ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-17

 

 

 

ostatnia spowiedź

® © Mirosław Krupiński   lipiec 2005

 

... zgrzeszyłem, Boże.   Duszą... Ciałem...

Sprzedałem Polskę w obce ręce.

Najpierw sprzedałem bo się bałem.

Potem – bo chciałem coraz więcej...

 

Obiecywali sławę, władzę,

pochwał bez liku, Nobla, zyski,

jeżeli tylko Polskę zdradzę.

I jeśli w niej oszukam wszystkich.

 

Cóż, oszukałem - z ich pomocą

i abym dalej swoich zdradzał,

gdy w strachu spać nie mogłem nocą,

Miecio rozrywki przyprowadzał.

 

A rankiem, gdym się w strachu zrywał

- filmy z tych nocy pokazywał,

mówiąc, że jeśli się wykażę

to ich nikomu nie pokaże…

 

Cóż miałem robić. Jadłem z ręki

i zapomniałem o myśleniu.

Czesie, Michniki i Gieremki

rządzili Polską w mym imieniu…

 

Dziś Kraj w ruinie. Jam jest sprawcą,

choć co innego wokół głoszę.

Lecz mym sponsorom i oprawcom

tego nie powiem. - Mają dossier…

 

*  *  *

 

Lipiec za oknem... Po wyborach…

Lud zagłosował kciukiem na dół…

Wiem, Dobry Boże – na mnie pora

i czas opuścić Ziemski Padół.

Więc chociaż łaski okaż tyle

bym sam nie musiał...  Ześlij wylew…

 

Wiem – nie do Nieba moja droga,

więc krocząc na dół wśród płomieni

jedyną prośbę mam do Boga:

- bym szedł wraz z tymi com wymienił.

 

 

motto

® © Mirosław Krupiński  

 

Karaluchy nas nie lubią, mafia na nas zębem zgrzyta

bo, miast kadzić im jak wszyscy, my bierzemy ich pod lupę.

Kto nas czyta – ten rozumie, a kto nie chce – niech nie czyta,

lecz miast szczekać na nas w kółko – niech nas pocałuje w czółko.

                          

 

ty mnie już nie koooooochasz...

® © Mirosław Krupiński  

 

O przewrotny polski ludu,

ktoren mimo żem Cię zbawił przed... hmmm... laty!

Już nie widzisz we mnie cudu

i nie widzisz we mnie zbawcy, wodza, taty...

 

Jam Cię wydarł z rąk czerwonych!

Jam berliński mur rozsypał!

Ja przybyłem, zwyciężyłem siły wrogie!

Cóż że w czynach mych natchnionych

straszny zdarzył się niewypał?!

- Ja musiałem wtedy wspierać lewom nogę...

 

Choć czerwonych miałem w nosie

i kochałem Ciebie, ludu, jak nikt drugi

- lecz nie mogłem ich też zdradzić - oni mieli moje dossier...

i tak dobrze mi płacili za usługi...

 

 

Wałęsa wybacza ojcu Rydzykowi  (IAR)

 

 

Lech Wałęsa wybacza ojcu Rydzykowi pomówienia o współpracę z SB. Byly prezydent w liście do dyrektora Radia Maryja napisał, że wyrzeka się rewanżu i zemsty i że - jak to ujął - wybacza swoim winowajcom. Chodzi o ojca Tadeusza Rydzyka i jego współpracowników, którzy na antenie Radia Maryja zarzucili Wałęsie to, że był agentem komunistycznej służby bezpieczeństwa. Wałęsa napisał, że decyzję o wybaczenu podjął pod wpływem rekolekcji wielkanocnych. Były prezydent apelował wcześniej do Episkopatu o podjęcie konkretnych działań wobec toruńskiej rozgłośni. Złożył też wniosek do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o pozbawienie Radia Maryja statusu nadawcy społecznego. KRRiTV wniosek ten odrzuciła.

 

wybaczam!!!...  już wybaczam!!!

® © Mirosław Krupiński   marzec  2005

 

Poszedł Lesio do Kościoła

by zamówić piorun z Nieba.

Dobry Boże! - Lesio woła

- w O. Rydzyka trzasnąć trzeba!

 

Wiesz że musisz, Dobry Boże,

co piorunem błyskasz w chmurach

i wykończyć go pomożesz

kiedy Adaś nic nie wskórał!

 

Nie pomogły mi organa,

ni Komitet com go prosił.

Moja sprawa jest przegrana...

Tylkom Tobie nie donosił...

 

Więc do Ciebie donos modlę...

W pięciu kopiach jeśli trzeba...

- Powieś Ojca R. na jodle

lub piorunem przyłóż z nieba!

 

*   *   *

 

- Marnotrawny słuchaj synu,

głos się głuchy rozległ z nieba,

- sądząc Ciebie według czynów,

tobie by przyłożyć trzeba!

