ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-4

 

 

Inspiracja: On Fri, 03 Mar 2000 06:34:38 GMT, Wieslaw Kochanski, Szwecja, wieslaw_no_spam@algonet.se) uzasadnial przynaleznosc do PZPR na forum grupy <soc.culture.polish>:

 

>Ludzie ktorzy cos chcieli mieli do wyboru :

...

> c) wlezc w to gowni i powoli cos robic. Nie wielkie kroki  ale male kroczki,

> pomagac zwyklym malym ludziom

 

szamboratownik

® © Mirosław Krupiński

       

panika w Szwecji, w Szwecji złość

i gorzej jest niż źle

- po szparach lata jakiś gość

i sypie DDT...

 

na Ruskich przestał czekać Wieś,

odszczekał swe uczucia,

obywatelską przysiągł cześć

i miłość swą do Gucia...

 

na sciepie także jakiś mór,

chowają się po szparach,

szczekaczy zwykłych rzednie chór,

choć ObWieś wciąż się stara...

 

ma postów wysłać dziennie sto

(nie ważne że są głupie),

więc szczeka na to i na to,

choć większość ma go w pupie...

 

zagłusza ObWies „aby nikt”...

„niech ludzie nie poznają”...

że Levi znikł i Ptasznik znikł

i nowych dziur szukają...

wśród resztek swoich twardo trwa,

choć wrogów wokół morze,

gdy będzie trzeba - nura da

i w gównie żyć pomoże...

 

bo jeśli już się wpadło w g.

i czasy są  ponure

zawsze wśród swoich przyda się

sprawdzony szambonurek...

 

 

Czerwona Oberża

® © Mirosław Krupiński

 

Na wzgórzu wkrótce karczma stanie,

wśród kraśnych flag, czerwonych słoni,

gdzie Was zaprasza na śniadanie

Czerwony Wieś, z obrzynem w dłoni...

 

Bo Wieś - Czerwony Oberżysta

oderżnął lufę od mauzera

i czeka już skazańców lista:

„folk co komunizm poniewiera”…

 

Tuż za Oberżą ogród ciemny

gdzie z głów kapusty śledź się kłosi;

korytarz wiedzie tam podziemny

- nim będzie służba zwłoki nosić...

 

Tu każdy kogo czerwień razi

wkrótce kapusty łan użyźni,

już nikt ObWiesia nie obrazi

wciskaniem jakiejś tam Ojczyzny...

Bo Wiesio to kosmopolita

który wybiera gdzie wygodnie,

a jeśli ktoś o powód pyta

- to Wieś pospiesznie ściąga spodnie...

                     

*  *  *

 

Pod korytarzem, gdzieś w piwnicy,

skąd głosy maszyn dolatują,

najbliżsi Wiesia pomocnicy

już nakład  Prawdy produkują...

 

I będą głosić Prawdy  strony,

świadomej własnych słów potęgi,

że ObWies wprawdzie jest czerwony,

lecz że to wina  Czarnej Księgi,

której autorzy, skaż ich Bóg,

nie chcą cytować Nowych Dróg.

 

Ach - przewidziana jest altanka,

pełna narzędzi, z kratą w kropcie,

o wdzięcznej nazwie Lublijanka,

gdzie będą skracać wam paznokcie...

 

* * *

 

I świat przed Wiesiem plackiem padnie,

otwarty portfel każdy trzyma,

bo jak tu sprawdzać coś dokładnie,

gdy ObWieś w ręku ma obrzyna...

 

 

 

Inspiracja:   11 Mar 2000 00:46:34 -0500, in soc.culture.polish Wojciech Krasucki wrote:

 

Panie Mirku.

Zamawiam sobie wiersz o takim, co to kochal Zydow, a oni jego, - nie. Sam bym napisal, ale jak tylko sie biore do tego, to mi lzy stają w oczach, nic nie widzę, walę w te klawisze na oślep i glupoty wychodzą. Obraza z tego wychodzi tylko i skaranie boskie.

 

Wojciech K.

 

PS.Jezeli Pan się nie zgodzi, to oddeleguję w Pana kierunku (wirtualnie) N. - która i tak po zapoznaniu się z listami na scp zwróciła mi uwagę, że: "Ten z Australii, to dziwny jakiś... Samotnik, ryby łowi... Zapytaj go, czy jest stary człowiek i może.

 

 

Wojtuś serce miał ogromne

® © Mirosław Krupiński

 

Wojtuś serce miał  ogromne

w którym trzymał, niby w lagrze,

węże, koty, psy bezdomne

i jednego Żyda także...

 

Pies mu mordę wdzięcznie lizał,

kot mu mruczał przy goleniu,

wąż z miłości pchły wygryzał.

Żyd go walił po ciemieniu...

