ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:
Z-4
Inspiracja:
On Fri, 03 Mar 2000 06:34:38 GMT, Wieslaw Kochanski, Szwecja,
wieslaw_no_spam@algonet.se) uzasadnial przynaleznosc do PZPR na forum grupy
<soc.culture.polish>:
>Ludzie ktorzy cos chcieli mieli do wyboru :
...
> c) wlezc w to gowni i powoli cos robic. Nie wielkie
kroki ale male kroczki,
> pomagac zwyklym malym ludziom
szamboratownik
® © Mirosław
Krupiński
panika w Szwecji, w Szwecji złość
i gorzej jest niż źle
- po szparach lata jakiś gość
i sypie DDT...
na Ruskich przestał czekać Wieś,
odszczekał swe uczucia,
obywatelską przysiągł cześć
i miłość swą do Gucia...
na sciepie także jakiś mór,
chowają się po szparach,
szczekaczy zwykłych rzednie chór,
choć ObWieś wciąż się stara...
ma postów wysłać dziennie sto
(nie ważne że są głupie),
więc szczeka na to i na to,
choć większość ma go w pupie...
zagłusza ObWies „aby nikt”...
„niech ludzie nie poznają”...
że Levi znikł i Ptasznik znikł
i nowych dziur szukają...
wśród resztek swoich twardo trwa,
choć wrogów wokół morze,
gdy będzie trzeba - nura da
i w gównie żyć pomoże...
bo jeśli już się wpadło w g.
i czasy są
ponure
zawsze wśród swoich przyda się
sprawdzony szambonurek...
Czerwona Oberża
® © Mirosław
Krupiński
Na wzgórzu wkrótce karczma stanie,
wśród kraśnych flag, czerwonych słoni,
gdzie Was zaprasza na śniadanie
Czerwony Wieś, z obrzynem w dłoni...
Bo Wieś - Czerwony Oberżysta
oderżnął lufę od mauzera
i czeka już skazańców lista:
„folk co komunizm poniewiera”…
Tuż za Oberżą ogród ciemny
gdzie z głów kapusty śledź się
kłosi;
korytarz wiedzie tam podziemny
- nim będzie służba zwłoki
nosić...
Tu każdy kogo czerwień razi
wkrótce kapusty łan użyźni,
już nikt ObWiesia nie obrazi
wciskaniem jakiejś tam Ojczyzny...
Bo Wiesio to kosmopolita
który wybiera gdzie wygodnie,
a jeśli ktoś o powód pyta
- to Wieś pospiesznie ściąga spodnie...
* * *
Pod korytarzem, gdzieś w piwnicy,
skąd głosy maszyn dolatują,
najbliżsi Wiesia pomocnicy
już nakład
Prawdy produkują...
I będą głosić Prawdy strony,
świadomej własnych słów potęgi,
że ObWies wprawdzie jest czerwony,
lecz że to wina
Czarnej Księgi,
której autorzy, skaż ich Bóg,
nie chcą cytować Nowych Dróg.
Ach - przewidziana jest altanka,
pełna narzędzi, z kratą w kropcie,
o wdzięcznej nazwie Lublijanka,
gdzie będą skracać wam paznokcie...
* * *
I świat przed Wiesiem plackiem padnie,
otwarty portfel każdy trzyma,
bo jak tu sprawdzać coś dokładnie,
gdy ObWieś w ręku ma obrzyna...
Inspiracja: 11 Mar 2000 00:46:34 -0500, in
soc.culture.polish Wojciech Krasucki wrote:
Panie Mirku.
Zamawiam sobie wiersz o takim, co to
kochal Zydow, a oni jego, - nie. Sam bym napisal, ale jak tylko sie biore do
tego, to mi lzy stają w oczach, nic nie widzę, walę w te
klawisze na oślep i glupoty wychodzą. Obraza z tego wychodzi tylko i
skaranie boskie.
Wojciech K.
PS.Jezeli Pan się nie zgodzi, to
oddeleguję w Pana kierunku (wirtualnie) N. - która i tak po zapoznaniu
się z listami na scp zwróciła mi uwagę, że: "Ten z
Australii, to dziwny jakiś... Samotnik, ryby łowi... Zapytaj go, czy
jest stary człowiek i może.
Wojtuś serce miał ogromne
® © Mirosław
Krupiński
Wojtuś serce miał
ogromne
w którym trzymał, niby w lagrze,
węże, koty, psy bezdomne
i jednego Żyda także...
Pies mu mordę wdzięcznie lizał,
kot mu mruczał przy goleniu,
wąż z miłości pchły wygryzał.
