ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-5

 

 

ach, te sny pełne marzeń...

® © Mirosław Krupiński  

 

Od dziś Polacy śpią spokojnie,

poprawę przyszłość niesie;

ich losem, drugi raz po wojnie,

zajmują się ObWiesie...

 

wprawdzie trzydzieści temu lat,

powodów mając wiele,

postanowili zwiedzić Świat

(już nie obywatele),

 

lecz dzisiaj, kiedy niesie wiatr

od Polski  zapach szmalu,

dla Polski skłonni rzucić Świat

- nieutuleni w żalu....

 

A Polska, pełna śpiących ludzi,

którym sen w głowie miesza,

w końcu zdziwiona się obudzi

w kieszeni u ObWiesia...

 

*  *  *

 

Tak marzył ObWieś całą noc,

a gdy się ranek zbliżał

całusów go zbudziła moc

- to pies mu mordę lizał...

 

Cóż, każdy sny szczęśliwe ma,

w których nadzieja błyska,

lecz biedny ObWies ma też psa

- a pies jest realista......

 

 

stara metoda

® © Mirosław Krupiński  

 

w czasie błędów i wypaczeń,

bonzów, brązów i odznaczeń,

sekretarzy i Rakowskich,

prawdy rodem tylko z Moskwy,

w socjalizmu dobie cudu,

Prawdo -mównych Nowych  Dróg,

- Polsce groził straszny wróg :

 

Zagraniczne radiostacje

oczerniały demokrację ,

partię co ma zawsze rację ,

towarzyszy którzy rządzą ,

- że bądź kłamią, bądź też błądzą...

 

By ustroju nie naruszyć

- należało je zagłuszyć !

Więc w Ursusie i Poznaniu

pracowało w zagłuszaniu

kilka setek ludzi pracy,

czyli krotko - zagłuszaczy.

 

Tam traktorów starych wiele,

bez oleju i bez łożysk,

wytwarzało decybele

aby zbawczy hałas stworzyć.

 

I tych zgrzytów zbawczy zator,

codzień w eter wysłać musiał

superradiogenerator,

aby Głos zagłuszyć USA...

 

*  *  *

 

Dziś zagłuszać - sprawa gorsza;

wprawdzie robi to Wyborcza ,

czasem pałę biorąc w ręce,

by przekonać całą nację,

że geszefcik w Magdalence

to był skok po demokrację

a nie zwykły akt grabieży.

Ale przecież nikt nie wierzy,

nawet jeśli poprze zdanie

Uniwerek w Michiganie...

 

Wiec potrzebne są na świecie

decybelo-imbecyle,

co hałasu zrobią tyle

że się prawdy nie dowiecie...

 

Ilustruje to  najlepiej

sytuacja tu na Ściepie,

gdzie czerwone rożne owce,

partyjniaki, walterowce,

krasnych ojców krasnosyny

ciągle płatni od godziny,

wilki które wyją w lesie,

S. Polaki i ObWiesie,

szturmowszyki co latają,

zagłuszają...   zagłuszają...

 

Strategiczne mają chwyty

(dawno znane i ograne),

by przedstawić własne zgrzyty

jako zgrzyty wywołane...

A wiec najpierw dopust pański

- Realista czy Odrzański

OberWiesia kopie w goleń,

deklamując swoją rolę

uzgodnioną w treści, w cenie...

Wtedy zjawia się na scenie

jakaś Pani, cytat mąci,

tu i ówdzie głupstwo wtrąci

i nim przebrzmią te androny,

ObWieś, szczerze oburzony,

ma gotowe dziesięć stron.

Bo scenariusz pisze on.

 

Potem charczy, pianą pryska

(jak ten olej i łożyska),

w czym pomocni, zgodnie z planem,

rożni inni - tak na zmianę...

By znów jednym, krótkim, zdaniem

uzasadnić zagłuszanie...

 

Tak wiec codzien tutaj zgrzyta

znanej spółki zdarta płyta         

i hałasu robią wiele

imbecylo - decybele.

 

I jedynie to przespali

w strategicznie niezłym planie,

- że nie mogą znaleźć fali

gdzie potrzebne zagłuszanie.

Bo jak wieść publiczna niesie

(co naprawdę wszystkich wzrusza)

zagluszacze vel ObWiesie

reklamują miast zagłuszać...

Jak wioskowy Głupi Jasio,

który krążąc po ulicach,

prawdę którą ma zagłuszać

nosi dumnie na tablicach.

 

Gdzie przechodzień, który czyta,

całą prawdę wkrótce wie,

chociaż Jasio Głupi zgrzyta:

- to nieprawda... nie...nie... nie...

 

 

wyborcom pod rozwagę

® © Mirosław Krupiński  

 

Wyrosła w Polsce Łysa Góra

co kraju zmienia życie,

wierzchołek góry tonie w chmurach

i fotel jest na szczycie...

I trudno poznać, gdy brak chęci,

kto się w fotelu prezydenci...

 

Cóż, Łysą Górę Polak znał

lecz wiedzieć też się przyda ,

że to nie ziemi, skały, zwał

lecz stolców piramida.