 

Myślał Wojtuś w swej prostocie:

- skąd ten z Żydem dopust Pański

gdy z innymi uciech krocie?...

w końcu pyta: - „Ty, Kochański,

- czemu pieski, wąż i koty

zachowują się jak człowiek

gdy ty, w złości lub z głupoty,

cięgiem walisz mnie po głowie?”

 

W czerep dostał znów dwa razy,

po czym, tonem pełnym złości,

posypały się wyrazy:

- „czemu psowi dajesz kości,

wężu żaby, kociu myszy?

- jak się nażrą do sytości

moich ofert nikt nie słyszy,

co mnie strasznie holokości...

                     

mógłbyś mnie to wszystko dawać,

też za frajer, boś ty głupi,

a ja mógłbym to sprzedawać

i kantować, jak ktoś kupi...

 

koty z serca, węże z serca,

na ulicę durne Brysie,

dla mnie w sercu więcej miejsca

bo należy serce mi się...

 

serce bije tyle razy,

krew ci tłoczy w tyłek, w głowę,

a że serce  w mojej władzy

- będziesz płacił mi sercowe...

 

nie sprzeciwiaj się, ty - wariat!

Chcesz zobaczyc co mam w spodniach?!

Ty  tu jesteś proletariat,

a ja siła - ta przewodnia...”

                     

*  *  *

Nie ma rady, tak się stało.

O nic więcej już nie pyta,

bo by w łeb się znów dostało...

Wojtuś. Anty… ten... Semita :(...

 

No widzi Pan, Panie Wojtku - jakoś to poszło  ... Teraz powróćmy do sprawy honorarium :)

 

 

kamień prawdy

® © Mirosław Krupiński

                    

Jest sobie kamień w PRLu,

który wciąż nosi święta ziemia;

tym rożni się od innych wielu

że strasznie cuchnie od kamienia...

 

Ptak, człowiek, żaba, czy zwierzyna

nos zatykały czym się dało

i nikt nie wiedział gdzie przyczyna

i co z kamienia tak śmierdziało...

 

aż raz przechodził wieszcz kudłaty

co znał historii każdy przedział

i ten wyjaśnił: - "tu, przed laty,

na tym kamieniu Wiesio siedział...

 

I Bóg tak dobry wtedy sprawił,

aby nas ostrzec czym się dało,

że kiedy Wiesio kłamstwa prawił

to wtedy wokół tak śmierdziało"...

 

- „A dużo kłamał?”  ktoś wyszeptał,

po czym zapadła cisza święta,

na co wieszcz zamilkł, chwile dreptał:

- „nikt żadnej prawdy nie pamięta”…

 

-„ A czy Wieś często dziś tu siedzi,

bo trudno smród wytrzymać zgoła „...

-„ Nie… już go dawno wzięli Szwedzi,

by truł im myszy po stodołach”.

 

* * *

 

Dziś nie ma myszy, w Szwecji lepiej,

w stodołach Wiesiem cuchnie mąka ,

a Wiesio cuchnie nam na Ściepie

po każdym kłamstwie co wybąka...

 

i całą Polskę terror dusi,

bo w Nowym Yorku ktoś powiedział,

że Polska kamień oddać musi,

na którym Wiesio, kłamiąc, siedział...

 

Prezydentowi w Belwederze

furmańska się wyrwała wiącha,

- że „trzeba zwrócić tej cholerze

bo przecie sąd i tak wywącha”...

 

A Wiesio wkrótce będzie musiał

cichaczem się  do Polski włamać

i tam na każdym progu usiąść

by ze dwa razy na nim skłamać...

 

jeży się włos na łysej pale

i taka trapi mnie zagadka:

- komu przypadnie sąd w udziale

gdy Wiesia wezwą tam na świadka ?…

 

 

uczciwość Kalego

® © Mirosław Krupiński

                 

Kali komuś ukraść krowę,

potem sprzedać mu połowę,

by za skórę i wór kości

mieć świadectwo moralności.

 

potem, będąc już uczciwy,

zmieni adres, zmieni ksywy,

i pod nową ksywą Mambo

znajdzie nowe ciepłe szambo,

znów sprzedając, gdy ochota,

biednym g. na wagę złota...

 

potem pomnik (pink marmurek),

wielki napis „Pierwszy Nurek”

(bo już dzisiaj się nie zdarza

żłób Pierwszego Sekretarza),

                     

no i będzie nam chromolił

że nam Polskę znów wyzwolił,

a kto kwieciem go nie wita

ten szmalcownik i bandyta.

