ZBIÓR ZNAROWIONEGO PEGAZA:  Z-7

 

 

Halloween '2000

® © Mirosław Krupiński  

 

na ulicy zwanej Ściepką ,

między kniazie i żebraczki,

Ornitolog, ręką krzepką ,

dwie na smyczach wiedzie kaczki...

 

podróżował zeszłej zimy,

za sponsorów ciężkie szmale,

by w pustkowiach, hen, Kołymy,

zagubione, znów odnaleźć...

 

bo, jak wokół krążą słuchy,

aby zbawić Świat co tonie

są potrzebne dwie kwakuchy

- by Świat wzięły w płetwodłonie,

 

aby, po raz nie wiem który,

wznieść go na szczyt Łysej Góry,

gdzie w sabatu atmosferze

„Świat rozumu znów nabierze”...

 

Jak poety widzą oczy,

wspomagane wahadełkiem,

- Świat się stamtąd kulą stoczy

rozgniatając „anty” wszelkie...

 

I jedyne wizji zło:

- jak bez „anty” przetrwa „pro” ?

         

Zamkną Centra i placówki,

nie zapłacą za pyskówki,

znikną zupki i medale,

„swoich” już nie będzie wcale,

no bo po co „swoi chłopcy”,

gdy nie przetrwał żaden „obcy”?...

         

w strasznych przemian tych wyniku

Ornitolog skończy życie

piekąc kaczki na patyku

sam, na Łysej Góry szczycie...

 

Choć na Łysej sam jak palec,

hen w potopu czarnych toniach

submariner Józio Malec

tez przeżyje, z bombą w dłoniach

i po latach się wynurzy

by przyłożyć Łysej Górze…

         

*  *  *

 

Tak ulegnie Świat zarazie

co się legnie w durniów nosie...

tylko w górze, na Pegazie

M.K. przetrwa gdzieś w Kosmosie,

by na Mlecznej, marchwią , Drodze

spisać prawdę o pożodze...

 

                                  wierszem, oczywiście :)

 

 

expiacja Assa Gumowe Ucho

® © Mirosław Krupiński  

 

krążył po Ściepie nocą głuchą ,

gdy nawet dziwka śpi, nieboga,

policji Ass - Gumowe Ucho,

aby koniecznie znaleźć wroga...

 

lecz chociaż wrogów były krocie

w grodzie gdzie króla nikt nie kocha

- choć Ass pracował w czoła pocie

gawiedź się z niego śmiała płocha...

 

bo każdy Assa znał metody...

bo Ass pół kursu dla matołów

zaczął (nie skończył) gdy był młody,

nim  króla  wrogów  zaczął połów...

 

nasz Ass, to płatny był od głowy,

co, dziś - gdy mocna jest złotówka,

byt mu dawało komfortowy

gdy złowił raz na rok półgłówka...

 

król dał mu  glejt na byczej skórze,

że, aby wroga sprowokować,

to wolno króla mu na murze

opisać, opluć lub malować...

 

lecz, że w pisaniu był nietęgi

i zawsze „klur” na murze mazał,

zwykle od króla zbierał cięgi...

w końcu - król pisać mu zakazał.

 

gdy i w malunkach mu nie wyszło

i „klur” wyglądał jak baryła,

pomyślał - w pluciu moja przyszłość

- i tylko w pluciu się wysilał...

 

*  *  *

 

aż nagle przyszła noc okropna

gdy, plując wokół jak ta lama,

na króla trafił, co u okna

i króla opluł... co za plama !!...

 

a gdy już kat go kołem łamał,

dbając, by wszystkie skruszyć gnaty

- to po raz pierwszy Ass nie skłamał:

- „klur jest czerwony i garbaty”...

 

i w mękach które kat mu zadał,

skonał... i rzekł lud – „prawdę gadał !”...

- i choć sprzedawczyk był i głupi,

to w końcu grzechy swe odkupił...

 

 

 

arytmetyka stosowana

® © Mirosław Krupiński

 

Hen, wśród bezdroży Hameryki,

gdzie to uczciwość to rzecz święta,

liczą dziesiąty raz wyniki

- bo źle wybrali prezydenta...

 

I choć komputer był niewinny

gdy w glosach ludu liczył dziury,

- precz z prezydentem - ma być inny !

wiec liczyć... liczyć!... po raz który ?

 

- bez głupich pytań!  - nikt nie kręci!

lecz jakże można skończyć bój

nim w Białym Domu nie jest swój ?

- więc liczyć -  nim się wprezydenci!

 

* * *

a potem kornie dać się rządzić

jak ten wybrany sobie życzy,

bo wszystkich tych co zaczną błądzić

- za wrogów uzna. I rozliczy...

 

 

karciane  finezje

® © Mirosław Krupiński  

 

jedni się cieszą gdy ich chwalą ,

inni gdy Reichstag gdzieś podpalą ,

jeden (nie wydam go z nazwiska)

gdy tu, na Ściepie, Prawdę wciska...

a we mnie zawsze radość wzbiera

gdy mam z oszustem grac w pokera...

 

on ma w rękawie asów parę,

dwa inne wsadził do kieszonki,

dwie damy wcisnął w buty stare,

ma za kołnierzem kolor w dzwonki,

kiedy zaś mało mu  kolorku

- asa in blanco ma w rozporku...

karty znaczone są na grzbiecie,

on palcem czuje każdą dziurkę

- przegrać nie może (sami wiecie)...

ale ja Lizzie mam.  jaszczurkę...

 

najpierw da wygrać, by mnie skusić,

i to dość dużo, choć go gryzie...

a mnie już śmiech zaczyna dusić

- bo ma w rękawie moją Lizzie...

 

a kiedy wielka przyjdzie pula,

którą podbija i zawyża,

Lizzie po innych schowkach hula

i rogi asów mu obgryza...

a gdy nad ranem, Lizzie zniknie,

on o mnie myśli:  - no, skończony...

- „ja stawiam wszystko!” głośno krzyknie...

i cały stół ze śmiechu ryknie

bo as z rozporka obgryziony...

