ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-2

 

 

wizje Ciotki Filomeny

® © Mirosław Krupiński

 

Specjalnością naszej Ciotki Filomeny

Są te sceny.  Urządzane przez nią sceny...

 

Cały świat dla naszej Ciotki pełen pokus,

bo nieważne co dokoła ją otacza,

ważny tylko jest jej własny na tym fokus.

A ten fokus na manowce jakoś zbacza…

 

I te ramki jej fokusu takie małe,

że się mieści tylko to co Ciotkę kusi..

Ot na przykład: zamiast widzieć zdjęcie całe

tylko fragment niżej pępka widzieć musi…

 

To nie koniec tej wybiórczej wizji Cioci:

- Choć ten fragment skromnie ubiór nam zasłania,

wyobraźni wiatr  zasłony te unosi

i ten detal, w jej fokusie, się wyłania…

 

Lecz nie każde zdjęcie pępek przecież miewa

by ten fokus naprowadzić na detale;

weźmy chociaż taka zwykłą fotkę drzewa?

że to drzewo - nie zakłóca wizji wcale:

 

Każde drzewo miewa dziuple, jakieś sęki,

jakieś światło, jakieś barwy, jakieś cienie,

wiec gdy Cioci  taka fotkę dać do ręki

Ciocia widzi w swym  fokusie -  przyrodzenie…

 

I wyraża oburzenie swe  bez granic,

(aby  ogół  mógł docenić Ciotki cnotę)

i nie odda tych dowodów zbrodni za nic!

By potępiać, w samotności, fotkę potem…

 

Lecz największą naszej Cioci wściekłość budzi

gdy te wizje ktoś próbuje jej rozwiewać,

mówiąc że ta pierwsza fotka to tłum ludzi,

a ta druga to jest przecież fotka drzewa…

 

Bo radością naszej Ciotki Filomeny

są te sceny.  Urojone przez nią sceny…

 

 

senne zmory

® © Mirosław Krupiński

                   

Obżarty jajkiem i pierogiem

pochrapywałem w drzemce błogiej,

gdy za me grzechy (jestem zły)

Pan Bóg  mi zesłał straszne sny:

 

* * *

 

W krąg było ciemno i ponuro,

pod czarnym niebem grzmiało górą,

a w jakimś bagnie,  tuż  przy lasie

bawił się  Bobas i dwa Ptasie…

 

Jeden indorem był płci babskiej

co walił w keyboard  tłustym łapskiem

i wkrótce - skutkiem jego krzepy

ten keyboard  całkiem się rozszczepił.

 

Druga ptasica gęsią była.

Pierwsze wrażenie - dosyć miła,

lecz Bobas musiał jej coś wmusić

bo nagle jęła się fokusic...

 

Na czarne jęła gęgać „białe”,

czynić aluzje dosyć śmiałe,

miewać chichotki i rumieńce…

Wyraźnie Bobas miał ją w ręce...

 

Trudno się dziwić - w kąt zaganiał,

szepcąc, pieluchą się zasłaniał,

nogą coś kreślił dla niej w błocie

i rad jej musiał dawać krocie…

 

W końcu, gdy już nadeszła pora,

w objęcia rzucił ją indora

(tego co był indorzym babskiem

i rozłupywał  keyboard  łapskiem).

 

Jedna gulgocze, druga gęga,

Bobas po słownik często sięga

i nie wnikając co to znaczy

na własny sposób im tłumaczy.

 

Indorry wzwyż zadziera kiecki,

wskazuje sińców pełne plecki,

a gdzie ich mało albo brak

natychmiast pięścią robi znak.

 

Ręką w powietrzu gwiazdę kreśli

(sześcioramienną - by być ścisłym)

i jakąś ściągą jej szeleści,

gdzie pewnie dalsze są pomysły…

 

Potem za kark je bierze obie,

wpycha na  Ściepę dziurą w płocie

i żeby zatrzeć ślad po sobie

sam się po uszy chowa w błocie...

I wcale już nie widać zucha!

- Tylko bagienko. I pielucha.

 

A tam na Ściepie - jaka chryja:

- Indorra się w ukropie zwija

- po ludziach biega z pełnym koszem,

sama jest pocztą , listonoszem

- do drzwi kuchennych pełza z bliska

i list pod drzwiami szparą wciska….

A w liście stoi co do joty:

„iż jest ofiarą, wzorem cnoty,

że młoda jest, inteligentna,

miła dla wszystkich, wszystkim chętna.

A majtki, które trzepie wciąż,

to jej podsunął jakiś wąż”…

 

Kiedy już listów w koszu brak

- wraca gdzie Gęś, ten drugi ptak,

w ciemnym zaułku, w bałakławie,

już kończy przepisywać prawie

(z trudu nie czując prawie rąk)

resztę cytatów z malca ściąg.

 

A gdzieś z bagienka, co za płotem,

Bobasa głos, stłumiony błotem,

poucza cale plemię gęsie,

które ze strachu już się trzęsie,

że ma kamery mieć i psy…

Bo Wąż jest blisko.  Strasznie zły!

 

 

myszy króla Popiela

® © Mirosław Krupiński

 

Przed wieki wielu, wczesnym kwietniem,

król Popiel sprosił swych krewniaków

by skończyć spory wieloletnie

w sposób poznany z wróżby znaków.

 

Wiatr w dębów liściach cicho wzdycha,

w księżycu błyszczy Gopła topiel,

a w ciemnej sali, przy kielichach

dwunastu stryjów i król Popiel...

