(POWROT DO STRONY GŁÓWNEJ AUTORA)

 

 

 

wyzej: rzekomo zniszczona po moim wyjeżdzie legitymacja V-ce – odnaleziona w maju 2008 przez IPN

 

 

 

KILKA LAT TEMU

 

Lech Walesa: Dezerterzy

Wirtuakna Polonia 2006-04-18 (12:25)

—– Original Message —–
From: “Lech Wałęsa”
To: “Elizabeth Gawlas” gertruda90@hotmail.com; akozlowska@sympatico.ca;
wallyize@tpg.com.au; barburka55@hotmail.com; RBIinterior@dodo.com.au;
mj503097@janus.tele2.se; papurec@papurec.org;
jan_aniela@optusnet.com.au; pinyin05@netbay.com.au;
jasiekztoronto@rogers.com; kml@chello.at; andrewl@radiosiedem.com;
edward.makowiecki@neostrada.pl; psprycha@aems.net.au;
pamiecnarodu@tlen.pl; szeja@rogers.com; richardtech@optusnet.com.au;
tedjankowski@cogeco.ca; TylkoPolska@aster.pl; sunhouse@telus.net
Sent: Wednesday, April 12, 2006 10:41 PM
Subject: Re: Polskie serce nie umarlo

Dnia 12-04-2006

Bohaterowie? W latach 80-tych władza ludowa zachęcała swoich politycznych przeciwników, a naszych bohaterów walki z komuną, do opuszczenia kraju, wielu z tych zachęt ochoczo skorzystało. Osiedlili się w krajach Europy zachodniej, w USA, Kanadzie, a nawet Australii. Powstała nowa emigracja polityczna. Wielu „bohaterów” było pośrednikami w przekazywaniu sprzętu i pieniędzy podziemnej Solidarności na walkę z komuną, znaczną część tych pieniędzy pośrednicy po prostu ukradli, co było powodem wzajemnych oskarżeń i wylewania sobie nawzajem wiader pomyj na łeb, ku uciesze innych nacji!
Do dziś, emigracja polityczna lat osiemdziesiątych, nie jest wstanie się zorganizować i porozumieć, nie jest w stanie wybrać swoje władze, uznać przywództwa kogokolwiek, nawzajem obrzucają się błotem! Każdy z nich z osobna jest przekonany, że tylko jemu należy się przywództwo, bo to on jest najlepszy, najmądrzejszy i najbardziej bohaterski, żadnemu do zakutego łba nie przyjdzie, że jest zwykłym tchórzliwym dezerterem, że żaden z nich nie ma prawa do oceny tego, co dzieje się w kraju, ponieważ porzucili ten kraj, uciekli z tego kraju, zdezerterowali z pola walki dla lepszego życia, bądź własnego bezpieczeństwa. Porzucili walczących kolegów i dziś mają czelność, oceniać ich działania, nazywać ich zdrajcami, sprzedawczykami, etc. Zdrajcami byli ci, co uciekli z kraju korzystając z oferty władz PRL!
Ci tchórzliwi dezerterzy, produkują swoje wypociny w Internecie, obrzucają inwektywami tych, których zdradzili, których pozostawili w walce z komuną wyjeżdżając z kraju, gdy tylko nadarzyła się taka okazja, obrażają tych, którzy walczyli do końca, nie wyjechali z kraju, mimo takich samych zachęt i nacisków władz PRL.
Dezerterzy, którzy uciekli z pola walki, pozbawili się prawa do oceny osób i zdarzeń, tak samo jak honoru!
Ci mali tchórzliwi ludzie, bez zahamowań opluwają tych, którzy z kraju nie wyjechali, którzy nie bali się walczyć z PRL, Wałęsa nie pojechał po odbiór nagrody Nobla z obawy, że mogliby nie wpuścić go do kraju! Ustalenia okrągłego stołu, które pozwoliły na pokojowe przejęcie władzy, nazywają zdradą, a ich uczestników zdrajcami! Ci uczestnicy okrągłego stołu, nie uciekli przed odpowiedzialnością, nie wyjechali za granicę, wielu przebywało w więzieniach, byli szykanowani, nierzadko bici i poniżani, ale kraju nie opuścili! I takich ludzi, tchórzliwi dezerterzy, nazywają zdrajcami! Niektórzy emigracyjni renegaci, stawiają znak równości pomiędzy zbrodniami hitlerowskiego faszyzmu i PRL, mają czelność domagać się jego osądzenia! To ludzie chorzy z nienawiści do wszystkiego, co polskie, co wielkie, co nie da się splugawić! Stawiam sprawę jasno i jednoznacznie. Dezerterzy, którzy z dezerterowali z pola walki, bez względu na powody, nie mają absolutnie żadnych praw do oceny wyników walki, do oceny uczestników walki, do domagania się czegokolwiek! Tchórz nie może niczego się domagać poza litością, nie może oceniać męstwa bohaterów, nie ma zdolności honorowych do takiej oceny! Emigranci polityczni lat 80-tych, to w pełnym tego słowa znaczeniu dezerterzy, oni skorzystali z możliwości porzucenia pola walki, uciekli ze strachu przed więzieniem, przed biciem, przed niepewnością jutra, bez żalu pozostawili w tej walce ludzi, których dziś bez skrępowania obrażają, oceniają, nazywają zdrajcami, żydokomunistami, etc. etc.
Ci renegaci, uciekając z pola walki, pozbawili się prawa przebywania na polskiej ziemi, którą porzucili jak tchórze, korzystając z oferty, wtedy silniejszego. Gdyby mieli honor, nie przyznawaliby się do polskości, którą bez żalu zdradzili! Ani jeden z renegatów nie został siłą wyrzucony z kraju, wyjechali sami, w trosce o własne bezpieczeństwo!
Emigranci polityczni lat osiemdziesiątych, niech zajmą się sprawami swojej nowej ojczyzny, którą w chwili zagrożenia tak samo chętnie porzucą jak Polskę! Z obrzydzeniem czytam przysyłane nam maile przez emigrantów politycznych lat 80-tych z Niemiec, pod szyldem SOWA, którzy bez zahamowań obrażają człowieka, przy którym żaden z nich nie jest godny stanąć! Poczuli się upoważnieni nie tylko do cenzury i oceny artykułu „Po Co Nam IPN” zamieszczonego w Szerszeniu nr 11 i 12, ale również do oceny jego autora nazywając Go żydokomunistą!
Stanisław Kot, autor artykułu, nigdy nie należał do żadnej organizacji, jest sierotą, jego ojca i matkę w roku 1948 aresztowali nieznani ludzie i ślad po nich zaginął! Od 6 roku życia utrzymywali go różni znajomi jego rodziców, bo nawet w domu dziecka nie było dla Niego miejsca. On nie ma za co kochać komunistów! Jego artykuły bolą, bo są do bólu prawdziwe, Jego artykuły są
trudne i nie pasują do dzisiejszej „prawdy” o PRL! Nigdy nie chwalił PRL, nigdy nie chwalił komunizmu, pisał zawsze o nim prawdę, to ta prawda budzi wściekłość tchórzliwej emigracji i oszołomów prawicy, gdziekolwiek są. To ta prawda, boli dezerterów, którym nie starczyło odwagi by zostać w kraju i walczyć! Trzeba być emigracyjnym renegatem, by człowieka tak boleśnie doświadczonego przez komunistów, za pisanie prawdy o naszych czasach, nazwać żydokomunistyczną mętą!
W artykule, „Po Co Nam IPN” wszystko jest prawdą! Każde jedno zdanie w tym artykule boli tych wszystkich, którzy stworzyli nową prawdę, wirtualną prawdę, dziś obowiązującą! Rzeczywiście fakty zawarte w tym artykule, nie pasują do obowiązującej prawdy w III RP!
Dla mnie, dla nas, dla milionów Polaków, jest bez znaczenia jak nazywa się nasza Polska, to nasza ojczyzna i wolę być Jej więźniem, niż wolnym poza Nią! Widocznie taki sam pogląd mieli ci, co nie wyjechali z kraju, mimo zachęt, gróźb i nacisków. Bez względu na swoje bezpieczeństwo, podjęli walkę z systemem, głosili swoje poglądy sprzeczne z obowiązującymi! Dziś tchórzliwi dezerterzy przebywający od lat poza granicami kraju, uzurpowali sobie takie same prawo do oceny zdarzeń i osób jak ci, którzy tu w kraju walczyli do zwycięskiego końca!
Bezczelność renegatów nie mieści się w głowie, oni nie zdają sobie sprawy, kim są, oni uważają się za bohaterów!