 

gdy zostawiając mi wygraną

od stołu w trwodze daje dęba

- pod mą lodówką, choć już rano,

Lizzie z odgryzkiem drzemie w zębach...

by po tygodniu znów – cholera ,

spytać: -„pójdziemy na pokera ?”

 

 

hepnięty

® © Mirosław Krupiński  

 

Jęczy ‘Happy’ do ‘Judasza’:

-„kiedy Polszka była nasza,

jak Pan mogłesz Panie Judasz

robicz w Polszce takie czuda?”

 

-„Pływacz jachtem w jakiesz Pluszki,

jadacz skwarki w swoje kluszki,

mać samochód bez talona,

z żalu po nasz nie być skonać,

bracz piniondze za szwą pracę

i nie szłuchać nasze KC ?”

 

„Nie poszedłesz Pan na Dziady,

odebrałesz nam posady...

Ja bym nie miał nicz do Pana

gdybysz pół Pan oddał dla nasz...

Wciąż Pan możesz oddacz. Dziszaj.

Pól !  Dla Happy i dla Brysza !”

 

*   *   *

 

Rzecze Anioł do Anioła:

„chociaż  Happy - nasza szkoła

- lecz któż wiedział, Boże Święty,

że tak bardzo jest hepniety”...

Na to drugi – „racja chłopie ,

lecz nasz hycel na urlopie...

i dopiero kiedy wróci

to go uśpi.  I wyrzuci”.

 

 

co to jest ?

® © Mirosław Krupiński  

 

od stulecia jest dzieckiem, chociaż czas ucieka ,

miewa wizje mlecarza, choć nie daje mleka,

ma krew dońskich kozaków, Forda i Cartera,

wprawia w popłoch Okęcie, gdy się tam wybiera,

jest personą w Pol-Sejmie, Kremlu, w Białym Domu,

o sekretach swych dossier nie powie nikomu,

 

kiedy jedzie ulicą , by świat wziąć w swe dłonie,

wieją auta na chodnik, a na słupy konie,

stragan ma na Wall Streecie, gdzie udziela porad

albo sprawy załatwia, do pomocy skora,

do perfekcji zna polski, angielski, radziecki,

czasem tańczy kankana zadzierając kiecki...

 

innym razem, gdy zima noc przywodzi długą ,

leży, marząc o zbójcy, koniecznie z maczugą ,

może pole przekopać lub wydać pól pensji,

aby zdobyć karotkę o swojej dymensji...

 

wiem - za trudne...  wiec pasja was ogarnia szewska ,

bo nie sposób odgadnąć...   A to jest...

 

 

Święty Mikołaj

® © Mirosław Krupiński  

 

Grudzień mamy dziś szósty, upał jak cholera,

więc Mikołaj się w drogę po świecie wybiera;

wielki worek prezentów na kangurzym grzbiecie

- bo to trzeba obdarzyć rozsianych po świecie...

 

najpierw trafił do USA (też prezentów pora),

więc ma fotel dla Busha, liczydła dla Gore'a,

garść orzeszków dla Billa, on lubi orzeszki,

gruby zeszyt Monisi, by notować grzeszki,

wielką marchew dla Bidy w grodzie nad Hudsonem

i ratlerka bez zębów by ją brał w obronę,

broniąc dzielnie jazgotem jej honor i ciało

gdy ją zbójca napadnie z maczuga zbyt małą...

 

a że obaj z kangurem źle się czują w chłodzie,

zwiali obaj gdzie ciepło - są na Bliskim Wschodzie:

tu Mikołaj podrzucił nowych głowic wiele,

submaryny z Berlina, made by przyjaciele,

Knesetowi spis grzechów dla Polski możliwy

i polskiego ministra, co nie gadatliwy;

obietnicę , że za rok - kiedy znów powróci,

- by pasł kozy magistra ze Szfecji podrzuci...

Palestyńcom dał proce i kamieni kupę

i wiadomość –„świat znowu wypiął na was pupę,

lecz być może, Bush z USA, za szwindle w odwecie,

wkrótce nowych przyjaciół poszuka na świecie”...

 

Putinowi dał mafię co pieniądze doi,

Kwaśniewskiemu dał Siwca, co w odwodzie stoi,

Michnikowi dał świadków z nawrotem pamięci,

z których każdy pamięta, że poprzednio kręcił,

Telewizji, Wyborczej, co rządzą Macierzą ,

oglądaczy dał głupich, co w ich kłamstwa wierzą ,

a dla biednych, rencistów, ich krewnych i dziatek

sto fałszywych obietnic i wyższy podatek...

 

*  *  *

 

dużo innych prezentów po świecie rozrzucił,

po czym z workiem, już pustym, do domu powrócił..

a w Australii tłum krzyczy – „jest spowrotem, hurra!

- nie ma dla nas prezentów, lecz zwrócił kangura!

nam nie trzeba prezentów, my mamy na codzień

ryby w dwóch oceanach, owoce w ogrodzie,

krokodyle, rekiny, ropuchy co warczą ,

węże, spokój, pająki - i te nam wystarczą...

A wiec siadaj, Nicolas, piwa puchę w łapę,

i opowiedz cos widział w cyrku zwanym Światem”...

 

 

 

Inspiracja:  On Thu, 28 Dec 2000 10:09:03 GMT, "Czeslaw" <etc@earth.net>, z Hawajow, wrote na scp:

 

Znamy juz bajki z Aktow Apostolskich: Wniebowziecie i Zielone Swiatki. Trzeci cud dotyczy kurs konwersji Apostola Pawla. Prosze zauwazyc, ze kowersja sama w sobie, nie byla cudem, Rzeczywiscie wydarzyla sie. Lecz istota i okolicznosci konwersji wychodza z fantazji ktokolwiek napisal Akta Apostolskie. W tym kontekscie nalezy powiedziec, ze nie jest poprawne mowienie,  jak ludzie czesto to robia, Szawla konwersje na Pawla, tak jakby kiedy stal sie Chrzescijaninem, Szawel wybral nowe imie,  ktorego nie posiadal wczesniej, jakby osoba wstepujaca do zakonu. Raczej, Pawel mial od urodzenia dwa imiona: imie zydowskiej synagogi, Szawl (imie krola zydowskiego z Pawla wlasnego plemia Benjamina [zobacz Rzym. 11:1]), razem z imieniem rzymskim, Pawel, ktore przyszlo z jego badac urodzonym obywatelem rzymskim z Tarsus.

