(POWROT DO STRONY GŁÓWNEJ AUTORA)

wyzej: rzekomo zniszczona po moim
wyjeżdzie legitymacja V-ce – odnaleziona w maju 2008 przez IPN
KILKA
LAT TEMU
Wirtuakna Polonia 2006-04-18 (12:25)
—– Original Message —–
From: “Lech Wałęsa”
To: “Elizabeth Gawlas” gertruda90@hotmail.com; akozlowska@sympatico.ca;
wallyize@tpg.com.au; barburka55@hotmail.com; RBIinterior@dodo.com.au;
mj503097@janus.tele2.se; papurec@papurec.org;
jan_aniela@optusnet.com.au; pinyin05@netbay.com.au;
jasiekztoronto@rogers.com; kml@chello.at; andrewl@radiosiedem.com;
edward.makowiecki@neostrada.pl; psprycha@aems.net.au;
pamiecnarodu@tlen.pl; szeja@rogers.com; richardtech@optusnet.com.au;
tedjankowski@cogeco.ca; TylkoPolska@aster.pl; sunhouse@telus.net
Sent: Wednesday, April 12, 2006 10:41 PM
Subject: Re: Polskie serce nie umarlo
Dnia 12-04-2006
Bohaterowie? W latach 80-tych władza ludowa zachęcała
swoich politycznych przeciwników, a naszych bohaterów walki z komuną, do
opuszczenia kraju, wielu z tych zachęt ochoczo skorzystało. Osiedlili
się w krajach Europy zachodniej, w USA, Kanadzie, a nawet Australii.
Powstała nowa emigracja polityczna. Wielu „bohaterów” było
pośrednikami w przekazywaniu sprzętu i pieniędzy podziemnej
Solidarności na walkę z komuną, znaczną
część tych pieniędzy pośrednicy po prostu ukradli, co
było powodem wzajemnych oskarżeń i wylewania sobie nawzajem
wiader pomyj na łeb, ku uciesze innych nacji!
Do dziś, emigracja polityczna lat osiemdziesiątych, nie jest wstanie
się zorganizować i porozumieć, nie jest w stanie wybrać
swoje władze, uznać przywództwa kogokolwiek, nawzajem obrzucają się
błotem! Każdy z nich z osobna jest przekonany, że tylko jemu
należy się przywództwo, bo to on jest najlepszy, najmądrzejszy i
najbardziej bohaterski, żadnemu do zakutego łba nie przyjdzie,
że jest zwykłym tchórzliwym dezerterem, że żaden z nich nie
ma prawa do oceny tego, co dzieje się w kraju, ponieważ porzucili ten
kraj, uciekli z tego kraju, zdezerterowali z pola walki dla lepszego
życia, bądź własnego bezpieczeństwa. Porzucili
walczących kolegów i dziś mają czelność, oceniać
ich działania, nazywać ich zdrajcami, sprzedawczykami, etc. Zdrajcami
byli ci, co uciekli z kraju korzystając z oferty władz PRL!
Ci tchórzliwi dezerterzy, produkują swoje wypociny w Internecie,
obrzucają inwektywami tych, których zdradzili, których pozostawili w walce
z komuną wyjeżdżając z kraju, gdy tylko nadarzyła
się taka okazja, obrażają tych, którzy walczyli do końca,
nie wyjechali z kraju, mimo takich samych zachęt i nacisków władz
PRL.
Dezerterzy, którzy uciekli z pola walki, pozbawili się prawa do oceny osób
i zdarzeń, tak samo jak honoru!
Ci mali tchórzliwi ludzie, bez zahamowań opluwają tych, którzy z
kraju nie wyjechali, którzy nie bali się walczyć z PRL,
Wałęsa nie pojechał po odbiór nagrody Nobla z obawy, że
mogliby nie wpuścić go do kraju! Ustalenia okrągłego
stołu, które pozwoliły na pokojowe przejęcie władzy,
nazywają zdradą, a ich uczestników zdrajcami! Ci uczestnicy
okrągłego stołu, nie uciekli przed odpowiedzialnością,
nie wyjechali za granicę, wielu przebywało w więzieniach, byli
szykanowani, nierzadko bici i poniżani, ale kraju nie opuścili! I
takich ludzi, tchórzliwi dezerterzy, nazywają zdrajcami! Niektórzy
emigracyjni renegaci, stawiają znak równości pomiędzy zbrodniami
hitlerowskiego faszyzmu i PRL, mają czelność domagać
się jego osądzenia! To ludzie chorzy z nienawiści do
wszystkiego, co polskie, co wielkie, co nie da się splugawić! Stawiam
sprawę jasno i jednoznacznie. Dezerterzy, którzy z dezerterowali z pola
walki, bez względu na powody, nie mają absolutnie żadnych praw
do oceny wyników walki, do oceny uczestników walki, do domagania się
czegokolwiek! Tchórz nie może niczego się domagać poza
litością, nie może oceniać męstwa bohaterów, nie ma
zdolności honorowych do takiej oceny! Emigranci polityczni lat 80-tych, to
w pełnym tego słowa znaczeniu dezerterzy, oni skorzystali z
możliwości porzucenia pola walki, uciekli ze strachu przed
więzieniem, przed biciem, przed niepewnością jutra, bez
żalu pozostawili w tej walce ludzi, których dziś bez skrępowania
obrażają, oceniają, nazywają zdrajcami,
żydokomunistami, etc. etc.