 

Rozważałem co ci zrobić:

- Czy Kostuchę wysłać z kosą,

- czy ci gradem zadek obić

i zostawić własnym losom...

 

Lecz nie będę przecież brudził

swojej własnej, Boskiej, dłoni.

Patrz – dokoła tylu ludzi.

Tłum jajkami cię pogoni!

 

Bo ja także jajka wolę

spływające z twojej twarzy

niż święcone i na stole...

A więc wiesz już co się zdarzy.

 

*   *   *

 

Przestraszony wypadł Lesio

i z kościoła truchtem znika.

Nic nie mówi swym kolesiom,

tylko prosi O. Rydzyka:

 

- Dobry Ojcze od Psycholi,

u Twych progów dzisiaj płaczę,

dziś, gdy zadek zbity boli

- wszystkie grzechy Ci wybaczę!

 

Dziś się miotam kryjąc tyłek

między Bogiem a  Pegazem.

Dziś żałuję swych pomyłek...

Znów Cię zdradzę innym razem,

alem dzisiaj stracił siłę.

Pomnij że Ci wybaczyłem...

 

A Wy, Wierni – pomnijcie po co Dobry Bóg jajka stworzył i do czego wyżej zarekomendował. Więc zamiast się nimi wielkanocnie obżerać (cholesterol!!!) – użyjcie je w słusznej sprawie.

Mirosław Krupiński

 

 

nu... ja wam pokażu...

® © Mirosław Krupiński   marzec  2005

 

Jak donosi suuuuszna prasa

vel „Wyborcze Popłuczyny”

- nowa era w Polsce wkracza,

każąc płacić za swe czyny.

 

By nie była groźba mglistą,

by na karach się wzbogacić,

wymieniając kto ma płacić

„G. Wyborcza” macha listą:

- ten kto nie był komunistą,

- ten kto Polski nie zaprzedał,

- kto ma kartotekę czystą,

- kto pod Stół się wcisnąć nie dał,

- kto w kulisy wsadza nosa,

- kto nie chwalił prezia Bolka,

- kto nie wierzy w kłamstwa Grossa,

- kto wciąż Polak jest lub Polka,

- kto popiera O. Rydzyka,

- kto nie lubi w Polsce mafii,

- kto nie czyta kłamstw Michnika,

- kto donosić nie potrafi,

- kto ma horyzonty szersze,

- kto, o zgrozo, pisze wiersze!

 

„G” wymienia po imieniu

kto i co ma na sumieniu:

 

- Ojciec Rydzyk – ma psycholi,

- Kobylański - go popiera,

- terrorystów Gwiazda szkoli,

- Anna W. na posag zbiera

szantażując polskie prawo.

- Sejm odchyla się na prawo

zagrażając suuuusznej mafii,

- ktoś Kuronia szlagiem trafił

pomniejszając suuuuszne grono,

- lustracyjne krzyże płoną

co jest sprawką Ku-Klux-Klana.

Polska jest na Świecie znana

jako sprawca Drugiej Wojny,

sprawca UPA zbrodni zbrojnych;

z rożnych prowokacji słynie

co skończyły się Katyniem.

 

Dosyć tego. Koniec. Kropka.

Wreszcie  kara Polskę spotka!

Już się z tego nie pozbiera

- już jest w rękach A. Szechtera

a w odwodzie jeszcze jest

drugi suuuuszny – Szechter S.

 

Co wiec będzie losem Polski?

- Będą w Polsce rządzić Bolki,

prowadzone w tym na smyczy

suuusznej mafii co się liczy.

Ex czerwonej, zaprzedanej,

nakradzionej, popieranej

przez światowe mafie suuuuszne,

której muszą być posłuszne.

 

By pilnować tych porządków,

Powyłażą z szpar, zakątków

Frasyniuki, Kwaśne Olki,

te Celińskie i g. Remki

ktore obcym jedzą z ręki,

Polakami płacąc ceny

za przekręty, za Orleny,

za sprzedaną polską ziemię.

Czyli – Judaszowe Plemię.

 

*   *   *

 

Jak donosi suuuuszna prasa

vel „Wyborcze Popłuczyny”

- nowa era w Polsce wkracza,

każąc łożyć na ich czyny.

 

 

Oj Biedactwo....  Biedactwo...

® © Mirosław Krupiński   marzec  2005

 

Karmił Lesio banki suuuuszne szmalem z nagród i łapówek.

Teraz płacze zanim uśnie, że się nabrał jak półgłówek:

- Miało starczyć do starości i dla wnuków i dla dziatek,

przecież banki w swej suuuusznosci obiecały mu dostatek...

 

A tymczasem gdzie się zwróci, albo syna śle po szmalec,

bank się stara go wyrzucić i środkowy wznosi palec,

obiecując na odchodnym, gdy się szarpie w łapach ciecia,

że do śmierci będzie głodnym, bo nie spełnił co obiecał...