 

 Jako wstep do opowiadania, Akta mowia o Pawle "tchnacym grozbami oraz morderstwie przeciw uczniom" (9:1), jak on przesladowal Chrzescian. Pawel juz byl obecny przy ukamieniowaniu Szczepana. Jego konwersja zatem zdarzyla sie po drodze do Damaszku, dokad podazal by aresztowac Chrzescijan, "ze przywiedzie ich skrepowanych spowrotem do Jerozolimy." Konwesja okreslona w trzech rownoleglych wersjach, ktore sa sprzeczne ze soba w roznych szczegolach (Akta 9:1--19a; 22:3--16; 26:9--18). Pierwszy  raz, opowiadanie przez autora Aktow, nastepne dwa razy jest przypisane samemu Pawlowi.

Nie wiem co p. Krupinski wyczytuje, i o co mu tu chodzi w tej zydowskiej bajce:-)

 

No cóż, nie wiem co ma cytowany wyżej tekst, który po raz pierwszy widzę, wspólnego z Krupińskim ale moje wszystko wiedzące wahadełko sugeruje następujące wyjaśnienie tego ObCzesiowania:  / Miroslaw

 

 

hawajskie noce "ObCzesia"

® © Mirosław Krupiński  

 

raz, pod koniec Milenium, na Wyspach Hawajach,

kleszcz się w nocy kundlowi przyczepił na... nosie,

ni podrapać, ni odgryźć - a więc z bólem w głosie,

kundel wyje, a echo się niesie po gajach...

 

rozbudzona tym wyciem nadobna Hawajka

chwile słucha z uśmiechem, po czym sennie marzy:

- „dobrze,  znowu nasz kundel ma kleszcza na... twarzy,

więc miast spać, będzie pisać o żydowskich bajkach”...

 

i ma rację Hawajka, chociaż nie wie tego,

że dla kundla co wyje, nie kleszcze są straszne,

lecz te sny przeokropne, pełne Krupińskiego,

co spokoju nie dają kiedy kundel zaśnie...

 

*    *     *

 

a Krupinski świętuje, nie słyszy, nie widzi,

żaden kundel mu wyciem tych świąt nie obrzydzi...

no bo cóż go obchodzi kundel na Hawajach,

który żałość ma w glosie, a kleszcze na... nosie...

(nawet jeśli Hawajka mu w liście doniesie,

że ten kundel to Feliks, co w  wannie z ObWiesiem...)

 

 

w Nowe Milenium

® © Mirosław Krupiński  

 

ObBryś nowe Milenium zaczął nienagannie,

pieprząc brednie na ściepie a Feliksa w wannie...

Lecz gdy Feliks orgazmów przeżył w wannie kilka,

większość Ściepy - ObBrysia wysłała do filtra...

 

a w tym filtrze to ciemno, strasznie, niewygodnie,

ani  bredni stąd wysłać, ani ściągnąć spodnie

by pokazać, że bastard co się filtra chyta,

to jest łobuz, klerykał, antysatelita,

co miast nauk Lenina słuchać z drugiej ręki

Jugosławii odmawia praw do Magdalenki,

nie czytuje Wyborczej, ni nawet, cholera,

jej różowym papierem pupci nie podciera...

 

Jeśli dalej tak pójdzie, wkrótce ObBryś zdąży

odkryć  -  Feliks to suka i od trzech dni w ciąży...

więc na resztę Milenium we filtrze się schowa,

bo za drzwiami już czeka niedawna teściowa,

by za córki swej zdradę zemścić się okrutnie

i co w Polsce zachował - to mu w Szwecji utnie...

 

I tak pójdą w Milenium, to najnowsze, Trzecie,

ObBryś, suka Felicja i ich wspólne dziecię

i teściowa, ta była, wciąż ze skalpem w ręce,

aby wspólnie świętować sukces w Magdalence...

 

przerażona tym ściepa wpadnie w głuchą ciszę

Malec „Pogrom ObBrysia” trylogię napisze,

kilku innych rozważy „co by było gdyby”,

a Krupinski, jak zwykle, pojedzie na ryby

i z pewnością rekordy pobije w połowie

dzięki nowej przynęcie, od Brysia teściowej.

 

 

ściągawka

® © Mirosław Krupiński  

                                                                 

w szweckiem  ZOO tłum stoi - bo rzadki przypadek:

- pawian, cały brązowy, ma czerwony zadek...

pawian kocha występy, więc pupcię wypina,

fika rożne koziołki, na drzewa się wspina,

coś bełkoce do tłumu, po swojemu gada...

- a tłum stoi w zachwycie, choć nie odpowiada...

 

dwie przekupki, co także znalazły się w tłumie,

szepcą – „takie biedactwo, nikt go nie rozumie”...

na co druga – „cuś pani !  kto by gadał z glupem

- wszyscy przyszli popatrzeć na czerwoną dupę !”

 

a dozorca, co niegdyś podstawy wykładał

u pawianów i przeto po ichniemu gadał,

spisał dialog  w ich mowie i rozdał gawiedzi,

by podsuwać  zwierzątku zamiast odpowiedzi:

 

 

 

Inspiracja: On Wed, 17 Jan 2001 11:04:39 GMT, wieslaw@algonet.se (wieslaw@algonet.se) wrote na <soc.culture.polish>:

 

>On Tue, 16 Jan 2001 09:21:57 -0500, "Slawomir Popiel" <mpopiel@mindspring.com> >wrote:

>>Zacznij od tego, ze p. Krupinski probuje zostawic hitleryzm tam gdzie jest, >>bez pomniejszania, natomiast usiluje oddac sprawiedliwosc bolszewizmowi. >>Moze bedzie ci lzej.