 

Szczyt kryją flagi i slogany,

więc szczyt się w słońcu złoci,

a w każdym stolcu zad upchany

- wczorajsi "patrioci",

którzy na stołkach, blisko szczytu,

trzymają się za ręce

by nie utracić dobrobytu

danego w Magdalence.

Jest wiele stopni blisko szczytu.

Na każdym w cieple drzemią

ci którzy w opium dobrobytu

stracili kontakt z ziemią.

Tam twarz wczorajszy zmienił wróg

na buźkę przyjaciela,

bo bez „przyjaciół” ktoś by mógł

wysadzić ich z fotela...

 

Orły, sokoły, kombatanty,

świadkowie (ci naoczni)...

wszyscy przedwczoraj byli anty,

lecz dzisiaj są „na spocznij”.

Bo w tej zabawie tak się dzieje

że każda z ról się liczy :

czyś policjantem, czy złodziejem,

dziś udział masz w zdobyczy...

 

*    *    *

Bagno otacza Łysą Górę.

W nim klimat nieco gorszy.

Dzielą nastroje w nim ponure

ofiary i wyborcy...

To ci bez pracy, ci na rencie,

ci wyrzuceni na zakręcie,

ci którzy wiodą żywot cienki

dzięki oszustwu Magdalenki,

To ta wczorajsza strajków siła,

której przydatność się skończyła

i której gniew się liczyć przestał

gdy już wypchnęli na piedestał

swych byłych wodzów,

ich doradców,

ideologów,

panstwokradcow,

"przedstawicieli"- samozwańców

i wszystkich innych oszukańców...

Tych dzięki którym dzisiaj znów

musicie żyć za kilka stów...

 

*  *  *

 

Lecz lud już szepce dziś na stronie :

- ta piramida zwolna tonie

i gdy jej szczyt się w bagnie schowa

- czas przyjdzie zacząć to od nowa...

I,  by naprawić błędy wszystkie,

najpierw wypadnie zrobić czystkę ,

na którą  przecież czeka świat

od jedenastu długich lat...

 

I nawet jeśli wciąż nie pora

- można spróbować. W tych wyborach.

 

 

Polak, Węgier - dwa bratanki

® © Mirosław Krupiński  

 

Maj  - to wiosna, słowiki...  Tak wam się wydaje;

mnie - jesienne szarugi zwykle niosą maje,

chłoszczą deszczem, wiatr miesza w oceanu balii...

Nie wierzycie? - Uwierzcie - ja mieszkam w Australii.

 

Dzisiaj także pogoda, że psa nie wygonić

i jedyne co na dwór mnie mogło nakłonić

były braci Polaków szczebioty na Ściepie

- więc poszedłem nad morze, by poczuć się lepiej.

Wiatr majowy, jesienny, mętną falą igrał,

mój Ocean Indyjski białą pianą chlapał

i  jedyny współwariat, co też tu się wybrał,

za falochron ukryty mokre ryby łapał... 

 

I tak siedział, zziębnięte, owiane straszydło,

strasząc kijem wędziska rozbełtane  fale;

nie wiem dotąd  - czy w domu mu wszystko obrzydło,

czy zły humor jesieni nie straszył go wcale...

 

Cóż,  podlazłem do tego współwyrzutka. Siedzę,

z pewnym żalem że wędki z sobą nie zabrałem...

Zaczęliśmy rozmawiać - i brata przez miedzę,

ze staruszki Europy, przypadkiem poznałem...

 

Jest pól wieku kangurem, przed tym był Madziarem

i ofiara nadmiaru miłości sowietów,

wiec miast Puszty, Dunaju i węgierskich stepów

dziś Ocean Indyjski jest jego udziałem...

 

Już za stary by wrócić i za wiele wspomnień

z tego kraju - przytułku, w którym życie przeżył,

ciągle mówi z węgierska i podobnie do mnie

w los, co wybrał za niego, od dawna uwierzył.

 

A wiec zamiast Batorych wspominać przewagi

co łączyły bratanków od korda i szklanki,

przez godzinę snuliśmy rybołapów blagi

- dwaj wędkarze z Europy, kangury - bratanki...

 

Deszcz mnie w końcu wypędził, zmarznięte mokradło,

imię brata po wędce, sąsiada przez miedzę,

wiatr przechwycił, nim w pamięć porządnie zapadło...

Może znowu go spotkam, pogadam, posiedzę...

 

I gdy żaden już ryby wymyślić nie zdoła

co największa, najdłuższa, zjedzona i nasza ,

brak tematu z pamięci melodie wywoła

aby wspólnie zanucić mazurka - czardasza....

 

 

Inspiracja:   "Rzeczpospolita" z dnia 29 maja 2000r donosi:

Ministrowie UW podają się do dymisji - Bużek: Jest to wypowiedzenie koalicji

                    

Dziś ministrowie Unii Wolności złożą na ręce premiera Bużka rezygnację, zdecydowała wczoraj Rada Krajowa Unii. Zdaniem premiera decyzja UW oznacza wypowiedzenie koalicji. Do czasu przyjęcia dymisji przez prezydenta unijni ministrowie będą jednak pełnić funkcje, nie podejmując "ważnych decyzji politycznych i finansowych". Rada upoważniła jednocześnie zarząd UW do negocjacji w sprawie utworzenia nowego rządu AWS - UW. Kandydatem Akcji na premiera jest nadal Bogusław Grabowski.