Pozdrawiam
Lech Walesa,
lwprezydent@wp.pl

 

MK (replika):

Wirtualna Polonia:
Przepraszamy! Niema takiej opinii. (Wirtualna Polonia zostala nieco po zamieszczeniu mojej odpowiedzi  zhackerowana,  moje „krupinskizmy” – stala w niej pozycja w ilosci okolo 300 tekstow zostaly z niej pozniej przez Redakcje usuniete. Ale ja jestem skrupulant i swoje wlasne archiwa mam kompletne i trzymane poza komputerem i dlatego swoja owczesna odpowiedz moge w calosci zacytowac.):

Miroslaw Krupinski odpowiadajac Lechowi Walesie

(Wirtualna Polonia - 18 kwietnia 2006)

 

Odpowiadanie na belkot jest chyba najtrudniejszym rodzajem odpowiedzi jaka czlowiek moze podjac. Dlatego odpowiadanie na to co podpisal Lech Walesa (bo pisal to ktos inny, biegly w pisaniu a nie podpisany) nie sprawia mi ani przyjemnosci ani satysfakcji. Uwazam jednak ze odpowiedziec musze i to odpowiedziec niejako z urzedu w imieniu tych w wypowiedzi Pana oplutych. Jest to dla mnie tym trudniejsze ze kiedys bylismy bliskimi wspolpracownikami i to Lech Walesa wysunal moja kandydature na wiceprzewodniczacego KK na I Zjezdzie „S”, co po uzgodnieniu ze swoim Regionem (Warminsko Mazurskim), ktorego bylem wczesniej przewodniczacym – zaakceptowalem.

Zaczne od przyznania pewnej marginalnej dla sprawy racji Walesie na ktorego publiczny list adresowany do ogolu Polonii tu publicznie odpowiadam: - Prawda jest ze na poczatku lat 80tych wyjechalo z Polski wielu opiortunistow, wielu wyslanych przez PRL agentow, wielu ludzi przedkladajacych wyjazd (najczesciej z rodzina) ponad wiezienie czy represje – czasem bardzo dotkliwe i uniemozliwiajace normalne zycie. Pisze mi sie to latwo bo nie naleze do zadnej z tych kategorii o czym L.Walesa wie.

Inna prawda jest tez, ze wiecej ludzi wyjechalo z III RP uciekajac przed ubostwem i przesladowaniami nie wiele rozniacymi sie od PRLowskich, wielu wyjechalo z III RP rownie sluzbowo w czasie prezydentury Lecha Walesy i Aleksandra Kwasniewskiego w celu inwigilacji i sterowania Polonia. Znow - jest mi latwo o tym pisac bo i do tych kategorii nie nalezalem. Ludzie Ci zostali przez Pana & Consortes na wyjazd skazani, zmuszeni, lub sluzbowo wydelegowani.

Wyjechalem z Polski (a pisze o tym bo bylo zapewne wielu innych o podobnej motywacji) bo zaobserwowalem rozpoczynajacy sie proces dawania sobie buzi naszego bylego „Wodza” i jego wspolnikow z naszymi bylymi wrogami. Dla mnie i dla tych mnie podobnych alternatywa wyjazdu nie bylo wiezienie, nie byla smierc glodowa, a checia wyjazdu nie byla chec poprawienie sobie bytu. Wrecz przeciwnie – ja zdawalem sobie sprawe, ze wyjezdzajac z pustymi kieszeniami bytu lepszego niz mialem w PRL (szczegolnie przed uwiezieniem, ktore odsiedzialem w calosci, bez ubiegania sie o laske ani o warunkowe zwolnienie) na emigracji sobie nie zbuduje.

O scenariuszu przyszlej Magdalenki, oczywiscie bez jej nazwy i daty – wiedzialem od wczesnej wiosny roku 1983, a dowiedzialem sie o nim w wieziemniu w Leczycy od Frasyniuka, ktory wybelkotal cala prawde o planach majac mnie za swojego - no bo bylem wiceprzewodniczacym Zwiazku z kandydatury Walesy, a poza tym kto, w pojeciu Frasyniuka, mogl taka swietna oferte udzialu odrzucic, nieprawdaz?

W detale tej oferty nie wierzylem przez ponad pol roku bo byly zbyt odrazajace. Dlatego prosto z wiezienia udalem sie w dniu 17 wrzesnia 1983 roku do Lecha Walesy, z moim stanowojennym adwokatem, ktory mnie na Zaspe zawiozl i ktory byl swiadkiem naszej krotkiej rozmowy. Chcialem Walese ostrzec przed kielkujaca za naszymi (jego i moimi) plecami zdrada. Zamiast tego zaskoczylem go i wyraznie zmieszalem faktem ze o tym wiem i ze rozmawiamy o tym przy osobie trzeciej. Kilkakrotnie usilowal zmienic temat i zbagatelizowac go powtarzanym pytaniem dlaczego z takim durniem jak Frasyniuk w ogole rozmawialem. Reakcje byly czytelne i przekonalem sie ze o sprawie wiedzial. Nie przeciagalem rozmowy i wyszedlem wraz ze wspomnianym swiadkiem. Bylo to moje ostatnie spotkanie z Lechem Walesa, nie liczac otarcia sie w Kosciele Swietej Brygidy, gdzie w czasie pozniejszego zabiegu (koronerografia w Klinice Akademii Medycznej) wstapilem.

Jeszcze przez jakis czas mialem watpliwosci czy „wiedziec” znaczylo w przypadku Walesy „uczestniczyc” w planie. Watpliwosci rozwialy sie na poczatku roku 1986 (sledzilem uwaznie dostepne relacje o sytuacji w mozliwych zrodlach polskich, z bibula konspiracyjna wlacznie) i zagranicznych. Relacje te i widoczne dla mnie zjawiska potwierdzaly mi zaawansowany juz etap planu o jakim uslyszalem w ZK Leczyca. Obrzydzenie jakie mnie wtedy opanowalo bylo glownym powodem mojego wyjazdu

Rok czasu zajelo mi zalatwienie formalnosci emigracyjnych i likwidacja swoich spraw w Polsce (od wyjscia z wiezienia bylem pozbawiony pracy ale mialem zarejestrowana i dzialajaca pracownie projektowa – jestem inzynierem). Wyjechalem 7 maja 1987 roku (a wiec przwie cztery lata po wyjsciu z wiezienia), na zaproszenie i na koszt rzadu Australii, ktory uznal moje kwalifikacje zawodowe za uzyteczne w nowym kraju.