Żyd go walił po ciemieniu...
Myślał Wojtuś w swej prostocie:
- skąd ten z Żydem dopust Pański
gdy z innymi uciech krocie?...
w końcu pyta: - „Ty, Kochański,
- czemu pieski, wąż i koty
zachowują się jak człowiek
gdy ty, w złości lub z głupoty,
cięgiem walisz mnie po głowie?”
W czerep dostał znów dwa razy,
po czym, tonem pełnym złości,
posypały się wyrazy:
- „czemu psowi dajesz kości,
wężu żaby, kociu myszy?
- jak się nażrą do sytości
moich ofert nikt nie słyszy,
co mnie strasznie holokości...
mógłbyś mnie to wszystko dawać,
też za frajer, boś ty głupi,
a ja mógłbym to sprzedawać
i kantować, jak ktoś kupi...
koty z serca, węże z serca,
na ulicę durne Brysie,
dla mnie w sercu więcej miejsca
bo należy serce mi się...
serce bije tyle razy,
krew ci tłoczy w tyłek, w głowę,
a że serce w
mojej władzy
- będziesz płacił mi sercowe...
nie sprzeciwiaj się, ty - wariat!
Chcesz zobaczyc co mam w spodniach?!
Ty tu jesteś
proletariat,
a ja siła - ta przewodnia...”
* * *
Nie ma rady, tak się stało.
O nic więcej już nie pyta,
bo by w łeb się znów dostało...
Wojtuś. Anty… ten... Semita :(...
No widzi Pan, Panie Wojtku - jakoś to poszło ... Teraz powróćmy do sprawy honorarium
:)
kamień prawdy
® © Mirosław
Krupiński
Jest sobie kamień w PRLu,
który wciąż nosi święta ziemia;
tym rożni się od innych wielu
że strasznie cuchnie od kamienia...
Ptak, człowiek, żaba, czy zwierzyna
nos zatykały czym się dało
i nikt nie wiedział gdzie przyczyna
i co z kamienia tak śmierdziało...
aż raz przechodził wieszcz kudłaty
co znał historii każdy przedział
i ten wyjaśnił: - "tu, przed laty,
na tym kamieniu Wiesio siedział...
I Bóg tak dobry wtedy sprawił,
aby nas ostrzec czym się dało,
że kiedy Wiesio kłamstwa prawił
to wtedy wokół tak śmierdziało"...
- „A dużo kłamał?” ktoś wyszeptał,
po czym zapadła cisza święta,
na co wieszcz zamilkł, chwile dreptał:
- „nikt żadnej prawdy nie pamięta”…
-„ A czy Wieś często dziś tu siedzi,
bo trudno smród wytrzymać zgoła „...
-„ Nie… już go dawno wzięli Szwedzi,
by truł im myszy po stodołach”.
* * *
Dziś nie ma myszy, w Szwecji lepiej,
w stodołach Wiesiem cuchnie mąka ,
a Wiesio cuchnie nam na Ściepie
po każdym kłamstwie co wybąka...
i całą Polskę terror dusi,
bo w Nowym Yorku ktoś powiedział,
że Polska kamień oddać musi,
na którym Wiesio, kłamiąc, siedział...
Prezydentowi w Belwederze
furmańska się wyrwała wiącha,
- że „trzeba zwrócić tej cholerze
bo przecie sąd i tak wywącha”...
A Wiesio wkrótce będzie musiał
cichaczem się
do Polski włamać
i tam na każdym progu usiąść
by ze dwa razy na nim skłamać...
jeży się włos na łysej pale
i taka trapi mnie zagadka:
- komu przypadnie sąd w udziale
gdy Wiesia wezwą tam na świadka ?…
uczciwość Kalego
® © Mirosław
Krupiński
Kali komuś ukraść krowę,
potem sprzedać mu połowę,
by za skórę i wór kości
mieć świadectwo moralności.
potem, będąc już uczciwy,
zmieni adres, zmieni ksywy,
i pod nową ksywą Mambo
znajdzie nowe ciepłe szambo,
znów sprzedając, gdy ochota,
biednym g. na wagę złota...
potem pomnik (pink marmurek),
wielki napis „Pierwszy Nurek”
(bo już dzisiaj się nie zdarza
żłób Pierwszego Sekretarza),
no i będzie nam chromolił
że nam Polskę znów wyzwolił,
ten szmalcownik i bandyta.