 

[snip]...

 

aria rozwódki

® © Mirosław Krupiński  

                             

Odchodzę...  odchodzęęę... odchodzęęęęęęę !

Odchodzę od ciebie od jutra ;

to nasze małżeństwo zawiodło mnie srodze !

Zabieram prezenty i futra.

 

Odchodzę ! Ostygłam w zapałach.

To twoja jest wina nie moja !

Gdy, wierna małżonka, ja pupą ruszałam

- ty wtedy czytałeś Playboya...

 

To prawda - puszczałam się czasem.

Z rzeźnikiem, czerwoną cholerą ,

co rzeźnię po Ruskich ma ciągle pod lasem...

Lecz zawsze przyniosłam baleron.

 

To prawda że synów i wnuki

rzeźnika wysyłam za morze,

lecz jakże przydatne ich wiedza, nauki,

i jak mi  to w świecie pomoże...

To prawda że rzeźnik ma braci,

co kata nad nimi miecz błyska ,

że ja ich wciąż bronie - nikt na tym nie straci,

cóż szkodzi że ja na tym zyskam...

 

To prawda - sprzedaję majątek

za cenę co budzi gniew boży.

Lecz wszyscy dziś kradną, nie jestem wyjątek,

a kupiec lapówkę  dołożył...

 

* * *

 

Odchodzę, lecz wrócić wciąż mogę

gdy wszystkie zapiszesz mi włości,

w ramiona rzeźnika mnie rzucisz niebogę,

bym mogła folgować miłości...

 

Że co? Ze nie widzisz w tym zysku ?!

Toć przecież tak jasno wynika !

- Zachowasz tytuły, zachowasz nazwisko,

zasłużysz na wdzięczność rzeźnika...

 

* * *

 

Odeszła i patrzy zza węgła kurnika...

i oczy zdziwione przeciera ;

- mąż, zamiast się wieszać - w ramionach rzeźnika.

Już dawno go kochał, przechera...

W oczęta se patrzą, trzymając za ręce

i czują się znów w Magdalence ...

I tacy szczęśliwi i całkiem im wisi

los żony / kochanki - Unisi…

 

Nie wierzycie w proroctwa? No cóż - przekonacie się nim roczek minie...

 

 

 

Znów kochane maleństwo

® © Mirosław Krupiński  

 

Znów Straszny Józio wpada w gniew

i grozi atomamy;

od ryku liście lecą z drzew...

A wszystko wina Damy :

 

Dama kulturę szerzy w męce

i nie ustaje w walce ,

poezji perły bierze w ręce

i rzuca je przed Malce ,

wierząc że po tym będzie lepiej

na świecie i na Ściepie...

 

Ale to psuje plany dziecka

i gromy lecą z hukiem:

- Po kiego diabła tu Osiecka !

- Potrzebna zgniła brukiew !

 

Bo Józio jedno ma zadanie

i wszystko inne pieprzy,

on żadnych pereł nie miał w planie.

Józiowi trzeba wieprzy...

 

Bo perły to Józiowi na co?

Za wieprze - to mu  płacą.

 

*  *    *

         

Więc gdy wspaniały plan, niestety,

na łeb mu z hukiem runie

- pewnie pojawia się rakiety

na niebie nad Toruniem...

 

Bo Józio, gdy już jest wkurzony,

wyciągnie megatony,

by zbombardować (biedne dziecko!)

Damę i Toruń i Osiecką...

 

dialog

® © Mirosław Krupiński  

 

Raz Dama z pieskiem dialog wiodła

miłych don gestów czyniąc szereg ,

o jego zdrowie prosząc w modłach...

Piesek to Józio był.  Ratlerek..

 

Dama  z piernikiem doń i z sercem,

skłonna pogłaskać, brudząc dłonie,

lecz Ratler myśli ma mordercze...

Włos mu się jeży na ogonie !

 

Wprawdzie do łydki za daleko

co psina widzi, mimo zyza,

lecz niemniej ciągle groźnie szczeka

i sznurowadła jej obgryza...

 

Na nic uśmiechy, wiersze, kości.

co Dama w wściekłą wkłada paszczę

- bo Dama kota czasem głaszcze,

a to Ratlerka holokosci...

 

Jak można kota tolerować

(choć myszy łowi i się łasi)

- Ratler się w budzie musi chować,

bo kot, niecnota, go harasi !

Wiec jeśli Dama kocha pieska,

jak przekonuje i przyrzeka,

- to niechaj w budzie z nim zamieszka,

lub razem z nim na kota szczeka!

 

Lub też, jak zacni czynią ludzie,

dom swój niech odda biednej psinie

i z kotem niech zamieszka w budzie...

Niechaj wiadomość o jej czynie

szeroko w Świecie się rozpłynie,

aby dla Świata już niebawem

stać się przykładem. Albo prawem.

 

I niech ze strachem każdy zerka

kiedy usłyszy szczek Ratlerka!