Aby dopowiedziec do konca – wyjechalem z „obrzydzenia” do zycia w Kraju, gdzie rzadza bandyci a flirtuja z nimi, juz otwarcie, moi wczesniejsi wspoluczesnicy walki z tymze bandytyzmem politycznym. Pierwsze lata byly emocjonalnie trudne i pracowite bo odbudowywalem swoja baze zyciowa od zera, a wyjechalem majac lat prawie 48. Do roku 1996 moje wiadomosci o sytuacji w Polsce i o zaistnialych ukladach politycznych i mafijnych pochodzily glownie z listow od znajomych, rodziny i bylych kolegow z „S”. Tresc tych informacji sprawila ze nigdy nie zalowalem swojej decyzji wyjazdu, aczkolwiek brakowalo mi Polski i moich wlasnych wydeptanych w niej sciezek.

Od roku 1996 mialem dostep do internetu, zalozylem swoja witryne internetowa i zaczalem czytac i pisac o Polsce. W roku 1997 skonczylem pisanie ksiazki „Zaulki Zbrodni”, dostepnej w calosci na mojej witrynie wraz z glownymi dokumentami z opisywanego okresu (13 grudzien 1981 – 17 wrzesien 1983). Ksiazka wywolala wiele odpowiedzi i zdziwienie ze zyje i ze wogole istnialem. Dowiedzialem sie ze wraz z poczatkiem III RP zaczeto i przeprowadzono w Polsce dokladna czystke moich Sbeckich, prokuratordkich i sadowych dokumentow i sladow istnienia. Zostalo mi to co wywiozlem – a poniewaz zawsze bylem systematyczny i skrupulatny – zostaly mi oryginalne wtorniki urzedowe tak pracowicie niszczonych w Polsce walesowskiej dokumentow.

Ksiazke i przed jej wydaniem druklem i po jej wydaniu przekazalem do kilku adresatow, w tym do bylego Zarzadu Regionu I „S” i do IPN rownolegle ze skladanym w roku 2001 wnioskiem o dostep do dotyczacych mnie dokumentow. Istnienie tej ksiazki wywolywalo czesto konsternacje, czasami strach. Bo dokumentowala to co w wyniku czystki mialo nie istniec. Nie czuje sie specjalnie wyroznionym ta czystka – choc uwazam za miala ona zwiazek z moim rozstaniem sie z Walesa we wrzesniu 1983 roku. Wiem ze czyscili archiwa (w tym przypadku swoje, ale nie tylko) i Walesa i Michnik i cala grupa „autorytetow” zaklopotanych swoja rzeczywista przeszloscia. Ogladalem kilka filmow dokumentalnych, w tym posiadany do dzis film „Nocna Zmiana”, zawierajacy i owczesne wyjasnienia Lecha Walesy, i spoconego z mina zbitego psa Jacka Kuronia i baaardzo zdenerwowanych innych obalaczy Rzadu Olszowskiego. Dotarla tez do mnie, juz pozniej, pewna ilosc pokrewnych temu i podobnym wydarzeniom w III RP dokumentow,  negatywow i relacji. Otrzymywalem opisy odbieranych przez moich bylych kolegow z ZR „S” dokumentow archiwalnych z zamazywanymi na czarno nazwiskami, co mnie samego zniechecilo do niepotrzebnej podrozy po ich odbior.

Tak wiec, Panie Walesa, z pewnymi wyjatkami to nie wyjezdzajacy z Polski Polacy zdradzili swoj Kraj – to ich zdradzono i sprzedano i sprzedaje sie do dzis zmuszajac do emigracji zarobkowej na zasadach czesto bardzo zblizonych do przymusowych robot w czasie WWII. Ci ktorzy Pana i panska „Polske” zdradzili wracaja z Dworca Victoria w Londynie z dziurami w portkach. To oni padli lupem i ofiara Pana prezydentury i Pana kolesiow, libacje z ktorymi w Magdalence moze Pan znalezc na fotkach frontowej strony witryny „USOPAL”. Ja tez je (i inne) mam, ale szkoda mi na nie miejsca na moich witrynach. Dlaczego? – Bo wstydze sie okresu swojej przedstanowojennej nieswiadomosci, w ktorej uwazalem Pana za czlowieka uczciwego.

Pragne Pana zapewnic, ze w mojej drugiej Ojczyznie – Australii czuje sie znacznie lepiej niz z Panem czulbym sie w obecnej Polsce. I mysle ze nie czuje sie w tym odosobniony.

Miroslaw Krupinski
b. przewodniczacy ZR „S” Regionu Warminsko Mazurskiego
b. wiceprzewodniczacy KK „S” po I Zjezdzie.

Albany, Western Australia 18 kwietnia 2006

 

Po powyzszej wypowiedzi na forum Wirtualnej Polonii pojawily sie kolejno dwie publikacje :

1/ Lecha Walesy, przyznajacego sie ze z jego polecenia i przyzwolenia z Kiszczakiem wspolpracowalo od polowy lat 80 okolo 20 jego bliskich wspolpracownikow i doradcow. Data byla klamstwem bo ta wspolpraca zaczela sie w roku 1982 ( vide moja ksiazka „Zaulki Zbrodni”  i opisane tam belkoty i zachety Frasyniuka abym sie przylaczyl).

2/ Rozpaczliwy jek Frasyniuka ze Walesa nigdy sie do tego nie powinien przyznawac.

Zaraz po tym witryna Wirtualnej Polski zostala zhakerowana i zlikwidowana wraz z archiwami. Na szczescie nie z moimi wlasnymi ktore trzymalem zawsze poza komputerem. W kazdym racie WP juz nigdy nie zostala odtworzona.

 

Niemniej – lawina ruszyla i obrodzila publicznymi potwierdzeniami przez Walese tej bohaterskiej kolaboracji oraz ich publikacja przez media prywatne, publiczne i panstwowe”. Przytocze tu tylko trzy z nich (bylo ich duzo wiecej) po ktorych prawda o ktorej pisalem od 12 lat wyszla na jaw. Oto one:

 

1. http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=39491   Wto 29 Sie, 2006 17:37  cytuje:


Jak donioslo dzisiejsze ZW Kuron rozmawial o przejeciu wladzy z SB a konkretnie z tym co mial najslynniejsza szafe w III RP Lesiakiem http://i.wp.pl/a/f/gif/975/icon_lol.gif
Najlepsze jest to ze widocznie nie skoordynowano wypowiedzi prasowych z obozu III RP gdyz TW "BOLEK" czyli skakajcy przez plot L.Walesa "wygadal" sie dzis dla Radia Gdansk nastepujaco:

 

Wałęsa upoważnił Kuronia do negocjacji z SB

Lech Wałęsa

AFP

Lech Wałęsa twierdzi, że upoważnił Jacka Kuronia i innych do prowadzenia wszelkich możliwych negocjacji, także z SB, które mogły doprowadzić do kompromisu z PRL-owską władzą. Odpowiada w ten sposób na doniesienia, że Kuroń w latach 1985-89 pod przykryciem tzw. rozmów ostrzegawczych i przesłuchań prowadził z bezpieką rozmowy mające charakter negocjacji politycznych. O odkrytych na ten temat dokumentach w IPN napisało dziś "Życie Warszawy". Gazeta podała, że chodzi o operacyjne rozpoznanie o kryptonimie Watra, które dotyczyło Jacka Kuronia.