Inspiracja: „Ja tam myślę ze Cecylian powinien raczej
prosić Przedwiecznego aby nic się nie stało. Jakby co do czego
to w wielu miejscach świata w nocy byłoby jasno jak w dzień
:-))”
J.M. ("Jerzy
Malec" - filar grupy news <soc.culture.polish>)
igranie z zapałkami
® © Mirosław
Krupiński
Raz mały Józio, co od lat
się pętał pod nogami,
porzucił pieluch własnych świat
by igrać z zapałkami...
płot znalazł sobie nowy dość
bez drzazg i dziur po sękach,
kawałek węgla, pustą kość
- i zaczął pisać w mękach:
„ja jezdem Juzio, ..wasza mać!...
mam procę z majtek mamy...
nie chcecie mi zabawek dać
- to trochę postrzelamy...
bo mam najlepszą w świecie z proc
co strzela nawet w nocy
i wynalazków innych moc
co zdatne są do procy...
na zmianę w proce będę kładł
rad, kamień, kocią kupę
i choćby na mnie cały świat
i tak mu złoję pupę…
a jeśli wy, tak mnie na złość,
nie chcecie umrzeć... ha,
- zapałek napcham w pusta kość
i będę miał V2!
i nie próbujcie zwiewać w las
ni kryć się w nocy cień,
moje rakiety znajdą was
i noc zamienią w dzień...
nie macie szans, już przyszedł czas,
więc bójcie się skubańce
- bo ja V2 tu mam na was,
- wy na mnie tylko lance...”
* * *
przy płocie huk, przy płocie syk
i ogień w górę bucha...
wraz z częścią płotu Józio
znikł...
dopala się pielucha...
cóż, z cudzych nieszczęść
śmiać się źle,
lecz mówiąc miedzy nami,
- winien ktoś w porę złoić d.
Józiowi z zapałkami...
Inspiracja: On Mon, 27 Mar 2000 14:19:53 -0500,
"Sławomir Popiel" <mpopiel@mindspring.com> wrote:
<jerzym@newsguy.com> wrote in
message news:8bncts$ocs@edrn.newsguy.com...
The
Several
satellite images showed the massive Jericho 2 transporter-erector-launcher
(TEL) during training exercises on a small pad
north of the nuclear weapon bunkers at the missile base at Zachariah
(which in Hebrew means 'God remembers with vengeance'). The resolution makes accurate measurement
difficult, but the best estimate
Although the range of the
The size and number of bunkers indicates that
Consequently, just the five large bunkers at
this site could alone easily store about 150 weapons. This is more than
other reports state and supports indications that the Israeli
arsenal may contain as many as 400 nuclear weapons with a total combined yield
of 50 MT (see JIR Special Report No 14, p15).
----------------------------------------------------------------------------
Tyle "Jane's" - zrodlo
obiektywnie niezainteresowane, stuprocentowo
aryjskie i uzywane przez
wszystkie armie swiata. No ale rzeczywiscie coz
znacza megatony naprzeciw
panskich wierszykow...
J.M. (Jerzy Malec)
Wow! Panie Krupiński, ja bym się teraz dwa
razy zastanowił nad każdą linijką wierszyka, bo p. Malec
jak dwa a dwa cztery, weźmie i odpali.
sp
Sąd Boży
® © Mirosław
Krupiński
Straszliwy Józio trwa od rana
przy swych wyrzutniach w Gazie;
w Australii, z piórem pelikana,
Krupiński na Pegazie...
Świat patrzy cały podniecony,
obydwu śledzi czyny,
- zwyciężą Józia megatony
czy Mircia megarymy? ...
I tylko Pegaz śmieje się,
bo Lizzie już dwa razy
przysłała mu raporty swe
ze szpiegowanej Gazy:
że Papież będąc na West Bank
sabotaż zrobił mały
- tam gdzie rakieta miała tank
są teraz dwa pedały...
I cały świat w zdziwieniu trwa,
z otwartą śledząc buzią,
jak kręci te pedały dwa
Rakieto-Ikar Józio,
mknąc z szumem pieluch, jak na razie,
wokół lotniska w Gazie...
A na pustyni (co za szuje!)
wielbłądów szepce para:
- ten malec, co tam pedałuje,
to napęd do "Huzara"...
historycy
® © Mirosław Krupiński
Gdy współczucia spada fala ,
dochód ofiar się wypala ,
żeby dalej żyć
wygodnie
trzeba odkryć nowe zbrodnie...
Więc ofiary, co
wciąż żyją ,
wśród wojennych kronik
ryją ,
by wygrzebać zbrodnie krwawe
i odświeżyć
słuszną sprawę...