 

Pełne kielichy służba wnosi,

w których się burzy miód z trucizną.

Król Popiel, pierwszy, kielich wznosi

by toast wypić nad Ojczyzną...

 

*    *    *

 

Milenium później, w Magdalence,

mrok biesiadników już nie kryje

gdy inny zdrajca kielich w ręce

wznosi by wypić: - „niech nam żyje!”…

 

Lecz tu inaczej niż w Kruszwicy:

- po tym toaście nikt nie upadł,

i tylko rankiem uczestnicy

wspólnie nadziei grzebią trupa...

 

*    *    *

 

Dziesięć lat później tłuści, butni,

spasieni zyskiem i wygrani,

bez żadnych sporów, żadnych kłótni

znów toast wznoszą - w Michiganie.

 

*    *    *

 

I tylko ktoś o dobrym słuchu

mógłby usłyszeć myszy piski,

gdy się zbliżają nocą głuchą,

wieszcząc Popiela koniec bliski...

 

 

 

 

reściepizacja poświąteczna

(instrukcja poświąteczna dla zaawansowanych dyskutantów, oraz  lektura obowiązkowa dla kandydatów do grupy dyskusyjnej soc.culture.polish)

® © Mirosław Krupiński

 

Cóż, przeżyliście jakoś Święta,

choć moglibyście przeżyć lepiej...

Czy jednak każdy  z Was pamięta

jak się zachować ma na Ściepie?!

 

Bo jeśli ciągle macie kaca,

lub rozmarzeni żeście wiosną,

to nie próbujcie tutaj wracać

póki Wam zęby nie odrosną!

 

Jeśli nie macie dosyć ikry

aby wrogowi d. przetrzepać                  

może Was zawód spotkać przykry...

To nie przedszkole. To je Ściepa!

 

Tutaj niemowlak nawet musi

kałasznikowa mieć w pieluchach,

bo inny malec go udusi,

krzycząc że w jego śledzie dmucha...

 

No ale po co wam to prawię,

czyniąc poświętny nastrój przykrym

- wszak każdy kozik ma w rękawie

a poniektórzy nawet brzytwy.

 

Więc nie przejmujcie się co plotę,

wilki, chowane w Ściepy lesie,

toć trzeba kończyć swą robotę

nim niedorżnięty się podniesie :-)...

 

 

pogańskie igraszki

® © Mirosław Krupiński

 

Przez pogańską puszczę głuchą

idzie młoda Poganica.

Kruk jej czasem śpiewa w ucho,

niedźwiedź wdziękiem ją zachwyca...

 

Rozdeptuje ściepożaby

nie zwalniając nawet kroku

i utrwala swe powaby

w wygłodniałych  węży wzroku...

 

Wiedzie kota na łańcuchu

następując mu na pięty

(mogę zdradzić wam na ucho:

- to nie zwykły kot, lecz święty)...

 

Kot z przeżarcia ledwie dyszy

bo go tuczy cała wioska,

nawet nie wie co to myszy

co buszują w zboża kłoskach...

 

Wszyscy świadczą mu fawory

zamiast zamknąć go w stodole,

wiec gdy myszy jedzą zbiory

kot ma z tłuszczu aureole.

 

Gdy najkrótsza noc nadchodzi,

którą pełny miesiąc złoci,

Poganica z grupa młodzi

wśród paproci się paproci...

 

Gdy się tak w paprociach miota

gdzie Kupały orgia dzika,

rozpaprocia świętokota,

czyniąc z niego męczennika...

 

*   *   *

 

Lecz gdy miną trzy kwartały

od igraszek wśród paproci,

by ofierze dodać chwały

Poganica się okoci.

I znów pójdzie puszczą głuchą

wiodąc kota na łańcuchu...

 

 

jak się wysuszy to się wykruszy

® © Mirosław Krupiński                         

 

Wypaprałam pupcię w błocie

- teraz suszę ją na płocie,

a że robię to na Ściepie

- kto przechodzi to ją klepie...

 

Ale trudno, suszyć muszę.

Jak już wyschnie, to wykruszę...

 

Hej! Pomocy! Co się dzieje?!!

Ktoś mi toto spryskał klejem!

Ani suszyć, ani kruszyć...

Nawet z płota trudno ruszyć...

 

Już nie mowię by nie klepać,

ale zaraz to przylepiać !!!?...

 

Protestuję! Któryś z panów

przybił gwoździem liść łopianu!

Teraz będzie schnąc bez końca!

Żadnych liści!  Światła!  Słońca !!!!

 

Cóż że mogę zgorszyć dziecię

- dziecię ma to w Internecie...

 

Szli z łukami dwaj harcerze.

Jeden mówi: - „zobacz, zwierzę!”...

Na to drugi : -  „nieee! Purchawa!

Trafić taką, to zabawa!!!”

 

Zaden nie byl Robin Hoodem,

lecz... trafili jakimś cudem...

 

Słonce świeci od dni wielu,

strzała wciąż tkwi w środku celu

i w dodatku - takie syny,

dopisali w krąg godziny...

 

Słyszę jak przechodnie bluźnią:

- „te pólpupki  wciąż się późnią!”...

 

I tak wiszę na tym płocie;

czasem w słońcu, czasem w słocie...

Ściepoludek orzekł wszytek

by mnie uznać za zabytek...