Lech Wałęsa powiedział Radiu Gdańsk, że około 20 osób było przez niego upoważnionych do rozmów z władzą. Były prezydent wymienił jedynie Jacka Kuronia i Adama Michnika. Pytany jaki był cel takich konsultacji Wałęsa odpowiedział, że: "odblokowanie drogi do wolności". Dodał, że rozmowy miały być prowadzone m.in. z SB, bo jego zdaniem "bezpieka w tamtych czasach rozdawała karty". Były lider Solidarności dodał, że jego wysłannicy tylko rozmawiali, nie mogli jednak podejmować żadnych decyzji. "Ostateczne decyzję podejmowałem ja, miałem silną pozycję i wiedziałem, że nie zdradzę" - powiedział Lech Wałęsa. Przyznał, że nie ma pewności, czy jego wysłannicy w rozmowach z SB nie sprzeniewierzyli się idei Solidarności.


Według "Życia Warszawy" Jacek Kuroń w latach 80. miał się głównie spotykać z pułkownikiem Janem Lesiakiem, tym samym który na początku lat 90. miał prowadzić akcję inwigilacji prawicy.


Niedlugo po nim wypowiedzieli sie niejaki kierowca PKS-u Frasyniuk (UW,PD) i Jasiu Litynski z szanownej nieboszczki UW:

 
Frasyniuk i Lityński: Nieuprawnione twierdzenie "ŻW" nt. rozmów Kuronia z SBW opinii byłych opozycjonistów Władysława Frasyniuka i Jana Lityńskiego nieuprawnione jest twierdzenie, że Jacek Kuroń prowadził z SB rozmowy o charakterze negocjacji politycznych, o czym napisało wtorkowe "Życie Warszawy".

 
Frasyniuk i Lityński zwracają uwagę, że Kuroń miał być niedopuszczony do rozmów przy Okrągłym Stole. Tego argumentu używa też inny b. członek KOR Zbigniew Romaszewski.


"Życie Warszawy" napisało, że historycy natrafili w IPN na materiały dowodzące, że w latach 1985-1989 Kuroń prowadził z bezpieką rozmowy mające charakter negocjacji politycznych. Jak zaznaczył dziennik, chodzi o dokumenty z akt sprawy operacyjnego rozpoznania o kryptonimie Watra, która dotyczyła Jacka Kuronia. Wynika z nich, że Jacek Kuroń prowadził z bezpieką negocjacje polityczne pod przykrywką tzw. rozmów ostrzegawczych i przesłuchań. Według "ŻW", Kuroń miał rozmawiać w 1988 r. m.in. o przygotowaniach do Okrągłego Stołu.


Zdaniem jednego z czołowych działaczy opozycyjnych Władysława Frasyniuka (obecnie lidera Partii Demokratycznej-demokraci.pl), tekst w "ŻW" dowodzi "niekompetencji historyka IPN, który prowadził badania".


"Jeśli ktoś jest naukowcem i pracuje w IPN, to doskonale wie, kto prowadził rozmowy z tamtą władzą i kto był konstruktorem rozmów przy Okrągłym Stole. Z całą pewnością był to Kościół i część środowisk inteligenckich. Na pewno nie Jacek Kuroń, który wtedy był wrogiem publicznym numer jeden" - powiedział PAP Frasyniuk. Zaznaczył, że Kuroń miał być niedopuszczony do rozmów przy Okrągłym Stole. "Taki był warunek generałów (Czesława ) Kiszczaka i (Wojciecha) Jaruzelskiego - może się rozpocząć Okrągły Stół, ale bez Kuronia i bez (Adama) Michnika" - podkreślił Frasyniuk.


Jak powiedział, Kuroń "znany był powszechnie z tego, że w trakcie przesłuchań mówił o potrzebie kompromisu". "Wszyscy o tym wiedzieliśmy" - dodał. Dlatego też, zdaniem Frasyniuka, pisanie, że Kuroń negocjował ze Służbą Bezpieczeństwa jest "kompletnym nieporozumieniem".


Frasyniuk dodał, że w jego opinii obecnie lustracja "służy temu, aby zabić resztki przyzwoitej historii współczesnej Polski i obalić autorytety". "Jacek Kuroń spędził dziewięć lat w ciężkich więzieniach, a teraz okazuje się, że to człowiek, który w domyśle współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa" - mówił.


"Trudno mi sobie wyobrazić, aby władza prowadziła rzekomo tajne negocjacje z Kuroniem, a jednocześnie nie chciała go dopuścić do oficjalnych negocjacji" - zauważył w rozmowie z PAP inny polityk Partii Demokratycznej-demokraci.pl, Jan Lityński.


Według Lityńskiego, kontakty Kuronia ze SB, to "nie były żadne rozmowy, tylko normalne przesłuchania, połączone z ostrzeżeniami". Lityński był od 1984 r. w solidarnościowym podziemiu, członkiem Regionalnego Komitetu Wykonawczego NSZZ "S" na Mazowsze, a w 1989 r. uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu.


Jak dodał Lityński, koncepcja "Solidarności" polegała na tym, że trzeba doprowadzić do rozmów z władzami. Według Lityńskiego, Kuroń uważał, że trzeba doprowadzić jak najszybciej do ugody, przynajmniej w sprawach gospodarczych. "I o tej koncepcji Jacek mówił zarówno prywatnie, jak i w podziemiu (...) a także w wystąpieniach publicznych. I mówił to także podczas przesłuchań przez SB" - zaznaczył Lityński.


Zdaniem Lityńskiego, bardzo trudno powiedzieć, co dokładnie mówił wtedy Kuroń, ponieważ "nie wiemy, co z tym robiła SB".


"Pomysł, że Jacek Kuroń był człowiekiem ugody z SB i w związku z tym prowadził negocjacje, mógł powstać tylko w głowie kogoś, kto nie rozumie, nie zna tamtych czasów. Wnioski, które wysnuwa »Życie Warszawy«, są całkowicie nieuprawnione" - ocenił Lityński.


Również zdaniem innego działacza KOR, obecnie senatora, Zbigniewa Romaszewskiego, Kuroń nie odgrywał "czołowej roli" przy organizowaniu rozmów Okrągłego Stołu. "Ledwie jakoś w końcu go doproszono. Generalne rozmowy były prowadzone przez Episkopat i otoczenie Lecha Wałęsy - (Bronisława) Geremka, (Tadeusza) Mazowieckiego, (Andrzeja) Wielowieyskiego" - wspomina Romaszewski.


Kuroń był jednym z liderów opozycji demokratycznej w PRL. W 1964 roku wraz z Karolem Modzelewskim napisał "List otwarty do partii", za co został skazany na 3 lata więzienia. W marcu 1968 roku został skazany na kolejne 3,5 roku więzienia. W 1976 roku zakładał KOR.


We wrześniu 1980 roku był doradcą Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność". Internowany po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku, zwolniony na mocy amnestii w 1984 roku. Brał udział w rozmowach Okrągłego Stołu.


A na koniec jakby bylo malo wypowiedzial sie slynny lautorytet moralny z SB czyli czlowiek slynacy z posiadania najslynniejszej szafy III RP plk.Lesiak:

 
Były funkcjonariusz SB pułkownik Jan Lesiak nie zgadza się z tezą niektórych historyków IPN, że SB była używana przez część opozycji do negocjacji z peerelowska władzą. Według Lesiaka, w imieniu opozycji z władzą negocjował Episkopat Polski.sic !!!


Komentując artykuł w dzisiejszym "Życiu Warszawy" Lesiak powiedział, że legenda opozycji Jacek Kuroń nigdy nie negocjował ze Służbą Bezpieczeństwa. Założyciel KOR - u był wielokrotnie zatrzymywany na rozmowy ostrzegawcze i przesłuchania, które prowadził między innymi właśnie Jan Lesiak. Były funkcjonariusz SB powiedział, że Jacek Kuroń był rozmowny, ale powtarzał jedynie to, co mówił oficjalnie, na przykład w wywiadach, udzielanych zachodnim dziennikarzom.