 

*  *  *

 

Kot na plota siedzi słupie,

spod przymkniętych powiek zerka;

zawsze ma w puszystej pupie

jazgot Józia vel Ratlerka,

co zakałą miedzy psamy.

Tylko szczerze żal mu Damy.

 

 

jesienny, majowy dzień

® © Mirosław Krupiński  

               

gdy się budzę wraz z jesiennym późnym brzaskiem,

mgła poranna na zatoce welon kładzie,

złote liście, z drzew moreli, leżą w sadzie

konkurując z pierwszym, złotym, słońca blaskiem,

 

piasek plaży chłodną falą wypłukany

lśni, jesienne prezentując wodorosty,

smętnie siedzą przemarznięte pelikany

swój reumatyzm lecząc wizją przyszłej wiosny...

 

pierwsze łodzie buczą basem idąc w morze,

zmarzłych szyprów taaaakiej ryby myśl rozgrzewa,

pierwsze ptaki odzywają się na dworze,

krople rosy diamentami lśnią na drzewach...

 

pajęczyna jak najlepsza lśni koronka

obszywana klejnotami owej rosy,

zmarzły pająk, łażąc wolno, szuka słonka

by obudzić się z letargu zimnej nocy...

 

bo maj jesienny nie koniecznie niesie słotę,

to czasem krewniak tamtych majów zapomnianych,

tyle że zamiast bzu w ogrodzie - liście złote

i miast jaskółek - podmarznięte pelikany.

 

w dniu takim - reszta też słoneczna i majowa,

słonce w dzień świeci i opala szyprom nosy,

i krążą w górze, hen wysoko ponad głową

zamiast bocianów - długoskrzydłe albatrosy.

 

i tylko jedno jest co rożni te dwa maje,

co wbrew mej woli każdy ranek przypomina:

- po tamtym maju zwykle lato tam nastaje,

- tu, po tym maju, zwykle słotna przyjdzie zima...

 

i tak możnaby w melancholię wpaść tu w maju,

gdyby nie widzieć innej z różnic, tej radosnej:

- że w październiku, w tym tak bardzo rożnym kraju,

nie Rewolucję celebrują tylko wiosnę.

 

 

okropności nocy sylwestrowej

® © Mirosław Krupiński  

 

przeminęły Igreki, Iksy i Omegi ,

ruda miedzią lśni srebro - i tą samą piegi,

ale ciągle po nitce srebrnego księżyca

labiryntem swych wspomnień błądzi czarownica.

 

a gdy nocą , w Sylwestra, pomyka ulicą

swą karocą w sześć kotów, z  Pająkiem woźnicą ,

to pobladli przechodnie żegnają się krzyżem,

kiedy Strzyga, ex-srebrna , okiem na nich strzyże…

 

zegar bije dwunastą , widać już rok młody,

Strzyga, koty i Pająk wrócą do zagrody

aby między północą a szarawym ranem

w pajęczynach swych wspomnień mieszać łzę z szampanem...

 

Uwaga: W zasadzie jest to publiczne ostrzeżenie przed okropnościami jakie grożą   samotnym przechodniom w ciemną noc Sylwestrową. Oczywiście, Strzyga, czując się  pępolem świata, jest przekonana iż jest to jeden z hołdów składanych jej przez ludzkość (z Ku-Klux-Klanem włącznie). Pozwólcie jej w to wierzyć, może Was oszczędzi... W sprawie wyjaśnień znaczenia terminów jak "srebro" czy "pająk" pytajcie ją samą, tylko nie pozwólcie się  jej rozgadać. Straszna gaduła.

 

 

 

lokatorka

® © Mirosław Krupiński  

               

Lizzie - mojej siedziby sublokator. Dama.

Niby mieszka wraz ze mną - ale mieszka sama...

I ja także samotnie przez życie się wlokę,

mając Lizzie, ma damę, pod dachem, pod bokiem.

 

Lokatorką jest dobrą , nie mogę się żalić,

żadnych krzyków czy gości, wszystko jest w ordynku.

Ona - może. Bo ja ją próbowałem spalić,

jako dziecię, przybłędę, w mym domu, w kominku...

 

Kiedy płomień pożerał przyniesione z lasu

pnie skręcone, z dziuplami, wnękami jak gniazda,

spośród ognia, popiołu, wolno, bez hałasu

moja Lizzie, wciąż dziecko, z kominka wylazła.

 

Choć spojrzała spode łba, widząc moją zbrodnię,

nie zaczęła mi grozić, ni skarżyć nikomu,

lecz popiołu ślad ciągnąc popełzła pogodnie

w pogrążone w półmroku zakamarki domu...

 

Pomyślałem - cóż, zemrze, weschnie w jakiś schówek

strasząc moje sumienie przez następne lata;

może znajdę, wygrzebię, urządzę pochówek

tej ofierze mej zbrodni, w morzu ofiar Świata...

         

Lecz nie zmarła, nie wyschła, przeciwna pochówkom;

po tygodniu ujrzałem jak przez kuchnię goni

by przede mną, zbrodniarzem, skryć się pod lodówką.

I już prawie lat dziesięć tak się pod nią chroni...

 

Najpierw była jak palec, ciągle miałem pietra

że, niedoszły podpalacz, rozdepczę malucha.