 

Stąd nauczka dla mych pociech:

- Nie paprajcie pupy w błocie !

 

 

kruk  krukowi...

® © Mirosław Krupiński

 

Wężuś w trawie trawił kota,

gdy przyleciał Kruk niecnota.

Siadł na wierzbie (z tych co płaczą)

i Hienę sławić zaczął:

 

- Że jest piękna i szlachetna,

religijna, wielodzietna,

że gdy nawet kogoś żre

- świat w ten sposób zbawić chce...

Nawet gdy nie zawsze chciała,

to ostatnio sporządniała...

 

No i wkrótce wszystkie kruki

jęły głosić te nauki,

bo kruk kruka łatwo uczy

mając wspólny język - kruczy.

 

Przez tłumaczy (sroka, wrona)

cały Świat się miał przekonać,

że Świat innych zbawców nie ma

niźli kruki i Hiena...

 

Wężuś  wypluł resztki kota,

tłusty ogon wywlókł z błota

i sykliwą kruczą mową

zaczął własne głosić słowo.

Bo pełzając w nocne trawki

znał Hieny wszystkie sprawki..

 

Kruk mu wprawdzie czynił wstręty

i cytował wszystkich świętych

co Hienie, z bożej woli,

dostarczali aureoli.

Ale dżungli światek cały

nie na takie brać kawały...

 

Przy tym Dzięcioł, mocny w gębie,

każde słowo kuł na dębie.

No i wkrótce widać było

na tym dębie Hieny ryło.

Cóż, zaprzeczać się nie dało

- krwawą buźkę bractwo znało.

 

Teraz cisza na polanie,

Wężuś szczura trawi w sianie,

Kruk na głowę sypie popiół,

o Hienie cicho wokół...

 

Nic się jednak jej nie stanie,

bo ma norę w Michiganie,

gdzie zapewnia jej ratunek

sfałszowany wizerunek,

który znowu za lat dziesięć

stado kruków w świat poniesie...

 

 

 

zasługi dla ludzkości

® © Mirosław Krupiński

 

Najpierw to były zapowiedzi…

Dziwią się krewni i sąsiedzi,

że Mańka (znali ją od środka),

to znów dziewica, czyli cnotka...

Lecz trudno. Przeczyć nie wypada

gdy ksiądz z ambony zapowiada,

a pan profesor z gminnej szkoły

świadczy. Zna Mańkę ze stodoły...

 

*    *    *

 

Do ślubu  Mańka idzie w bieli,

czerwony  dywan jej się ścieli,

każdy wyciąga w tłumie szyję

by widzieć  wianek i lelije...

 

Mężuś, wzór cnoty i słodyczy,

zaspany - w nocy posag liczył;

z łezką poznawał  te banknoty

co płacił przedtem za,  hmmm... cnoty...

Mruży oczęta rozmarzone:

- „od dziś za darmo! Jako żonę!”

 

Mańka też w szczęściu pławi duszę,

choć gorset ściska nieco  brzuszek...

Tylko ze strachem skrycie zerka

tam gdzie znajoma akuszerka,

u której wciąż ma znaczne długi

za jej zabiegi i usługi...

 

Ołtarz o kilka tylko kroków...

nagle wrzask dziki słychać z boku;

dziatek tak z tuzin (co za plama!!!)

za welon ciągnie krzycząc – „maaamaaa !!!”

 

Zagłusza wrzaski księdza słowo:

- „Cóż, ślub przebiega pokojowo.

Z całą pewnością nam przyniesie

ku...stwa  zmierzch na całym Świecie”...

 

*    *    *

 

Za latek dziesięć mają w planie

święcić rocznicę. W Michiganie...   

 

 

ewolucja polityczna

 ® © Mirosław Krupiński

                 

Jajko, co już lekko cuchnie,

wymyślało swej matuchnie:

- „Z twojej, kwoko, to przyczyny

my jesteśmy i cierpimy!

 

To przez twoje zalecanki

jajecznice i pisanki.

Nas gotują w wrzącej wodzie,

nami walą na pochodzie,

z nas to kogle i omlety !

Boś zrodziła nas! Niestety”...

 

Na co kura rzecze z żalem:

- „słuchać tego nie chcę wcale!

Moje życie też nie bajka,

odkąd się wyklułam z jajka,

co miast wkładką być w obiedzie

pozwoliło się wysiedzieć!

 

To przez jajko muszę gdakać,

spod Toyoty w trwodze skakać,

kogut depcze mi po pupie,

a na starość pływam w zupie!

Bo nie chciało się cholerze

spłynąć żółtkiem po Millerze!”

 

Jajko dalej, dzikim wrzaskiem:

- „Znowu w oczy sypiesz piaskiem!

To przez ciebie, mą mamusię,

co nie chciała stać się strusiem,

miast być w szkole eksponatem

dziś mnie kładą na sałatę!”

                  

Kura z gniewem: - „Jajo głupie!

Gdy w mej jeszcze byłoś pupie,

mój gospodarz licząc dochód

ze sprzedaży jaj na pochód,

ze zmartwienia westchnąć musiał,

iż miast kury nie ma strusia!

 

Więc, o zgrozo, zrozumiałam:

- strategicznie przestarzała,

gdy czymś nowym się nie wkupię

to z pewnością skończę w zupie...”

         

Kura miała w Moskwie brata,

więc spędziła z nim dwa lata.

Po powrocie poszła w wioskę

i semtexu zniosła kostkę.