 

fakt – obiecał, gdy zaczynał, sprzedać Polskę za łapówki

- lecz nie jego przecież wina że zawiodły go półgłówki

co, jak Kiszczak mu obiecał, miały padać przed nim plackiem

gdy z pomocą kumpla Miecia będzie Polską rządzić z Jackiem...

 

Mieli wybrać! – Nie wybrali!

- Cały plan się teraz wali!

 

Bank moskiewski zbankrutował, sprzeniewierzył trefną dolę ,

telaviwski - forsę schował i dziś puka się po czole,

przekonując go i syna, co się złości wzorem taty,

że już wydał co otrzymał i do zwrotu ma nadpłaty...

 

W długim liście od Szwajcarów też wykrętów stoi fala

- że co wpłacił im dolarów wzięli chłopcy Wiesenthala,

co stawiali mu zarzuty i nie kryli swojej złości

że szmalcownik był zapluty i się wcześniej holokościł...

 

Ten „ za Nobla szpital w Stoczni” Niemcy dawno gdzieś sprzedali,

kiedy Lesio stał na spocznij i wyprzedaż Stoczni chwalił.

Gdy  zażądał „skrzynki złota”, co na Jasnej schował Górze,

także mu pognali kota – no bo grzechy ma za duże...

 

A poza tym, z rady Miecia,

nie odbierać jej obiecał...

 

Szmal Moskala diabli wzięli,  bo w Adasia popadł ręce,

który z nim się nie podzielił, bo nie kocha go już więcej.

Do Polonii ma Leś żale, że podkarmia O. Rydzyka,

a nie daje jemu wcale...  Ta Polonia to ma bzika,

że odmawia garstki szmala, 

gdy on - Polskę im obalał!

To nie mieści mu się w głowie!

Wszak Polonia  - to Marcowi!!!

 

*   *   *

 

Cóż, sumując:  - z głodu ginie, pod Brygidę pójdzie chyba,

gdzie podkładał wcześniej świnię. Przecież każdy grosz się przyda...

Na nic pycha, na nic buta. Trzeba przecież jeszcze wydać

te sto tomów Instytuta. - Łgarstwa wciąż się mogą przydać...

 

 

 

o jajach strategicznie

® © Mirosław Krupiński   kwiecień 2005

 

Myśli Lesio: - jeśli kury dwieście procent jaj nie zniosą

- o połowę spadnie jajek w czasie Zjazdu moja dola

jeśli znajdę jakichś głupców, którzy na ten Zjazd zaproszą

inny cel dla kurzych jajek - jak na przykład Capo Ola...

 

Znaleźć głupców będzie łatwo – głupców w Polsce dzisiaj wielu,

więc jeżeli się powołam że ten Olo to katolik,

to na Zjeździe także będzie w charakterze jajek celu

i połowę jaj zjazdowych mnie uniknąć tym pozwoli.

 

*  *  *

 

I jedynym zagrożeniem - że jaj więcej kury zniosą

w strasznym celu aby Lesia na tym Zjeździe uomlecić.

No i drugim – że ze Zjazdu zjazdowicze mnie wyproszą

gdy spróbuję Capo Ola jako zbawcę im polecić...

 

 

 

alibi nie budiet ...

® © Mirosław Krupiński   kwiecien 2005

 

To nie sztuka być za kruka

ni barana zabić główką,

lecz największa dzisiaj sztuka

- płot przeskoczyć motorówką .

 

Kto podołał kiedyś temu

wszystko może, ani chybi.

- Listy słać do IPNu,

by wyrobił mu alibi...

 

Ale jakaś jest przyczyna,

albo może jakaś zdrada,

że IPN list otrzymał

- ale nań nie odpowiada...

 

No bo jakże faktom przeczyć

i osłaniać własnym ciałem

kogoś kto do kamer skrzeczy:

- „kilka razy podpisałem”!

 

*  *  *

 

Po co palić Instytuta,

w którym Grossów kłamstwa krzepną,

gdy ktoś, z gównem wciąż na butach,

kłamie że w to g. nie wdepnął...

 

 

 

sabat w Moskwie

® © Mirosław Krupiński   9 maj 2005

 

W Moskwie sabat... w Moskwie wiosna...

Już na miotłach goście lecą.

W sercach gości myśl radosna

- znów medalem ich ukwiecą!

 

Leci Wojciech, ten od Grudnia,

Leci Olo – to ten z gistrem,

a na końcu lot utrudnia

Lesio – też chłopisko bystre.

Ten na miotłę kręcił główką

a więc leci motorówką...

 

Plac Czerwony – czas lądować.

Mauzoleum widac w dali.

Lesio krzycząc: - „Soros – prowadź!”

motorowką je obalił...

 

Ci na miotłach – Wojciech z Olem,

widząc swięte gruzy w dole,

rozważają: - „w kółko latać,

czy lądować i zamiatać ?!”

 

Cóż, skończyło się na strachu.