 

 

 

Inspiracja: Ja tam myślę ze Cecylian powinien raczej prosić Przedwiecznego aby nic się nie stało. Jakby co do czego to w wielu miejscach świata w nocy byłoby jasno jak w dzień :-))”

 

J.M. ("Jerzy Malec" - filar grupy news <soc.culture.polish>)

 

igranie z zapałkami

® © Mirosław Krupiński

                                       

Raz mały Józio, co od lat

się pętał pod nogami,

porzucił pieluch własnych świat

by igrać z zapałkami...

 

płot znalazł sobie nowy dość

bez drzazg i dziur po sękach,

kawałek węgla, pustą kość

- i zaczął pisać w mękach:

 

„ja jezdem Juzio, ..wasza mać!...

mam procę z majtek mamy...

nie chcecie mi zabawek dać

- to trochę postrzelamy...

 

bo mam najlepszą w świecie z proc

co strzela nawet w nocy

i wynalazków innych moc

co zdatne są do procy...

 

na zmianę w proce będę kładł

rad, kamień, kocią kupę

i choćby na mnie cały świat

i tak mu złoję pupę…

 

a jeśli wy, tak mnie na złość,

nie chcecie umrzeć... ha,

- zapałek napcham w pusta kość

i będę miał V2!

 

i nie próbujcie zwiewać w las

ni kryć się w nocy cień,

moje rakiety znajdą was

i noc zamienią w dzień...

 

nie macie szans, już przyszedł czas,

więc bójcie się skubańce

- bo ja V2 tu mam na was,

- wy na mnie tylko lance...”

 

* * *

 

przy płocie huk, przy płocie syk

i ogień w górę bucha...

wraz z częścią płotu Józio znikł...

dopala się pielucha...

 

cóż, z cudzych nieszczęść śmiać się źle,

lecz mówiąc miedzy nami,

- winien ktoś w porę złoić d.

Józiowi z zapałkami...

 

 

 

Inspiracja: On Mon, 27 Mar 2000 14:19:53 -0500, "Sławomir Popiel" <mpopiel@mindspring.com> wrote:

 

<jerzym@newsguy.com> wrote in message news:8bncts$ocs@edrn.newsguy.com...

The Jericho 2

 

Several satellite images showed the massive Jericho 2 transporter-erector-launcher (TEL) during training exercises on a small pad  north of the nuclear weapon bunkers at the missile base at Zachariah (which in Hebrew means 'God remembers with vengeance'). The resolution makes accurate  measurement difficult, but the best estimate

 

 Although the range of the Jericho 2 is unconfirmed, scientists have estimated  its maximum range as 5,000 km with a warhead of 1,000 kg: enough for a nuclear weapon.

 

 The size and number of bunkers indicates that Israel's nuclear arsenal is larger  than many estimate. If Israel's nuclear gravity bombs are similar to those of  the USA, then their approximate dimensions are 4 m long, 0.5 m wide and about  350 kg in weight. Assuming the devices are stacked three high, that they are  only stored along the wall of the bunker so the bunker centre can be used for testing and maintenance and that each bomb is given a space of 5 m x l m x 1 m, then the larger bunkers could  conservatively house more than 30weapons each.

 

 Consequently, just the five large bunkers at this site could alone easily store  about 150 weapons. This is more than other reports state and  supports indications that the Israeli arsenal may contain as many as 400 nuclear weapons with a total combined yield of 50 MT (see JIR Special Report No 14, p15).

----------------------------------------------------------------------------

Tyle "Jane's" - zrodlo obiektywnie niezainteresowane, stuprocentowo  aryjskie i  uzywane przez wszystkie armie swiata. No ale rzeczywiscie coz  znacza  megatony naprzeciw panskich wierszykow...

 J.M. (Jerzy Malec)

 

Wow! Panie Krupiński, ja bym się teraz dwa razy zastanowił nad każdą linijką wierszyka, bo p. Malec jak dwa a dwa cztery, weźmie i odpali.

 

sp      

                         

Sąd Boży

® © Mirosław Krupiński

 

Straszliwy Józio trwa od rana

przy swych wyrzutniach w Gazie;

w Australii, z piórem pelikana,

Krupiński na Pegazie...

 

Świat patrzy cały podniecony,

obydwu śledzi czyny,

- zwyciężą Józia megatony

czy Mircia megarymy? ...

 

I tylko Pegaz śmieje się,

bo Lizzie już dwa razy

przysłała mu raporty swe

ze szpiegowanej Gazy:

 

że Papież będąc na West Bank

sabotaż zrobił mały

- tam gdzie rakieta miała tank

są teraz dwa pedały...

                     

I cały świat w zdziwieniu trwa,

z otwartą śledząc buzią,

jak kręci te pedały dwa

Rakieto-Ikar Józio,

mknąc z szumem pieluch, jak na razie,

wokół lotniska w Gazie...

 

A na pustyni (co za szuje!)

wielbłądów szepce para:

- ten malec, co tam pedałuje,

to napęd do "Huzara"...