Jest! Znaleźli: - wioska płonie,
szubienica, na niej trupy,
powiązane drutem dłonie,
dzieci zmarłych z głodu
kupy,
a zbrodniarze, krzycząc
chórem,
rozwalają tych pod murem...
No ! Wystarczy znów na lata
by sumienie odgrzać
świata !
Teraz tylko zdjęcia twarzy,
by pokazać tych zbrodniarzy...
Kamerzysta sprzed pół wieku
zbliża obraz bez
pośpiechu...
Już zbrodniarze, nie wiem
czemu,
odwracają się ku niemu...
I zbliżenie ! - oczy ,
usta...
cała twarz - spocona... tłusta...
pożar rośnie , wokół jasno...
widać czapkę...
z gwiazdą krasną.....
* * *
Cały plan się kończy klapą
- to sowieci ... nie
gestapo ...
„Historycy” z żalu płaczą..
Po czym upust dając żalom,
przeklinając los z rozpaczą ,
pracowicie filmy palą.
No bo lepszy już brak zbrodni
niż zbrodniarze niewygodni...
Echa: wiersz opublikowany w grupie
<soc.culture.polish> wywołał ywiołowe ataki
określonych czytelników, co z kolei zainspirowało Pegazowy ciąg
dalszy
szturmowszcziki
® © Mirosław
Krupiński
Krupiński rymem paprze dłonie,
by nim na Ściepie puścić pawia...
Nagle, na Ściepy nieboskłonie,
para szturmowców się pojawia...
Kukuruźniki to, nie Iły,
ani nie żadne tam Stukasy,
lecz choć nie mają armat siły
to nie brak im lotniczej klasy...
beczki, loopingi, korkociągi
na Ściepy niebie kręcą z ikrą ,
hen, ponad maszyn swych osiągi
- by zatrzeć pawia prawdę przykrą...
kiedy paliwa im nie stanie
z łabędzim wdziękiem w ziemię
rymną ,
lecz wypełnili swe zadanie
stawiając znów zasłonę dymną...
* * *
A swoi pomnik im postawią :
- strzaskane śmigło i maszyna,
"Gieroje Walki Przeciw Pawiom:
ObWieś - S. Polak i Grażyna"
wykład: filozofia środowiska
® © Mirosław
Krupiński
lata późne sześćdziesiąte:
bo wicie... polskie
środowisko
to strategiczna jest arena ,
gdzie wygrać można prawie wszystko...
albo cos spieprzyć - i nas nie ma...
chłopów za mordę można trzymać
dawkując wódkę i nawozy,
ale i tu nie można drzymac
- bo chłop się ocknie i przyłoży...
te robotniki, dla odmiany,
wychodzą czasem na ulicę
i jak rozpędzić nie zdołamy
- to nas popędzą. Za granicę...
a technokraty to najgorsze ;
składek nie płacą , bo nie członki,
mają syrenki, fiaty, porsche
i wesolutkie jak skowronki,
zamiast się w partii włączyć tryby,
sąsiadki rżną, lub łowią ryby...
na całe szczęście - ja mam syna ,
który obmarksiac ich zaczyna...
ale najgorsze czynią zgrzyty,
w naszym systemie jak omega,
te jak im - antysatelity
- Łajka w sputniku im dolega!
kontrrewolucji wznoszą macki
- chcą by owczarek był alzacki...
więc uważajcie towarzysze:
droga jest kręta, wokół ślisko
i jak przed burzą - słychać ciszę ,
- tak milczy groźnie środowisko...
więc wziąć za mordę - za milczenie
ręce przy samych uciąć tyłkach,
wybite zęby wbić w sumienie,
- bo dać im milczeć to pomyłka!
ja opozycję wam wyszkolę,
każę wytykać nam pomyłki,
by przy okrągłym później stole
uratowali nasze tyłki.
nikt nie dostrzeże że to kanty
- wszak przez dekady będą "anty".
a jeśli siłą tłum zdradziecko
przejdzie z milczeniem po was, po mnie,
wyedukujcie wasze
dziecko
- niech im w przyszłości to wypomnie!
niech ich oskarży wszystkich o to,
że świat się im zachciało zmieniać
i że wdeptali w g. i w błoto
nas. Bez naszego pozwolenia...
niech krzyczy z radia, prasy, z mównic,
choćby wyglądał na wariata,
że „małe kroczki robiąc w gównie”
myśmy przyszłością byli świata,
że choć go wszyscy mają w zadku
- ten świat jest jego. Po nas w spadku !
wybrane fraszki
® © Mirosław
Krupiński
kto to jest ?
nurek, z szamba wyszedłszy po codziennej sesji,
gdy się otarł gazetą - uległ znów
obsesji
i nikt nie wie naprawdę - zWiesił się czy
zbiesił
- lecz Wyborczą
Gazetę na płocie
rozwiesił...
każdy może to sprawdzić, gdy przyjdzie
ochota
- bo to samo wciąż kapie i z nurka i z
płota...
a to kto jest?