Ci renegaci, uciekając z pola walki, pozbawili się prawa przebywania
na polskiej ziemi, którą porzucili jak tchórze, korzystając z oferty,
wtedy silniejszego. Gdyby mieli honor, nie przyznawaliby się do
polskości, którą bez żalu zdradzili! Ani jeden z renegatów nie
został siłą wyrzucony z kraju, wyjechali sami, w trosce o
własne bezpieczeństwo!
Emigranci polityczni lat osiemdziesiątych, niech zajmą się
sprawami swojej nowej ojczyzny, którą w chwili zagrożenia tak samo
chętnie porzucą jak Polskę! Z obrzydzeniem czytam
przysyłane nam maile przez emigrantów politycznych lat 80-tych z Niemiec,
pod szyldem SOWA, którzy bez zahamowań obrażają człowieka,
przy którym żaden z nich nie jest godny stanąć! Poczuli się
upoważnieni nie tylko do cenzury i oceny artykułu „Po Co Nam IPN”
zamieszczonego w Szerszeniu nr 11 i 12, ale również do oceny jego autora
nazywając Go żydokomunistą!
Stanisław Kot, autor artykułu, nigdy nie należał do
żadnej organizacji, jest sierotą, jego ojca i matkę w roku 1948
aresztowali nieznani ludzie i ślad po nich zaginął! Od 6 roku
życia utrzymywali go różni znajomi jego rodziców, bo nawet w domu
dziecka nie było dla Niego miejsca. On nie ma za co kochać
komunistów! Jego artykuły bolą, bo są do bólu prawdziwe, Jego
artykuły są
trudne i nie pasują do dzisiejszej „prawdy” o PRL! Nigdy nie chwalił
PRL, nigdy nie chwalił komunizmu, pisał zawsze o nim prawdę, to
ta prawda budzi wściekłość tchórzliwej emigracji i
oszołomów prawicy, gdziekolwiek są. To ta prawda, boli dezerterów,
którym nie starczyło odwagi by zostać w kraju i walczyć! Trzeba
być emigracyjnym renegatem, by człowieka tak boleśnie
doświadczonego przez komunistów, za pisanie prawdy o naszych czasach,
nazwać żydokomunistyczną mętą!
W artykule, „Po Co Nam IPN” wszystko jest prawdą! Każde jedno zdanie
w tym artykule boli tych wszystkich, którzy stworzyli nową prawdę,
wirtualną prawdę, dziś obowiązującą!
Rzeczywiście fakty zawarte w tym artykule, nie pasują do
obowiązującej prawdy w III RP!
Dla mnie, dla nas, dla milionów Polaków, jest bez znaczenia jak nazywa się
nasza Polska, to nasza ojczyzna i wolę być Jej więźniem,
niż wolnym poza Nią! Widocznie taki sam pogląd mieli ci, co nie
wyjechali z kraju, mimo zachęt, gróźb i nacisków. Bez względu na
swoje bezpieczeństwo, podjęli walkę z systemem, głosili
swoje poglądy sprzeczne z obowiązującymi! Dziś tchórzliwi
dezerterzy przebywający od lat poza granicami kraju, uzurpowali sobie
takie same prawo do oceny zdarzeń i osób jak ci, którzy tu w kraju
walczyli do zwycięskiego końca!
Bezczelność renegatów nie mieści się w głowie, oni nie
zdają sobie sprawy, kim są, oni uważają się za
bohaterów!