Dziś jest większa, dorosła, już ponad ćwierć metra

- w słońcu śpi na dywanie, ptaków w sadzie słucha...

 

Czasem zbudzi się ze snu w środku chłodnej zimy,

spod  lodówki wygląda i odkupić zbrodnie

me pozwala przyjmując kąsek cielęciny,

by ponownie, na miesiąc, usnąć znów pogodnie...

 

latem, w nocy, po ścianach za pająkiem biega,

lecz jak dotąd mi ucha nie odgryza. Dama.

Bo jak rzekłem na wstępie - nasz sojusz polega

na tym że ja sam mieszkam, ona mieszka sama...

 

Ale muszę wam wyznać, czuję się nie w sosie

gdy za długo jej nie ma bo gdzieś daje nurki,

hibernuje za długo, o mięso nie prosi...

Cóż,  przywykłem do Lizzie. Sąsiadki. Jaszczurki...

 

I gdy czasem z dywanu wzrokiem na mnie zerka,

który mówi wyraźnie że mnie nie ugryzie,

w duchu Bozi dziękuję, że zamiast ratlerka

chciała zesłać w płomieniach lokatorkę - Lizzie.

 

 

obcy i swoi

® © Mirosław Krupiński  

 

Polak zawsze był odważny.

Polak Świata się nie boi.

Stąd Poloni tłum pokaźny

podzielony teraz stoi

- na tych „obcych” i  tych „swoich”.

 

„Obcy” Polak to jest stonka

której polski rząd nie kocha,

która się po świecie błąka

ale z Polski - to wynocha !

                                     

Nie dlatego że nie Polak,

wprost na odwrót - to jest powód

- bo polskiego rządu wola

by miał polski tego dowód

i by go przestało korcić

jakimś innym się paszporcić...

A ci  „swoi”, z woli nieba,

co z Kwasniewskim pija brudzie,

którym żadnych wiz nie trzeba

 - to są całkiem inni ludzie,

 co z pozwami lub dla sportu

odwiedzają bez paszportów.

Ich nazwiska, celnik wi,

rzadko kończą się na ...ski

 

Wprawdzie długo, przez lat wiele,

byli nie obywatele,

ale teraz - to biedaki

mogą znowu być Polaki,

póki znowu jakiś Lenin

ich sympatii nie odmieni.

 

A na razie, tak dla wprawy,

retrospekcji, dla zabawy,

w MSZecie (bo fachowcy)

decydują kto jest „obcy”,

i po latach długich wielu

znów się czują w PRLu.

I sprawdzają, tym z ogonka,

polski paszport lub stan członka.

 

Gdy więc jedni są wybrańce,

żadne tam amerykańce,

kanadyjce czy kangury

szans nie maja - żadnej dziury

do tej Polski. Żadnych drzwi;

- bo się kończą na - czyk, - ski...

Bo wszak jasne jest jak słonce,

- że przepustką inne końce...

 

Dla Polaków jednej trzeciej,

która błąka się po świecie

z  woli „swoich” i czerwonych;

jednej trzeciej tych zgubionych

co na pieńku mają z władzą,

co zwariować się nie dadzą,

co są dumni czym się stali,

z tych paszportów co dostali,

z swych osiągnięć w nowym kraju

co namiastką stał się raju

- miejsca dzisiaj nie ma wiele.

 

Bo to są „obywatele”

od przypadku do przypadku:

- obowiązków czy podatku,

- trzęsień ziemi czy powodzi,

- służby w wojsku, gdy są młodzi,

- popierania, gdy potrzeba,

- przychylania Polsce nieba,

- ognia, suszy albo trądu,

- popierania polskich rządów,

- dbań by każdy myślał słusznie,

- nie budzenia gdy Kraj uśnie,

- zrzutki w czapkę na pomniki

dla kolejnej krasnej kliki...

 

Lecz nie wolno tej Polonii :

- z obcym przyjść paszportem w dłoni,

- wciskać nosa w Polski losy,

- kandydować, składać głosy,

- molestować władzy z rana

 (co najwyżej na kolanach),

- krytykować „słusznych” gości,

- i odmawiać swej miłości

do kolejnych ekip wielu,

łącznie z tamtą z PRLu

co wciąż władzę dzierży w ręce

po oszustwie w Magdalence...

 

*    *    *

I tak trwa - co każdy wie,

Polska - A,  Polonia - „be”...

Lecz najgorsze - że tam w Kraju

 „C”  i  „D” się też zdarzają ,

których z Polski los wygoni.

By powiększyć tłum Polonii…

 

 

usprawnienie

® © Mirosław Krupiński  

 

Wąską ścieżyną co się wstęgą wije,

miedzy biurkami urzędasów tłumu,

pędzą przybysza, ucząc go rozumu,

po założeniu łańcucha na szyję...

 

Kolczyk ma w uchu, co numerem błyska

w mózgach PCetow  wywołując burzę;

odkąd tu wkroczył już nie ma nazwiska.

Bo nie ma nazwisk w paszportowym biurze...

 

By żadnych złudzeń czy nadziei nie miał

obcy dokument, którym się paszporcił,

pierwszy urzędas przeznaczył na przemiał.