 

>No tak A Pan Krupinski ma wszelkie predyspozycje oddania "sparwiedliwosci > bolszewizmowi".

>antylewacka noja

>poresowanie sie PRL'em o dacze,

>i dyplom inzyniera od uzytkow zielonych...:))

>jednym slowem gotowy doktorat.

 

>W. ( autentyczna pisownia zachowana)

 

 

znany okaz ściepowy pieni się od rana:

- „jak tak można! - w Pegazie wiersze o pawianach

a nikt o mnie nie pisze!  pomija niegodnie!

a więc nie mam wyboru - znowu ściągam spodnie

by pokazać poetom, Pegazom,  moronom,

że ten wiersz to był o mnie ! -  to ja mam czerwoną !!!”

 

„- a ten wiersz to bluźnierstwo, wykręt, anatema,

bo mówiłem już przecie, że na świecie nie ma

KGB, „protokołów” , pawianów z red rzycią!

- to poeta  i Pegaz  anysatelicią!”

 

„Tak tępiony, goniony, przez M.K. i Busha,

pewnie pójdę za Ural,  gdzie czerwona głusza...

albo nie! - wiem co zrobię, by świat znów mnie witał:

przypnę Różę na sercu a na d. Kapitał

i w  Muzeum w Sztokholmie, gdzie mój poziom  znany,

eksponatem zostanę - marksistą wypchanym.”

 

 

Inspiracja: Najsłynniejszy polski dzwon - Dzwon Zygmunta zamilkł i nie mógł być użyty w powitaniu Nowego Milenium. Powodem jest pękniecie ważącego ponad 300 kg serca dzwonu, wywołującego dźwięk poprzez uderzanie o dzwon.

 

W swojej wielusetletniej historii serce dzwonu było pęknięte czterokrotnie (licząc obecne) i jest uważane za zły znak. Poprzednie  pękniecie serca i unieruchomienie dzwonu miało miejsce w czasie Wielkanocy 1939 roku.

 

komu milczy Dzwon...

® © Mirosław Krupiński  

 

choć Milenium właśnie mija,

dzwon godziny nie wybija

- po raz czwarty Dzwon Zygmunta stracił ton...

jak przed tamtym groźnym wrześniem,

gdy pół roku zamilkł wcześniej,

przewidując co nadejdzie z obu stron...

 

komu wtedy groził ciszą?

tym co Dzwon niechętnie słyszą?

tym  walczącym, czy też tym co rzucą broń?

tym co umrą? co wyjadą?

co okupią życie zdradą

i wrogowi, przeciw swoim, ścisną dłoń?

 

jaką Świat zapłacił cenę,

którą niosło to milczenie,

w ciągu wielu nadchodzących długich lat?

czy do głowy przyszło komu

by milczenie pojąć Dzwonu

nim pożoga ogarnęła cały Świat?

 

*   *   *

 

nie powitał Dzwon milenium... nie powitał...

przed czym znowu Dzwon ostrzega - nikt nie spytał,

no bo przecież przyjaciele z wszystkich stron...   

o czym milczy Dzwon Zygmunta?

- przyszłych wojnach, bitwach, buntach?

komu ciszą przepowiada rychły zgon?

 

- bo poprzednio wyszło na to,

że nie Polsce przyszło jednej płacić cenę...

może warto się pogłowić,

porozwazać, zastanowić,

kogo dzisiaj Dzwon ostrzega swym milczeniem...

 

 

raz na Karle Czerwonym...

® © Mirosław Krupiński 

 

raz na Karle Czerwonym co ciągle się pali,

z Marksem Stalin i Lenin razem się spotkali:

- „zdrawstwuj Iljicz, cześć Józio, jak się masz Karliku,

jak to milo się spotkać - wspomnień jest bez liku...”

 

- „dzięki tobie, Karliku”, wdzięczny rzecze Lenin

- „ jam część szóstą w czerwone piekło niegdyś zmienił..”

- „a jam”, Józio się wtrąca, z dumą kręcąc wąsa,

- „przez trzy długie dekady miliony tam wtrącał!”

 

- „ach przestańcie!  przestańcie!” - Marks łzami zalany,

na kolanach ich błaga  - „ja byłem pijany!

gdybym wiedział co piszę, kto później to wdroży,

prędzej w łeb bym se strzelił niż tej hańby dożył !”

 

- „gdybym wtedy przewidział te zbrodnie i kanty,

was, późniejsze ObWiesie i inne mutanty,

co się na tym rozmnożą jak muchy na trupie,

to bym spalił, nie wydał, wypociny głupie,

ten Manifest Czerwony, tę maskę na twarzy

dla Leninów, Stalinów i innych zbrodniarzy...”

 

„taaak, lecz drogi Karolku, właśnie chodzą słuchy

że twe dzieło znów w cenie..”.   – „aaa , to karaluchy,

które w szparach podłogi śnią swoje wspomnienia,

które strachem napawa to że Świat się zmienia,

pragną ciągle zachować czerwone bagienko

by do śmierci w nim przetrwać, wyjąc jak dziś cienko...”

tu Marks zamilkł ze wstydu i załamał dłonie

i jak Karzeł Czerwony odtąd wstydem płonie...

 

cóż... w  Mileniach, co idą , utoną w popiole...

Karzeł niegdyś Czerwony i Marksio Karolek...

i ten popiół w kosmosie kosmowiatr rozniesie,

rozwiewając Leniny, Staliny, ObWiesie...

           

                            co nam daj Boziu, amen  :)

 

 

talent wielostronny

® © Mirosław Krupiński  

 

żyje krytyk na ściepie z wyczulonym uchem,

ktoren rymy rozumie instynktem i  węchem...

gdy nie lubi - na buźkę przesuwa pieluchę

z własnej pupci, by przez nią pluć kupką lub mięchem...