–
Pozdrawiam
Lech Walesa,
lwprezydent@wp.pl
MK (replika):
Wirtualna
Polonia:
Przepraszamy! Niema takiej opinii. (Wirtualna
Polonia zostala nieco po zamieszczeniu mojej odpowiedzi zhackerowana,
moje „krupinskizmy” – stala w niej pozycja w ilosci okolo 300 tekstow
zostaly z niej pozniej przez Redakcje usuniete. Ale ja jestem skrupulant i
swoje wlasne archiwa mam kompletne i trzymane poza komputerem i dlatego swoja
owczesna odpowiedz moge w calosci zacytowac.):
(Wirtualna Polonia - 18 kwietnia 2006)
Odpowiadanie na belkot jest chyba
najtrudniejszym rodzajem odpowiedzi jaka czlowiek moze podjac. Dlatego
odpowiadanie na to co podpisal Lech Walesa (bo pisal to ktos inny, biegly w
pisaniu a nie podpisany) nie sprawia mi ani przyjemnosci ani satysfakcji.
Uwazam jednak ze odpowiedziec musze i to odpowiedziec niejako z urzedu w
imieniu tych w wypowiedzi Pana oplutych. Jest to dla mnie tym trudniejsze ze
kiedys bylismy bliskimi wspolpracownikami i to Lech Walesa wysunal moja
kandydature na wiceprzewodniczacego KK na I Zjezdzie „S”, co po uzgodnieniu ze
swoim Regionem (Warminsko Mazurskim), ktorego bylem wczesniej przewodniczacym –
zaakceptowalem.
Zaczne
od przyznania pewnej marginalnej dla sprawy racji Walesie na ktorego publiczny
list adresowany do ogolu Polonii tu publicznie odpowiadam: - Prawda jest ze na
poczatku lat 80tych wyjechalo z Polski wielu opiortunistow, wielu wyslanych
przez PRL agentow, wielu ludzi przedkladajacych wyjazd (najczesciej z rodzina)
ponad wiezienie czy represje – czasem bardzo dotkliwe i uniemozliwiajace
normalne zycie. Pisze mi sie to latwo bo nie naleze do zadnej z tych kategorii
o czym L.Walesa wie.
Inna
prawda jest tez, ze wiecej ludzi wyjechalo z III RP uciekajac przed ubostwem i
przesladowaniami nie wiele rozniacymi sie od PRLowskich, wielu wyjechalo z III
RP rownie sluzbowo w czasie prezydentury Lecha Walesy i Aleksandra
Kwasniewskiego w celu inwigilacji i sterowania Polonia. Znow - jest mi latwo o
tym pisac bo i do tych kategorii nie nalezalem. Ludzie Ci zostali przez Pana
& Consortes na wyjazd skazani, zmuszeni, lub sluzbowo wydelegowani.
Wyjechalem
z Polski (a pisze o tym bo bylo zapewne wielu innych o podobnej motywacji) bo
zaobserwowalem rozpoczynajacy sie proces dawania sobie buzi naszego bylego
„Wodza” i jego wspolnikow z naszymi bylymi wrogami. Dla mnie i dla tych mnie
podobnych alternatywa wyjazdu nie bylo wiezienie, nie byla smierc glodowa, a
checia wyjazdu nie byla chec poprawienie sobie bytu. Wrecz przeciwnie – ja
zdawalem sobie sprawe, ze wyjezdzajac z pustymi kieszeniami bytu lepszego niz
mialem w PRL (szczegolnie przed uwiezieniem, ktore odsiedzialem w calosci, bez
ubiegania sie o laske ani o warunkowe zwolnienie) na emigracji sobie nie
zbuduje.
O
scenariuszu przyszlej Magdalenki, oczywiscie bez jej nazwy i daty – wiedzialem
od wczesnej wiosny roku 1983, a dowiedzialem sie o nim w wieziemniu w Leczycy
od Frasyniuka, ktory wybelkotal cala prawde o planach majac mnie za swojego -
no bo bylem wiceprzewodniczacym Zwiazku z kandydatury Walesy, a poza tym kto, w
pojeciu Frasyniuka, mogl taka swietna oferte udzialu odrzucic, nieprawdaz?
W
detale tej oferty nie wierzylem przez ponad pol roku bo byly zbyt odrazajace.
Dlatego prosto z wiezienia udalem sie
w dniu 17 wrzesnia 1983 roku do Lecha Walesy, z moim stanowojennym adwokatem,
ktory mnie na Zaspe zawiozl i ktory byl swiadkiem naszej krotkiej rozmowy.
Chcialem Walese ostrzec przed kielkujaca za naszymi (jego i moimi) plecami
zdrada. Zamiast tego zaskoczylem go i wyraznie zmieszalem faktem ze o tym wiem
i ze rozmawiamy o tym przy osobie trzeciej. Kilkakrotnie usilowal zmienic temat
i zbagatelizowac go powtarzanym pytaniem dlaczego z takim durniem jak Frasyniuk
w ogole rozmawialem. Reakcje byly czytelne i przekonalem sie ze o sprawie
wiedzial. Nie przeciagalem rozmowy i wyszedlem wraz ze wspomnianym swiadkiem.