Motorówkę zdjęli z dachu,

Plac Czerwony posprzątali

- nawet Putin ich pochwalil.

 

Potem była wielka gala.

Przemówienia i pomniki.

Speach: „Hitlera kto obalał

i kim byli sojuszniki”...

 

Pomnik wielki odsłonięto

z Krasną Armią, z Ribbentropem.

Cóż – Polaków zeń wycięto

za to co zrobili potem...

 

Lecz by sojusz był wciąż w mocy,

jak ten Czecha, Lecha, Rusa

- drugi pomnik wzniesli w nocy

przy pomocy suuuusznych z USA.

 

I na suuusznym tym pomniku,

Co „diesiatym stanął majom”

Paulus, Wojciech, Lech i Oleś

Plac Czerwony zamiatają.

 

No i słusznie – to się chwali!

Każdy z nich coś tam obalił.

Wojciech z Lesiem - „Solidarność”,

Paulus mit niemieckiej armii,

 

Oleś, co ma mocną główkę,

dnia każdego – półlitrówkę...

Więc w marmurze ich, w podzięce,

uwiecznili z miotłą w ręce...

 

*   *   *

 

I zupełnie nie wiem czemu

- jak pół wieku rowno temu,

aby pomóc Polsce troszkę,

Putin ich posypał proszkiem.

 

Dooobry proszek, rzecz sprawdzona.

Bierut tydzien  po nim konał

gdy powrócił z Moskwy wiosną.

Dziś pokrzywy na nim rosną...

 

W Polsce Ruskich nikt nie lubi

- wciąż pretensje i dowcipy...

Lecz nic zbędnych tak nie gubi

jak ta szczypta ruskiej grypy.

 

O czym Bierut się przekonał

gdy pół wieku temu konał...

 

 

wymiana usług

® © Mirosław Krupiński   11 maj 2005

 

Najpierw Lesio był esbekiem i miał swoja kartotekę,

potem resort dał mu awans i uczynił ludu wodzem,

potem kurs miał w Arłamowie, gdzie za miłość i opiekę

rożnym Wojtkom i Czesławom przyrzekł w suuusznej pomóc drodze.

 

Po tym kursie był na smyczy i wspomnianym jadł już z ręki,

w zamian dano mu alibi i kapało z nieba złoto.

Musiał tylko lud przekonać że mu trzeba Magdalenki

i że Wojciech, ten od  Wrony, jest największym patriotą ,

co w obronie przed Ruskimi musiał wybrać mniejsze zło

- bo tym Ruskim, z nożem w zębach, to o pretekst tylko szło....

 

Został Lesio prezydentem pod opieką wujka Miecia,

któren także u Kiszczaka miał swój etat i zadania

- kiedy Lesio się zacinał, bo go czasem strach obleciał,

to wuj Miecio do posłuchu przypomnieniem dossier skłaniał.

W ramach usług, tych wzajemnych, wronomafia żyła w dechę,

miała waaaadzę kontraktową i bezpiecznie mogła kraść.

Bo wymiana z Lesiem usług zapewniła gruba krechę,

w myśl tej krechy żaden złodziej ex-czerwony nie mógł wpaść.

 

No a w zamian, co już wcześniej uzgodniono z Bolkiem-Lesiem,

wpaść nie mogli: pan prezydent, ex-doradcy i kolesie.

System działał niezawodnie, długo trwało dolce vita,

brzuchy rosły i portfele, i rodziło gruszki zło.

Co z tą Polską okradaną delikatnie nikt nie pytał.

Zanim całkiem ją rozkradli i ujrzano Polski dno.

 

System usług zaczął zdychać. Lesio odpadł gdzieś po drodze

i na próżno głośno skomli by go znowu lud wybierał.

Inwalida – wszyscy widzą – kikut  ma po lewej nodze,

po tej która mu odpadła, choć ją w ramach usług wspierał.

 

Zbawca Wojciech znowu odżył, zapomina o legendzie

że sowieci z nożem w zębach jego zbrodni są przyczyną

-  znów jest w Moskwie i zapewnia że im nadal służyć będzie

i jak niegdyś Breżniewowi będzie cmokał d. Putinom.

 

*  *  *

 

Gdy więc Wojciech, drug Putina, może znowu berło nosić,

to do niego, po alibi, Lesio pełznie na kolanach

by pokornie grubej krechy u Wojciecha teraz prosić.

Bo podstawą życia mafii wszakże usług jest wymiana...

 

A poza tym optymizmu Lesio ma i powód drugi:

- za swych rządów prezydenckich też u Moskwy miał zasługi...

 

 

 

bal wyborczy „U Denatów”

® © Mirosław Krupiński   maj 2005

 

„U Denatów”, w mrocznym barze,

gdzie śledziami pachnie z beczki,

podnieceniem płoną twarze

i o stołki słychać sprzeczki.

 

Wśród butelek, na szynkwasie,

gdzie poducha leży miętka,

Wódz wywiady daje prasie

- bo przed prasą Wódz nie pęka!