 

A za roczek albo dwa

zniesie bombkę. A  lub H.

A gospodarz?  - Teraz wie,

że ma przyszłość w Unii E.

 

 

smutność ...

® © Mirosław Krupiński

      

Chodzę po polach z włosem rozwianem,

smutność w me serce się wgryza...

Chociaż dokoła  zboża zasiane,

ja wszędzie widzę narcyza...

 

Serce me chore, ja jestem chora,

smutność w me serce się wgryza...

Marchew kupiłam (na tranzystorach),

lecz nie zastąpi narcyza...

 

Julka z Werony to przy mnie mucha,

smutność w me serce się wgryza...

Łzami nasiąka mokra poducha,

gdy łkaniem wołam narcyza...

 

Pupa czerwona jak u pawiana,

smutność w me serce się wgryza...

Wlazłam z tą pupą w pokrzywy z rana,

pewna że widzę narcyza...

 

*  *  *

 

Ale powoli do mnie dociera,

że psychicznego mam zyza...

że to w mej głowie narcyz przechera...

Nie ma innego narcyza...

 

 

ściepowe przykazania

® © Mirosław Krupiński

 

 I.   Bądźcie na sciepie mili i czuli

w dzień, w nocy, codzień od święta;

nie rozdeptujcie Słodkiej Biduli

gdy bez kagańca się pęta...

 

Milczcie gdy warczy, karmcie gdy mlaska,

nućcie Biduli piosenkę...

Lecz nie próbujcie Biduli głaskać

bo może odgryźć wam rękę...

 

Gdyście wodowstręt później poczuli,

gdy kark sztywnieje i głowa

- nie czyńcie krzywdy Słodkiej Biduli...

Weźcie szczepionkę Pawłowa...

Choćbyście mieli z zaświatów straszyć

- wara Bidulę harasić !                

 

II.   Nie odwracajcie oczu na  stronę

kiedy zadziera  koszulę

i pokazując sińce czerwone

pragnie podzielić się bólem...

 

Słodka Bidula ma zwyczaj taki

i nie jest warte wspominka,

że te wypięte na was siniaki

- to akwarela i szminka...

 

Bo pamiętajcie - Słodkiej Biduli,

chociaż już bliska jest setki,

też się chce czasem zadrzeć koszuli

jak czynią młode kokietki...

 

A że niektórych widok zniesmaczy?

- Niechaj jej Ściepa wybaczy...        

 

 III.   Bądź więc cierpliwy, bądź słuchać gotów

kiedy Bidula Ci ględzi,

to przez nieczułość zbójców niecnotów

ostatni ząbek ją swędzi...

 

Kochaj Bidulę pomimo tego,

jak kochasz siebie samego.

(ten znak równości wcale nie znaczy

że masz się wieszać z rozpaczy).

W końcu cię Bozia nagrodzi czule

żeś kochał NAWET Bidulę!...

 

Dosyć przykazań - mnożyć je można,

ale was straszyć nie trzeba

- bo kto na Ziemi Bidulę poznał

ten żywcem trafi do Nieba...

 

 

 

Bidula niejedną ma postać...

® © Mirosław Krupiński

                      

Dowcipnisia

 

Nim Bidula oczy zmruży

musi swej marchewki użyć,

aplikując ją nim uśnie

raz dowcipnie raz doustnie...

A i w dzień się czuje lepiej

gdy potrząsa nią na sciepie.

I jedyne co ja złości,

to że marchew  nie ma kości...

                   

Hipokrytka

 

Cóż, uwzięła się Bidula

- wciąż  harassment brzmi w jej śpiewce,

choć jej wcale nie rozczula

gwałt codzienny  na marchewce...

 

jej zupełnie wszystko jedno,

(nazywając to oględnie)

gdy harasi marchew biedną,

co ze strachu przed nią więdnie...

 

 

Niewdzięcznica

 

Kiedy Bidula pójdzie do nieba

za wszystkie sprawki i śpiewki,

dobry Bóg, wiedząc o jej potrzebach,

przyzna jej zagon marchewki...

 

Będzie jej wolno podlewać, pielić...

A że Bóg skłonny ku żartom

- Anioł jej poda każdej niedzieli

tę marchew ślicznie utartą….

 

*    *    *

 

Bida o azyl  poprosi  w  piekle

gdzie Urban diabłom się łasi,

i na świat cały  wydrze się wściekle

że Bóg ją w niebie harasi...

 

 

 

pilnuj Wania lotniska...         

 ® © Mirosław Krupiński

            

Stoi Iwan samotnie na straży

i pilnuje pustego lotniska.

Czasu więcej niż trzeba, więc o wiosce swej marzy,

Wielka Ziemia, daleka i bliska...

 

Wykopali z Kabulu przed laty,

gdzie kolegów bieleją wciąż kości...

Wygonili z Berlina,  bez podzięki, zapłaty

i bez łez, co oznaką miłości...

 

Nie ma koszar przytulnych w Legnicy,

w Kołobrzegu już nie ma przytułku,

w Moskwie nie chcą już karmić, jak tu żyć na ulicy?

Jakie jutro dla niego, dla pułku?

 

Rewolucji sztandary spłowiały,

nie ma w służbie już serca dla sprawy...

Kości dalszych przyjaciół gdzieś w Czeczenii zostały...

Iwan dożył następnej wyprawy...

 

Postawili - wiec stoi i basta.