Bylo to moje ostatnie spotkanie z Lechem Walesa, nie liczac
otarcia sie w Kosciele Swietej Brygidy, gdzie w czasie pozniejszego zabiegu
(koronerografia w Klinice Akademii Medycznej) wstapilem.
Jeszcze
przez jakis czas mialem watpliwosci czy „wiedziec” znaczylo w przypadku Walesy
„uczestniczyc” w planie. Watpliwosci rozwialy sie na poczatku roku 1986
(sledzilem uwaznie dostepne relacje o sytuacji w mozliwych zrodlach polskich, z
bibula konspiracyjna wlacznie) i zagranicznych. Relacje te i widoczne dla mnie
zjawiska potwierdzaly mi zaawansowany juz etap planu o jakim uslyszalem w ZK
Leczyca. Obrzydzenie jakie mnie wtedy opanowalo bylo glownym powodem mojego wyjazdu
Rok
czasu zajelo mi zalatwienie formalnosci emigracyjnych i likwidacja swoich spraw
w Polsce (od wyjscia z wiezienia bylem pozbawiony pracy ale mialem
zarejestrowana i dzialajaca pracownie projektowa – jestem inzynierem).
Wyjechalem 7 maja 1987 roku (a wiec przwie cztery lata po wyjsciu z wiezienia),
na zaproszenie i na koszt rzadu Australii, ktory uznal moje kwalifikacje
zawodowe za uzyteczne w nowym kraju.
Aby
dopowiedziec do konca – wyjechalem z „obrzydzenia” do zycia w Kraju, gdzie
rzadza bandyci a flirtuja z nimi, juz otwarcie, moi wczesniejsi wspoluczesnicy
walki z tymze bandytyzmem politycznym. Pierwsze lata byly emocjonalnie trudne i
pracowite bo odbudowywalem swoja baze zyciowa od zera, a wyjechalem majac lat
prawie 48. Do roku 1996 moje wiadomosci o sytuacji w Polsce i o zaistnialych
ukladach politycznych i mafijnych pochodzily glownie z listow od znajomych,
rodziny i bylych kolegow z „S”. Tresc tych informacji sprawila ze nigdy nie
zalowalem swojej decyzji wyjazdu, aczkolwiek brakowalo mi Polski i moich
wlasnych wydeptanych w niej sciezek.
Od
roku 1996 mialem dostep do internetu, zalozylem swoja witryne internetowa i
zaczalem czytac i pisac o Polsce. W roku 1997 skonczylem pisanie ksiazki
„Zaulki Zbrodni”, dostepnej w calosci na mojej witrynie wraz z glownymi
dokumentami z opisywanego okresu (13 grudzien 1981 – 17 wrzesien 1983). Ksiazka
wywolala wiele odpowiedzi i zdziwienie ze zyje i ze wogole istnialem.
Dowiedzialem sie ze wraz z poczatkiem III RP zaczeto i przeprowadzono w Polsce
dokladna czystke moich Sbeckich, prokuratordkich i sadowych dokumentow i sladow
istnienia. Zostalo mi to co wywiozlem – a poniewaz zawsze bylem systematyczny i
skrupulatny – zostaly mi oryginalne wtorniki urzedowe tak pracowicie
niszczonych w Polsce walesowskiej dokumentow.
Ksiazke
i przed jej wydaniem druklem i po jej wydaniu przekazalem do kilku adresatow, w
tym do bylego Zarzadu Regionu I „S” i do IPN rownolegle ze skladanym w roku
2001 wnioskiem o dostep do dotyczacych mnie dokumentow. Istnienie tej ksiazki
wywolywalo czesto konsternacje, czasami strach. Bo dokumentowala to co w wyniku
czystki mialo nie istniec. Nie czuje sie specjalnie wyroznionym ta czystka –
choc uwazam za miala ona zwiazek z moim rozstaniem sie z Walesa we wrzesniu
1983 roku. Wiem ze czyscili archiwa (w tym przypadku swoje, ale nie tylko) i
Walesa i Michnik i cala grupa „autorytetow” zaklopotanych swoja rzeczywista
przeszloscia. Ogladalem kilka filmow dokumentalnych, w tym posiadany do dzis
film „Nocna Zmiana”, zawierajacy i owczesne wyjasnienia Lecha Walesy, i
spoconego z mina zbitego psa Jacka Kuronia i baaardzo zdenerwowanych innych
obalaczy Rzadu Olszowskiego. Dotarla tez do mnie, juz pozniej, pewna ilosc
pokrewnych temu i podobnym wydarzeniom w III RP dokumentow, negatywow i relacji. Otrzymywalem opisy
odbieranych przez moich bylych kolegow z ZR „S” dokumentow archiwalnych z
zamazywanymi na czarno nazwiskami, co mnie samego zniechecilo do niepotrzebnej
podrozy po ich odbior.