Bryś się rwał na łańcuchu,
szczerząc zębów pieńki ,
jakiś tyłek chciał ugryźć - byle
tylko miękki...
w końcu mu się udało, gdy zrobił
skręt ciasny.
gryzie:
miękki.... włochaty…
wciąż nie wie że własny...
diabelska mixtura
w zmęczonej główce, pod czapką u ObWiesia,
tańcząc hołubce, warzechą diabeł
miesza:
dwie stare klepki (nie więcej, nie, och nie...)
szwadron Kozaków, „wujków” z NKWD,
czerwoną zupkę, co darmo ObWieś jadł...
i czarną rozpacz, „że go wygnali w świat”...
gdy diabeł skończy mieszanie tego g.
- znów cos głupiego wylęgnie się w tym
łbie...
i nową ksywę nasz ObWieś sobie kupi:
- nie „Stary Polak”, lecz „Były Polak Głupi”...
Chór: ooj, cooooraaaz gluuuupszy...
ObWeszka
Wesz, co lazła do góry po
słoniowej nodze,
dygotała ze złości i
groziła srodze:
„zarżnę, zdepczę,
zagryzę i zrobię z nim koniec,
bo jak wszy maja rządzić
kiedy żyją słonie !”...
i z tą piana ną ustach, wciąż w oparach złości,
do kolana nim doszła -
zdechła ze starości...
A słoniowi - wsio ryba, nie
czuje... nie widzi...
żadna ObWesz słoniowi
życia nie obrzydzi...
Bo Bóg dobry, świat
tworząc w swojej świętej dłoni,
wszom dał zęby malutkie -
nie na miarę słoni :)
ochrona środowiska
Temidy szala się wyrówna
gdy rzucą przed was na kolana
wyłowionego z morza gówna
dobrze znanego wam urbana.
Lecz nie próbujcie myć go w wodzie
bo, rozważywszy
sprawę całą ,
to nie o czystość wieprza chodzi
lecz by to morze mniej śmierdziało…
’68 - parowóz dziejów
® © Mirosław
Krupiński
w lokomotywie wygasł żar
na samym wzgórza szczycie,
resztę kiełbasy grubas zżarł
i chce się wymknąć skrycie...
więc won hamulce, gwizdki, rurki,
rozkłady i programy!
lokomotywa ma już z górki
- wprost do otwartej bramy...
i świat od niego cały wie,
że winne PKP :)
* * *
a za granicą: trąby, flagi,
każdy się witać stara...
wychodzi grubas, biedny... nagi...
wygnaniec i ofiara...
lecz nagle milknie cała gala
i gęstą słychać ciszę,
gdy grubas władczo im przyzwala:
- „ nu... spocznij, towarzysze!
kiedy odpocznę, jutro może,
marksizm, biedaki, wam wyłożę ;
o tej przewodniej, o UBecji,
to przecież można i tu - w Szwecji”…
Wesołego Alleluja
® © Mirosław
Krupiński Wielkanoc 2000.
Ach cóż to za Wielkanoc - pisanki nie czerwone...
Ach cóż to za Wielkanoc - nie lubią nas na
Świecie...
Dekrety o sojuszach nie biorą nas w obronę
i nijak się odwołać do taty w Komitecie...
Ach cóż to za Wielkanoc – „niech żyją” nikt
nie woła,
gdy jajko ma ktoś w ręce - to lepiej wiać za
róg...
Święconej wody wiadrem dyngusią nas w
kościołach,
a ten co nas „wyzwalał” - to dla nich teraz wróg...
Do żłobów nie ma skrótów, ni sklepów nur fur swoi,
prócz posad w MSZecie dla swoich nie ma nic...
że „rękę obetniemy” nikt prawie się nie
boi...
pracować chyba przyjdzie - bo jak z oszustwa
żyć...
* * *
Ach cóż to za Wielkanoc - gdy człek się boi
kopa,
co latek jedenaście spóźnionym zda się
być...
Pomoże... nie pomoże... ta Wspólna Europa ?
Jeżeli nie pomoże - to nie pomoże nic...