 

jest przez wszystkich na Ściepie znany i kochany,

bo wykwintny jest w mowie i trafny w wyrokach...

wyrazami wdzięczności lud pokrywa ściany,

a on  ściany te kocha - nie spuszcza z nich oka...

 

choć jest w rymach ekspertem, woli rzucać prozą ,

(pewna dama ją kocha, czyniąc zeń gieroja),

kiedy inni (niesłusznie!!)  rożne „anty” mnożą

w których słowem najczęstszym bywa „paranoja”.

 

*  *  *

 

i tak trwa nasz nasz maestro.  krążą wokół słuchy:

- jest  podwójnym geniuszem, ktoren wzorem służy,

bo potrafi jednako zapaprać pieluchy

używając dwóch końców - i pupci i buzi...

 

 

Caprichos

® © Mirosław Krupiński  

 

choć zasługa to nie moja

bo caprichos odkrył Goya

lecz i on by je malował pewnie lepiej

gdyby zamiast ciupciac Maję

badał trendy i zwyczaje

nie w Hiszpanii, ale właśnie tu – na Ściepie…

 

mógłby wtedy na palecie

przeokropne począć dziecię,

co na Ściepie dzienno-nocnym jest upiorem…

które kompleks ma szaraka,

kilka jądro-rakiet w krzakach

i na jądro-paranoję bywa chore…

 

inne też by upolował

- jak twór Marksa i Pawłowa,

który macha chwostem tylko na czerwone…

który nie je, który nie śpi,

aby warczeć, szczekać, jeśli

trzeba mafię, tą czerwoną, wziąć w obronę…

damę maznął by na płótnie,

która złości się okrutnie

kiedy marchwi są mizerne zbiory w USA …

bo gdy małe są karotki,

gdy zawodzą inne środki,

chuć ją zmusza aby sięgnąć po kaktusa…

 

 

 

Inspiracja: “J. Trznadel: "Cala ta, wyrazona przez zone poety, rewizja pogladu Herberta jest wedlug mnie nie tylko nieprawdziwa, ale i szczegolnie maloduszna". Nadto pani H. sugeruje bezwlasnowolnosc mentalna (chorobowa) poety w ostatnich latach zycia, co - gdybysmy w to uwierzyli – zmuszaloby do przypuszczen, ze jego wspaniale rymy i eseje z tych lat pisaly za niego jakies krasnoludki lub inni "murzyni".

                                                                               (W.Lysiak: „MANIPULATORIADA czyli Profanacja zwlok”)

 

tajemnica nocy Sylwestrowej

® © Mirosław Krupiński  

 

Wiatr zimowy wśród krzyży i pomników krąży,

grając wierszy melodie nad grobem wciąż świeżym,

jakby myśli opuścić nie chciał lub nie zdążył,

które żyć się wydają gdzie Poeta leży.

 

Kiedy wartę Milenia zmieniają przy grobie

w chłodną noc, przerywaną bijącym zegarem,

w szarym mroku „przyjaciel” i wdowa w żałobie

pomnik, grób i Poetę malują na szaro.

 

Coś myszkuje po krzakach pośród uschłych liści,

otaczając kordonem sekretnej cenzury

pomnik, który już szary, mokrą farbą błyszczy,

parę szaromalarzy i cmentarne mury.

 

Noworoczny świt wstaje i przechodzi w ranek,

oświetlając swym światłem zmiany dokonane,

strzęp welonu czarnego, bryzg farby na murze,

srebrnik w błoto wdeptany, ślady w krzakach szczurze…

 

Gdzieś za murem cmentarza niecierpliwie czeka

kundel z chwostem czerwonym, który lwem się mieni,

by Poetę, że szary, pośmiertnie obszczekać,

głosząc wszystkim że szarość to odcień czerwieni…

 

A Polacy,  gdy rankiem z ciężką głową wstaną ,

znajda w kioskach znów Prawdę starannie Wybraną

 

 

 

 

Inspiracja: On Sun, 28 Jan 2001 08:01:51 GMT, miroslaw@iinet.net.au , w odpowiedzi na posting informujący o znalezieniu w USA 15 letniego szkieletu włamywacza w kominie, napisał na forum <s.c.p>:

On 27 Jan 2001 16:15:16 GMT, Leszek Andrzej Kleczkowski <lakleczk@bioslave.uio.no> wrote:

 

Ferrell, who said police identified the remains from a wallet found with them, speculated that breezes from a nearby river may have kept neighbors from noticing signs that a body was decomposing in the chimney. Eeeeee, uwędzony został  pewnie, więc tylko dehydratyzacji ulegał a nie  rozkładowi.  Ja też w swoim kominku i jego kominie śledzie i tuńczyki wędzę...

 

Na co, bez żadnego związku z tematem, jak Filip z konopi, wyskoczył Wiesław Kochanski ze Szwecji <wieslaw@algonet.se>  in message news: 3A73DC31.51E4@algonet.se..., z emocjonalnym  ale mało zrozumiałym jękiem:

 

Gdzieś daleko w Australii w małym miasteczku  wstaje co rano mały człowieczek.. i płacze.  Palce bo jest mały nieważny.. bo nikt na niego  nie zwraca uwagi.. pisze swoje małe wierszyki..  przelewa na ekran swoje małe myśli.. i marzy  o tym aby być duzzzzzy...   nie będziesz człowieczku.. twój mały czas już  przeminął..

 

Filip z konopi

® © Mirosław Krupiński 

 

Ja cię dopadnę! Czas twój przeminie!

Znów popełniłeś czyn drański!

Leszek odkopał szkielet w kominie,

a ja dostrzegam po twojej minie

- myślisz, że sprawcą Kochański!!!

 

A każdy który z Kochańskich szydzi

chociażby myślą ukrytą ,

zbrodnię popełnia!  Kochańscy - Żydzi,

więc oczywiście cały Świat widzi,

że jesteś antysemitą !!!

 

Tak więc uwaga całego Świata

teraz na tobie się skupi;

wszyscy już wiedzą - ObWieś  ma głowę ,

tylko ty miewasz myśli niezdrowe,

że ten Kochański to głupi...    

