki i Adasie.

 

I zaprawdę to jest zdrada! – Macierewicz wraz z Dobroszem

teczki zaslug ich podkrada, u Kiszczaka zwane dossier,

zniesławiająć tych wspaniałych,  odsłaniając kurtyzaństwa

Bronkow, Bolkow i Adasi…  Tak nie mozna, proszę Panstwa!

 

*    *    *

Całe szczęście że Wyborcza  stoi w poprzek, z kłamstwem w rekach,  

bo w przysłowiu starożytnym jej nadzieje na przetrwanie.

To przysłowie - stosowane od pół wieku przez G. Remka

- „kurtyzana kurtyzanie głowy urwać nie jest w stanie”.

(zwłaszcza jeśli ma klientow, ktorzy szmalem sypią na nie).

 

 

 

kassandrycznie

® © Mirosław Krupiński   wrzesień 2004

Z Wielkiej Brytanii wracają w glorii

Europejczycy z Dworca Victorii.

Brzuch mają pusty i pustki w kasie.

I rozglądają się za Adasiem...

A kiedy większy tłum się ich zbierze,

pomyślą pewnie o Belwederze.

Choć kieszeń pusta i w brzuchu warczy

- lecz na pół litra benzyny starczy...

 

A potem ruszą na dworce, porty,

aby przybyszom sprawdzać paszporty

i by powitać, choć to niedziela,

suuusznych podrzutków wujka Ariela...

 

Rząd pewnie wyśle wojsko i tanki

i znów urządzi na nich łapanki.

Kilku zapewne pójdzie do piachu,

innych w pociągach wyślą na Zachód...

 

Bo choć do Unii brak już ochoty,

lecz ich wyłapią – i na roboty.

Jak wtedy, dawno, w czasach Hitlera,

który ich w budach z ulic zabierał...

 

*   *   *

Dziś gdy się dziecko o ojca pyta

- kto jest, co robi, czemu go nie ma?

- matka mu mówi – wolny najmita,

bo Polska to już nie jego ziemia.

 

Bo Polska musi być wysiedlona,

aby pomieścić desant Sharona...

 

 

 

oszczercze serenady

® © Mirosław Krupiński   wrzesień 2004

kiedy nad Polską mrok zapada

i noc jesienna chłodem straszy,

rozbrzmiewa wilcza serenada

- czyli chóralny śpiew adasi...

księżyc się właśnie skrył za chmurę

i mgła kroplami wszystko rosi

gdy, wrogie pyski wznosząc w górę,

Oszczercza  kłamstwa wyciem głosi.

 

słysząc Oszczerczej  smętne wycie

naród się żegna znakiem krzyża

i obiecuje sobie skrycie

że koniec się tych oszczerstw zbliża...

 

*  *  *

i przyjdzie czas ze naród wstanie,

zmęczony obcych wilków wyciem

i zrobi na nie polowanie,

by żaden z nich nie uszedł z życiem...

 

i pójdą wilki ku księżycom,

jak stado małych, drżących, piesków

i dadzą koniec wilczym wyciom

- by się przyłączyć do Czauczeskow...

 

 

 

requiem ałtoryteta

® © Mirosław Krupiński   październik  2004

 

Po tygodniach męczących go wspomnień,

nieprzytomnych  ze strachu wieczorów,

szeptów kumpla, co zmarł już – „chodź do mnie”

- już rozumie że nie ma wyboru...

 

Pasmo zdrady dobiega już końca.

Już nikogo nie sprzeda nikomu.

Ginie w mroku ostatni blask słońca.

I mrok śmierci się wkrada do domu...

 

Cóż, tak łatwo się było złajdaczyć

i od zdrady wędrować do zdrady...

Szmal zdobyty dziś nic już nie znaczy,

ani dawne wśród „swoich” układy...

Już nie przyjdą  by chwalić „zasługi”.

Nie zaklaszczą kłamliwym legendom.

Jeden splunie, odwróci się drugi

i pamiętać od jutra nie będą...

 

*   *   *

 

Pochowają  z mafijnym hałasem

na Powązkach, gdzie zdrajców już kupa...

I opuszczą ten pogrzeb przed czasem

- zanim diabli się zjawią po trupa...

 

 

 

 

Nekroskandal! Jeszcze opinia publiczna nie ochłonęła po serii pedofilskich skandali, w które najprawdopodobniej są zamieszane postaci z pierwszych stron gazet, a już nadciąga kolejny kataklizm. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w Warszawie grasuje bezwzględny nekrofil. W kręgach zbliżonych do stołecznej policji mówi się, że być może jest to Adam M., redaktor naczelny jednego z największych polskich dzienników. Do zamknięcia numeru nie udało nam się potwierdzić oficjalnie tej informacji.

 

 

uwzięli się...

® © Mirosław Krupiński   pazdziernik 2004

Wszyscy nad nim się znęcają

- ten Nasz Dziennik, Polska Nasza,

Innych wrogów już nie mają!

Uczepili się Adasia!

 

Z tej Tajlandi policaje

za milczenie biorą haracz.

Czesio też zrozumieć daje

że pamiętnik wyda zaraz.

Z taśm wypisy, każde zdanie,

- gdy podwyżki nie dostanie...

 

Święty Jacek na Powązkach

w proch się zmienia, więc nie słyszy.

Ale szuja był niewąska

bo opisał towarzyszy

i przed koncem, gdy chorował,

rekopisy skrzętnie schował...

 

Więc się Adaś nocą snuje

by odzyskac co jest o nim         

i Powązki przekopuje,

drżąc że Jacuś go pogoni.

 

*   *   *

 

I jedyna to pociecha

wsród tych nieszczęść, które bolą

- że się Miecio doń nie czepia,

bo zajęty Ciotką Lolą

i w swych pamiętnikach zdradza

jak jej dziwki przyprowadzał...

 

 

 

 

a w Cebrzyku

® © Mirosław Krupiński   pazdziernik  2004

 

Mamy Cebrzyk. Pełen mleka,

z grubą warstwą brudnej piany.

Z głębi mleka basem szczeka

Mały Bobas kurtyzany.

 

Bobas stary jest i tłusty

lecz pamięta lata chude:

- Świat go nie znał, brzuch miał pusty

- kiedy Cebrzyk odkrył cudem...

 

No i teraz sobie chwali

- mleko pije, w mleku pływa...

A gdy rozkaz ślą z Centrali

- z mleka basem się odzywa.

 

Bobas codzień, zanim uśnie,

czyta list co mu przysłali

- że ma zawsze szczekac suuuusznie,

czyli to co ślą z Centrali.

 

Rankiem przetrze z mleka oczy

i poleceń listę czyta:

- na „Pegaza” ma naskoczyć

- być prosępiarz, prounita,

proadasiarz, promafijny,

- ma w Australii tępic zło,

być Pierońsko religijny

i miast anty - ma być pro!

 

*  *  *

 

Gdy tak szczeka co jest suuuusznie,

każdy wokół nos zatyka.

Bo wokoło strasznie cuchnie...

Znów się sfajdał do Cebrzyka?...

 

Nikt własciwie się nie dziwi.

Co tak cuchnie – każdy wie.

Czasem tylko ktoś sie skrzywi:

- Skąd ten jazgot?... aaa... M.B....