Może obcy nakarmią, napoją...

gdzieś daleko na wschodzie własne wioski i miasta,

wokół ziemia, co nie chce być swoją...

 

Może jutro ktoś strzeli zza krzaka...

Może przyjdzie do kogoś tam strzelić...

Może ujrzy śmierć wroga lub śmierć swego rodaka...

Może z kimś się tą śmiercią podzieli...

 

Tam gdzieś w kraju rodzina w półgłodzie...

Tam ktoś w kraju rozkrada podatki...

Wiatr już rozwiał legendy o równości, swobodzie,

o spokojnej starości dla matki...

 

Dziś już nie ma Stalina, wróg pod Moskwą nie stoi,

więc za kogoż tu polec lub zabić...

Fakt - przyjaciel w potrzebie, bo przyjaciel nabroił,

a jak broić - dał sobie doradzić...

                     

*  *  *

Stoi Iwan na straży, wokół ciemno i błyska,

zapach trupów od łąki zbłąkany...

Postawili.  Kazali: - „pilnuj Wania lotniska,

bo Ojczyźnie potrzebne Bałkany”...

 

 

hibernacja

 ® © Mirosław Krupiński

              


Hibernuje misio w zimie

ssąc swa łapę gdzieś pod śniegiem,

borsuk w norze słodko drzymie,

żaba śni pod rzeczki  brzegiem...

 

Wąż śpi  w  norze pod kamieniem,

pozwijany, z chwostem w pysku,

pszczoły w ulu śpią  plemieniem,

nawet mrówki śpią w mrowisku...

 

Śpi ropucha w suchej porze,

która trwa już całe dzieje,

wie że zbudzić się nie może

póki deszcz  jej  nie podleje...

 

Tak Natura je ratuje

z woli Bozi, co ma rację.

Kiedy czegoś im brakuje

to wpadają w hibernację...

 

kiedy Rosja bombę rzuci

niszcząc w USA marchwi zbiory,

co Biduli byt zakłóci,

ta też zwlecze się do nory

i do spania się zabierze,

śniąc o marchwi i Hitlerze...

 

*    *    *

Znów się zbudzą w cieple wiosny

niedźwiedź, borsuk, wąż i pszczoły

aby żywot wieść radosny

i podziwiać świat wesoły.

 

Tylko Bida i ropucha

bez marchewki i powodzi,

jedna smętna, druga sucha,

wciąż spać będą... Nic nie szkodzi!


 

 

popioły pustyni     

® © Mirosław Krupiński

            

Na pustyni Arizony,

tam gdzie sęp i skorpion gości,

popiół kryje wypalony

kręte ślady Samotności...

 

W światek, piątek i niedzielę,

gdzie pustyni piasek goły,

wśród kaktusów dym się ściele...

Ognia nie ma. Są popioły...

 

Bo gdy zapał iskrą błyska,

by rozpalić płomień czuły,

strach przed ogniem serce ściska...

Ognia nie ma... Są skrupuły...

              

Przez godziny, dni i lata

deszcz skrupułów ogień gasi...

Wciąż samotna w pustce Świata...

Tylko dym się do niej łasi...

 

A w tym dymie, wśród popiołów,

uwędzonych ofiar ciała,

chętnych spłonąć wśród żywiołów...

Nie spłonęli... Uwędzała...

*    *    *

 

Dym się snuje w cierni krzaczkach

i w tym dymie kryje lica 

Bezskuteczna Podpalaczka,

Bezpłomienna Popielnica...

 

 

primadonna ściepy

® © Mirosław Krupiński

              

Zbiorę wokół różne posty...

Cóż, rozumieć ich nie muszę,

ja stosuję przepis prosty:

- poszatkuję i pokruszę,

troszkę soli, troszkę błotka,

zmoczę trochę lub podsuszę,

trochę marchwi dam do środka,

(od  hmmm... sobie odjąć muszę).

 

Jakiś slogan zacytuję,

nie wnikając co on znaczy,

tu i ówdzie pojękuję;

- niechaj wiedzą żem w rozpaczy,

potem dodam: „my tu w USA”

albo wcisnę „my kobiety”

(wciąż się łudzę - sprawdzić muszą,

lecz nie sprawdza nikt, niestety...)

 

Na keyboardzie siądę pupą

by poprawić ortografię

(toć nie mogę pisać głupio,

a gloweńką nie potrafię).

Jakiś podpis w końcu złożę,

wiem, że ma być tam gdzie <end>,

i nim znój mnie całkiem zmoże

kciukiem wcisnę klawisz <send> !

 

I szczęśliwa, choć zmęczona

(bo mnie męczy ten mój wdzięk),

czekam cała w słuch zmieniona

kiedy Ściepa wyda jęk...

Zawsze czuję strach nieznośny

czy ten podziw jest dość głośny,

bo ten podziw wszak się mieści

w decybelach, a nie w treści...

A największe jęki tu

wzbudzam ja - Madam E. W.!

 

 

 

kup pan cegłę...

® © Mirosław Krupiński

 

Fragment artykułu  "Rzeczpospolitej" z dnia 12 lipca 1999:

PARTIE - Pełnomocnicy ruszają w teren

"Przyjaciele, zaczynamy"

 

Szesnaście osób, w tym 13 kobiet, otrzymało w sobotę z rąk Leszka Millera, tymczasowego przewodniczącego SLD, nominacje na wojewódzkich koordynatorów partii (w każdym województwie będzie ich po trzech). Sojusz  wyznaczył przeszło 5 tys. pełnomocników terenowych. Każdy będzie zakładał Kolo SLD, czyli musi zapisać do partii minimum 5 osób...