By go nie bronił i więcej nie korcił...

Po dwóch miesiącach od biurka do biurka,

przy każdym z których petenci się żalą,

wleczon za łańcuch dotrze do podwórka...

Tutaj mu numer na tyłku wypalą...

 

*  *  *

 

Gdy drugim razem Okęcie osiągnie

nie będzie oszustw, nie będzie pomyłek...

Jak wszyscy inni grzecznie portki ściągnie

i do kamery wypnie paszport-tyłek...

Gdzie MSZeciarz, zachwycon porządkiem,

„made by Geremek” przybije pieczątkę...

 

patent nr: 1222;1408;1907/2000&/Dz.U. 1962 nr 10 poz. 49)

 

 

 

Inspiracja:  On 11 Jun 2000 15:33:01 GMT, weronikad@aol.com (Weronikad) wrote na forum grupy dyskusyjnej <soc.culture.polish>:

 

>A skąd taki "cepunio" ma wiedzieć kto sprawdza paszporty na >granicy.  Wymaga Pan za dużo od ludzi których  jedynym źródłem >wiadomości o  kraju jest Gwiazda Polarna.

 

      

 

teoria Darwina

® © Mirosław Krupiński  

 

Kiedy jesień się zaczyna,

(u jeleni czas na ruję),

z woli bogów i Darwina

dzielnym samcom rosną... rogi

by od łań odpędzac wrogi...

 

Gdy czerwonym wyschnie ślina

i nie mogą pluć na ściepie,

z woli bogów i Darwina

Weronika d. wypina

by się sprężyć mogli lepiej...

 

Gdy zmęczenie bierze górę,

róg jeleniom smętnie wisi,

by przypomnieć im naturę

trzeba d... Weronisi.

A wiec stara się dziewczyna

i wypina...  i wypina...

 

Gdy zwycięstwo trud przyniesie,

plany się Polonii rypną,

rząd doceni Weronisię

- medal jej na... rynku  przypną.

No i słusznie - niech tam wisi!

Sława pupie Weronisi!

 

 

 

Inspiracja: On Fri, 16 Jun 2000 19:43:40 +0200, wieslaw_no_spam@algonet.se zaskowyczal zalosnie:

 

>Stepaniak Leszek wrote:

 

>>Jak ladnie poprosisz to moze Ci i wierszem odpowie w zimowym nastroju  >>bo teraz u niego zima, zreszta u mnie  prawie tez. Brrr zimno.

 

>Jak bede sie mial sam ukrac wypije terpentyne. Dobrowolnie raczej  unikam >tego wierszoklety. W Szwecji jest manja wierszykowania przy   kazdej okazji. >poziomem jest to dokladnie to samo. Przez 30 lat wsrod  poezji al'a >Krupinski.. dostaje wypryskow. Nawet sracze sa tego pelne.

 

>Pozdowienia.

>W.

 

 

łabędzi śpiew ObWiesia

                 

Cóż, siedzę w tej Szwecji i płaczę,

śmierć w oczy zaglądać zaczyna;

poezji na gwoździach tu pełne są sracze...

Ja chciałbym na gwoździu Lenina...

 

Wiec siedzę z portkami u kolan,

nieszczęścia mi ciążą nad głową ,

przygniata me serce okrutna niedola

i palcem tak piszę (brązowo):

 

 „na Placu Gustawa, gdzie słupy,

wieczorem, gdy późna godzina,

uczucia swe oddam, dam buzi i zupy

lubemu z dziełami Lenina...

 

Znam rożne figury i pozy,

czterdzieści lat temu poznałem,

lecz luby, też Wiesio, drzwi potem otworzył

i wygnał - gdy wszystko mu dałem…

I nawet zapytać, skubaniec, nie zdążył

czy czasem nie jestem z nim w ciąży...

 

A jestem !  Trzydzieści dwa lata

po Świecie tak krążę z tym brzuchem,

i żadnej pomocy, współczucia od Świata...

Świat nie chce mieć dziecka z komuchem...

       

Więc zamiast w pochodu iść przodku

gdzie wiatr krasną flagę rozwinie,

ogłaszam, w tej Szwecji, w publicznym wychodku,

że szukam kochanka w Leninie...

 

P.S. Ładnie to tak, Panie Stepaniak, palec w pupcie ObWiesiowi publicznie wkładać, do łkań  go prowokując ?…

Mirosław

 

 

misja

® © Mirosław Krupiński  

       

                      raz ciemną nocą , gdzieś tam w Szwecji,

                            wędrował piesków szereg:

                            Bryś od rzeźnika, wilk z ubecji,

                            i szczuropies ratlerek...

 

                            Bryś coś pod nosem warczał zły,

                            udawał wilk Polaka,

                            ratlerek własne liczył pchły

                            i wzwyż, do pupy, skakał...

 

                            I tak wędrują aż po rano

                            i węszą i swawolą,

                            aby wykonać co zadano

                           -  mieć Szwecję pod kontrolą,

  

                           I z ich rozkazów to wynika

                           (wydała je Ludowa),

                           że musza wokół ją obsikać

                           by była wciąż różowa...