Tak
wiec, Panie Walesa, z pewnymi wyjatkami to nie wyjezdzajacy z Polski Polacy
zdradzili swoj Kraj – to ich zdradzono i sprzedano i sprzedaje sie do dzis
zmuszajac do emigracji zarobkowej na zasadach czesto bardzo zblizonych do
przymusowych robot w czasie WWII. Ci ktorzy Pana i panska „Polske” zdradzili
wracaja z Dworca Victoria w Londynie z dziurami w portkach. To oni padli lupem
i ofiara Pana prezydentury i Pana kolesiow, libacje z ktorymi w Magdalence moze
Pan znalezc na fotkach frontowej strony witryny „USOPAL”. Ja tez je (i inne)
mam, ale szkoda mi na nie miejsca na moich witrynach. Dlaczego? – Bo wstydze
sie okresu swojej przedstanowojennej nieswiadomosci, w ktorej uwazalem Pana za
czlowieka uczciwego.
Pragne
Pana zapewnic, ze w mojej drugiej Ojczyznie – Australii czuje sie znacznie
lepiej niz z Panem czulbym sie w obecnej Polsce. I mysle ze nie czuje sie w tym
odosobniony.
Miroslaw Krupinski
b. przewodniczacy ZR „S” Regionu Warminsko Mazurskiego
b. wiceprzewodniczacy KK „S” po I Zjezdzie.
Albany, Western
Australia 18 kwietnia 2006
Po powyzszej
wypowiedzi na forum Wirtualnej Polonii pojawily sie kolejno dwie publikacje :
1/
Lecha Walesy, przyznajacego sie ze z jego polecenia i przyzwolenia z
Kiszczakiem wspolpracowalo od polowy lat 80 okolo 20 jego bliskich
wspolpracownikow i doradcow. Data byla klamstwem bo ta wspolpraca zaczela sie w
roku 1982 ( vide moja ksiazka „Zaulki Zbrodni”
i opisane tam belkoty i zachety Frasyniuka abym sie przylaczyl).
2/
Rozpaczliwy jek Frasyniuka ze Walesa nigdy sie do tego nie powinien przyznawac.
Zaraz po tym witryna Wirtualnej Polski zostala zhakerowana
i zlikwidowana wraz z archiwami. Na szczescie nie z moimi wlasnymi ktore
trzymalem zawsze poza komputerem. W kazdym racie WP juz nigdy nie zostala
odtworzona.
Niemniej – lawina ruszyla
i obrodzila publicznymi potwierdzeniami przez Walese tej bohaterskiej
kolaboracji oraz ich publikacja przez media prywatne, publiczne i panstwowe”.
Przytocze tu tylko trzy z nich (bylo ich duzo wiecej) po ktorych prawda o
ktorej pisalem od 12 lat wyszla na jaw. Oto one:
1. http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=39491 Wto 29 Sie, 2006 17:37 cytuje:
Jak donioslo dzisiejsze ZW Kuron rozmawial o przejeciu
wladzy z SB a konkretnie z tym co mial najslynniejsza szafe w III RP Lesiakiem http://i.wp.pl/a/f/gif/975/icon_lol.gif
Najlepsze jest to ze widocznie nie
skoordynowano wypowiedzi prasowych z obozu III RP gdyz TW "BOLEK"
czyli skakajcy przez plot L.Walesa "wygadal" sie dzis dla Radia
Gdansk nastepujaco:
Wałęsa
upoważnił Kuronia do negocjacji z SB
AFP
Lech Wałęsa twierdzi, że
upoważnił Jacka Kuronia i innych do prowadzenia wszelkich
możliwych negocjacji, także z SB, które mogły doprowadzić
do kompromisu z PRL-owską władzą. Odpowiada w ten sposób na
doniesienia, że Kuroń w latach 1985-89 pod przykryciem tzw. rozmów
ostrzegawczych i przesłuchań prowadził z bezpieką rozmowy
mające charakter negocjacji politycznych. O odkrytych na ten temat
dokumentach w IPN napisało dziś "Życie Warszawy".
Gazeta podała, że chodzi o operacyjne rozpoznanie o kryptonimie
Watra, które dotyczyło Jacka Kuronia.