 

 

historycy

® © Mirosław Krupiński

            

Gdy współczucia spada fala ,

dochód ofiar się wypala ,

żeby dalej żyć wygodnie

trzeba odkryć nowe zbrodnie...

 

Więc ofiary, co wciąż żyją ,

wśród wojennych kronik ryją ,

by wygrzebać zbrodnie krwawe

i odświeżyć słuszną sprawę...

 

Jest!  Znaleźli: - wioska płonie,

szubienica, na niej trupy,

powiązane drutem dłonie,

dzieci zmarłych z głodu kupy,

a zbrodniarze, krzycząc chórem,

rozwalają tych pod murem...

 

No ! Wystarczy znów na lata

by sumienie odgrzać świata !

Teraz tylko zdjęcia twarzy,

by pokazać tych zbrodniarzy...

 

Kamerzysta sprzed pół wieku

zbliża obraz bez pośpiechu...

Już zbrodniarze, nie wiem czemu,

odwracają się ku niemu...

 

I zbliżenie ! - oczy ,  usta...

cała twarz - spocona... tłusta...

pożar rośnie , wokół jasno...

widać czapkę...  z gwiazdą krasną.....

 

* * *

 

Cały plan się kończy klapą

- to sowieci ...  nie gestapo ...

„Historycy” z żalu płaczą..

Po czym upust dając żalom,

przeklinając los z rozpaczą ,

pracowicie filmy palą.

 

No bo lepszy już brak zbrodni

niż zbrodniarze niewygodni...

 

 

Echa: wiersz opublikowany w grupie <soc.culture.polish> wywołał ywiołowe ataki określonych czytelników, co z kolei zainspirowało Pegazowy ciąg dalszy

 

szturmowszcziki

® © Mirosław Krupiński

                     

Krupiński rymem paprze dłonie,

by nim na Ściepie puścić pawia...

Nagle, na Ściepy nieboskłonie,

para szturmowców się pojawia...

 

Kukuruźniki to, nie Iły,

ani nie żadne tam Stukasy,

lecz choć nie mają armat siły

to nie brak im lotniczej klasy...

 

beczki, loopingi, korkociągi

na Ściepy niebie kręcą z ikrą ,

hen, ponad maszyn swych osiągi

- by zatrzeć pawia prawdę przykrą...

 

kiedy paliwa im nie stanie

z łabędzim wdziękiem w ziemię rymną ,

lecz wypełnili swe zadanie

stawiając znów zasłonę dymną...

 

* * *

 

A swoi pomnik im postawią :

- strzaskane śmigło i maszyna,

"Gieroje Walki Przeciw Pawiom:

ObWieś - S. Polak i Grażyna"

 

 

wykład: filozofia środowiska

® © Mirosław Krupiński  

 

 lata późne sześćdziesiąte:

 

bo wicie...  polskie środowisko

to strategiczna jest arena ,

gdzie wygrać można prawie wszystko...

albo cos spieprzyć - i nas nie ma...

 

chłopów za mordę można trzymać

dawkując wódkę i nawozy,

ale i tu nie można drzymac

- bo chłop się ocknie i przyłoży...

 

te robotniki, dla odmiany,

wychodzą czasem na ulicę

i jak rozpędzić nie zdołamy

- to nas popędzą. Za granicę...

a technokraty to najgorsze ;

składek nie płacą , bo nie członki,

mają syrenki, fiaty, porsche

i wesolutkie jak skowronki,

zamiast się w partii włączyć tryby,

sąsiadki rżną, lub łowią ryby...

 

na całe szczęście - ja mam syna ,

który obmarksiac ich zaczyna...

 

ale najgorsze czynią zgrzyty,

w naszym systemie jak omega,

te jak im - antysatelity

- Łajka w sputniku im dolega!

kontrrewolucji wznoszą macki

- chcą by owczarek był alzacki...

 

więc uważajcie towarzysze:

droga jest kręta, wokół ślisko

i jak przed burzą - słychać ciszę ,

- tak milczy groźnie środowisko...

 

więc wziąć za mordę - za milczenie

ręce przy samych uciąć tyłkach,

wybite zęby wbić w sumienie,

- bo dać im milczeć to pomyłka!

 

ja opozycję wam wyszkolę,

każę wytykać nam pomyłki,

by przy okrągłym później stole

uratowali nasze tyłki.

nikt nie dostrzeże że to kanty

- wszak przez dekady będą "anty".

 

a jeśli siłą tłum zdradziecko

przejdzie z milczeniem po was, po mnie,

wyedukujcie  wasze dziecko

- niech im w przyszłości to wypomnie!

 

niech ich oskarży wszystkich o to,

że świat się im zachciało zmieniać

i że wdeptali w g. i w błoto

nas. Bez naszego pozwolenia...