Gdy nie - to nie Mercedes a trójkołowy rower
posagiem nas - czerwonych na resztę będzie lat,
czerwone przywileje wypadnie pasnąć over
i jak to już bywało - pojechać zwiedzać
świat...
Dyngusu udanego życzę :)
wspomnienia Hansa
® © Mirosław
Krupiński
Hans kochał swego tatę za jego bajki długie
o Partii, lebensraumie, Hitlerze itd...
legendy, jak to było gdy z misją był za Bugiem,
skąd wrócił zasłużony, no bo
dogadał się...
dzieciństwa swego lata - nie było wtedy źle ;
miał Vater Krzyż Żelazny, dębowe przy
nim liście,
a w klapie miał odznakę, tę z N.S.D.A.P...
Bo tata był uczony, językiem pięknie
władał,
o pszczółek filozofii młodzieży uczył
kwiat...
Wieczory - w N.S.DAPie - Mein Kampf im tam
wykładał...
Pieniądze i zaszczyty. U stóp miał cały
świat.
Aż przyszły dni ponure, gdy wódz weń
stracił wiarę,
bo ponoć niecnie knował (choć twierdzi Hans
- że nie!)
Na front pod
Stalingradem miał ponoć iść za karę,
lecz że mógł mieć tam kumpli - to
uratował się.
W wyniku tej zniewagi obraził się na nację
(a miał już wilczy bilet za sprawowanie
złe),
(nieważną - bo wylany był z N.S.D.A.P.)
Dziś Hans jest w Zanzibarze. Bez taty, trudna rada,
na cały świat dziś głosi, z PCeta,
mównic, ramp,
że świat jest zagrożony. I wszystkim nam
wykłada,
że tylko on go zbawi. Jak tata. I Mein Kampf...
* * *
I nie wiem już naprawdę, świątecznym
spity winem
Czy Hitler z mego wiersza nie wabił się Stalinem,
a Hans, ten z Zanzibaru, nie może być
ObWiesiem...
kłopoty Pawłowa
® © Mirosław
Krupiński
Sławny Pawłow (Akademik)
miał przygodę nie z tej ziemi:
- gdy odruchy tescił Brysia
by określić go mentalnie
- ten, podobnie jak i dzisiaj,
reagował nienormalnie...
fakt, pamiętał
bodźce proste,
w tym mu refleks nie uciekał:
- na czerwone machał chwostem
i na prawdę groźnie szczekał...
lecz poza tym - szczerzył kły
i z Krupińskim był na ty !
Myśli Pawlow: - jaka strata,
dla nauki, dla Stalina...
Bryś szkolony był przez lata,
dziś - odbijać mu zaczyna...
więc próbuje swe metody:
voltowstrząsy, lewatywę ,
viagrę, strumień zimnej wody,
kopa w tyłek, kijem w grzywę ,
michę kości, medal w klapę ,
nawet ruble wciska w łapę...
Nie pomaga. Bryś wciąż zły,
Bryś wciąż tyka, szczerzy kły...
* * *
Biedny Pawłow, sił ostatkiem,
późna nocą , dla dyskrecji,
zawiózł Brysia ciężką klatkę
wprost na statek - ten do Szwecji...
Teraz w Szwecji Bryś wciąż zły
i wciąż warczy: ty... ty... ty...
zakręty historii
® © Mirosław
Krupiński
Karczował puszczę Piast Kołodziej
niszcząc zielone środowisko,
czasem go nękał wróg czy złodziej,
lecz wtedy proste było wszystko.
Złodzieja w bagnie topił bliskim,
wroga z zapałem dźgał oszczepem,
kawałek ziemi był dlań wszystkim
i w cieniu puszczy żył ze szczepem.
I wszystko było wtedy jasne
- na własnych polach chleb się rodził,
dla mleka doił krowy własne,
a na niedźwiedzia w puszczę chodził.
Minęły lata, tysiąclecie,
prawnuki Piasta Kołodzieja
nie w puszczy żyją a na Świecie.
Teraz im wara od złodzieja !
Lasy dziś sadzi, nie karczuje,
złodziej mu krowy cichcem doi,
miast dźgać oszczepem – „tak” głosuje,
a wokół rządzą obcy „swoi”...
Gdy do kieszeni rękę wkłada
to tylko wtedy, oczywista ,
gdy nie ma ręki tam sąsiada
- bo byłby kołtun i rasista ,
który ojczyźnie krzywdę robi
dając dowody ksenofobii.
gdy broni ziemi - także broi,
bo choć ją pradziad puszczy wydarł,
to karczma na niej teraz stoi.