 

                           Aby, gdy w Polsce ktoś nabroi,

                           znów tam bezpiecznie „wygnać” swoich....

 

 

auuuuu, tyle  piniondzów...

® © Mirosław Krupiński  

       

Bryś znów jest w szponach żondzów,

więc w dialekt wpada chiński:

- „uś,  tyle tych piniondzów

i wszystko dla Krupiński !...

W dodatku siedział wczoraj

a forsę dostał dzisiaj...

Toż już najwyższa pora

 by kapło cos dla Brysia !

 

Krupiński był w więzieniu

karmiony i oprany,

a ObWieś, sorry - Brysio,

wygnany na trzy  zmiany !

 

Nie tylko więc za pracę

należą się złotówki,

lecz według stawek KC

potrójne nadliczbówki !

 

To w pale się nie mieści !

Szmal dostał za dwa lata !

A Brysio lat trzydzieści

za kratą siedzi Świata !

 

To draństwo jest najgorsze !

To w prawa pupie gwoźdź !

Krupiński !  Oddaj forsę !

Brysiowi oddaj. Uś !”

 

Bo przecież:

 

1/ On Tue, 14 Mar 2000 18:38:34 GMT, wieslaw_no_spam@algonet.se

(wieslaw_no_spam@algonet.se), obecny "Stary Polak" wrote:

>To samo ludzkie zachowanie u Pana K. nabiera jednak zupelnie >innych rozmiarow. Panu K. nalezy sie odszkodowanie Zydom - nie. >Pan K. jest bohaterem, Zydzi nie. Zydzi nie uznali przeniesienia

>Polskiej stolicy do Kairu, zdradzili wiec narod i ojczyzne.

>Wieslaw (Kochanski)

 

2/ On Thu, 22 Jun 2000 10:23:07 +0200, "wieslaw_nospam\"@\"algonet.se"  wrote:

>A Ty Krupinski tez wygnaniec i jakos nie spieszysz sie do powrotu. >Co boisz sie ze Ci pieniazki za ten przekret z sadem odbiora?

 

 

Bryś znów jest w szponach żondzów

więc w dialekt wpada chiński:

- „uś, tyle tych piniondzów

i wszystko dla Krupiński...

 

Bo wicie, wy Krupiński,

tak sobie w myślach liczę...

- sąd sprzedał, by wam płacić,

nie swoją kamienicę...

 

Bo kamienice nasze !

Nasz w prawa pupie gwoźdź !

Krupiński !  Oddaj gwoździa !

Kochańskim oddaj, uś !

 

P.S. Toć jaki ja tam wygnaniec, proszę Brysia ? Nikt  mnie ciupasem  za granice nie wywoził. Sam poszedłem, jak jakiś Bryś za kiełbasą :(.  Aż wstyd człowieka ogarnia...

 

 

 

Inspiracja: On Thu, 06 Apr 2000 14:53:51 +0200, Stary Polak <gorski@anon.lcs.mit.edu> wrote on s.c.p.:

>Dobra, dobra Kleczkowski, to bylo do i o Was. Nie musicie leciec na kazdy >"gwizdek"  Krupinskiego.  Spocznij i  rozejscie sie.

>Stary Polak

 

z mlekiem matki

® © Mirosław Krupiński  

                                             

kiedy zasnę, to śni mi się

że pod domem mej starości

rozżalone wyją Brysie,

pozbawione tłustych kości...

 

Lizzie nie śpi pod lodówką ,

pszczoły uszy woskiem lepią,

tłum ptasiorow kreci główką:

- kiedy kundle się odczepią ?...

 

liściom więdną uszy w sadzie

kiedy Brysie się obWiesią ,

wąż się plackiem w trawie kładzie

i tak leży już przez miesiąc...

 

* * *

 

a ja lubię Brysiów wycie

- przypomina mi to gadki

co wpajano mi o świcie,

doprawiając mleko matki.

 

wiem, to było dawno, wcześnie,

gdym świat ujrzał, owej chwili

kiedy Wołyń tamtym wrześniem

pierwszy raz nam „wyzwolili”.

 

I do dzisiaj zdaje mi się

że tam również wyły Brysie...

nawet glos znajomy taki

- jak ObWiesie i „Polaki”...

 

                                                  auuuuuuuuuuuu....

 

biedronki

® © Mirosław Krupiński  

 

Na łące gdzie skowronki i świeci słonko jasne

kłóciły się biedronki  (a wszystkie biało krasne).

Kłóciły się zawzięcie. Powodem tej niesnaski

był paszport dla biedronek - w czerwono białe paski.

 

To była głośna kłótnia i ciężka była sprawa

czy ważny jest rozsądek, czy ważna jest ustawa...

Bo wprawdzie łąka wielka a Biedrokącik mały

lecz władców Biedrokątka trzymały się kawały.

          

W dodatku cały problem, co skłócił tak biedronki,

biedronek nie był dziełem, lecz ziemniaczanej stonki.

Bo stonkę ziemniaczaną już dawno łąka korci

i już od dawna myśli jak tu się w nią wpaszporcić...

 

Choć stonka raczej tłusta, czarna i w żółty wzorek

lecz jakiż to jest problem by zmienić ten kolorek...