 

niech krzyczy z radia, prasy, z mównic,

choćby wyglądał na wariata,

że „małe kroczki robiąc w gównie”

myśmy przyszłością byli świata,

że choć go wszyscy mają w zadku

- ten świat jest jego. Po nas w spadku !

 

 

wybrane  fraszki

® © Mirosław Krupiński

 

kto to jest ?

 

nurek, z szamba wyszedłszy po codziennej sesji,

gdy się otarł gazetą - uległ znów obsesji

i nikt nie wie naprawdę - zWiesił się czy zbiesił

- lecz Wyborczą Gazetę na płocie rozwiesił...

każdy może to sprawdzić, gdy przyjdzie ochota

- bo to samo wciąż kapie i z nurka i z płota...

 

a to kto jest?

 

Bryś się rwał na łańcuchu, szczerząc zębów pieńki ,

jakiś tyłek chciał ugryźć - byle tylko miękki...

w końcu mu się udało, gdy zrobił skręt ciasny.

gryzie:  miękki.... włochaty…   wciąż nie wie że własny...  

   

diabelska mixtura

 

w zmęczonej główce, pod czapką u ObWiesia,

tańcząc hołubce, warzechą diabeł miesza:

dwie stare klepki (nie więcej, nie, och nie...)

szwadron Kozaków, „wujków” z NKWD,

czerwoną zupkę, co darmo ObWieś jadł...

i czarną rozpacz, „że go wygnali w świat”...

 

gdy diabeł skończy mieszanie tego g.

- znów cos głupiego wylęgnie się w tym łbie...

i nową ksywę nasz ObWieś sobie kupi:

- nie „Stary Polak”, lecz „Były Polak Głupi”...

 

               Chór: ooj, cooooraaaz gluuuupszy...

 

ObWeszka

 

Wesz, co lazła do góry po słoniowej nodze,

dygotała ze złości i groziła srodze:

„zarżnę, zdepczę, zagryzę i zrobię z nim koniec,

bo jak wszy maja rządzić kiedy żyją słonie !”...

i z tą  piana ną ustach, wciąż  w oparach złości,

do kolana nim doszła - zdechła ze starości...

 

A słoniowi - wsio ryba, nie czuje... nie widzi... 

żadna ObWesz słoniowi życia nie obrzydzi...

Bo Bóg dobry, świat tworząc w swojej świętej dłoni,

wszom dał zęby malutkie - nie na miarę słoni :)

 

ochrona środowiska

 

Temidy szala się wyrówna

gdy rzucą przed was na kolana

wyłowionego z morza gówna

dobrze znanego wam urbana.

 

Lecz nie próbujcie myć go w wodzie

bo,  rozważywszy sprawę całą ,

to nie o czystość wieprza chodzi

lecz by to morze mniej śmierdziało…

 

 

’68 - parowóz dziejów

® © Mirosław Krupiński

 

w lokomotywie wygasł żar

na samym wzgórza szczycie,

resztę kiełbasy grubas zżarł

i chce się wymknąć skrycie...

 

więc won hamulce, gwizdki, rurki,

rozkłady i programy!

lokomotywa ma już z górki

- wprost do otwartej bramy...

 

i świat od niego cały wie,

że winne PKP :)

 

*  *  *

 

a za granicą: trąby, flagi,

każdy się witać stara...

wychodzi grubas, biedny... nagi...

wygnaniec i ofiara...

 

lecz nagle milknie cała gala

i gęstą słychać ciszę,

gdy grubas władczo im przyzwala:

- „ nu... spocznij, towarzysze!

kiedy odpocznę, jutro może,

marksizm, biedaki, wam wyłożę ;

o tej przewodniej, o UBecji,

to przecież można i tu  - w Szwecji”…

 

 

Wesołego Alleluja

® © Mirosław Krupiński    Wielkanoc 2000.

 

Ach cóż to za Wielkanoc - pisanki nie czerwone...

Ach cóż to za Wielkanoc - nie lubią nas na Świecie...

Dekrety o sojuszach nie biorą nas w obronę

i nijak się odwołać do taty  w Komitecie...

 

Ach cóż to za Wielkanoc – „niech żyją” nikt nie woła,

gdy jajko ma ktoś w ręce - to lepiej wiać za róg...

Święconej wody wiadrem dyngusią nas w kościołach,

a ten co nas „wyzwalał” - to dla nich teraz wróg...

 

Do żłobów nie ma skrótów, ni sklepów nur fur swoi,

prócz posad w MSZecie dla swoich nie ma nic...

że „rękę obetniemy” nikt prawie się nie boi...

pracować chyba przyjdzie - bo jak z oszustwa żyć...

 

* * *

 

Ach cóż to za Wielkanoc - gdy człek się boi kopa,

co latek jedenaście spóźnionym zda się być...