 

- „Jutro cały Świat zobaczy!

Nawet cała Eurounia!

Co Denatów Wódz dziś znaczy,

chociaż Świat go miał za durnia!

 

Jedzcie! Pijcie! Śledzie! Wódka!

Dziś Denaty - Pany w rządzie!

Nawet były wódz Szpicbródka,

któren biegły jest w nierządzie

i z kurtyzan zyski ciągnął

- takich szczytów nie osiągnął!

 

Zapytajcie Pryszczatego

- z każdej mafii dostał kopa...

Czy gdzieś spotkał już takiego

- co rzekł „moja Europa!”...

 

Świat to dzisiaj moja scena!

Ja zatańczę mu kankana!

Jankiel! – Zagraj nam Szopena!

Nie przestawaj grać do rana!”

 

*   *   *

Lecz gdy świt rozjaśnił  niebo

nad speluną „U Denatów”

- już nie było chwalić czego

bo nie było już kamratów...

 

Opróżnione stoją urny...

W żadnej dla nich nie ma głosa...

Wódz jak przedtem był – jest durny...

Świat mu przeszedł koło nosa...

 

W kącie wciąż cymbały płaczą

- nad Szopenem Jankiel tyra...

Wódz zanosi się rozpaczą

- ktoś mu koła skradł od Tira...

 

A  Pryszczaty ze Szpicbródką 

dzielą łupy u pasera,

głośno martwiąc się nad wódką:

- „mało miał tych kół, cholera!”

 

„U Denatów”, w mrocznym barze,

zwiały nawet śledzie z beczki...

Jutro prasa Wam przekaże:

- „Wódz na czele był ucieczki”.

 

Bo u Wodza taka dusza,

że gdy radzą mu somsiady

to, choć mózgiem z trudem rusza,

- zawsze słucha dobrej rady...

 

 

kamienne tablice Michnika

® © Mirosław Krupiński   1 czerwiec  2005

 

Kuje Michnik w tych kamieniach,

wkrąg Francuzów stoi rzesza...

Przykazania Michnik zmienia

- wszak potomkiem jest Mojżesza...

 

Wciąz pękają mu kamienie

tworząc gruzy, złomy, klocki.

Na tych złomkach wciąż niezmiennie

Lenin, Stalin, Beria, Trocki...

 

W koncu kamień wziął ostatni

i sciskajac dłuto w dłoniach

wykuł - „Unii Związek bratni

czcić ma:  Lunę , mnie, Kuronia,

S. Szechtera i g. Remka.

Reszta praw jest w naszych rękach

i zaleznie od potrzeby

ład ma w Unii być lub nie być”.

 

Wyjasniając ten hamletyzm:

- „nadmiar praw jest zły, niestety,

bo lud zacznie wznosić glowę

gdy mu Michnik ukraść krowę.

A lud wiedziec ma dokładnie,

że nie kradzież - lecz kto kradnie

ma kryterium byc w UE.

Swoi kradną – nie jest źle!”

 

*  *  *

 

Nie dokończył bo mu kamień

ukradł z ręki jakiś zbój,

a gdy złapał go za ramię,

okazało się - że swój.

I choć miał złodzieja w rękach

lecz rozpoznał w nim g. Remka.

 

Więc następne dziesięć lat

z konstytucją będzie pat

- bo Francuzy nie tak durni

aby chcieć złodziejskiej Unii...

 

 

 

płaczom i kombinujom te Aniołki

® © Mirosław Krupiński   6 czerwiec 2005

 

Siedzą Aniołki... smutne... w bieli...

Psami nie szczują... „do” nie gonią...

Tak dobrze  Polsce zrobić chcieli,

a te Polaki tak się bronią...

 

Próżno g. Remek do Guardiana

miłosne listy kurtyzanił,

a Adaś tańczył im kankana

i liberalną pupcią mamił...

 

A wszystko wina tej Zarazy

który Francuzom słał Pegazy,

wiersze i fotki jakichś ropuch,

pośród Francuzów siejąc popłoch...

 

I jakby mało było wstydom

z całej francuskiej z tym „nie” grandy

- Holandia bała się, że Żydom

Zagłoba odda Niederlandy...

 

Trudno opisac w kilku zdaniach

jakie na Unię spadną plagi,

jeżeli wypnie się też Dania,

bo ma juz dość g. Remków blagi.

 

*   *   *

 

Jedyna rada, Proszę Państwa,

ktorej Krupiński wam udziela:

by się nie rozpaść w dalszych draństwach

- wciągnąć na członka Izraela.

 

I wtedy z tymi co za „nie”

natychmiast będzie całkiem źle.

- Do ciurmy wsadzą ich Unici

bo w „nie” to brną antysemici,

co łamiąc wszelkie prawa święte

nie chcą mieć Unii  prezydentem

pana g. Remka-Kurtyzjusza.