Lech Wałęsa powiedział Radiu Gdańsk,
że około 20 osób było przez niego upoważnionych do rozmów z
władzą. Były prezydent wymienił jedynie Jacka Kuronia i
Adama Michnika. Pytany jaki był cel takich konsultacji Wałęsa
odpowiedział, że: "odblokowanie drogi do wolności".
Dodał, że rozmowy miały być prowadzone m.in. z SB, bo jego
zdaniem "bezpieka w tamtych czasach rozdawała karty". Były
lider Solidarności dodał, że jego wysłannicy tylko
rozmawiali, nie mogli jednak podejmować żadnych decyzji.
"Ostateczne decyzję podejmowałem ja, miałem silną pozycję
i wiedziałem, że nie zdradzę" - powiedział Lech
Wałęsa. Przyznał, że nie ma pewności, czy jego
wysłannicy w rozmowach z SB nie sprzeniewierzyli się idei
Solidarności.
Według "Życia Warszawy" Jacek
Kuroń w latach 80. miał się głównie spotykać z pułkownikiem
Janem Lesiakiem, tym samym który na początku lat 90. miał
prowadzić akcję inwigilacji prawicy.
Niedlugo po nim wypowiedzieli sie niejaki kierowca PKS-u
Frasyniuk (UW,PD) i Jasiu Litynski z szanownej nieboszczki UW:
Frasyniuk i Lityński: Nieuprawnione twierdzenie
"ŻW" nt. rozmów Kuronia z SBW opinii byłych opozycjonistów
Władysława Frasyniuka i Jana Lityńskiego nieuprawnione jest
twierdzenie, że Jacek Kuroń prowadził z SB rozmowy o charakterze
negocjacji politycznych, o czym napisało wtorkowe "Życie
Warszawy".
Frasyniuk i Lityński zwracają uwagę,
że Kuroń miał być niedopuszczony do rozmów przy
Okrągłym Stole. Tego argumentu używa też inny b.
członek KOR Zbigniew Romaszewski.
"Życie Warszawy" napisało, że
historycy natrafili w IPN na materiały dowodzące, że w latach
1985-1989 Kuroń prowadził z bezpieką rozmowy mające
charakter negocjacji politycznych. Jak zaznaczył dziennik, chodzi o
dokumenty z akt sprawy operacyjnego rozpoznania o kryptonimie Watra, która dotyczyła
Jacka Kuronia. Wynika z nich, że Jacek Kuroń prowadził z
bezpieką negocjacje polityczne pod przykrywką tzw. rozmów
ostrzegawczych i przesłuchań. Według "ŻW",
Kuroń miał rozmawiać w 1988 r. m.in. o przygotowaniach do
Okrągłego Stołu.
Zdaniem jednego z czołowych działaczy
opozycyjnych Władysława Frasyniuka (obecnie lidera Partii
Demokratycznej-demokraci.pl), tekst w "ŻW" dowodzi
"niekompetencji historyka IPN, który prowadził badania".
"Jeśli ktoś jest naukowcem i pracuje w
IPN, to doskonale wie, kto prowadził rozmowy z tamtą władzą
i kto był konstruktorem rozmów przy Okrągłym Stole. Z
całą pewnością był to Kościół i
część środowisk inteligenckich. Na pewno nie Jacek
Kuroń, który wtedy był wrogiem publicznym numer jeden" -
powiedział PAP Frasyniuk. Zaznaczył, że Kuroń miał
być niedopuszczony do rozmów przy Okrągłym Stole. "Taki
był warunek generałów (Czesława ) Kiszczaka i (Wojciecha)
Jaruzelskiego - może się rozpocząć Okrągły
Stół, ale bez Kuronia i bez (Adama) Michnika" - podkreślił
Frasyniuk.
Jak powiedział, Kuroń "znany był
powszechnie z tego, że w trakcie przesłuchań mówił o
potrzebie kompromisu". "Wszyscy o tym wiedzieliśmy" -
dodał. Dlatego też, zdaniem Frasyniuka, pisanie, że Kuroń
negocjował ze Służbą Bezpieczeństwa jest
"kompletnym nieporozumieniem".
Frasyniuk dodał, że w jego opinii obecnie
lustracja "służy temu, aby zabić resztki przyzwoitej
historii współczesnej Polski i obalić autorytety". "Jacek
Kuroń spędził dziewięć lat w ciężkich
więzieniach, a teraz okazuje się, że to człowiek, który w
domyśle współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa"
- mówił.
"Trudno mi sobie wyobrazić, aby władza
prowadziła rzekomo tajne negocjacje z Kuroniem, a jednocześnie nie
chciała go dopuścić do oficjalnych negocjacji" -
zauważył w rozmowie z PAP inny polityk Partii
Demokratycznej-demokraci.pl, Jan Lityński.