 

 

jesienne liście

® © Mirosław Krupiński  

                 

gdy po świecie rozsiani jak liście jesienią ,

które wiatr porozganiał lub czerwona miotła,

czasem w chwili zadumy, oddani wspomnieniom,

planujemy powrócić, by swą przeszłość spotkać...

 

aby ślady wytarte naszą własną nogą

w betonowych chodnikach, co do domu wiodły,

znów rozpoznać i sprawdzić czy wciąż jeszcze mogą

tam nas zawieść gdzie krążą nasze myśli, modły...

 

i marzymy, że sosny co szumiały wczoraj,

dzisiaj szumią to samo i w miejscu tym samym,

i że tak już zostanie - każdego wieczora...

że co dawno stracone znowu będzie z nami...

         

ale zanim dotrzemy tam gdzie myśl się błąka ,

gdzie wspomnienia i serce ożywione snami,

napotkamy, u bramy, dawnego pająka

co tak samo nas wita jak się żegnał z nami...

 

który sprawdzi starannie nasze myśli, czyny,

naszych serc zakamarki, naszych mózgów zwoje,

nim  uchyli czerwonej furtkę pajęczyny

by w paszporcie, tym swoim, stempel przybić – „swoje”.

 

tak „swojego” pająka, co czerwieniał wczoraj

na tej samej placówce, u tej samej bramy,

jako pierwszą zapowiedź, że przypomnieć pora

swoje miejsce i status, ponownie poznamy...

 

*  *  *

 

przyjdą inne nauczki, prawa, doświadczenia ,

obcy „swoi”,  układy, obrotność nie praca...

cóż, ta  jedna się prawda w  przyrodzie nie zmienia:

- że liść, który raz opadł, na drzewo nie wraca...

 

a więc może to szczęście liścia co się błąka ,

że nie przebrnął przez bramę, wiatrem odegnany,

nie wracając w ramiona strażnika - pająka,

który przetrwał nietknięty te wszystkie przemiany...

 

 

kolejna erupcja bełkocizmu

® © Mirosław Krupiński  

       

na czerwonej siedząc pupci

ObWieś znowu się erupci:

 

- że ktoś tajną mafię wsypał,

- że Festiwal to niewypał,

- że dyskusja z nim to farsa,

- że Marks większy jest od Marsa,

- że ten dialog to jest fikcja,

- że pies Feliks to Felicja,

- że uczucia do niej żywi,

- że oboje są szczęśliwi,

- że rozumie wściekłe krowy,

- że sam wściec się jest gotowy,

- że chce kogoś pobić w Szwecji,

- że odkochał się w SBecji,

- że  Gomułka wylał z balii,

- że nie lubi tych z Australii,

- że choć stary ale krzepki,

- że ma więcej niż dwie klepki,

- że choć pieprzy - lecz do rzeczy,

- że normalny - lecz się leczy...

 

a dokoła tłumy stoją

zachwycone paranoją ,

szepcąc : - „bez tych wszystkich baśni

kolor zadka wsio wyjaśni...”

 

 

śmierć dżentelmena

® © Mirosław Krupiński  

 

raz Hans napotkał Wanię, prywatnie, na polanie.

skowronek tylko śpiewał i pszczół fruwała chmurka,

i obaj ustalili - prywatne to spotkanie,

wiec karabiny na bok - za wódkę i ogórka!

 

- „posłuchaj Hans”, rzekł Wania, „- my drugi teraz dwa”

- „nie będziesz do mnie strzelać? - nie budiesz, bo nie lzia?”

- „w porządku”, Hans obiecał - więc Wania za pepeszę:

- „dopadłem cię Germancu !  zabiję , wybebeszę !”

 

„toż Wania! Wszak my drugi, podobno duszą ciałem,

przyrzekłem że nie strzelę !”   - „lecz ja nie obiecałem!”

i Wania spust naciska, a tu pepesza...  klik...

a Hans po bagnet sięga i bierze go na sztyk...

 

ostatnią siłą Wania :  -„toż my som przyjaciele...”

Hans na to – „wszystko prawda, przyrzekłem że nie strzelę,

lecz ja cię dobrze znałem, więc dając słowo swoje

po cichu z twej pepeszy wykradłem ci naboje”...

 

„- ty Szkopie bez honoru...   prywatne to jest święte,

a ty wykorzystałeś że kule mam wyjęte”...

i skonał w złości Wania.  i w niebie myśli sobie:

- „ten Hans to był skurczybyk”...  I napis ma na grobie:

          

„Mnie rodzice uczyli ze oszukiwac to nie jest koszerne zajecie. Uczyli mnie ze slowa sie dotrzymuje, nie tylko >slowo dane osobom ktore mnie kochaja. Dane slowa sie dotrzymuje, a szczegolnie dane  wrogom - kropka.Tak mnie uczono. Hansa  widocznie uczono inaczej - nie wierzyc w szczerosc "przyjaciol"..

 

no cóż, dla kumpli Wani na przyszłość to nauka:

- nie sztuka kogoś orznąć, lecz dobrze orznąć sztuka !"

 

 

prognoza marksizmu w Szwecji

® © Mirosław Krupiński   von Messerschmidt

 

LUTY 2001:          

 

jak w Australii szepcą pszczółki,

które gorsze niż SBecja,

szwedzki Gucio, fan Gomułki,

rzekł - nie będzie cierpieć Szwecja!!!

mamy luty -  król snuł plany,

wiec nim minie koniec marca

chcę Kochańskich mieć wygnanych!

cierpliwości mi nie starcza!

 

coraz częściej do mnie trafia

jęk. - to jęczą moje Szwedy,

że czerwona Marksomafia

chce napytać Szwecji biedy...

 

tax mi  płacą, choć kantują,

bo z oszustwa ciągną zyski,

lecz nie można przecież zbójom

zwolic maski kłaść na pyski!

 

jak ma poznać stróż to prawa

czy te maski i te ksywy

antypolskość  to głupawa

czy na tron mój skok zdradliwy?!