 

Mrok zapada nad Warszawą,

Koluszkami i Łowiczem...

Wyruszają w noc tę mgławą

jakieś typy tajemnicze...

              

Nikną w brudnych, ciemnych bramach,

w mroku który kryje parki...

Czy planują jakiś zamach?

Czy rabować chcą zegarki?

Mrok kołnierzy kryje twarze,

kapeluszy ronda - czoła.

Gdy przechodzień się pokaże

okrążają go dokoła...

              

Gdy w krąg ciemno, wokół głucho,

gdy obrony ginie wola,

w przestraszone warczą ucho:

- „wstąp pan do nas, panie Polak”...

 

Stęchłym śledziem zioną w twarze,

utopionym w kiepskim piwie,

podsuwają formularze

i czekają niecierpliwie...

 

Gdy już wszystko wypełnione,

czy w Krakowie to czy w Piszu,

usuwają się na stronę:

- „śpijcie dobrze, towarzyszu”...

 

Gdy ktoś zwrotem jest zdziwiony,

wyjaśniają w jednym zdaniu:

- „wasz formularz wypełniony,

reszta później, na zebraniu”...

 

*   *   *

I to samo w całym kraju...

Czy to brama, park czy rola...

naganiacze już czekają:

- „kup pan cegłę, panie Polak”...

 

A gdy świt ujawnia twarze,

umęczeni jak cholera

liczą wszystkie formularze

i zanoszą do Millera,

              

liczą forsę swojej doli,

co zależna jest od łebka,

po tym pospać idą ździebko,

o przewodniej marząc roli...

 

*    *    *

W telewizji głos Urbana,

który Polska cała słyszy:

„zapisaliśmy dziś z rana

sto tysięcy towarzyszy”...

 

             A radio gra melodię niezmienioną:    „Die Strasse frei czerwonym batalionom”...

 

 

 

imieniny Pani Ani

® © Mirosław Krupiński            

 

pierników stu, rosnących na jabłoniach,

wśród jabłek stu (w tym dla mnie jedno też...)

życzliwych stu - i każdy z sercem w dłoniach

i wrogów stu, na których rośnie perz…

 

 

your sadness, Princess...

® © Mirosław Krupiński

 

Your Spanish castle shines in sun,

Ocean is blue - such charming place,

and only cloud, which hangs around,

is sadness darkening your face...

 

The silver marks some of your hair,

so much to early at your age...

Is life so sad, is fate not fair

when turns your life from page to page?

 

Then think - in one of previous lives

something did happen, changing fate...

Even if this life isn't  nice

-  think  about next one. Dream and wait...

 

Don't try to change the gray to pink

by painting over all which stands

around you. Quicker than you think

the fate will gifts bring to your hands...

 

So dream and wait. And look  around,

and be prepared to take the prize

brought from nowhere to your hand,

to make the life once more so nice...

 

Than  find the tree with bark as snow

and hug it, whispering : - I know...

 

*    *    *

 

When half-moon shines at castle walls

and Ocean breaths at castle feet,

between the towers, wind sends calls

which never reach us...  must be it...

 

Unspoken words, unwritten verses,

are send to Heaven full of stars,

where they hang in Universe

waiting for next life. And for us...

 

In our dreams we are together

despite the fact that we are split...

but in some distant spot of Heaven

the next life waits us...  so be it...

 

 

krasnonajmita

® © Mirosław Krupiński                                              

 

Ścieżyną zdrady co wije się wężem,

po dzikich polach, gdzie komunizm zgrzyta,

przemyka, zbrojny swych legend orężem,

krasnonajmita...

 

W Pezetpeeru wylęgły obórce

i w opozycji kamuflaż odziany,

puszczony luzem, by przy klucza dziurce

śledził przemiany...

 

Próbuje łowić polityczne łupy

wśród bezsekretnych grając sekretarzy

i u Wałęsy uwieszony pupy

o władzy marzy...

 

Gdy otrząśnięty jak rzep z  psiego chwosta,

odpada w nicość,  ratując swą skórę,

znów ma alibi - męczennikiem został,

więc pnie się w górę...

 

Wkrótce, w wyniku kamuflaży obu,

sprzedając bajdy, choć sztuczne i głupie,

rzepem u Unii znów zawisa żłobu,

gdzie owies chrupie...

 

Widząc dno żłobu i jak wokół ciasno,

znów pełen żalu, że berła nie dano,

porzuca owies, by  po korzyść własną,

rzucić się w siano...

 

Wreszcie! Spowrotem w swej czerwonej  nacji,

gdzie ciepło, swojsko i skąd się wywodzi,

dziś jest filarem Socjaldemokracji,

oszustwa płodzi..

 

A jesli znowu zły los sie odwróci ,

nie dajac berła ni złotego rogu

- nabywcom Polski na szyję się rzuci…

Siła  nałogu…

 

 

i prawda kiedyś odżyje...

® © Mirosław Krupiński

                                                             

gdzieś w głębi nocy czarno czerwonej,

która tajemnic sto kryje,

zapłonie płomyk świeczki zgaszonej

i prawda znowu odżyje..

.

kto i dlaczego, z czyja pomocą,

kiedy i czym opłacony

spomiędzy swoich wywiózł mnie nocą,

skrył za czerwone zasłony?...