Których Adasia stan nie wzrusza,

i ktorzy Ola straszą sądem

z mafii nie godząc się nierządem...

 

 

 

sabat

® © Mirosław Krupiński   czerwiec  2005

 

W restauracji u Kokoszki

będzie wkrótce wielki sabat.

Kucharz sprawdza swoje proszki

- węża jad... suszona żaba...

przypraw słój Lukrecji Borgii...

- wsio gotowe jest do orgii!

 

Na ulicy ludzie prości,

w tył spluwając poprzez ramię,

oglądają listę gości

wystawioną w knajpy bramie.

 

Każdy z gości ludziom znany,

bo kto nie zna polskiej  mafii:

- są Kwaśniewskie i Bermany,

Mazowiecki też tu trafił,

Adaś, goły, prócz ciżemek,

Balcerowicz i g. Remek...

 

„A co będą tam świętować?”

szepcą gapie i sąsiady.

- Że wciąż mogą  prosperować...

I ćwierćwiecze Bolka zdrady.

 

*  *  *

 

Kucharz ojca miał górnika

co w kopalni zginął „Wujek”.

Sięga często do słoika

i proszkami żer szprycuje...

 

Lecz kucharze nie nadążą.

Bóg przed grzechem ich ocali.

Bo, od grzechów które ciążą,

dach na gości się zawali.

 

I swiętować w te godziny

będzie każdy Polak, Polka,

że Bóg uczcił imieniny

dach zwalając na łeb Bolka.

 

 

 

ale się narobiło...

® © Mirosław Krupiński   czerwiec  2005

 

Jak donosi moja Lizzie

(u Kokoszki jest księgową)

Bolek wciąż się strasznie gryzie

że za mało ruszył głową.

Bo niepewna łaska Pańska.

- Lepiej przenieść bal do Łańska.

 

Bo w tym Gdańsku - on na spocznij,

a jest szansa całkiem spora,

że tam pomnik, ten spod Stoczni,

przyjdzie wzorem Komodora,

i jak tamten gniewny pomnik

o poległych się upomni.

Nawet jesli go nie zgładzi

- to zapyta kto ich zdradził...

 

Więc do Łańska, proszę Gości!

Tam jest dobrze! Tam jest blisko!

Nikt nie będzie tam się złościł

na czerwone rykowisko.

A jeżeli Łańsk podpalą

- prezydenta Ola głowa

by przerzucić gosci balu

do sławnego Arłamowa.

 

Tylko  Czesia ni Wojciecha

tam nie wpuszczać!  Im tam wara!

- puszczą jakiś film o grzechach...

- filmów z rozmów jest tam para...

- kilka dziewcząt w kiepskim stanie,

bo się z Mieciem wkurzył na nie...

a najgorsze – losie! Losie!!!

- Jest tam rownież pewne dossier,

które Czesio – „Człowiek z Pałą”

może uznać że dojrzało.

 

*   *   *

 

O cholera! Może lepiej

jakieś glizdy kupić w sklepie,

całą mafię won pogonić,

z wędką się nad wodą schronić

i jak radzą ludzie mądre

– miast byc flądrą – złowić fladrę?

 

 

 

wahadełko: - nie przyszli...

® © Mirosław Krupiński   16 czerwiec  2005

 

Stół ogromny stoi w sadzie,

zachód słońca się czerwieni,

rój kelnerów sztućce kładzie

- lecz gdzież goście zaproszeni...

 

na obrusie leżą karty,

od Breżniewa po Schroedera,

zupa stygnie, to nie żarty!

Lecz tłum gości się nie zbiera...

 

Olo sesję ma w Orlenie,

Adaś bóle porodowe,

Siwiec, dając przedstawienie,

o kamienie rozbił głowę.

 

Cała reszta się tłumaczy,

wyrażając smutek szczery,

że są chorzy i w rozpaczy.

Przysyłają swe L4.

I jedynie, z butlą w dłoniach,

w górze krąży duch Kuronia.

 

Rumsfeld chory – kaca leczy,

Busha z Blairem ani znaku,

Tylko kumple... hmmm... esbecy...

wystawiają głowy z krzaków.

I wołają na Kokoszkę

by i o nich zadbał troszkę...

 

 

*   *   *

 

A gdy nastał szary ranek

Bolek, licząc puste flachy

wokół niego rozsypane,

jęknął: - ubaw był po pachy...

I zrozumiał, mimo rausza,

- gości miał honoris causa...

 

 

 

cuś z Mniszkówny...

® © Mirosław Krupiński   19 czerwiec  2005

 

Przeszły już toasty, tańce

i uściski – znak równości...

Kaca mają popaprańce

i zazdroszczą reszcie gości,

co ulegli lepszej myśli

i poprostu tu nie przyszli.

 

Cała reszta, która przyszła,

straszną prawdą siedzi struta,

rozważając w swoich myslach

skutki balu u bankruta...