Według Lityńskiego, kontakty Kuronia ze SB, to
"nie były żadne rozmowy, tylko normalne przesłuchania,
połączone z ostrzeżeniami". Lityński był od 1984
r. w solidarnościowym podziemiu, członkiem Regionalnego Komitetu
Wykonawczego NSZZ "S" na Mazowsze, a w 1989 r. uczestniczył w
obradach Okrągłego Stołu.
Jak dodał Lityński, koncepcja
"Solidarności" polegała na tym, że trzeba
doprowadzić do rozmów z władzami. Według Lityńskiego,
Kuroń uważał, że trzeba doprowadzić jak najszybciej do
ugody, przynajmniej w sprawach gospodarczych. "I o tej koncepcji Jacek
mówił zarówno prywatnie, jak i w podziemiu (...) a także w
wystąpieniach publicznych. I mówił to także podczas
przesłuchań przez SB" - zaznaczył Lityński.
Zdaniem Lityńskiego, bardzo trudno powiedzieć,
co dokładnie mówił wtedy Kuroń, ponieważ "nie wiemy,
co z tym robiła SB".
"Pomysł, że Jacek Kuroń był
człowiekiem ugody z SB i w związku z tym prowadził negocjacje,
mógł powstać tylko w głowie kogoś, kto nie rozumie, nie zna
tamtych czasów. Wnioski, które wysnuwa »Życie Warszawy«, są
całkowicie nieuprawnione" - ocenił Lityński.
Również zdaniem innego działacza KOR, obecnie
senatora, Zbigniewa Romaszewskiego, Kuroń nie odgrywał
"czołowej roli" przy organizowaniu rozmów Okrągłego
Stołu. "Ledwie jakoś w końcu go doproszono. Generalne
rozmowy były prowadzone przez Episkopat i otoczenie Lecha Wałęsy
- (Bronisława) Geremka, (Tadeusza) Mazowieckiego, (Andrzeja)
Wielowieyskiego" - wspomina Romaszewski.
Kuroń był jednym z liderów opozycji
demokratycznej w PRL. W 1964 roku wraz z Karolem Modzelewskim napisał
"List otwarty do partii", za co został skazany na 3 lata
więzienia. W marcu 1968 roku został skazany na kolejne 3,5 roku
więzienia. W 1976 roku zakładał KOR.
We wrześniu 1980 roku był doradcą
Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ
"Solidarność". Internowany po wprowadzeniu stanu wojennego
w grudniu 1981 roku, zwolniony na mocy amnestii w 1984 roku. Brał
udział w rozmowach Okrągłego Stołu.
A na koniec jakby bylo malo wypowiedzial sie slynny
lautorytet moralny z SB czyli czlowiek slynacy z posiadania najslynniejszej
szafy III RP plk.Lesiak:
Były funkcjonariusz SB pułkownik Jan Lesiak nie
zgadza się z tezą niektórych historyków IPN, że SB była
używana przez część opozycji do negocjacji z peerelowska
władzą. Według Lesiaka, w imieniu opozycji z władzą
negocjował Episkopat Polski.sic !!!
Komentując artykuł w dzisiejszym
"Życiu Warszawy" Lesiak powiedział, że legenda
opozycji Jacek Kuroń nigdy nie negocjował ze Służbą
Bezpieczeństwa. Założyciel KOR - u był wielokrotnie
zatrzymywany na rozmowy ostrzegawcze i przesłuchania, które prowadził
między innymi właśnie Jan Lesiak. Były funkcjonariusz SB
powiedział, że Jacek Kuroń był rozmowny, ale powtarzał
jedynie to, co mówił oficjalnie, na przykład w wywiadach, udzielanych
zachodnim dziennikarzom.
"Życie Warszawy" cytuje notatki
pułkownika Lesiaka z rozmów z Jackiem Kuroniem prowadzonych od roku 1985.
Kuroń - według jednej z notatek - sugerował, że władze
mogłyby by rozpocząć negocjacje z mniej radykalną
grupą działaczy "Solidarności".
Pułkownik Lesiak powiedział, że ten
pogląd opozycjonisty również był znany z jego publicznych
wypowiedzi. Według byłego funkcjonariusza SB,
działalność Kuronia w dużej mierze polegała właśnie
na gaszeniu radykalnych nastrojów, gdyż dawały władzy argument
do represjonowania opozycjonistów. Lesiak zaznaczył, że w tym sensie
wezwania do ograniczenia radykalnych postaw, na niektórych etapach mogły
być dla władzy niewygodne.
Według pułkownika Lesiaka, Jacek Kuroń nie
był postrzegany jako ktoś ugodowy, o czym świadczy fakt, że
początkowo chciano go wykluczyć z rozmów Okrągłego
Stołu w 1989 roku.