 

kto i dlaczego kazał mi potem,

w swojej i obcej krainie,

tę niebezpieczną robić robotę,

wśród której życie me płynie ?...

 

kim byłam kiedyś? czym jestem teraz?

kto grzebie w losów mych niciach?

czy zbuntowanej każą umierać,

czy tez początek to życia?

 

*    *    *

część już rozumiem, części żałuję,

lecz wciąż nie wszystko, niestety...

Wciąż nie wiem jeszcze ile maskuje

wiedza  i żarty poety...

 

dziś zrozumiałam, gubiąc się w jutrze:

- czas szukać rady w wierszu o lustrze...

bo kiedy człowiek zasnąć nie umie,

własnego cienia się boi,

musi pamiętać, że  w obcych tłumie

nie obcy groźni - lecz swoi...

 

 

jeszcze o hibernacji

® © Mirosław Krupiński

 

Przez  wiele lat kazali spać

i wszarzeć  w obcą ziemię,

do czasu  kiedy dadzą znać,

że czas na przebudzenie…

 

Do czasu gdy za ciepły byt,

na  koncie  nowe zera,

przyjdzie odrzucić strach i wstyd

by zabić. Lub umierać...

Uczyli co to kod i  nóż,

rewolwer i trucizna.

Na obcej ziemi bracie służ,

bo tego chce Ojczyzna…

 

Ojczyznie trzeba abyś spał

wszarzaly w obcą ziemię,

obce zwyczaje abyś miał,

pod obcym żył imieniem…

 

Ci co wysłali  - inni dziś,

innością mamią ludzi,

lecz  wciąż ci  płacą.  Dla  nich śpisz,

by dla nich się przebudzić…

 

Jak pies co sledzi ręki gest

co karmi go lub karci

- ty nie masz mysleć jak to jest,

lecz  kto ci daje żarcie...

 

Więc kiedy gwizdną - ty masz gnać

i gryźć masz  kogo wskażą,

lecz dzisiaj jeszcze możesz spać

o tłustej kości marząc.

 

Po latach drzemki będziesz mógł

o Świecie zmienic zdanie

- gdzie jest przyjaciel, gdzie jest wróg…

Więc co się wtedy  stanie?

 

Gdy  w twoim sercu  wzbierze krzyk

by  wyznac prawdę całą,

nikt nie usłyszy,  nie zna nikt…

Otacza cię zszarzałość…

 

I kogoś zbudzi dawny pan

co skór już zmienił  krocie,

wskaże mu broń, omówi  plan…

I skończysz z twarzą  w błocie.

 

Podejdzie pies, duchowy brat,

skrwawioną twarz ci liźnie,

ostatnią mysl zabierze w Świat…

O forsie?  O Ojczyźnie ?

 

*  *  *

 

I gdy cię w końcu dobry Bóg

przygarnie w swej ostoi

- wreszcie się dowiesz  kim był „wróg”:

- podobni  tobie. Swoi…

 

 

 

Figa

® © Mirosław Krupiński

 

W niezwykle prywatnej korespondencji popełniłem niedawno taki oto liryczny fragment:

A u nas, proszę Zmory, początek wiosny.  Drzewa migdałowe kwitną,, paczki na innych (nieco spóźnione) puchną,, a  jedna z moich  fig, wetknięta kilka lat temu w ziemie jako gałązka od   sąsiada,, się wściekła. Inne figi cnotliwie zimowe i gołe - a ta ma   już masę liści i małe owoce. Nota bene - figa  ma owoce bez kwitnięcia  - tak poprostu wyskakują spod kory przy nasadzie liści.

 

po odpowiedzi:

 

Bardzo mi się podoba ta wizja--wiosenna figa w dalekiej Australii. Napewno  już Pan pisze wiersz! Może i mnie się tez słowa skojarzą z obrazkiem tej  jednej figi która się tak przebija radością życia. No tak, romantyczna  melancholia!

 

nie pozostało mi nic innego jak te figę upegazic:

 

 

siedzę sobie w tym Las Vegas,

mam depresję, głowa boli:

wtem wiadomość mnie dobiega:

- coś w Australii się figoli!...

 

więc do diabła bóle, smutki,

już przed lustrem figi mierzę,

i zapraszam krasnoludki:

- może któryś mnie zabierze?

na szalony spacer nocą,

za Las Vegas pełne blasku,

poza światła co migocą,

by rozciągnąć się na piasku...

 

liczyć gwiazd na niebie roje,

słyszeć kaktus, który rośnie...

żadnych plotek się nie boję,

bo w Australii jest przedwiośnie...

I mam w nosie te kasyna,

te parkiety i podrygi...

tam już wiosna się zaczyna,

więc i u mnie czas na figi...

 

 

nas już nie ma

® © Mirosław Krupiński

 

Nastraszyli znaną klikę

że ma długów spłacić górę,

klika wpadła więc w panikę

i kolejną zmienia skórę...

 

Po czerwonej i różowej

dziś wybiera z bożej łaski

kamuflażu barwy nowe

- strój w czerwono białe paski...

                     

Rozmnażają się wygodnie

jak czerwonka czy egzema,

powtarzając: - „jakie zbrodnie?”

- „jakie długi?” – „nas już nie ma!”

 

*    *    *

- Fakt,  ktoś nakradł ile wlazło,

przez dekadę się bogacił...