"Życie Warszawy" cytuje notatki pułkownika Lesiaka z rozmów z Jackiem Kuroniem prowadzonych od roku 1985. Kuroń - według jednej z notatek - sugerował, że władze mogłyby by rozpocząć negocjacje z mniej radykalną grupą działaczy "Solidarności".


Pułkownik Lesiak powiedział, że ten pogląd opozycjonisty również był znany z jego publicznych wypowiedzi. Według byłego funkcjonariusza SB, działalność Kuronia w dużej mierze polegała właśnie na gaszeniu radykalnych nastrojów, gdyż dawały władzy argument do represjonowania opozycjonistów. Lesiak zaznaczył, że w tym sensie wezwania do ograniczenia radykalnych postaw, na niektórych etapach mogły być dla władzy niewygodne.


Według pułkownika Lesiaka, Jacek Kuroń nie był postrzegany jako ktoś ugodowy, o czym świadczy fakt, że początkowo chciano go wykluczyć z rozmów Okrągłego Stołu w 1989 roku.


Pułkownik Jan Lesiak powiedział też, że inwigilował Jacka Kuronia od 1978 lub 1979 roku. Dodał, że w jego odczuciu Kuroń nigdy nie traktował funkcjonariuszy SB jako wrogów, lecz jako przeciwników politycznych. Lesiak przyznał, że fakt iż on sam został pozytywne zwryfikowany do pracy w UOP zawdzięcza ustnej opinii Jacka Kuronia. Według Lesiaka notatka na ten temat jest w dokumentach weryfikacyjnych.


Coz wystarczy dodac uderz w stol a nozyce sie odezwa tylko w tym wypadku koordynacja dzialan byla na mizernym poziomie jeden mowi to drugi cos innego czyli gow.I tak krok po kroku poznajemy kulisy powstawania III RP czyli republiki kolesi a wykolegowany zostal narod i jakze znamiennie brzmia slowa J.Kurtyki(prezesa IPN-u) ze gdy akta SB beda powszechnie dostepne bedziemy pisac ostatnie lata historii Polski na nowo....

 

2. http://tomaszlis.wp.pl/forum_posting.html   Wysłany: Wto 12 Wrz, 2006 07:22   


 

Apel do Polaków!!!!!!!!!!!!!!!


Ujawnienie rozmów, jakie prowadził ze Służbą Bezpieczeństwa Jacek Kuroń, wstrząsnęło opinią publiczną. Okazało się, że osoba przedstawiona przez układ Okrągłego Stołu jako bohater narodowy prowadziła regularnie potajemne negocjacje z bezpieką. W trakcie tych rozmów Jacek Kuroń proponował wspólny z komunistami "front antykryzysowy" oraz ustalał, które osoby i organizacje niepodległościowe zostaną z polityki polskiej usunięte.


Rozmówcami Kuronia byli Wacław Król i Jan Lesiak, funkcjonariusze III departamentu bezpieki, brutalnie zwalczający polskie dążenia niepodległościowe. Jest to fakt tym bardziej oburzający, iż - jak się okazuje - negocjacje te odbywały się za wiedzą i zgodą Lecha Wałęsy.

 
W tej sytuacji nie może dziwić, że w 1990 roku Jan Lesiak za poręczeniem Jacka Kuronia został przyjęty do Urzędu Ochrony Państwa i mianowany szefem specjalnego zespołu. To właśnie zespół kierowany przez Lesiaka przy pomocy metod esbeckich niszczył przez następne lata niepodległościowe partie polityczne. Rozmowy z lat 80. zostały więc zwieńczone inwigilacją, podsłuchami i nagonką organizowaną w mediach przez agenturę w latach 90. przeciwko partiom domagającym się dekomunizacji i lustracji.


Dziś próbuje się uniemożliwić ujawnienie i dotarcie do opinii publicznej tych faktów. Raz jeszcze organizowana jest medialna nagonka na prawdę, a współpracę z bezpieką przedstawia się jako działanie godziwe, a nawet bohaterskie. Opinii publicznej próbuje się narzucić tezę, że bez rozmów z bezpieką odzyskanie niepodległości byłoby niemożliwe. Odbywa się upiorna gloryfikacja zbrodniczych organizacji komunistycznych odpowiedzialnych za setki wypędzonych, pozbawionych pracy, uwięzionych i skrytobójczo zamordowanych. Próbuje się stworzyć atmosferę, w której ten, kto współpracował z bezpieką, jest godzien szacunku, a ten, kto takich rozmów odmówił, traktowany jak oszołom.


Zwracamy się do opinii publicznej, do wszystkich Polaków, o przeciwstawienie się tej haniebnej nagonce na prawdę i honor opozycji niepodległościowej, "Solidarności" i milionów Polaków, którzy wiele poświęcili, byśmy mogli żyć w niepodległej Ojczyźnie. To ich wysiłek, upór i poświęcenie, a nie potajemne rozmowy z bezpieką, zadecydowały o Wolnej Polsce. Nie pozwólmy, by kłamstwo raz jeszcze zatriumfowało w naszym kraju.

 
Anna Walentynowicz

http://www.naszdziennik.p...912&id=po22.txt

 

Media o IPN (tekst z witryny IPN)

4 września 2006

PRZEGLĄD MEDIÓW - 30 sierpnia 2006 r.

KRÓTKO:

*           Dokumenty o negocjacjach Jacka Kuronia z Służbą Bezpieczeństwa poszerzają naszą wiedzę o genezie Okrągłego Stołu, ale nie są żadnym przełomem, nie stawiają spraw w innym świetle - tak historyk IPN dr Antoni Dudek skomentował wtorkową publikację "Życia Warszawy" nt. rozmów Kuronia z SB w latach 1985-88. Dzisiaj mamy taki stereotyp opozycji wyłącznie walczącej. A opozycja nie tylko walczyła, ale też negocjowała - powiedział Dudek. Jednym z kanałów informacyjnych czy komunikacyjnych były rozmowy między ludźmi opozycji a ówczesnymi władzami - podkreślił. Jeżeli się weźmie publicystykę Kuronia, a także ludzi z jego kręgu: Jana Lityńskiego, Adama Michnika, to z tego, co pisali w latach 80., wynika, że ich celem była reforma, liberalizacja systemu, a nie jego obalenie - gdyż to było cechą radykalnego odłamu opozycji - uważa Dudek. Pytany o upoważnienie Kuronia do rozmów z ówczesnymi władzami w latach 1985-1988, Dudek powiedział: "tak naprawdę w latach 80. każdy prowadził działalność na własną rękę, ci ludzie się oczywiście ze sobą komunikowali". Kuroń był samorodnym bytem politycznym, człowiekiem już wtedy bardzo znanym i on decydował o tym, z kim rozmawia i na jaki temat - podkreślił. Zdaniem Dudka, rozmowy Kuronia prowadzone były "pod przykryciem", dlatego że "generalnie w opozycji panowała obsesja zagrożenia ze strony SB i wszyscy się obawiali, że zostaną oskarżeni o to, że są agentami". Zresztą sama bezpieka stosowała taką metodę rzucania podejrzeń - zaznaczył Dudek. No i nic dziwnego, że Kuroń starając się ten kanał komunikacyjny stworzyć, jednocześnie się zabezpieczał przed właśnie podejrzeniami, że zaczął współpracę z bezpiekę - dodał. PAP, Polskie Radio, TVN 24, „Fakty” TVN, „Wiadomości” TVP 2 29.08.2006 r., dr Antoni Dudek, dr Henryk Głębocki, Jan Lityński i Władysław Frasyniuk dyskutowali o rozmowach Jacka Kuronia z SB w „Magazynie 24 godziny” w TVN 24.