Pułkownik Jan Lesiak powiedział też,
że inwigilował Jacka Kuronia od 1978 lub 1979 roku. Dodał,
że w jego odczuciu Kuroń nigdy nie traktował funkcjonariuszy SB
jako wrogów, lecz jako przeciwników politycznych. Lesiak przyznał, że
fakt iż on sam został pozytywne zwryfikowany do pracy w UOP
zawdzięcza ustnej opinii Jacka Kuronia. Według Lesiaka notatka na ten
temat jest w dokumentach weryfikacyjnych.
Coz wystarczy dodac uderz w stol a nozyce sie odezwa
tylko w tym wypadku koordynacja dzialan byla na mizernym poziomie jeden mowi to
drugi cos innego czyli gow.I tak krok po kroku poznajemy kulisy powstawania III
RP czyli republiki kolesi a wykolegowany zostal narod i jakze znamiennie brzmia
slowa J.Kurtyki(prezesa IPN-u) ze gdy akta SB beda powszechnie dostepne
bedziemy pisac ostatnie lata historii Polski na nowo....
2. http://tomaszlis.wp.pl/forum_posting.html
Wysłany: Wto 12 Wrz, 2006
|
|
|
Apel do Polaków!!!!!!!!!!!!!!!
|
4 września 2006
KRÓTKO:
finita la comedia - czerwiec 2008
Forum: Polska -
polityka, gospodarka, wydarzenia
Opinie do: Wałęsa: chwała agentom!
Róbcie co
chcecie! Chcecie powiedzieć, że jestem agentem? No, to dobrze,
cieszcie się, że jestem agentem. Agenci przewrócili komunizm, oddali
wam w ręce, a wy nie wiecie, co z tym zrobić. Chwała agentom! -
mówił gość "Salonu Politycznego Trójki", były
prezydent Lech Wałęsa.
powracajac do tytulu watku
To
nie agentom i kolaborantom chwala - bo ich poczynania sa zawsze haniebne.
Patrzac na dzisiejsza Polske i ostatnie 28 jej lat - to jest to zasluga
wylacznie kiszczakow i jaruzelskich. Bo to oni wystrugali tego wasatego mula
trojanskiego, ktorym tratuja Polske wszesz i wzdluz od roku 1980. Wczesniejsza
dekada (1970 - 1979) to bylo wspomniane struganie.
Miroslaw
Krupinki
29.06.08,
~miroslaw krupinski
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przy okazji podsuwam
tez link do innej strony: http://maryla.salon24.pl/384922.html
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Forum: Polska - polityka, gospodarka, wydarzenia
Opinie do: "Donosiciel Maleszka osaczony kona, agent Bolek wije się...
Dziękujemy!
Twoja opinia została dodana::
Tytuł: jestem
zaskoczony, Pani Profesor...
Treść opinii: Przyznaje Pani prawo do niecheci grzebania sie w bebechach Walesy i
Maleszki, ale razi mnie Pani argumentacja, szczegolnie te "mlodziencze
grzechy" malego przestraszonego czlowieczka zaczynajacego dopiero swoj
flirt z sbecja na poczatku lat 70 tych i pracowicie nadmuchiwanego przez ta
sbecje do postaci trojanskiego mula majacego zapewnic uprzednim wlascicielom
PRL bezbolesny (tylko dla nich) podboj przyszlej III i nastepnych RP. Zapewniam
Pania ze te niewinne liberalizmy popelniane przez Walese na samym poczatku jego
dossier sa niczym w porownaniu z tym co popelnil i do czego doprowadzil w
latach 80tych i pozniejszych. Wiem ze autorzy ksiazki zapewniaja, jak i Pani,
jej bohatera ze te kiepskie zlego poczatki w niczym nie umniejszaja jego
wielkosci - ale jestem przekonany ze zapewnienie to stosuja jedynie jako
wstepny anestetyk do dalszej vivisekcji calosci jego osiagniec. Wskazuje na to
(a wiekszosc ksiazki juz przeczytalem i jej zawartosc pokrywa sie z moimi wieloletnimi
obserwacjami) konsekwentne sieganie przez nich do tematyki, dokumentow i
dokonan lat pozniejszych. Maleszki przypozywac jako przykladu nie bede. Kim byl
i kim jest on sam i jego wieloletni protektor i pracodawca wie chyba w Polsce
kazdy. Poza Pania Profesor, oczywiscie. Zdrowia i pogody ducha zycze. / Miroslaw Krupinski
Nick: ~miroslaw
krupinski
Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut
------------------------------------------------------------------------------------