Bo już wiedzą co to znaczy:

- są już wszyscy trędowaci.

 

*   *   *

 

Oni wiedzą – lecz już pora

by to wiedział elektorat.

 

 

 

komunikat nr 6 – sny i rzeczywistość

® © Mirosław Krupiński   21 czerwiec  2005

 

Idą ludzie wszerz Ojczyzny

- rolnik z kosą, górnik czarny.

Niosą w górze podobizny

- by przymierzyć do latarni...

 

W starych tkalniach miasta Łodzi

żadne krosno już nie warczy.

Wsio rozkradli... Nic nie szkodzi

- ręcznie tkany sznur wystarczy...

 

Poznaniacy też świetują

wspominając tamten Czerwiec

i solennie obiecują:

- nikt z latarni się nie zerwie...

 

Ci z Radomia i Ursusa

nie chcą znowu buntem grzeszyć.

Lecz ich męczy też pokusa

by osądzić i powiesić

tych co znowu ich sprzedali

tamtym – którzy pałowali...

 

*   *   *

 

A ci winni? – Piją , tańczą,

z zysków zdrady wciąż się cieszą.

I choć chmury nad szarańczą

- wierzą że ich nie powieszą.

 

I zapewne mają rację

bo to polskiej cecha duszy:

- „Prawo by mieć... demokrację...”

Tylko tyłek trudno ruszyć...

 

Nawet w Gdańsku, gdzie Trzy Krzyże,

zapomnieli tamte Grudnie.

- Bo na sabat mafii bliżej.

- A przeciwko czołgom trudniej...

 

 

 

krasnoludki

® © Mirosław Krupiński   czerwiec 2005

 

krążą małe krasne ludki, wykarmione w PRLu,

po szczęśliwym polskolandzie nad Ontario i nad Bugiem,

po Sydneyu i w Ottawie oraz w innych miejscach wielu,

mają ksywy, nicki, kody, główcie płaskie, ręce długie...

 

tak jak USA niegdyś stonkę rozrzucały z samolotów

by ziemniaków zjadać liście i Polakom niszczyć zbiory,

krasnoludek w swojej misji, za pieniądze zawsze gotów

wśród Polonii wodę mącic, prowokować zawsze skory.

 

inne ludki, także krasne, ale większe, odpasione,

z inną misją, przez tych samych, są po Świecie rozrzucone,

mając role grac przywódców i prowadzić na manowce.

jeśli trzeba – są wilkami;  innym razem są jak owce...

 

a najbardziej krasne ludki, które mafia szmalem złoci

i docenia, dekoruje, by ich naszczuć na Polonię,

to szkoleni w Konstancinie samozwańcy patrioci

hodowani, już po Grudniu, w Jaruzelskim sławnym PRONie

 

*  *  *

 

Polską rządzą i Polonią rozesłane ludki krasne

za Stalina, w stanie wojny, nieco przedtem no i po nim

i tak długo będą rządzić, wszystko mając za swe własne,

aż Polonia Niezależna kopniakami ich pogoni...

 

                                       - co nam daj Boziu wkrótce...

 

 

network TW

® © Mirosław Krupiński   21 czerwiec  2005

 

są w Polsce takie instytucje,

które dowodzą wszystkim wokół

że uprawiajac prostytucję

można bez trudu wejść na cokół.

 

siatka agentów od Kiszczaka

(ludzie już wiedzą – ten... i ten...)

krzewi dzis prawdę (sprawna taka!)

pod własną nazwą „TVN”.

 

to „V” to tak dla niepoznaki

by zdeformować „TW” skrót,

aby medialne ex-kiszczaki

mogły zasłonić własny smród.

i tak - od dawna, długie latka,

„prawdę” donosi „TW siatka”.

 

siatka niczego się nie boi

- w rządowej mafii sami swoi,

a jeśli ktoś naruszy ciszę

- to „GW” o nim źle napisze...

 

bo Adaś, w owcy białej skórce,

w Polsce jest też za prawdy TW-órcę,

a wszystko inne to ma w nosie

- bo zdołał wykraść swoje dossier

(ostatnio martwić się zaczyna,

bo wcąż są kopie u Putina)...

*   *   *

 

więc g. wyborcze Polską płynie,

lasujac mózgi tępym masom.

„Network TW”, co z prawdy słynie,

pomaga mieszać g. adasiom.

 

i tak im idzie równo z górki

(albo odwrotnie - gra półsłówek)

i stąd wyborcze są powtórki

- wciąż złodziej rządzi lub połgłówek...

 

a  Polak śpi... i śpi... i śpi...

i liberalizm mu się śni...

i wcale nie wie, śpiąc głęboko,

że g. mu sączą w ucho, w oko...