*            

*           Lech Wałęsa stwierdził, że upoważnił kilka osób, w tym Jacka Kuronia i jednego z braci Kaczyńskich, do negocjacji z SB. Kancelaria Prezydenta RP zaprzeczyła jakoby Lech Kaczyński prowadził takie negocjacje. Lech Wałęsa, komentując we wtorek informację o znalezieniu w IPN dokumentów dowodzących, że Jacek Kuroń w połowie lat 80. prowadził ze Służbą Bezpieczeństwa rozmowy o charakterze negocjacji politycznych, powiedział, iż miał on do tych kontaktów z SB jego upoważnienie i zgodę. "Ja, Lech Wałęsa, upoważniłem Jacka Kuronia i jeszcze ok. 20 innych osób do wszelkich możliwych rozmów, nawet z samym szatanem, a co dopiero bezpieką, w celu odblokowania marszu do wolnej Polski" - powiedział we wtorek PAP b. prezydent. Nie chciał ujawnić nazwisk innych działaczy opozycji, którzy za jego pozwoleniem kontaktowali się z SB. "Między innymi wykorzystywałem do tajnych rozmów jednego z Kaczyńskich. Zadaniem było wyrwać komunistom Jerzego Jóźwiaka (polityk SD) i Romana Malinowskiego (polityk ZSL) z ich organizacjami. I zamiast Kiszczaka osadzić na premiera Mazowieckiego. To było na moje polecenie" - tłumaczył Wałęsa. PAP, TVN 24 29.08.2006 r.

*            

*           Andrzej Gwiazda jeden z założycieli "Solidarności" uważa, że Lech Wałęsa nie miał prawa upoważniać działaczy opozycyjnych do negocjacji z SB. Andrzej Gwiazda podkreślił, że opozycjoniści z władzą - czyli rządem - rozmawiali bez pośredników. Gwiazda wiedział o rozmowach Kuronia z SB, bo sam Jacek Kuroń mu o tym powiedział. Andrzej Gwiazda nie ma jednoznacznej opinii w sprawie charakteru rozmów Jacka Kuronia z bezpieką. "Nie wiem, czy Kuroń współpracował i chodził na spotkania, czy przesłuchania? -powiedział Gwiazda. Zaznaczył jednak, że Kuroń działał na niekorzyść "Solidarnosci" negocjując z SB. Zdaniem Andrzeja Gwiazdy wreszcie wyszła na jaw prawda, w którą społeczeństwo przez 17 lat nie mogło uwierzyć. IAR 29.08.2006 r.

*            

*           W opinii byłych opozycjonistów Władysława Frasyniuka i Jana Lityńskiego nieuprawnione jest twierdzenie, że Jacek Kuroń prowadził z SB rozmowy o charakterze negocjacji politycznych, o czym napisało wtorkowe "Życie Warszawy". Frasyniuk i Lityński zwracają uwagę, że Kuroń miał być niedopuszczony do rozmów przy Okrągłym Stole. Tego argumentu używa też inny b. członek KOR Zbigniew Romaszewski. Zdaniem Władysława Frasyniuka, tekst w "ŻW" dowodzi "niekompetencji historyka IPN, który prowadził badania". "Jeśli ktoś jest naukowcem i pracuje w IPN, to doskonale wie, kto prowadził rozmowy z tamtą władzą i kto był konstruktorem rozmów przy Okrągłym Stole. Z całą pewnością był to Kościół i część środowisk inteligenckich. Na pewno nie Jacek Kuroń, który wtedy był wrogiem publicznym numer jeden" - powiedział PAP Frasyniuk. Zaznaczył, że Kuroń miał być niedopuszczony do rozmów przy Okrągłym Stole. "Taki był warunek generałów (Czesława ) Kiszczaka i (Wojciecha) Jaruzelskiego - może się rozpocząć Okrągły Stół, ale bez Kuronia i bez (Adama) Michnika" - podkreślił Frasyniuk. PAP, TVN 24, Radio Zet, IAR 29.08.2006 r.

*            

*           Marszałek Senatu i były opozycjonista Bogdan Borusewicz powiedział PAP, że nie jest dla niego zaskoczeniem informacja wtorkowego "Życia Warszawy", iż Jacek Kuroń prowadził z bezpieką rozmowy o charakterze negocjacyjnym. Jak przyznał Borusewicz, Kuroń "miał taki zwyczaj, że rozmawiał z przesłuchującymi go oficerami Służby Bezpieczeństwa i przekonywał ich do własnych racji". Szkoda, że ukazują się takie szczątkowe artykuły na temat Kuronia, które prowadza do dezawuowania jego autorytetu - tak były działacz KOR-u i NSZZ "Solidarność" Henryk Wujec. Podkreślił, że władze najbardziej bały się Kuronia i Adama Michnika. "Powiedziały, że w delegacji solidarnościowej (do rozmów) nie może być Kuronia i Michnika i przez to omalże nie doszło do zerwania tych negocjacji, bo Wałęsa mówił, że to on kształtuje kształt delegacji, a nie gen. Jaruzelski" - powiedział Wujec. PAP 29.08.2006 r.

*            

*           "Życie Warszawy": Publikacja "ŻW" na temat rozmów Jacka Kuronia z SB wywołała lawinę polemik. Z prawicy słychać głosy, że to ważny materiał do poznania historii. Lewica pomstuje na "małych gnojków z IPN". Ujawnione w gazecie opracowanie historyków wywołało oburzenie części polityków, zwłaszcza przyjaciół Kuronia. - Pytam panów z IPN: czy wyście się z chu...m na łby pozamieniali?! - powiedział "Życiu Warszawy" oburzony Andrzej Celiński, b. współpracownik Kuronia z KOR i "S". Jego zdaniem, to kolejny przejaw niszczenia autorytetów. - Jacek jest jednym z największych polskich bohaterów. Niestety, nasza świadomość została opanowana przez kilku małych gnojków z IPN. Kuroń powtarzał, że doświadczenie 1968 roku przestrzega nas przed rozmowami z esbekami. Natomiast my wszyscy wiedzieliśmy, że są pewne wyjątki, i Jacek był jednym z nich - tłumaczy Celiński na łamach "Życia Warszawy". Ostrożniejsi w ocenach są natomiast historycy. - Moim zdaniem, jest to dokumentacja bardzo istotna, zawierająca nowe i ważne informacje, powiedział dziennikowi prof. Wojciech Roszkowski, historyk i eurodeputowany PiS. Życie Warszawy 30.08.2006 r.

*            

*           Zbigniew Herbert "sypał" esbekom, a Adam Michnik był niezłomnym, prześladowanym opozycjonistą - taka kuriozalna konkluzja wynika z tekstu dziennikarki "Gazety Wyborczej" Ewy Milewicz, opublikowanego w jej blogu internetowym - informuje "Nasz Dziennik". Kampania oczerniania wielkiego poety, choć zniknęła z łamów mediów, najwyraźniej trwa dalej w "internetowym podziemiu", gdzie dostęp do opinii publicznej jest nieograniczony - pisze gazeta. Milewicz więc, powołując się na odtajnione dokumenty IPN, krytykuje Herberta za rozmowy z "esbekami", jednocześnie przeciwstawiając mu Michnika, który - zdaniem Milewicz - z bezpieką nie konwersował. Co w świetle również odtajnionych dokumentów IPN - jest najzwyczajniejszym kłamstwem, twierdzi "Nasz Dziennik". Zdaniem publicysty tej gazety wiele do myślenia dają np. moskiewskie rozmowy Michnika z sowieckimi komunistami. Potwierdza je szyfrogram nr 7086 nadany 14 lipca 1989 r. z Moskwy, w którym napisano: Według potwierdzonych informacji z dnia 12 bm. Adam Michnik był przyjęty przez kierownika grupy konsultantów w wydziale zagranicznym KC KPZR (...).. Nasz Dziennik 30.08.2006 r.