Pomoże... nie pomoże...  ta Wspólna Europa ?

Jeżeli nie pomoże - to nie pomoże nic...

 

Gdy nie - to nie Mercedes a trójkołowy rower

posagiem nas - czerwonych na resztę będzie lat,

czerwone przywileje wypadnie pasnąć over

i jak to już bywało - pojechać zwiedzać świat...           

 

Dyngusu udanego życzę :)

 

 

wspomnienia Hansa

® © Mirosław Krupiński   

 

Hans kochał swego tatę za jego bajki długie

o Partii, lebensraumie, Hitlerze itd...

legendy, jak to było gdy z misją  był za Bugiem,

skąd wrócił zasłużony, no bo dogadał się...

 

Lecz gdy się Hans urodził - dziś Hans wspomina mgliście

dzieciństwa swego lata -  nie było wtedy źle ;

miał Vater Krzyż Żelazny, dębowe przy nim liście,

a w klapie miał odznakę, tę z N.S.D.A.P...

 

Bo tata był uczony, językiem pięknie władał,

o pszczółek filozofii młodzieży uczył kwiat...

Wieczory - w N.S.DAPie - Mein Kampf  im tam wykładał...

Pieniądze i zaszczyty. U stóp miał cały świat.

 

Aż przyszły dni ponure, gdy wódz weń stracił wiarę,

bo ponoć niecnie knował (choć twierdzi Hans - że nie!)

Na  front pod Stalingradem miał ponoć iść za karę,

lecz że mógł mieć tam kumpli - to uratował się.

 

W wyniku tej zniewagi obraził się na nację

(a miał już wilczy bilet za sprawowanie złe),

na stół w swej pustej kuchni pieprznął legitymację,

(nieważną - bo wylany był z N.S.D.A.P.)

 

Dziś Hans jest w Zanzibarze.  Bez taty, trudna rada,

na cały świat dziś głosi, z PCeta, mównic, ramp,

że świat jest zagrożony. I wszystkim nam wykłada,

że tylko on go zbawi. Jak tata. I Mein Kampf...

 

*  *  *

 

I nie wiem już naprawdę, świątecznym spity winem

w tym kraju gdzie Wielkanoc nie wiosna to lecz jesień,

Czy Hitler z mego wiersza nie wabił się Stalinem,

a Hans, ten z Zanzibaru, nie może być ObWiesiem...

         

 

kłopoty Pawłowa

® © Mirosław Krupiński   

             

Sławny Pawłow (Akademik)

miał przygodę nie z tej ziemi:

 

- gdy odruchy tescił Brysia

by określić go mentalnie

- ten, podobnie jak i dzisiaj,

reagował nienormalnie...

 

fakt, pamiętał  bodźce proste,

w tym mu refleks nie uciekał:

- na czerwone machał chwostem

i na prawdę groźnie szczekał...

lecz poza tym - szczerzył kły

i z Krupińskim był na ty !

         

Myśli Pawlow: - jaka strata,

dla nauki, dla Stalina...

Bryś szkolony był przez lata,

dziś - odbijać mu zaczyna...

 

więc próbuje swe metody:

voltowstrząsy, lewatywę ,

viagrę, strumień zimnej wody,

kopa w tyłek, kijem w grzywę ,

michę kości, medal w klapę ,

nawet ruble wciska w łapę...

 

Nie pomaga. Bryś wciąż zły,

Bryś wciąż tyka, szczerzy kły...

 

*  *  *

 

Biedny Pawłow, sił ostatkiem,

późna nocą , dla dyskrecji,

zawiózł Brysia ciężką klatkę

wprost na statek - ten do Szwecji...

Teraz w Szwecji Bryś wciąż zły

i wciąż warczy: ty... ty... ty...

 

 

zakręty historii

® © Mirosław Krupiński   

     

Karczował puszczę Piast Kołodziej

niszcząc zielone środowisko,

czasem go nękał wróg czy złodziej,

lecz wtedy proste było wszystko.

 

Złodzieja w bagnie topił bliskim,

wroga z zapałem dźgał oszczepem,

kawałek ziemi był dlań wszystkim

i w cieniu puszczy żył ze szczepem.

 

I wszystko było wtedy jasne

- na własnych polach chleb się rodził,

dla mleka doił krowy własne,

a na niedźwiedzia w puszczę chodził.

 

Minęły lata, tysiąclecie,

prawnuki Piasta Kołodzieja

nie w puszczy żyją a na Świecie.

Teraz im wara od złodzieja !

 

Lasy dziś sadzi, nie karczuje,

złodziej mu krowy cichcem doi,

miast dźgać oszczepem – „tak” głosuje,

a wokół rządzą obcy „swoi”...