Ale bractwo się rozlazło,

- wiec podatnik będzie płacił...

 

 

z siodła Rosynanta

® © Mirosław Krupiński

 

Gdy wiatraki kopią kłuję,

które zgrzytem głuszą słowa,

wiem ze Młynarz obserwuje,

co za jednym z nich się chowa.

 

Bo w Młynarza interesie,

który może stracić wiele,

wstrzymać, zanim się rozniesie

że nie mąkę wiatrak miele...

 

To nie zboża worki wożą

w młyn, choć wciąż tak myśli wielu,

lecz czerwońce co się mnożą

- plon z zasiewów PRLu.

 

A wiec Młynarz traci  nerwy

i miast zostać w cieniu płota,

w końcu wyjdzie, pełen werwy,

na spotkanie Don Kichota...

 

*    *    *

I nie  ważne co on krzyczy,

i nie ważne co ma w dłoni...

Tylko jedno tu się liczy

- Młynarz w końcu twarz odsłoni...

 

 

beztroskie lato

® © Mirosław Krupiński

                                       

Nadchodzi jesień nad polską ziemią

i czas nadchodzi deszczowy,

liście na drzewach złotem się mienią,

kasztany lecą.  I głowy...

 

Wszak to normalne - po późnej wiośnie,

co niosła błyski i burze

liść wraz z nadzieją  na drzewach rośnie

i czoła stawia wichurze...

 

Przemija lato w błogim upale,

zboża na polach, grzyb w lesie...

I w tej błogości nie chce się wcale

myśleć co zima przyniesie...

 

Nic to że w zbożu szczury się mnożą,

wokół coś chrząka i ryje...

- Jakoś to będzie...  Z pomocą bożą

Polak wszak wszystko przeżyje...

 

Nie jedna zima przeszła o chłodzie,

głodno, pod górę, po grudzie...

Duch wszak nie zginął po nich w narodzie,

ni myśl o walce.  Lub cudzie...

 

Polak bez strachu. Polak bez planów.

Żadna go klęska nie dotknie...

Prawda.  Do czasu gdy wśród kasztanów

o własną głowę się potknie...

 

Lecz nawet wtedy  nie będzie ważne

Czy  to jest zbrodnia czy zdrada...

Głowa pomyśli: - „jakie to straszne,

że to nie głowa sąsiada”...

 

...emeryta, górnika, rolnika, nauczyciela...

 

Lud już  oporu prawie zaniechał

- toć zbyt męczący ten opór...

Dla braci - wrogów jest gruba krecha

- dla innych pieniek i topór...

 

                    ...stocznie, banki, kopalnie...

 

A gdzieś tam w sejmie czy w belwederze

znowu ktoś sprzeda sumienie,

nowych przyjaciół sobie wybierze...

I czyjąś głowę na pieniek...

 

 

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" (15 września 1999) donosi:

Według Moskwy nie było agresji ZSRR na Polskę   Powrót do skompromitowanej dyplomacji. Rosyjskie MSZ wystosowało wczoraj oficjalne oświadczenie, w którym uznało za pozbawione podstaw "twierdzenia Warszawy, a także niektórych jej przedstawicielstw za granica", Iz 17 września 1939 roku "były ZSRR dokonał agresji na Polskę". W oświadczeniu podkreśla się, ze podobne wypowiedzi nie znajdują "potwierdzenia w dokumentach prawa międzynarodowego i są nie do przyjęcia".

 

wyzwoliciele

® © Mirosław Krupiński

 


Przyszli do nas tamtym  wrześniem,

niespodzianie, z dobrą wolą,

by wyzwolić nas przedwcześnie

nim nas inni nie wyzwolą...

 

Nasze szczęście mając w planie

wyzwalali nas gorliwie

- tych w Katyniu, w Kazachstanie,

którzy dotąd śpią szczęśliwie

słysząc wiatru szum sosnowy...

z kulą w karku, w tyle głowy...

 

Pozwalali szukać złota

w nurcie Leny i w zmarzlinie

i zapomnieć o kłopotach

o przyszłości, o rodzinie...

 

Planowali akt po akcie,

naszym szczęściem trudząc głowę,

zapisując wszystko w pakcie

Ribbentropa z Mołotowem.

 

Sprzedawczyków wyszukali

co za ochłap, odpust grzechom,

wydawali, mordowali

tych pod których żyli strzechą;

by za wdzięczność swoim zbrodniom

 być po latach tą przewodnią...

 

Zdrajca, będąc  sam zdradzony,

co wśród zdrajców jest zwyczajem,

- nas zaprosił do obrony

łudząc drużbą, wolnym krajem...

No cóż - kłamstwem się nie skalał;

przez pół wieku nas wyzwalał...

 

Metod z września też nie zmieniał

wyzwalając nas gorliwie

- jednych z życia, drugich z mienia,

jeszcze innych z ich sumienia

- aby mogli żyć szczęśliwie

służąc wiernie i żarliwie...

 

Pomniczkami upstrzył ziemię,

Gwiazdeczkami  na cokołach,

obiecując wyzwolenie

gdy ktoś znowu go zawoła...

Lecz zachorzał. Ledwie dyszał.

I wołania nie usłyszał...

 

***

Dzisiaj czeka rozmarzony,

czy niedawnych sług nie słychać,

na miłości znak od Wrony...

Lecz niestety - Wrona zdycha,

a bez Wrony nie da rady

ukryć w mroku dekad zdrady.