*            

*           Były funkcjonariusz SB pułkownik Jan Lesiak nie zgadza się z tezą niektórych historyków IPN, że SB była używana przez część opozycji do negocjacji z peerelowska władzą. Według Lesiaka, w imieniu opozycji z władzą negocjował Episkopat Polski. Komentując artykuł w dzisiejszym "Życiu Warszawy" Lesiak powiedział, że legenda opozycji Jacek Kuroń nigdy nie negocjował ze Służbą Bezpieczeństwa. Założyciel KOR - u był wielokrotnie zatrzymywany na rozmowy ostrzegawcze i przesłuchania, które prowadził między innymi właśnie Jan Lesiak. Były funkcjonariusz SB, któremu już w wolnej Polsce Kuroń pomógł przejść pozytywnie weryfikację z SB do UOP. powiedział, że Jacek Kuroń był rozmowny, ale powtarzał jedynie to, co mówił oficjalnie, na przykład w wywiadach, udzielanych zachodnim dziennikarzom. IAR 29.08.2006 r

*            

*           "Gazeta Wyborcza" zamieszcza komentarz Adama Michnika do publikacji "Życia Warszawy" o negocjacjach Jacka Kuronia ze Służbą Bezpieczeństwa. Redaktor naczelny dziennika pisze, że nigdy nie sądził, że dożyje dnia, gdy o świadectwo przyzwoitości Kuronia będzie proszony wysoki oficer SB. Podkreśla, że nie potrafi polemizować z opiniami gazet, telewizji i IPN na temat wartości szpiclowskich donosów i ubeckich raportów. Michnik z goryczą pisze, że dziennikarze i badacze IPN-u więcej zaufania mają do słów oficerów bezpieki i szpiclów niż do słów ludzi, którzy byli przeciwnikami dyktatury. Naczelny gazety uważa, że redakcja "Życia Warszawy", publikując tekst raportów oficerów SB, postąpiła podle i że tym dziennikarzom nie powinno się podawać ręki. Chociaż Jacek Kuroń, który wszystkim podawał rękę i wszystkim wybaczał, pewnie wybaczyłby także i tym draniom - pisze Adam Michnik w "Gazecie Wyborczej". GW 30.08.2006 r.

*            

*           -Jacek swoich poglądów nie ukrywał Pisał o tym w prasie podziemnej. Mówił wszystkim, że w przypadku braku porozumienia z ówczesną władzą Polsce grozi katastrofa i krwawa jatka. – mówi w wywiadzie dla Rzeczpospolitej Jan Lityński. -Spotykaliśmy się wtedy dość rzadko. Jacek w 1984 roku wyszedł już z więzienia, ale ja i wielu naszych kolegów było w podziemiu, ukrywaliśmy się. Te rozmowy były faktycznie politycznymi negocjacjami? Na pytanie o charakter rozmów Lityński odpowiada: - To było tylko żądanie legalizacji "S". Koronnym dowodem, że tak było, jest następujący fakt: gdy naprawdę zaczęły się negocjacje, czyli po strajkach w 1988 roku, władza postawiła warunek, że ani Michnik, ani Kuroń nie wezmą w nich udziału. Jego zdaniem ujawnione materiały mają wartość zerową. - Ten sam fragment historii opisany w sposób bardziej rzetelny można poznać, czytając wspomnienia Jacka – dodaje Lityński Rzeczpospolita 30.08.2006

*            

*           - Teza, że te dokumenty odsłaniają jakąś ciemną, ukrywaną stronę działalności Jacka Kuronia, jest po prostu głupia i zła - powiedział "Rz" Konrad Bieliński, członek KOR i podziemnych władz "Solidarności" regionu Mazowsze. Nie przeczy on informacjom, które zawierają notatki, choć ich język - zwraca uwagę - nie jest językiem Kuronia. Komentatorzy "Życia Warszawy" traktują je jak jego własne, swobodne wypowiedzi, a są to notatki z przesłuchań, na które nie chodził on przecież dobrowolnie. - Jedni na przesłuchaniach nic nie mówili, inni lżyli esbeków, a Jacek z nimi rozmawiał. Nie robił z tego tajemnicy, przeciwnie, opowiadał o tym na prawo i lewo - dodaje Bieliński. - Podziemna "Solidarność" zresztą - przypomina Bieliński - nie odżegnała się przecież od wszelkich kontaktów z władzami, np. z Czesławem Kiszczakiem. Już w 1982 roku Jan Olszewski i Władysław Siła-Nowicki prowadzili rozmowy w sprawie politycznego wyjścia ze stanu wojennego. W 1983 roku Wiesław Chrzanowski w imieniu Antoniego Macierewicza wynegocjował z SB warunki jego ujawnienia się. Jan Olszewski w 1984 roku był spiritus movens próby wydostania z więzienia za cenę wysłania za granicę jedenastu przywódców "Solidarności". Historyk Andrzej Paczkowski przypomniał, że w roku 1983 panowała opinia, że żadna strona konfliktu nie jest w stanie pokonać drugiej, a ten pat pogrąża Polskę. Kuroń, początkowo zwolennik strajku generalnego, uznał, że trzeba szukać kompromisu, i głosił to publicznie. - Gdyby generał Jaruzelski zaprosił go na rozmowę, Kuroń miałby bezpośredni kanał do przekazania mu tej tezy. Ale ponieważ takiego zaproszenia nie było, przekazywał ją majorowi Lesiakowi w słusznym przekonaniu, że najpóźniej za dwa dni sprawozdanie trafi na biurko Jaruzelskiego. Był to więc monolog prowadzony z nadzieją, że przekształci się w dialog - powiedział Paczkowski. Rzeczpospolita 30.08.2006

*            

*           Były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski, którego z zarzutów współpracy z SB oczyścił sąd lustracyjny, powinien mieć dostęp do archiwów IPN - uznał sąd. Paweł Moczydłowski, socjolog z wykształcenia, a w latach 80. działacz podziemnej opozycji, szefował polskiemu więziennictwu w latach 1990 - 1994. W 2004 roku wystąpił, razem z profesorem Andrzejem Rzeplińskim z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, do IPN z wnioskiem o udostępnienie dokumentów pomocnych w pisaniu książki na temat historii więziennictwa. IPN odmówił, tłumacząc, iż w materiałach instytutu są dowody na to, że Moczydłowski współpracował z SB. Pod koniec ubiegłego roku sąd lustracyjny oczyścił go z zarzutów. Po korzystnym wyroku sądu lustracyjnego Moczydłowski wystąpił do warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z wnioskiem o uchylenie decyzji IPN. Sąd uznał, że Moczydłowski ma prawo do dostępu do archiwów. W uzasadnieniu wyroku sędzia Jarosław Stopczyński nie szczędził ostrych słów pod adresem instytutu: - W tym przypadku jakiś urzędnik lub grupa urzędników uznała, że ktoś był współpracownikiem. Jest nie do pomyślenia, żeby IPN na takiej podstawie odmawiał dostępu do akt - mówił. Wyrok jest nieprawomocny. Rzecznik IPN powiedział wczoraj Rzeczpospolitej, że decyzja o jego ewentualnym zaskarżeniu zapadnie po analizie uzasadnienia wyroku. Rzeczpospolita 30.08.2006