 

Gdy do kieszeni rękę wkłada

to tylko wtedy, oczywista ,

gdy nie ma ręki tam sąsiada

- bo byłby kołtun i rasista ,

który ojczyźnie krzywdę robi

dając dowody ksenofobii.

 

gdy broni ziemi - także broi,

bo choć ją pradziad puszczy wydarł,

to karczma na niej teraz stoi.

A czyja? Ciiiicho - bo się wyda

i nowe prawo go ukarze,

bo wara anty być karczmarzem !

 

Wiec Piast Kołodziej, wnuk Prapiasta,

Europroblemem dziś wyrasta,

bo jeśli się zachowa źle

i zacznie bronić swoich włości

- wyrzuca Polskę z tej UE

na skutek pronarodowosci,

która przywlokła się, cholera,

z dalekiej Austrii, od Heidera

i może Polski stać się zgubą ,

bo ex-marksisci jej nie lubią....

 

Wiec smętnie Piast na przyźbie siedzi,

ponure myśli mu się snują ,

bo już przeczuwa że sąsiedzi

po cichu go globalizują ,

i że na nowym wspolnoglobie

oni, nie on, będą przy żłobie...

 

Wiec może przyszłość by miał lepszą

jeśli z tej Euro go wypieprzą?

 

 

ludowa  ballada

® © Mirosław Krupiński   

 

Raz młoda dama pełna cnót,

jak głoszą jej diariusze,

stanęła u Polana wrót:

- „zamieszkać z tobą muszę"…

 

- "w dostatku ci utrzymam dom,

pomnożę mienie nasze,

uroku dodam twoim snom

i zadbam o twą  kasę…

         

ty przysiąż mi miłość, szacunek

i posłuszeństwo ogromne;

to będzie dla ciebie tak łatwy warunek,

ja codzień ci o nim przypomnę…

 

ja codzień ci wszystko podsunę ,

i w wino zamienię ci ocet,

niewielką za wszystko policzę ci sumę,

co nigdy nie sięgnie stu procent"…

 

był sąsiad po garncu siwuchy,

co członki okrutnym snem morzył,

miast męczyć liczeniem niemrawe paluchy

swe wrota gościnnie otworzył…

 

gdy ranek powitał go miło

przyjemnym półchłodem w chałupie,

połowy dobytku już w chacie nie było

i nie miał już gaci na pupie;

 

alkowy są drzwi uchylone,

i ktoś tam się w skrzyni geszefci:

to Ewcia pracuje: - "twój  dukat na stronę,

a tu dwa dukaty dla Ewci"…

 

i tak już pozostał niebożę,

kac rankiem go trapi bez miary,

i coraz mniej mebli w tej wspólnej komorze,

a Ewcia wciąż liczy talary…

 

wciąż Ewcia siwuchy dolewa,

i wdzięki serwując dziewicze,

przytula się szepcąc -" talarów już nie masz…

lecz nie martw się - ja ci pożyczę"…

 

już chata w radosnym świergocie,

i dziatek się krząta gromada,

nie, to nie Polana, on nie ma wciąż pociech

- to dziatki Ewuni sąsiada.

 

już słychać zrzędzenia mamine,

dwóch braci z wujaszkiem się kłóci,

cóż -  Ewcia kochana ma liczna rodzinę,

część właśnie gdzieś w  świecie, lecz wróci…

 

*  *  *

 

raz zbójcy dopadli chałupy,

od wschodu, ze słonkiem wraz, z rana,

wiec Ewcia im dala i buzi i zupy,

bo już nie kochała Polana…

 

i aby nie było pretensji w przyszłości

do skrzyni, alkowy i chaty,

krewniaków Polana, znajomych i gości

przez zbójców wysłała w zaświaty…

 

*  *  *

 

cóż, Polan sympatię miał grodu

(nie gardził sąsiadem ni winem),

gdy inni zbójnicy nadeszli z zachodu

wskazano im Ewci rodzinę…

 

sąsiedzi patrzyli jak zbójcy się wdarli

do byłej zagrody Polana,

nie budząc nikogo drzwi kółkiem zaparli…

i zgliszcza się tliły do rana…

 

do dzisiaj lud sprawę wspomina

i zbrodnia ta włosy mu jeży…

lecz rożne są zdania gdzie kara gdzie wina

i kogo potępiać należy.

 

i jeden jest morał z ludowej ballady:

- że lepszy jest rozwód niż zbrodnie i zdrady.

 

 

niespodziewana jednomyślność

® © Mirosław Krupiński   

 

Jest w dżungli świata  miejsce takie

gdzie każdy rożny w gęstym tłumie

i tylko ten ów tłum zrozumie

kto długie lata jest Polakiem.