 

MARZEC 2002:

 

więc otwórzmy, stróże, bramy

w stronę Rosji, kraju ładu,

i po lodzie ich pognamy

w stronę Red-Kaliningradu,

gdzie napędzać, za swe czyny,

będą ruskie submaryny,

w których Putin, sztuka mądra,

w wiosła zmienia nukojądra.

 

KWIECIEN 2002:

 

dziś wiosłują z całej mocy,

pot im wredne rosi czółka,

bo ten Gucio, Król Północy,

równie mądry jak Gomułka

- też o radę zwykle pyta

Krupińskiego - Messerschmidta,

posiadacza gold zegarka

od stryjaszka von Bismarcka

 

 

 

Inspiracja: On Sun, 11 Feb 2001 19:02:31 GMT, Emilia Wisniewska <art007@bellatlantic.net> wroteon s.c.p:

 

Pani Anno,

 

Pani jest w posiadaniu wydanej za granica ksiazki Krupinskiego'Pegaz Znarowiony'. Ksiazka ta w wielu momentach zawiera aluzje do materialow, ktore  Krupinski zdobyl, najprawdopodobniej nielegalniei nielegalnie opublikowal ich fragmenty, a ktore legalnie naleza od 1998 roku do Instytutu Pamieci Narodowej.  On zrobil t wiecj niz jeden raz, moge stwierdzic na podstawie  informacji z drugiej reki (hearsey).Jednak  wzgledem opublikowania inform acji o mnie, ktorych nawet Bezpieka przesluchujaca mnie niemiala ok. 1974  roku, jja jestem swiadkiem, bo tylko ja wiem, ze Krupinski nie wymyslil sobie pewnychwatkow wierszykow a  zaczerpnal je doslownie z teczk o mnie.

 

Nawet ja nie wiedzialam i do konca nie wiem o co chodzilo w tych weselach , historii mlecarza, siostry, matki itp.  Jego informacje, ktore on w ten sposb odtajnia saniekompletne i w czesci moga byc znieksztalcone.  Jestem w tracie wyjasniania mojej historii. Sama nie wiem do konca prawdziwej wersji mojejwczesnej historii. Bez zadnych watpliwosci jestem ofiara manipulowania i zmieniania moejej biografii. Mam presje wyjasnienia tej sytuacji  jak najszybciej ze wzgledu na sfalszowanie mojegowieku i stan zdrowotny im potrzebe natychmiastowej rehabilitacji, ktorej warunkiem jest poznanie prawdy przez mnie sama.  Pani chyba rozumie, ze w takiej sytuacji Pani obowiazkiem jest oddac ewidencje prosto do Instytutu Pamieci Narodowej. Krupinski  przerabial niektore swoje wiersze wiele razy w ostatecznejwersji zaawulowujac bezposredni zwiaze ze mna albo z materialami, ktore on przetrzymywal nielegalnie i publikowal nielegalnie. Stad cos moglo nie wydac sie  Pani  oczywiste, jakkolwiek japoinformowalam Pania o charakterze publikacji Krupinskiego juz dawno  na linii  publicznej sciepa i Pani odpowiedziala , a wiec wiedziala pani ze Krupinski jest nie w porzadku:

 

0n mnie urymolil !

® © Mirosław Krupiński  

 

on mi zajrzał pod spódnicę,

i na bóle mnie naraził

- wszystkie moje tajemnice

urymolił, upegaził!

 

te pończochi „mejd by w usie”

(w każdą kwintal zboża wlezie),

różowiaste me majtusie,

tkane w polskim milanezie...

 

pas z gumamy co z Dębicy

by pończochi nie opadli,

a hen w głębi mej spódnicy

ObWieś z Malcem, co tam wpadli...

 

na majtusiach śliczne hafty

co komisarz tkała Hala,

gdy zuczałam swoje krafty

od kolegów zza Urala...

a na pupci tatuaże

co mi wykłuł taki jeden                     

by mnie poznać gdy pokażę:

„można wierzyć - made in Sweden”.

 

a że winą moją nie jest

co on odkrył, taki brutal,

żądam: - wszystko wpisać w rejestr

właściwego Instytuta !

 

by potomni mogli czytać,

w książkach, w szkole, na zebraniu,

dyskutować, śpiewać, pytać…

wyślij Pani, Pani Aniu,

teczki które ten zaraza

skrył perfidnie w  d. Pegaza!!!

 

 

uwiązanie rozwiązaniem

® © Mirosław Krupiński  

 

raz była piękna łączka, z wierzbami nad ruczajem,

utkana w kwiat koniczyn i w trawy dywan miękki;

na łączce szczekał kundel, co kundlów jest zwyczajem;

kto przejść przez łaczkę musiał    ten kija brał do ręki…

 

byl kiedyś las przy łączce – sosenki i leszczyna,

lecz nie na długo starczył, co kundla jest zasługą,

bo skoro każdy w lesie na kundla kij wycinał,

to jak miał biedny lasek przy łączce przetrwać dlugo…

 

wioskowa rada starszych szarpała siwe brody

bo kundel był Adasia, więc ruszyc kundla hadko,

lecz lasu także szkoda  bo fragment to przyrody,

gdzie kupkę można zrobić lub wybrać się z sąsiadką…

 

*  *  *

 

wioskowy cieśla Jasio, co klął na kundla z boku,

bo las to przecie drewno – dla cieśli sól i chleb,

wymyslił rozwiązanie (korzyści miał na oku)

bo Jasio, chociaż cieśla, to miał na karku łeb:

 

przy mostku nad ruczajem,  gdzie strumyk tworzył łachę,

a kwiatki byly rzadsze, mizerne, wątłe, chude,

zbudowal sliczny sraczyk z góralskim stromym dachem

a z tyłu dobudował góralską równie budę…

 

przy budzie łańcuch krótki, gdzie ogniw tylko kilka,

obroża z byczej skóry i klamra od kowala,

co nie na miarę kundla, utrzymać zdolne wilka,

i nijak dojść do kibla – bo łańcuch nie pozwala…

 

*  *  *

dzięki inwencji Jasia ponownie lasek rośnie,

na kundla na łancuchu wszak z kijem nie wypada,

nasz kundel za kibelkiem powywa dziś żałośnie

słuchając czy z kibelka ktoś pupą odpowiada…

 

a wioska, znów radosna, uciechy ma bez liku

wsłuchana w dialog kundla z kolejną d. w sraczyku…

więc poszły w kąt „Wyborcza”, i radio i Ti - Vi,

bo każdy słucha pilnie „hau, hau”  i „pr.. pr.. pr”...