Wystarczy trochę farby i jakiś pędzel w ręce

i trochę zamieszania w farbiarni w Magdalence,

gdzie hurtem, grubym chlapem, zmieniano czerwień w biel.

To wystarczyło stonkom by swój osiągnąć cel...

 

* * *

 

Minęło lat dwadzieścia, na środku pięknej łąki…

Ziemniaków zagon wielki hodują dziś biedronki.

Im wprawdzie nie potrzebny, bo dla nich domem łąka,

- lecz jakże bez ziemniaków, gdy łąką rządzi stonka?

          

Cóż, Biedrokącik mały a taka wielka łąka

i wiele się biedronek wciąż bez paszportów błąka.

Lecz jeśli Biedrokącik odwiedzą przy niedzieli

to pewnie już zostaną... Ziemniaków zagon pielić...

          

Dziś dziwi się słoneczko i dziwi się skowronek:

na kartoflisku praca, lecz nie ma na nim stonek...

bo gdy biedronki pielą ziemniaków zagon co dnia,

to stonki zyski liczą. Bo stonka znów przewodnia...

 

 

 

Inspiracja do  wiersza nizej: On Mon, 03 Jul 2000 00:53:20 GMT, <ZalekBloom@hotmail.com> wrote:

 

Zalozmy wiec ze oprocz obecnych ustaw paszportowych polski rzad dolaczyl prawo ktore mowi  ze kazdemu Polakowi poslugujacemu sie polskim paszportem nalezy sie odszkodowanie  (np z powodu cierpien za polskie kawaly) w wysokosci $150 od wjazu i $100 od wyjazdu.

 

Ciekawe czy osoby ktore tak namietnie protestuja dzisiaj przeciwko temu prawu tez by protestowaly, czy tez moze wlasnym kosztem wyrabialy by paszport nawet dla chinskiej tesciowej.

 

Wstydliwe milczenie to tez odpowiedz.

Zalek

 

 

Wałach zbawcą ?

® © Mirosław Krupiński  

 

W stadninie koni spada duch,

gospodarz gorzko płacze,

pośród ogierów zamarł ruch,

bez źrebiąt chodzą klacze...

I tylko w jednym wigor trwa,

ogonem raźno macha,

on nie ma czym, lecz chęci ma

- więc przykład bierz z Wałacha!

 

Już krzyczą klacze : -„zbawco nasz!

Ty nam źrebaków stada dasz!

stadninę naszą prowadź!”

I nie wie żadna że przed laty

nasz dzielny Wałach, z woli taty,

ooopss... dał się wykastrować...

 

Mógłby przewodzić dzisiaj nam

i klaczy być liderem

- lecz dał się ciachnąć tu i tam...

I przestał być ogierem...

 

*  *  *

 

Świadectwo nowe da mu pan,

lecz cóż świadectwo znaczy?

Żłób może pełny owsa dlań...

lecz gdzież jest...  hmmm... dla klaczy?

 

 

 

Mieszko Pierwszy Paszporciasty

® © Mirosław Krupiński  

 

Raz Mieszko Pierwszy spity miodem ,

którym król Popiel otruł stryjów,

pięścią potrząsnął nad swym rodem:

- czas już się pozbyć włóczykijów !

- Ot weźmy taki Krzak z Pasieki

co się obraził na swą babę;

u Miemcow siedzi całe wieki

i rzyć wypina nam przez Łabę.

 

A potem wraca do swych braci,

by Radosława zerżnąć córę,

podatków, jako Szwab, nie płaci

czym w mojej kabzie czyni dziurę...

 

A kiedy znów za Łabę bieży

z germańskim na swej tarczy znakiem,

to miast być Krzakiem jak należy

każe się wojom zwać von Krzakiem !

 

Celnikom naszym pluje w barszcz

mówiąc – „całujcie meine Arsch”

i tak biedaków już skołował,

że co niektóry pocałował....

Lub kmiot z Lubawy zwany Kwachem,

o czym zapewne nikt z was nie wie,

ciągle pod naszym żyje dachem

a obce glejty ma w cholewie.

I palcem w bucie na nas kiwa,

bo pod ochroną tych z Aviwa...

 

A więc - od jutra, moje raby,

czyście są woje, kmioty głupie,

ksiondze, oseski czy tez baby

klejmy wypalę wam na pupie!

 

Lecz, że w równości widzę zdradę,

co się mnie, księciu, nie opłaci

- część z was ma latać z gołym zadem

a cześć używać może gaci...

 

I moja służba ich  pochwyci

i karą ciurmy tych ukara

u których obcy klejm na rzyci.

Lecz od tych w gaciach  - służbie wara !

 

I niech się reszta dowie Świata

że w Polszcze, która prawem stoi,

Polanin z klejmem na d. lata,

gdy w gaciach prawdę kryją „swoi”...

 

I moją sławę niechaj sławi

mąż, małe dziecię i niewiasty

- że jako pierwszy Polskę zbawił

Kniaź Mieszko Pierwszy - Paszporciasty.

 

*  *  *

 

A jeśli nawet jej nie zbawił

- to zamieszanie w świecie sprawił...

I choć nie cięższa jego kiesa

- do księgi trafił. U Guinesa.