 

Są w nim wrogowie, kumple, swoi,

czerwoni, chłopi i posłowie,

kilku żebraków z czapką stoi,

kilku złorzeczy, ktoś się boi,

ktoś kradnie portfel i sikory,

inny wulgarnie się wysławia,

inny, pijany albo chory,

pod nogi tłumu puszcza pawia...

Ktoś szafę niesie po chodniku,

inny jamnikiem ludzi straszy

i gdyby liczyć, to w wyniku

część będzie tamtych i część naszych ;

lecz jak nie patrzeć - jeden wniosek:

- ten tłum to banda jest jednostek...

 

Wtem... nagle, jakby wbrew naturze,

środkiem ulicy grupa kroczy,

czerwony sztandar wiewa w górze,

Lenin z portretów patrzy w oczy

i wbrew jednostek w tłumie zgrai

przewodnia  nam się pierwszomai...

 

Dowód reguły ten wyjątek?

Jaki wyjątek - to początek!

 Oto następne liczne ciało

multijednostek zwartych w masę

w polskie ulice wyszło śmiało

i na pochodu rusza trasę:

chłopów się polskich rzesza zbiera ,

zbrojnych w kłonice, widły, kosy

i poprzedzana przez Leppera

z policją bierze się za nosy...

 

Cóż, dwa wyjątki tez nie powód

aby podważać „polskie ego”...

lecz oto jest następny dowód

myśli, wysiłku zbiorowego:

 

Czarnej się wstęgi zwoje wiją,

tłum w czarnych myckach drogą wali;

to maszerują ci co żyją

by  uczcić tych co żyć przestali...

(jak  wroga prasa czarnolisci,

polskiej policji przecząc słowom

- polscy mordują ich rasiści,

przy czym mordują też zbiorowo!)

 

Tak… trzy przykłady to nie żarty,

by udowodnić: - Polska zwarta!

Lecz ja chcę nadal być uparty,

- że podzielona i rozdarta ;

bo z tej Australii, hen za morzem,

chcę ją przedstawić jak najgorzej...

I już to byłem zrobić skory,

choć patrioci na mnie z krzykiem,

gdy przeszkodziły mi wybory.

Swoja frekwencją , nie wynikiem...

 

Bo kiedy przyszło iść do urny

by każdy własną ruszył głową ,

ten podzielony tłumek durny

nagle zachował się - zbiorowo !!!

- W potężna się zjednoczył grupę

i na wybory wypiął  pupę...

                

Tak wiec przegrałem. Duch jedności

mógłby przykładem być dla świata,

gdy Polska, raz na cztery lata,

jednoczy się w obojętności

i jakby wspólną myśląc głową

przyszłość swą pieprzy. Tak zbiorowo...

 

 

*    *    *

 

No cóż,  przegrałem w swych ocenach

i mógłbym przestać się rymolic,

lecz tej „jedności” inna cena

jest tym co mnie najbardziej boli:

 

- Te inne grupy: ci czerwoni,

i ci co w marszu żywych zgodnie

tak szli - dziś władzę maja w dłoni;

to dzisiaj siły są przewodnie.

Bo zachowując zwarte szyki                               

poszli głosować - stąd wyniki...

 

      

nadejdzie czas zapłaty

® © Mirosław Krupiński   

 

Nasz  były Polak, co przed laty

od byłych kumpli dostał kopa,

myśli: - nadejdzie czas zapłaty

gdy będzie Wspólna Europa...

 

Wprawdzie nie będzie tak jak wtedy

(partia, ubecja, przywileje),

lecz będą mogli nawet Szwedy

na kąsek Polski mieć nadzieję...

 

Bo tak się wtedy zmieni wiele !

Nie będzie na granicy „nie”,

nie trzeba być obywatelem

ex-Polski - starczy być w UE.

 

Więc od zakrystii gdzieś się wkradnę,

odnajdę kumpli w SLD,

a że to chłopy są zaradne

- będziem przewodnią w tej UE…

 

Odszukam papcia skrypty stare

(Miller mnie poprze i pomoże),

starych prelekcji dam im parę ,

nowe wytyczne im wyłożę

- kto może być przewodnią w Świecie,

nowym, globalnym - sami wiecie...

 

Ach ! Ileż szczęścia przyszłość niesie !

Wspólna Europa. I ObWiesie !

 

*  * *

 

I tylko się upewnić muszę ,

by nie wpaść w stare znów zaułki,

że teraz nam zapiszą dusze

a nie, przykładem W. Gomułki,

znowu nam w pupcię dadzą kopa.

Toć już nie Polska !  Europa !

 

*   *   *

 

I jak po drugiej wojnie z Ruskimi żeśmy przyszli,

co okna uchylili i dali pełny żłób,

tak teraz też wejdziemy, po cichu, od zakrystii,

by szczęścia znów spróbować w kolejnej z wielu prób.