A czyja? Ciiiicho - bo się wyda
i nowe prawo go ukarze,
bo wara anty być karczmarzem !
Wiec Piast Kołodziej, wnuk Prapiasta,
Europroblemem dziś wyrasta,
bo jeśli się zachowa źle
i zacznie bronić swoich włości
- wyrzuca Polskę z tej UE
na skutek pronarodowosci,
która przywlokła się,
cholera,
z dalekiej Austrii, od Heidera
i może Polski stać
się zgubą ,
bo ex-marksisci jej
nie lubią....
Wiec smętnie Piast na
przyźbie siedzi,
ponure myśli mu się snują
,
bo już przeczuwa że
sąsiedzi
po cichu go globalizują ,
i że na nowym wspolnoglobie
oni, nie on, będą przy
żłobie...
Wiec może
przyszłość by miał lepszą
jeśli z tej Euro go
wypieprzą?
ludowa ballada
® © Mirosław Krupiński
Raz młoda dama pełna
cnót,
jak głoszą jej diariusze,
stanęła u Polana wrót:
- „zamieszkać z tobą muszę"…
- "w dostatku ci utrzymam dom,
pomnożę mienie nasze,
uroku dodam twoim snom
i zadbam o twą kasę…
ty przysiąż mi miłość, szacunek
i posłuszeństwo ogromne;
to będzie dla ciebie tak łatwy warunek,
ja codzień ci o nim przypomnę…
ja codzień ci wszystko podsunę ,
i w wino zamienię ci ocet,
niewielką za wszystko policzę ci sumę,
co nigdy nie sięgnie stu procent"…
był sąsiad po garncu
siwuchy,
co członki okrutnym snem
morzył,
miast męczyć liczeniem
niemrawe paluchy
swe wrota gościnnie
otworzył…
gdy ranek powitał go miło
przyjemnym półchłodem w
chałupie,
połowy dobytku już w
chacie nie było
i nie miał już gaci na
pupie;
alkowy są drzwi uchylone,
i ktoś tam się w skrzyni
geszefci:
to Ewcia pracuje: - "twój
dukat na stronę,
a tu dwa dukaty dla Ewci"…
i tak już pozostał
niebożę,
kac rankiem go trapi bez miary,
i coraz mniej mebli w tej wspólnej
komorze,
a Ewcia wciąż liczy
talary…
wciąż Ewcia siwuchy
dolewa,
i wdzięki serwując
dziewicze,
przytula się szepcąc -" talarów już nie masz…
lecz nie martw się - ja ci pożyczę"…
już chata w radosnym
świergocie,
i dziatek się krząta
gromada,
nie, to nie Polana, on nie ma
wciąż pociech
- to dziatki Ewuni sąsiada.
już słychać
zrzędzenia mamine,
dwóch braci z wujaszkiem się
kłóci,
cóż - Ewcia kochana ma liczna rodzinę,
część
właśnie gdzieś w
świecie, lecz wróci…
*
* *
raz zbójcy dopadli chałupy,
od wschodu, ze słonkiem wraz,
z rana,
wiec Ewcia im dala i buzi i zupy,
bo już nie kochała
Polana…
i aby nie było pretensji w
przyszłości
do skrzyni, alkowy i chaty,
krewniaków Polana, znajomych i
gości
przez zbójców wysłała w
zaświaty…
*
* *
cóż, Polan sympatię
miał grodu
(nie gardził sąsiadem ni
winem),
gdy inni zbójnicy nadeszli z
zachodu
wskazano im Ewci rodzinę…
sąsiedzi patrzyli jak zbójcy
się wdarli
do byłej zagrody Polana,
nie budząc nikogo drzwi
kółkiem zaparli…
i zgliszcza się tliły do
rana…
do dzisiaj lud sprawę wspomina
i zbrodnia ta włosy mu
jeży…
lecz rożne są zdania
gdzie kara gdzie wina
i kogo potępiać
należy.
i jeden jest morał z ludowej
ballady:
- że lepszy jest rozwód
niż zbrodnie i zdrady.
niespodziewana jednomyślność
® © Mirosław Krupiński
Jest w dżungli
świata miejsce takie
gdzie każdy rożny w
gęstym tłumie
i tylko ten ów tłum zrozumie
kto długie lata jest Polakiem.
Są w nim wrogowie, kumple,
swoi,
czerwoni, chłopi i
posłowie,
kilku żebraków z czapką
stoi,
kilku złorzeczy, ktoś
się boi,
ktoś kradnie portfel i sikory,
inny wulgarnie się
wysławia,
inny, pijany albo chory,
pod nogi tłumu puszcza
pawia...