 

 

 

Napisalam (ja - czyli Anna Kozlowska) do Miroslawa Krupinskiego:

 

Zaczyna mi byc zal Walesy.  W ciagu 18 minut wyslal 7 listow o bardzo podobnej lub takiej samej tresci.  Widac bardzo szuka wsparcia u internautow bo w poblizu nie znajduje nikogo poza niedoswiadczonym synkiem.  Jakos nie zaprzecza ani nie broni sie:

 

"Jedyna jest szansa wygrac w calosci   z czerwonymi to moje kandydowanie ,ale musialby poprzec  Kaczynski ,Tusk i O Rydzyk , a tego nie sa wstanie zrobic, wiec kolejny raz prawa strona musi przegrac . Pozdrawiam LW". 

 

niech mu Pani podszepnie, Pani Anko

® © Mirosław Krupiński   3 lipiec 2005 

 

Pisze Lesio co godzinę

by się znowu wprezydencić

i przesłonić kokainę

- czyli sądom się wykręcić:

 

- Bo to, wicie, bedąc preziem,

co je suuuszna polityka,

- w immunitet z Mnieciem wleziem,

ułaskawiem jak Słowika,

on mi za to sypnie szmalem,

a ja skrycie go rozwalem.

 

Bendzie płakac Polska cała,

chociaż Mniecio nie Papała...

       

Potem pójdem do Brukseli

by zwycienstwo swoje swiencić...

Byle  byśta mnie zechcieli...

Bylem mógł siem wprezydencić...

 

* * *

        

Wienc przestańcie już się boczyć

- do wyborów dotrwam w cnocie!

Potem mi możecie skoczyć,

gdy już bendem po kłopocie...

 

Nowom Polskem wam założem,

Kwasniewskiemu podam nogem,

tylko Ty mi nie każ, Boże,

być uczciwym. Bo nie mogem.

 

 

wahadełko: – a w Brukseli...

® © Mirosław Krupiński   12 lipiec 2005 – wizje przyszłości

 

dziś w Brukseli wielka gala,

z uciech Belgów spiera kolka.

Tłum z flagami się przewala

by obejrzeć Lesia – Bolka.

 

Lesio – Bolek, wyga stary,

róznych tricków tam się łapie: 

- nosi ciemne okulary

i Wojciecha portret w klapie...

 

bo inaczej wszak nie można.

w kinach grają „Nocną Zmianę”,

- jeśli ktoś tam Lesia pozna

znów miał będzie przepaprane...

 

a więc wąsy Lesio zgolił,

zamiast przodem chodzi tyłem,

i bełkoce „że spartolił”

zamiast „byłem, zwyciężyłem”.

 

za nim jamnik na łańcuchu,

też przebrany.  kto – nie wiecie.

ma tranzystor - kolczyk w uchu

i z daleka pachnie Mieciem...

 

komandosi od Denatów,

pod dowództwem zbója Grzesia,

choć nie noszą automatów,

lecz pilnują czujnie Lesia.

 

różne tego są przyczyny:

- wózek pełen kokainy,

który jamnik pcha przed sobą

pewny że mu nic nie zrobią,

bo z więziennej twardej pryczy

to go Lesio wysłowiczy.

 

- Drug-policje, Interpole,

które Lesio wywiódł w pole

kryjąc kokainy tonę

pod swą fotką z A. Sharonem.

 

wszystko idzie jak po maśle

i bezpieczne się wydaje...

nagle Lesio jak nie wrzaśnie:

- „tam jest baba z koszem jajek!!!”

 

choć go jamnik uspokaja,

że tu inne są zwyczaje,

że to nie są strusie jaja

- Lesio nabrać się nie daje...

 

Tłum gromadzić się zaczyna.

Lesio, jamnik, kokaina

w środku tłumu jak w areszcie...

Bóg się ulitował wreszcie

i pomimo grzechów tylu

zabrał Lesia do azylu…

 

*   *   *

 

ogień w koło... kotły w koło...

Lesio w kotle tkwi ze smołą...

o czym sam, Biedaczek, nie wie

bo ma blackout po wylewie... 

 

 

 

zakończenie alternatywne

® © Mirosław Krupiński  

 

środek lata w Acapulco...

już tequilli butla pusta...

jakoś dziwnie boli czółko...

jakaś dziwna gorzkość w ustach...

 

wszystko przeszło... przeminęło...

sława śmieciem...  kłamstwa śmieciem...

stado diabłów wszystko wzięło...

zostal Meksyk...  razem z Mieciem...

 

 

 

 

ooooops, nie chcom brudzić smoły...

® © Mirosław Krupiński   13 lipiec 2005 – c.d. -  nie przyjęli...

 

z Piekła się wrzask protestu niesie.

diabelskich pikiet stoi rządek

- bo nie chcom brudzić smoły Lesiem

- bo w Piekle musi być porządek.

 

i tak brudna Lesia dusza pod zamknietom stoi  bramom,

i nie chcących brudzić smoły wokół diabłow brzmią wymysły

- nawet jej nie mozna wsadzic do obozu w Guantanamo

- bo w obozie Guantanomo som uczciwe terrorysty.