 

* * *

dzis kundel strategicznie pod budą tunel kopie,

i parę stóp pod ziemią po cudze się przedziera

bo buda, sraczyk, łączka - we Wspólnej Europie,

a Wspólna Europa wszak kundlom drzwi otwiera...

i wkrótce cieślosraczyk z góralskim stromym dachem

wlasnością bedzie kundla, a kundel wsi postrachem...

 

Morał:     

 

Dlatego, drogie dziatki, gdy przyjdzie ta godzina

by nura dać w poezję, dla sławy lub dla szmalu,

opiszcie  słonca wschody, nie kundla sukinsyna,

a żadne plemię kundli nie będzie miało żalu...

I sypną się nagrody i Noble, apanaże...

Warunek - macie pisać co kundel wam nakaże…

 

 

wieczna zmarzlina

® © Mirosław Krupiński  

 

choć słońce odnowy zaczyna już grzać

i odwilż się w Świecie zaczyna,

jak wielu z nas myśli, jak wielu chce znać

co kryje Syberii zmarzlina?

 

ze złotem  się miesza tu czaszka i kość,

lód z czystej nie składa się wody:

krwi, potu i zbrodni w tym lodzie jest dość

by wszystkie obdarzyć narody.

 

obdarzyć?  przekazać?  czy choćby dać znać…

- do tego potrzebne dwie strony:

ta jedna co daje i druga by brać,

miast szukać zbrodniarzom obrony.

 

 

im dalej, im cieplej, im łatwiej jest żyć

- tym trudniej rozumieć cierpienie,

tym łatwiej fałszować, rozgrzeszać i kryć

i uśpić wygodne sumienie.

 

bo zbrodniarz tak miły, tak umie wam łgać,

tak kadzić, przekupiać, pochlebiać...

ofiary nie żyją by raport nam zdać

i nikt nie chce ofiar odgrzebać…

 

bo zbrodniarz ma wpływy, kontakty i szmal,

ustępstwa wam robi w biznesie.

utracić to wszystko naprawdę tak żal,

bo jakiż zysk prawda przyniesie?

 

bo akcje zbrodniarze sprzedali  na pniu

i teraz to wasze korzyści,

więc po co dziś tracić, sprzeciwiać się złu?

- korzystniej  zbrodniarza oczyścić.

 

w diamenty  z  Syberii dziś stroi się świat,

tak tanio je włożyć na szyję,

a w każdym diamencie skazańca lśni łza,

choć dawno skazaniec nie żyje.

 

benzynę z Syberii dziś wlewa się w bak,

z benzyną zesłańców krew płynie,

dziś rury gazowe ten sam znaczą szlak

co wiódł ich w tę wieczną zmarzlinę.

 

w oleju z Syberii ukrywa się jad,           

choć dobrze go znosi maszyna.

od jadu - sumienia pokrywa wam rdza

i w serca się wdziera zmarzlina …

 

* * *

 

aż kiedyś korzyści zakończy się czas,

zostanie bez skarbów kraj nagi,

a nowi wspólnicy pozbędą się was,

by wami zapełnić gułagi...

 

i nie łudźcie się - nie wszystkie Syberie są na mapie ...

 

 

 

inspiracja: On 1 Apr 2001 10:52:24 GMT, Leszek Andrzej Kleczkowski <lakleczk@bioslave.uio.no> wrote:

 

>The University of Michigan

>News and Information Services

>News Release 412 Maynard

>Ann Arbor, Michigan

>48109-1399

 

>March 15, 2001 (33)

>Six honorary degrees to be awarded this spring

 

>ANN ARBOR---The University of Michigan Regents voted at their March 15 meeting to award six honorary >degrees at the University's spring commencement exercises.

 

>Honorary degrees will be presented to William Davidson, chairman, president and chief executive officer of >Guardian Industries Corp.; Ruth Bader Ginsburg, associate justice of the U.S. Supreme Court; Bill Ivey, chair of >the National Endowment for the Arts (NEA); Adam Michnik, a founder of Poland's Solidarity movement and >outspoken human rights activist;  […]

 

Taaaaaaak,  technologia Uniwersytetu w Michiganie idzie naprzód. Nie tak dawno tylko sztuczne cnoty na zamówienie wszczepiali. A teraz Michnikowi w miejsce cnoty floppy dysk z nowym życiorysem wcerowali  :))))

 

postęp w Michiganie

® © Mirosław Krupiński  

 

Koniec świata!  - W Michiganie

nie ustaje cnót wszczepianie,

bo te cnoty to w powszechnej teraz cenie...

Gdy na cnotę masz ochotę

to Michigan wszczepi cnotę,

przy czym klient może wybrać na życzenie:

 

Zwykłą cnotę - czyli błonę,

cnotę extra - gdzie zasługi wymienione,

cnotę z gumy co się nie rwie lecz ustąpi...

Nawet jeśli jesteś gayem

i odmienne masz zwyczaje

cnoty w pupci ci Michigan nie poskąpi...

 

Z taką cnotą made in USA

możesz usiąść na kaktusa

i legendy o dziewictwie dalej mnożyć,

opowiadać bajdy śmiałe,

jak ten... tego... zakładałeś,

chociaż inni już zdążyli to założyć...

 

I zmartwienia rzecz nie warta,

że z Kiszczakiem masz bękarta,

poczętego w Magdalenki wonnym sianie...

Bo to było przez przypadek,

gdyś „na niego wypiął zadek,

by utrudnić mu do zdrady namawianie”...