*            

*           Prokuratura Okręgowa w Warszawie przesłuchała wczoraj w charakterze świadka prokuratora Antoniego Kurę z IPN. Przedstawił on duży zasób informacji i dokumentów na temat wyprowadzania zawartości archiwów byłej Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu do Niemiec. Na jego podstawie prokuratura utworzy listę dalszych świadków. Zeznania złoży zapewne prof. Witold Kulesza, były dyrektor Komisji. Sprawa "eksportu akt" za granicę, przede wszystkim do Niemiec, mogła trafić do prokuratury już 7 lat temu, gdy likwidowano GKBZpNP i powstawał w to miejsce IPN. Jeszcze w 1998 r. braki aktowe wykryła komisja ds. wizytacji archiwum, powołana przez dyrektora Witolda Kuleszę. Z ustaleń wewnętrznych IPN wynika, że kwestia ta była doskonale znana kierownictwu b. GKBZpNP. W 1999 r. dwukrotnie informowano minister sprawiedliwości Hannę Suchocką o brakach w aktach. Suchocka uznała, że należałoby skierować sprawę do prokuratury, ale tego nie dopilnowała. Profesor Kulesza, który miał złożyć doniesienie, przebywał za granicą, potem uznał, że lepiej, gdy zrobi to nowy prezes IPN. Jednak prof. Leon Kieres, pierwszy prezes IPN, nie uczynił tego. Wiele wskazuje na to, że proceder wysyłki akt był kontynuowany. Do dziś trwają poszukiwania dużej partii dokumentów (ok. 260 tomów akt), o których wiadomo, że zostały w 2001 r. przygotowane do wysyłki, i ślad po nich zaginął. Dotyczyły one zbrodni żandarmów w Pruszkowie, mordu w Palmirach, na Ochocie, zbrodni w Piasecznie, egzekucji ulicznych na terenie getta w latach 1943-1944 i innych. Listę dokumentów do przesyłki podpisał w ostatnim dniu urzędowania likwidator Głównej Komisji Antoni Galiński (obecnie w komisji oddziałowej w Łodzi). Według naszych informacji - prof. Kulesza naciskał w fazie likwidacji GKBZpNP na przyspieszenie wysyłki dokumentów do Ludwigsburga. Nasz Dziennik 30.08.2006

*            

*           Senator Adam Biela, członek Narodowego Koła Parlamentarnego, nie był agentem SB i złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne - orzekł wczoraj Sąd Lustracyjny w Warszawie. Adam Biela złożył wniosek o autolustrację po tym, jak znalazł swoje nazwisko na tzw. liście Nizieńskiego opublikowanej przez tygodnik "Głos".Sąd stwierdził, że senator Adam Biela w świetle zgromadzonych dowodów "nie był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa PRL". W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Rafał Kaniok zaznaczył, że odnośnie do osoby senatora zachowały się tylko dokumenty o charakterze ewidencyjnym. Od listopada 1984 r. do stycznia 1990 r. Biela był zarejestrowany jako tajny współpracownik "Rafał". Jednak jego rejestracja, jak dowodzą zeznania świadków, była "zupełnie bezpodstawna". Sędzia Kaniok podkreślił zarazem, że jeśli zapisy przygotowywanej tzw. ustawy lustracyjnej wejdą w życie, Adam Biela będzie nadal traktowany jako osobowe źródło informacji, co będzie skutkowało wygaśnięciem mandatu senatorskiego. Nasz Dziennik 30.08.2006

*             Ostatnio uwaga opinii publicznej skupiła się na rozmowach funkcjonariuszy peerelowskiego wywiadu ze Zbigniewem Herbertem latach 1968-1970 (operacja o kryptonimie „Bem”), podczas, gdy może nawet najbardziej interesujące są działania prowadzone przez SB w następnych dwóch dekadach wobec tego niepokornego pisarza. Wydają się one szczególnie ciekawe nie tyle ze względu na ich intensywność, ile na pomysłowość i finezję zaangażowanych w nią esbeków. Warto je przypomnieć tym bardziej, iż jest też element łączący obie te sprawy – wykorzystanie w walce z „Panem Cogito” tzw. Polityki paszportowej. O operacji „Herb” pisze Grzegorz Majchrzak. Gazeta Polska nr 35/2006 (30.08.2006)

 

 

finita la comedia  - czerwiec 2008

 

Forum: Polska - polityka, gospodarka, wydarzenia
Opinie do: Wałęsa: chwała agentom!

Róbcie co chcecie! Chcecie powiedzieć, że jestem agentem? No, to dobrze, cieszcie się, że jestem agentem. Agenci przewrócili komunizm, oddali wam w ręce, a wy nie wiecie, co z tym zrobić. Chwała agentom! - mówił gość "Salonu Politycznego Trójki", były prezydent Lech Wałęsa.

 

 

pokaż listę wszystkich wątków

powracajac do tytulu watku

To nie agentom i kolaborantom chwala - bo ich poczynania sa zawsze haniebne. Patrzac na dzisiejsza Polske i ostatnie 28 jej lat - to jest to zasluga wylacznie kiszczakow i jaruzelskich. Bo to oni wystrugali tego wasatego mula trojanskiego, ktorym tratuja Polske wszesz i wzdluz od roku 1980. Wczesniejsza dekada (1970 - 1979) to bylo wspomniane struganie.

Miroslaw Krupinki

Odpowiedz

29.06.08, 00:52

~miroslaw krupinski

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Przy okazji podsuwam tez link do innej strony:   http://maryla.salon24.pl/384922.html

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,95834,title,Donosiciel-Maleszka-osaczony-kona-agent-Bolek-wije-sie,wid,10102228,dodaj_opinie.html  

 

Forum: Polska - polityka, gospodarka, wydarzenia
Opinie do: "Donosiciel Maleszka osaczony kona, agent Bolek wije się...

Dziękujemy! Twoja opinia została dodana::

 

Tytuł:  jestem zaskoczony, Pani Profesor...

 

Treść opinii:  Przyznaje Pani prawo do niecheci grzebania sie w bebechach Walesy i Maleszki, ale razi mnie Pani argumentacja, szczegolnie te "mlodziencze grzechy" malego przestraszonego czlowieczka zaczynajacego dopiero swoj flirt z sbecja na poczatku lat 70 tych i pracowicie nadmuchiwanego przez ta sbecje do postaci trojanskiego mula majacego zapewnic uprzednim wlascicielom PRL bezbolesny (tylko dla nich) podboj przyszlej III i nastepnych RP. Zapewniam Pania ze te niewinne liberalizmy popelniane przez Walese na samym poczatku jego dossier sa niczym w porownaniu z tym co popelnil i do czego doprowadzil w latach 80tych i pozniejszych. Wiem ze autorzy ksiazki zapewniaja, jak i Pani, jej bohatera ze te kiepskie zlego poczatki w niczym nie umniejszaja jego wielkosci - ale jestem przekonany ze zapewnienie to stosuja jedynie jako wstepny anestetyk do dalszej vivisekcji calosci jego osiagniec. Wskazuje na to (a wiekszosc ksiazki juz przeczytalem i jej zawartosc pokrywa sie z moimi wieloletnimi obserwacjami) konsekwentne sieganie przez nich do tematyki, dokumentow i dokonan lat pozniejszych. Maleszki przypozywac jako przykladu nie bede. Kim byl i kim jest on sam i jego wieloletni protektor i pracodawca wie chyba w Polsce kazdy. Poza Pania Profesor, oczywiscie. Zdrowia i pogody ducha zycze.   / Miroslaw Krupinski

 

Nick:  ~miroslaw krupinski

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

powrót 

 

 

------------------------------------------------------------------------------------