ZAGUBIONA DUSZA Z
ANTYPODÓW

O duszy która wybłąkała
się na północnych antypodach, opuszczając sponiewierane
życiem ciało, wiedziałem od tygodnia, ale nie
przypuszczałem że w swoich wędrówkach dotrze aż tutaj, do
Australii. Wczoraj, korzystając z pierwszego
prawie wiosennego dnia, wybrałem się z kamerą nad King George
Sund i... zobaczyłem ją siedzącą na przybrzeżnych
skałach. Wyglądala jakby
czekała rozpoznania, zrobienia zdjęcia i zawiadomienia
zaniedbującego ją Wlaściciela.
Więc - rozpoznałem, sfotografowałem i odsyłam
Wlascicielowi i tym co go właśnie remontują, - aby mogła
znów w nim zamieszkać. Sądząc z odległości jaką
po ten ratunek przewędrowała - jest w dobrej formie i wpuszczona
spowrotem przez prawe ucho, którym jak się wydaje uciekła, zapewne
przekaże tą dobrą formę Wlascicielowi. Który, mam z kolei nadzieję, zadba o
nią lepiej niż dotąd.
Dodaję – że odsyłana dusza jest niepaląca i
niepijąca i jeśli będzie nadal tym truta to zwieje znów – a
drogę już zna. Drugi raz nie
odeślę.
Mirosław Duszołapaciel, Albany (WA), 1 sierpnia 2009.
(daję słowo że fotka jest
autentyczna i nie retuszowana).
O