Ktoś szafę niesie po
chodniku,
inny jamnikiem ludzi straszy
i gdyby liczyć, to w wyniku
część będzie
tamtych i część naszych ;
lecz jak nie patrzeć - jeden
wniosek:
- ten tłum to banda jest
jednostek...
Wtem... nagle, jakby wbrew naturze,
środkiem ulicy grupa kroczy,
czerwony sztandar wiewa w górze,
Lenin z portretów patrzy w oczy
i wbrew jednostek w tłumie
zgrai
przewodnia nam się pierwszomai...
Dowód reguły ten wyjątek?
Jaki wyjątek - to
początek!
Oto następne liczne ciało
multijednostek zwartych w masę
w polskie ulice wyszło
śmiało
i na pochodu rusza trasę:
chłopów się polskich
rzesza zbiera ,
zbrojnych w kłonice,
widły, kosy
i poprzedzana przez Leppera
z policją bierze się za
nosy...
Cóż, dwa wyjątki tez nie powód
aby podważać „polskie
ego”...
lecz oto jest następny dowód
myśli, wysiłku
zbiorowego:
Czarnej się wstęgi zwoje
wiją,
tłum w czarnych myckach
drogą wali;
to maszerują ci co
żyją
by
uczcić tych co żyć przestali...
(jak wroga prasa czarnolisci,
polskiej policji przecząc
słowom
- polscy mordują ich
rasiści,
przy czym mordują też
zbiorowo!)
Tak… trzy przykłady to nie
żarty,
by udowodnić: - Polska zwarta!
Lecz ja chcę nadal być
uparty,
- że podzielona i rozdarta ;
bo z tej Australii, hen za morzem,
chcę ją przedstawić
jak najgorzej...
I już to byłem
zrobić skory,
choć patrioci na mnie z
krzykiem,
gdy przeszkodziły mi wybory.
Swoja frekwencją , nie
wynikiem...
Bo kiedy przyszło
iść do urny
by każdy własną
ruszył głową ,
ten podzielony tłumek durny
nagle zachował się -
zbiorowo !!!
- W potężna się
zjednoczył grupę
i na wybory wypiął pupę...
Tak wiec przegrałem. Duch
jedności
mógłby przykładem
być dla świata,
gdy Polska, raz na cztery lata,
jednoczy się w obojętności
i jakby wspólną
myśląc głową
przyszłość swą
pieprzy. Tak zbiorowo...
*
* *
No cóż, przegrałem w swych ocenach
i mógłbym przestać
się rymolic,
lecz tej „jedności” inna cena
jest tym co mnie najbardziej boli:
- Te inne grupy: ci czerwoni,
i ci co w marszu żywych
zgodnie
tak szli - dziś
władzę maja w dłoni;
to dzisiaj siły są
przewodnie.
Bo zachowując zwarte szyki
poszli głosować - stąd wyniki...
nadejdzie czas zapłaty
® © Mirosław Krupiński
Nasz były Polak,
co przed laty
od byłych kumpli dostał
kopa,
myśli: - nadejdzie czas
zapłaty
gdy będzie Wspólna Europa...
Wprawdzie nie będzie tak jak
wtedy
(partia, ubecja, przywileje),
lecz będą mogli nawet
Szwedy
na kąsek Polski mieć
nadzieję...
Bo tak się wtedy zmieni wiele !
Nie będzie na granicy „nie”,
nie trzeba być obywatelem
ex-Polski - starczy być w UE.
Więc od zakrystii gdzieś
się wkradnę,
odnajdę kumpli w SLD,
a że to chłopy są
zaradne
- będziem przewodnią w
tej UE…
Odszukam papcia skrypty stare
(Miller mnie poprze i pomoże),
starych prelekcji dam im parę
,
nowe wytyczne im
wyłożę
- kto może być
przewodnią w Świecie,
nowym, globalnym - sami wiecie...
Ach ! Ileż szczęścia
przyszłość niesie !
Wspólna Europa. I ObWiesie !
*
* *
I tylko się upewnić
muszę ,
by nie wpaść w stare znów
zaułki,
że teraz nam zapiszą
dusze
a nie, przykładem W.
Gomułki,
znowu nam w pupcię dadzą
kopa.
Toć już nie Polska ! Europa !
*
* *
I jak po drugiej wojnie z Ruskimi
żeśmy przyszli,
co okna uchylili i dali pełny
żłób,
tak teraz też wejdziemy, po
cichu, od zakrystii,
by szczęścia znów spróbować w kolejnej z wielu prób.